Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw: “Mali i średni tego nie wytrzymają”

– Przedsiębiorcy są sfrustrowani nie dlatego, że nie wierzą w pandemię, że podważają walkę z chorobą. Ale dlatego, że widzą tu niekonsekwencję. Lepiej zamykać na krótko całą gospodarkę niż miesiącami dusić konkretne branże, czego skutkiem będzie, że na rynku zostaną same zagraniczne korporacje. Bo mali i średni przedsiębiorcy tego nie wytrzymają – powiedział Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw w rozmowie z DoRzeczy.pl.

– Przedsiębiorcy powinni wiedzieć, jak długo potrwa zamknięcie ich firm. Musi to być przewidywalne. Niezależnie od tego, czy przedsiębiorcy przysługuje pomoc z tarczy od rządu, czy nie, to musi wiedzieć, na czym stoi. Z prostej przyczyny – jeśli właściciel firmy wie dokładnie, że jego zakład będzie zamknięty przykładowo przez 30 dni, to może kalkulować – aha, mam miesiąc przerwy, więc w tym czasie wstrzymam takie wydatki, gdzieś to skalkuluję, wezmę może gdzieś kredyt itd. Jeżeli natomiast rząd ogłasza, że wszystko będzie zamknięte do 28 grudnia, a pod koniec grudnia dostajemy informację, że jednak to przedłuży się do 17 stycznia, a potem, że do końca stycznia, ale nie ma gwarancji, że w lutym będzie otwarte, to ten przedsiębiorca nie jest w stanie nic zaplanować. Dodatkowo działa to dla niego fatalnie psychologicznie. To jeden powód, dla którego należy otworzyć gospodarkę według wcześniejszego planu premiera Mateusza Morawieckiego. Jest też drugi powód, bardzo istotny – mówi Abramowicz i dodaje, że brakuje pieniędzy na pomoc biznesom.

– Nie ma wystarczających pieniędzy w budżecie. Już teraz te rekompensaty są mniejsze niż na wiosnę, bo na wiosnę było to 140 miliardów, teraz jest 35 mld, a więc kilkakrotnie mniej, a w nieskończoność nie da się drukować obligacji i nieustannie zadłużać państwa, o czym alarmują naukowcy z rady przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców, w której zasiadają przedstawiciele uczelni ekonomicznych i wydziałów ekonomicznych. Potwierdzają oni, że w nieskończoność się nie da, blokada powinna być ostatecznością a jej czas ograniczony. Takim tokiem myślenia szedł pan premier. W listopadzie ogłosił optymalny plan wychodzenia z pandemii. W tej chwili mamy spadek zachorowań. Gdyby trzymać się tego planu, to w sporej części kraju działalność z pewnymi ograniczeniami mogłaby być wznowiona. W północnej części Polski wciąż jest wiele zachorowań, tam byłaby strefa czerwona, więc tam trzeba byłoby jeszcze poczekać. Jednak w pozostałej można by już działać. Gdyby trzymać się tego planu, sytuacja byłaby znacznie lepsza. Tak przedsiębiorcy nie wiedzą, czy utrzymywać miejsca pracy, czy nie, co planować, jak działać – dodaje i zaznacza, że na działaniach rządu zyskują zagraniczne korporacje, a tracą polskie małe przedsiębiorstwa.

Dziś jedna galeria zagraniczna jest otwarta i wirusa nie ma, a w drugiej, gdzie są małe polskie sklepiki, wirus już jest. Inny przykład. Jest wielka hala produkcyjna, zatrudniająca półtora tysiąca ludzi. Przychodzi 600 osób na zmianę. I pracują obok siebie, po pracy idą pod prysznic. A obok jest klub fitness, gdzie przychodzi 20 osób. I tam już zakład zostaje zamknięty. I tego przedsiębiorcy nie rozumieją. Są sfrustrowani nie dlatego, że nie wierzą w pandemię, że podważają walkę z chorobą, ale dlatego, że widzą tu niekonsekwencję. Lepiej zamykać na krótko całą gospodarkę niż miesiącami dusić konkretne branże, czego skutkiem będzie, że na rynku zostaną same zagraniczne korporacje. Mali i średni przedsiębiorcy tego nie wytrzymają. Szczególnie, że dziś wielu tych przedsiębiorców wypada z tarczy, bo nie spełnia kryteriów, by pomoc od rządu uzyskać. Te kryteria tez są dla wielu niezrozumiałe. Rekompensaty dostaną firmy których obroty spadły o 30 proc., ale mają właściwe PKD. Jednak nie otrzymają takie, które mają 100 proc. spadku, czyli są całkowicie zamknięte, bo PKD się nie zgadza. Ludzie tego nie potrafią zrozumieć i zaakceptować. Dlatego uważam, że należy jak najszybciej otworzyć gospodarkę, wrócić do planu sprzed kilku miesięcy. Jeśli nie ma zakażeń to jest strefa zielona, jeśli są – żółta bądź czerwona. I ograniczenia uzależnić należy od liczby zakażeń. Na pewno nie można utrzymać sytuacji, w której część gospodarki jest zamknięta bez wizji jej otwarcia – podsumowuje gorzko Abramowicz.

REKLAMA/Advertisement