REKLAMA

REKLAMA

Paryski kryzys 6 lutego 1934 r.

141

Tzw. kryzys 6 lutego 1934 r. był anty-parlamentarną demonstracją uliczną w Paryżu zorganizowaną przez szereg nacjonalistycznych oraz monarchistycznych stowarzyszeń (m.in. Action Française, Jeunesses Patriotes, Solidarité Française, Francisme, Croix de Feu) i organizacji weteranów, której kulminacją były zamieszki na Place de la Concorde , w pobliżu siedziby francuskiego Zgromadzenia Narodowego. Policja zastrzeliła tego dnia 15 demonstrantów. Według lewicy była to próba zorganizowania “faszystowskiego zamachu stanu”. Jednak według historyka Joela Coltona, ” „konsensus między uczonymi jest taki, że nie było uzgodnionego ani jednolitego planu przejęcia władzy i że ligom brakowało spójności, jedności lub przywództwa, aby osiągnąć taki cel”.

Od 1931 r. Francja znajdowała się w stanie głębokiego kryzysu gospodarczego. Najbardziej dotknął on klasę średnią, która tradycyjnie popierała kolejne rządy III Republiki. Doszło też do kryzysu politycznego. Od maja 1932 do stycznia 1934 r. było 5 kolejnych lewicowych rządów, które nie umiały sobie poradzić z pogarszającą się sytuacją. Dochodziło też do wielu politycznych i gospodarczych skandali. W konsekwencji rosły w siłę tzw. ligi antyparlamentarne, czyli prawicowe partie i ruchy polityczne. 6 lutego 1934 r. dziennik Akcji Francuskiej „L’Action Française” wezwał swoich czytelników: “Po wyjściu z biur paryżanie udadzą się przed Izbę Deputowanych, aby dać do zrozumienia rządowi i jego parlamentarnym poplecznikom, że mają dość tego wstrętnego reżimu”.

REKLAMA

W wyniku wydarzeń 6 lutego rząd Daladiera podał się do dymisji. Było to pierwsze w dziejach III Republiki ugięcie się gabinetu pod presją publiczną. Na wydarzenia 6 lutego zareagowała czynnie lewica (socjaliści i komuniści). 9 lutego w rejonie paryskich Dworca Północnego i Dworca Wschodniego ponownie doszło do rozruchów. Kolejne ofiary pojawiły się 3 dni później podczas ogłoszonego przez lewicowe związki zawodowe strajku generalnego. Liczba zabitych w dniach od 6 do 12 lutego 1934 r. wzrosła ogółem do 28 osób. Były to najbardziej krwawe w Paryżu zajścia od 1871 r., a więc od czasów Komuny Paryskiej. Dalsze konsekwencje były takie, że powstał prawicowy rząd jedności narodowej pod przewodnictwem byłego prezydenta Gastona Doumergue’a, który jednakże nie umiał wyprowadzić Francji z kryzysu. W rezultacie w 1936 r. wybory parlamentarne wygrał Front Ludowy, czyli koalicja komunistów, socjalistów i radykałów lewicowych.

Wydarzeniom z 6 lutego krótki tekst poświęcił Stanisław Cat- Mackiewicz.

REKLAMA

Reklama

¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤

Podziwiam naród francuski. I dlatego powtórzę impresje naocznego świadka, który był na Konkordzie w dniu 6 lutego 1934 roku, kiedy rojaliści, byli kombatanci i inne grupy prawicowe szli demonstrować przed parlament z jednym tylko okrzykiem: “Precz ze złodziejami!”.

Na rozkaz pana Frota, dyktatora aspiranta, od strony siedziby parlamentu, pałacu Burbońskiego, rozpoczęły się salwy z rewolwerów, oddawane przez tak zwaną <>, to jest policyjną siłę zbrojną, coś w rodzaju pieszej żandarmerii. I każda taka salwa zamiast rozpraszać demonstrantów targała tym tłumem naprzód, porywała tych Francuzów ku tym, którzy strzelają. Na zapach prochu i zapach krwi tłum reagował wybuchem odwagi, wybuchem naprzód. Tam dalej, poza asfaltami placu Zgody, poza cudnymi liniami tego najwspanialszego placu miejskiego całego świata, na rue Royale, panie, które znalazły się na chodnikach tej eleganckiej arterii paryskiej, panie, które przyszły za demonstracjami, dziewczyny z rodzin arystokratycznych, kobiety, które znalazły się na tej ulicy przypadkiem, i wreszcie stale tam krążące luksusowe prostytutki wpadały do kawiarń, a zwłaszcza do znanej, wielkiej kawiarni Webera, porywały serwery i rużdelewrem znaczyły na tych białych serwerach czerwony krzyż. Organizowały szpital dla rannych. Na mokrych od piany szampana stolikach Webera popłynęła krew rannych, których tam składano. Kobiety z przewiązanymi serwetami z czerwonym krzyżem, wymalowanym rużdelewrem, biegały po rannych na plac Zgody. Trochę operetki, uhonorowanej krwią prawdziwą. I znowuż salwy, i znowu ten bezbronny tłum rusza naprzód do ataku na strzelających. To odważny, to bojowy naród ci Francuzi.

REKLAMA