Stanisław Głąbiński: Rządy sanacji w Polsce (1926-1939) cz. I

Tekst Stanisława Głąbińskiego jest suplementem do wydanych wiosną 1939 roku wspomnień politycznych.
„Po nas może przyjść potop” (apres nous le deluge) – powiedzieć miała pani markiza de Pompadour, ulubienica króla Ludwika XV, kiedy jej wyrzucano marnotrawienie skarbu publicznego, powoływanie nieudolnych faworytów na naczelne stanowiska w wojsku i administracji cywilnej, lekkomyślną politykę zagraniczną, prowokowanie uczuć ludności. Rzeczywiście, w dwadzieścia pięć lat po jej śmierci nadszedł ów potop, który pociągnął za sobą mnóstwo niewinnych ofiar, ale wstrząsnął sumieniem Francji i całej Europy oraz przyczynił się do odrodzenia Francji.

Po dokonaniu zamachu majowego zawołał był triumfalnie naczelny publicysta obozu pomajowego, redaktor Stpiczyński: „Mamy władzę na piętnaście lat zabezpieczoną”, nie wchodząc w to, jak wyjdzie na tym zwycięstwie Polska.

REKLAMA/Advertisement

Oto dzisiaj jesteśmy świadkami i ofiarami tego lekkomyślnego i niegodziwego targnięcia się na majestat Polski. Nie minęło piętnaście lat, upłynęła zaledwie kabalistyczna liczba Piłsudskiego – trzynastka – a już świat cały ze zdumieniem patrzy na pogrążenie Polski w straszliwej katastrofie. Trudno ocenić, co w tej katastrofie jest dziełem przemocy, a jaka część winy spada na trzynastoletnie rządy pomajowe. W każdym razie ciężka wina i bezgraniczna odpowiedzialność spada na tych ludzi, którzy wiedzeni żądzą władzy, mściwością oraz pożądaniem dobra państwowego objęli rządy bez żadnego poczucia odpowiedzialności i sprawowali je tak, jakby chcieli za ową nierządnicą powiedzieć: „Po nas może przyjść potop”.

Rozdział pierwszy
Sprawca buntu i zamachu stanu„wskrzesicielem” państwa

REKLAMA/Advertisement

Odważnym i zuchwałym sprzyja szczęście. Józef Piłsudski był człowiekiem odważnym i zuchwałym, mściwym i okrutnym. Unosiła go ponad wszystko niezmierzona ambicja i pycha, wzgarda dla otoczenia, które wraz z całym społeczeństwem polskim nie wahał się nazwać „narodem idiotów”. Sam, jakby był nadczłowiekiem, jakby nie zaliczał się do tego narodu, miał zwyczaj przemawiać do Polaków – „wy Polacy”. Jak traktował najbliższych, najlepiej świadczą strzępy meldunków Sławoja Składkowskiego, byłego ministra spraw wewnętrznych i ostatniego kilkuletniego premiera. Nawet najwierniejszego Rydza-Śmigłego, dziedzica swojej godności i sławy, nazwał raz na zebraniu oficerów w Wilnie w przystępie dobrego humoru „najgłupszym” człowiekiem na świecie. Jako wodza nad wodzami uznawał powagę wojskową jedynie Napoleona. Tego oto człowieka obwołała jego własna klika Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) i legionistów „wskrzesicielem” Polski. Przez długi czas nazwa ta nie zyskiwała echa w społeczeństwie polskim, które dobrze wiedziało, że legion Piłsudskiego, stworzony przy udziale sztabu austriackiego, nie był ani jedyną, ani największą polską organizacją wojskową i niepodległościową, że wyprawa kijowska, podjęta przez Piłsudskiego, byłaby się skończyła straszliwym pogromem Polski, gdyby nie armia ochotnicza pod wodzą Józefa Hallera, cud nad Wisłą i zwycięstwo Sikorskiego nad Wkrą. Po dokonanym zamachu i po rezygnacji prezydenta Wojciechowskiego i rządu Witosa Piłsudski nie ogłosił się dyktatorem, lecz starał się utwierdzić w opinii publicznej przez wyjaśnienie przyczyn krwawego i gwałtownego czynu. Na jego życzenie, zaprosił premier nowego rządu Kazimierz Bartel na herbatkę prezydia wszystkich klubów sejmowych. W dniu 29 maja 1926 r. jawiły się w Prezydium Rady Ministrów wszystkie, oprócz klubu Związku Ludowo-Narodowego, w imieniu którego zapowiedziałem, że nie przybędę na znak protestu przeciwko zamachowi i przeciwko udziałowi Piłsudskiego w zebraniu legalnego przedstawicielstwa narodu.

