Roman Rybarski: Podstawy narodowego programu gospodarczego cz. VI

3. Kapitalizm państwowy i upaństwowienie kredytu.

W dzisiejszym gospodarstwie, także i u nas, zaznaczają się tendencje, które w sposób nie dla wszystkich widoczny, odbierają praktyczną treść własności prywatnej i wolnej gospodarce, przede wszystkim drogą przejęcia przez państwo organizmu kredytowego. Warto dokładniej zanalizować to zjawisko. Wolna gospodarka przejawia się zasadniczo w dwóch postaciach. Używając, w braku lepszego, terminu „kapitalizm”, możemy odróżnić kapitalizm bierny i kapitalizm czynny. Kapitalizm bierny polega na gromadzeniu oszczędności, od których otrzymuje się stały procent. Wypożyczonym kapitałem posługuje się kapitalista czynny – przedsiębiorca, który swoje przedsiębiorstwo prowadzi na własny rachunek. Otóż doświadczenia ostatnich lat wskazują, że pań­stwa, które świadomie czy nieświadomie urzeczywistniają tak zw. planową gospodarkę, uznają przynajmniej na razie kapitalizm bierny w rękach prywatnych, a biorą na siebie kapitalizm czynny.

Przykładu dostarcza gospodarka sowiecka. W Rosji sowieckiej wolno jest mieć procent od kapitału. Nie tylko wolno, lecz państwo, apelując do swoich obywateli, by ci pożyczali państwu pieniędzy, rozszerza zakres tego biernego kapitalizmu. Urzeczywistnia kapitalizację przymusową, zabierając znaczną część dochodu społecznego, znaczną część płacy roboczej na przymusową oszczędność. Gdy tych przymusowych pożyczek będzie coraz więcej, robotnik stanie się kapitalistą, wierzycielem, u którego pań­stwo na poważne sumy jest zadłużone. Inna rzecz, czy w miarę wzrostu tego długu wewnętrznego pań­stwo nie utraci zdolności płacenia od niego procentów. W innych państwach podobny proces odbywa się na odrębnym tle, bez związku z planem gruntownej przebudowy ustroju. Po prostu państwo potrzebuje coraz więcej pieniędzy, a równocześnie rozporządza aparatem kredytowym, który wydobywa ze społeczeństwa bierne kapitały. Występuje jako dłużnik, dłużnik bardzo natarczywy, który zabiera narastające oszczędności, a czasami nawet kapitał obrotowy prywatnych przedsiębiorstw, do swojej dyspozycji. Te kapitały służą albo na pokrywanie deficytu budżetu, albo na różne wydatki nadzwyczajne.

W Polsce ten proces bardzo wyraźnie wystąpił w r. 1933, kiedy państwo parokrotnie zaapelowało do kredytu wewnętrznego, a równocześnie na potrzeby swoje i swoich przedsiębiorstw zużywa zdolność udzielania kredytu instytucji emisyjnej. Powstaje faktyczny monopol kredytowy w rękach państwa. Państwo jest nie tylko głównym dłużnikiem, lecz równocześ­nie, dając różne przywileje swoim instytucjom finansowym, podkopuje i zwęża rozwóij prywatnych instytucyj kredytowych. Jeszcze większe rozmiary przybrała ta tendencja we Włoszech. Tam już dług państwa dochodzi do 100 miliardów lirów. Tam przeprowadza się „dobrowolne” konwersje kredytu i „dobrowolne” pożyczki wewnętrzne – a przede wszystkim państwo zabiera rokrocznie drobne oszczędności, staje się głównym dłużnikiem kas oszczędnościowych. W miarę jak tych miliardów przybywa, istotne obciążenie budżetu jest coraz większe.

Co państwa robią z tymi pieniędzmi? Albo pokrywają nimi bieżące deficyty budżetowe; albo przeprowadzają, jak się to dzieje we Włoszech, olbrzymie inwestycje publiczne, imponujące wspaniałością i kosztami, które przeważnie się nie opłacają; albo wreszcie tym pieniądzem zasilają prywatne życie gospodarcze, pomagając mu wydobyć się z kryzysu. Wydawaćby się mogło, że w tym ostatnim wypadku wszystko jest w porządku, że istnieje wielkie przeciwieństwo z systemem sowieckim, który cały kapitał zabiera na gospodarkę państwową. Ale w rzeczywistości kredyty, udzielane przez państwo, o ile nie są przeznaczone na specjalne cele, szczególnie doniosłe z punktu widzenia społecznego (np. meljoracje, akcja parcelacyjna i t. d.), prowadzą do upaństwowienia gospodarstwa. Przede wszystkim państwo jest rozdawcą kredytu, który nie zawsze rządzi się prawidłowemi zasadami kredytowemi. Różne uboczne względy grają tu rolę, nie zawsze rozstrzyga rentowność i pewność nakładu kredytowego. Gdy gospodarstwa i przedsiębiorstwa zasilone kredytem publicznym okazują się niewypłacalne, państwowa instytucja kredytowa nie może wydobyć procentów i kapitału, temsamem więc jej stan ciąży na budżecie i powiększa nacisk podatkowy, podkopując rentowność prywatnej gospodarki. Następnie nieraz się zdarza, że bank państwowy, udzieliwszy kredytu wielkiemu prywatnemu przedsiębiorstwu, które nie ma zdrowych podstaw – a ta­kie najbardziej wołają o ratunek – musi się stać właścicielem i kierownikiem tego przedsiębiorstwa. Państwo bierze je pod własny zarząd, by ratować swoje wkłady, w znacznym stopniu już bardzo wątpliwe, choćby tego nie chciało robić. W ten sposób postępuje naprzód etatyzacja, zwężenie zakresu gospodarki prywatnej, chociaż nieraz źródłem tego przeobrażenia jest chęć podtrzymania prywatnego gospodarstwa.