Wedle relacji uczestników Piłsudski miał przemówienie do zebranych wytykające Sejmowi polskiemu niepopełnione zbrodnie i zapowiadające silne rządy „bata”. Między innymi miał powiedzieć: „Głównymi powodami obecnego stanu rzeczy w Polsce, to jest nędzy, słabizny wewnętrznej i zewnętrznej, były pozostające bezkarnie złodziejstwa. Wydałem wojnę szujom, łajdakom, mordercom i złodziejom, i w walce tej nie ulegnę. Moim programem jest zmniejszenie łajdactwa i utorowanie drogi uczciwości”.
Poza tym Piłsudski zażądał zwiększenia uprawnień rządu przez ograniczenie praw Sejmu. „Sejm i Senat mają nadmiar przywilejów i należy, aby ci, którzy powołani są do rządów, mieli więcej praw”. To drugie żądanie było tylko echem powszechnej opinii sfer umiarkowanych, reprezentowanej głównie przez Związek Ludowo-Narodowy. Największą popularność Piłsudski zdobył przez żądanie pierwsze, tak łatwo przemawiające do umysłowości tłumów.

REKLAMA/Advertisement

Wkrótce jednak po ścisłych badaniach i śledztwach okazało się, że owi „szuje, mordercy,łajdaki i złodzieje” nie znajdowali się po stronie oskarżonej, lecz po stronie oskarżycielskiej i krzewili się odtąd bujnie w nieskończoność na gruncie przez bunt wojskowy i zamach stanu użyźnionym.

Najzgubniejszym dla Polski następstwem powrotu Piłsudskiego do władzy było w polityce wewnętrznej ponowne braterstwo broni z Niemcami, połączone z lekceważeniem groźnego z tej strony niebezpieczeństwa dla bytu Polski. W polityce wewnętrznej zaś – rozpanoszenie się tak zwanej sanacji moralnej, terroru policyjnego oraz programowej walki z obozem narodowym i niezależnym ludowym jako zasadniczym przeciwnikiem „sanacji moralnej” i policyjnego systemu rządów. Jakie skutki z tego wynikły, widzi to dzisiaj każdy myślący człowiek. Wobec katastrofy znikają pewne dodatnie wyniki, osiągnięte przez te rządy przy pomocy obozu narodowego przy reformie Konstytucji marcowej, dokonanej już w 1926 r., mianowicie wzmocnienie rządu i usprawnienie działalności Sejmu. Nic nie może usprawiedliwiać braku miliardowych funduszów na stworzenie silnej floty powietrznej i na ufortyfikowanie granic, ponieważ Piłsudski po zamachu objął Ministerstwo Spraw Wojskowych i był później premierem. W okresie 1927-1929 były zaś ogromne nadwyżki budżetowe. Kredyt państwowy dzięki temu wzrósł w kraju i za granicą, a pomimo to nie podjęto wcale próby zabezpieczenia państwa pod względem militarnym i porozumienia się ze wschodnim sąsiadem.

Przeciwnie – nastał dłuższy okres państwowej rozrzutności i „radosnej twórczości”. Starano się wmówić w naród, że pod rządami Piłsudskiego obrona i bezpieczeństwo państwa spoczywają na gruntownej podstawie, a do zbadania magazynów wojskowych nie dopuszczano ani Komisji Wojskowej, ani Najwyższej Izby Kontroli Państwa, pod pozorem zabezpieczenia tajemnic wojskowych przed ludźmi niepowołanymi.

Coraz serdeczniejsze stosunki z hitlerowcami nie pozwalały na bezwzględne śledzenie, ściganie i karanie osób podejrzanych o szpiegostwo i zdradę kraju na rzecz Niemiec. Stracenie z motywów osobistych tak znakomitej siły lotniczej, jaką był generał Zagórski, który nasze lotnictwo zdolny był podnieść na wyżyny techniki, nie świadczy o tym, aby w tej sferze interes państwa przeważał nad interesem osobistym.

Ściśle stosunki Piłsudskiego z Niemcami od czasów jego przynależności do partii socjalistycznej i „rewolucji” z 1905 r., następnie braterstwo broni w wojnie światowej i nawiązanie po wojnie serdecznych stosunków dyplomatycznych z rządem niemieckim przez przyjęcie Kesslera jako ambasadora niemieckiego, były przeszkodą dla wzmocnienia przymierza z Francją i przyjacielskich stosunków z Anglią i Rosją sowiecką. Takie surogaty tych przymierzy, jak sojusz z Rumunią, nie na wiele przydały się nam w czasie wojny. Przeszłość rewolucyjna Piłsudskiego była źródłem jego nienawiści i nieustającej walki z obozem narodowym, szczególnie z Narodową Demokracją. Walka ta była jego żywiołem życiowym, przedmiotem jego kombinacji politycznych, a pojednawczość ze strony obozu narodowego zaostrzała tylko tę zawiść i pragnienie zdeptania, sprowokowania i zniszczenia ruchu narodowego w Polsce. W czasie wojny światowej nie chciał wchodzić w żadne układy z Centralnym Komitetem Narodowym we Lwowie, co do wspólnej akcji w sprawie Polski. Po przyjeździe z Magdeburga przed stworzeniem rządu dawał mi do zrozumienia, że może tworzyć tylko rząd socjalistyczny bez udziału narodowców, co też uczynił.

Piłsudski starał się utrzymać formy demokratyczne tylko dla pozorów, a może ze względu na „złożenie” możliwej odpowiedzialności na „sejmokrację” jako na kozła ofiarnego. W istocie był despotą i nie myślał z nikim dzielić się władzą. Już jako Naczelnik Państwa Piłsudski nie uznawał woli Sejmu Konstytucyjnego i prowadził własną, odrębną politykę zagraniczną i wewnętrzną. Był za polityką federacyjną przeciw polityce sejmowej, polityce zjednoczenia państwa. Był za stworzeniem samoistnej Ukrainy i w tym celu na własną rękę porozumiewał się z Petlurą oraz podjął wyprawę kijowską, robił trudności w utworzeniu armii polskiej przez pobór sześciu roczników, rezerwował ewentualnie dla siebie kresy wschodnie wbrew uchwałom sejmowym, nie respektował uchwał sejmowych w sprawie przyłączenia Wileńszczyzny do Polski zgodnie z żądaniem sejmu wileńskiego, nawet wobec dyplomacji obcej nie ukrywał swej odrębnej polityki. Był mistrzem demagogicznej propagandy, posługując się wyzwiskami rzucanymi na Sejm i sejmokrację, oczerniając ministrów i posłów, oskarżając ich o kradzieże i łajdactwa, co trafiało do przekonania tłumów, chociaż żadnego zarzutu, mając pełną władzę, udowodnić nie zdołał.

REKLAMA/Advertisement

Piłsudski był człowiekiem silnej ręki i silnej woli, a pomimo to umiał sobie zjednywać serca zwolenników, którzy otaczali go wiarą, czcią i uwielbieniem do śmierci. Miał wielkie zdolności tworzenia i utrzymywania konspiracji swoich przyjaciół, ale nie przywiązywał znaczenia do jedności całego narodu.

Jako człowiek bojowy nie mógł żyć bez walki wewnętrznej, gdy nie prowadził bojów z wrogami zewnętrznymi. Stąd nie nadawał się na ojca i przywódcę narodu, który powinien otaczać miłością i przyjaźnią wszystkie warstwy narodu i wszystkich ludzi dobrej woli miłujących ojczyznę, bez względu na ich polityczne przekonania i stanowiska. Sprzeciwu najbliższych przyjaciół nie znosił. Gdy przed zamachem był u swego przyjaciela Wojciechowskiego, jako prezydenta Rzeczypospolitej, z jakimś życzeniem czy żądaniem, ale spotkał się z odmową, wyszedł z salonu oburzony i na schodach pałacu belwederskiego, w obecności warty, wybuchnął groźbą: „Ja zgaszę tę gromnicę”. I naprawdę zgasił ją wkrótce, korzystając z zupełnej bezkarności swoich gróźb i wyzwisk, dzięki słabości i pobłażliwości prezydenta i rządu.

Stanisław Głąbiński

————-
Stanisław Głąbiński (1862 – 1941) był prawnikiem, politykiem i publicystą, profesorem ekonomii politycznej na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, zastępcą członka Rady Obrony Państwa w 1920 r. Reprezentował Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne (od 1905 był prezesem tego ugrupowania). W latach 1907–1911 był prezesem Koła Polskiego w Sejmie Krajowym Galicji oraz prezesem Polskiego Koła Sejmowego. W 1919 został posłem na Sejm Ustawodawczy, a w październiku 1919 – członkiem Związku Ludowo-Narodowego (ZLN). Sprawował stanowisko prezesa Rady Naczelnej tego ugrupowania oraz szefa klubu sejmowego ZLN. W latach 1928–1935 był senatorem, jak również przewodniczącym klubu senackiego Stronnictwa Narodowego (SN). Sprawował także funkcję szefa struktur SN na terenie Małopolski. W czasie II wojny św. aresztowany przez NKWD, zmarł w więzieniu w Charkowie.