Przypuśćmy jednak, że nie dochodzi do tej ostateczności. Przedsiębiorstwo, zasilone kredytem publicznym, zostaje nadal prywatnym przedsiębiorstwem. Jednakże wierzyciel dzisiaj wywiera wpływ na losy przedsiębiorstwa. Bank, który finansuje przemysłowe spółki akcyjne, musi się interesować ich losem. Od tej troski nie jest wolny i bank pań­stwowy. I siłą faktu, w wypadku silniejszego zadłu­żenia, wierzyciel oddziaływa na kierownictwo przedsiębiorstwa, nie ponosząc za nie formalnej odpowiedzialności. Prywatny wierzyciel będzie się rządził tylko troską o rentowność i bezpieczeństwo ulokowanego w przedsiębiorstwie kapitału. Państwo, jako wierzyciel, który finansowane przedsiębiorstwo opanował, wprowadzi tu nieraz względy pozagospodarcze, bardzo rozmaitej natury. Uzależni np. udzielanie kredytów od tego, by nie przeprowadzać redukcji pracowników, choćby kalkulacja gospodarcza tego wymagała, albo wprowadzi w kierownictwo przedsiębiorstwa bardzo pospolite względy polityczne. Tak czy inaczej, w warunkach daleko posuniętego uzależnienia od publicznego kredytu, wolna działalność gospodarcza nie ujawnia swoich dodatnich skutków, nie spełni swojej funkcji społecznej. Powstaje typ pośredni między gospodarką publiczną i prywatną, z wadami jednej i drugiej. Jeżeli państwo nie chce przeprowadzać przewrotu społecznego w kierunku kolektywizmu, nie może ograniczyć się do dopuszczenia tylko biernego kapitalizmu. Dopuszczają go przecież Sowiety, a przecież ich system się­ga bardzo głęboko w podstawy ustroju i jest zaprzeczeniem dotychczasowych jego zasad. A czynny kapitalizm, wolną grę inicjatywy prywatnej, można podkopać zarówno atakiem frontowym, jak i pośrednio, nawet chcąc pomóc gospodarstwu prywatnemu. Że z tego nie zdają sobie sprawy żywioły, powołane do obrony wolnej gospodarki, a wołają­ce o kredyty i pomoc państwa, to już jest ich winą i winą epoki, mało wrażliwej na ogólne zasady, a dużo na doraźne korzyści. By móc skutecznie rozgraniczyć pole wolnej gospodarki i państwowego gospodarstwa, trzeba sięgnąć do tych zasad.

REKLAMA/Advertisement

4. Rola własności prywatnej i wolnej gospodarki.

Nie wystarczy, by własność prywatna teoretycznie istniała. Trzeba, by w praktyce mogła się rozwijać. Do tego koniecznym jest spełnienie następujących warunków:

* Po pierwsze własność prywatna powinna w normalnych warunkach przynosić dochód. Bez opłacalności gospodarstw nie ma własności prywatnej.

* Po drugie własność i inicjatywa prywatna powinna mieć dostatecznie rozległą sferę działania. Gdy rozrosła się nadmiernie bezpośrednia działalność pań­stwa i związków publicznych, wykonywanie prawa prywatnej własności staje się iluzoryczne.

* Po trzecie własność prywatna nie może mieć charakteru prekaryjnego, treść tego prawa nie może być zawisła od woli i samowoli władzy administracyjnej. Ograniczenia własności prywatnej powinny być ściśle ustawowo określone.

Koniecznym jest istnienie sfery, w której własność jest bezpieczna. Potrzebę rozwoju prywatnej własności można uzasadnić z różnych punktów widzenia. Najpierw ze stanowiska religijnego. Jeżeli jesteśmy narodem ka­tolickim, musimy przyjąć naukę Kościoła, który we własności widzi prawo przyrodzone. Następnie własność indywidualna jest zgodna z naszemi tradycjami narodowymi. Wyrośliśmy w pojęciach zachodnich, naszą podstawą jest rzymska cywilizacja. Niewątpliwie jedną z cech charakterystycznych naszego na rodu jest zamiłowanie wolności; a bez własności nie ma wolności. Oczywiście nieraz nadużywa się i wolności i własności, ale to jeszcze nie powód, by przekreślać te pierwiastki cywilizacyjne i zacząć budowę naszego ustroju na zupełnie nowym gruncie. Tak jak zamiłowanie wolności można wyzyskać z pożytkiem dla ustroju politycznego państwa, tak samo i przywiązanie do własności można skierować na silny nurt narodowego życia.

Ale nie do wszystkich przemawiają te ogólne względy. Własność prywatna i wolna gospodarka musi swoimi owocami ekonomicznymi uzasadnić swoje istnienie i swój zakres działania. Na rozwój gospodarstwa narodowego składają się różne czynniki. Naród osiąga swoje cele w dziedzinie gospodarczej przez działalność jednostek i ich związków z jednej strony, a z drugiej przez politykę gospodarczą, prowadzoną przez państwo. Ogromną doniosłość ma właściwa równowaga tych pierwiastków. Dzięki niej wzmaga się dobrobyt narodu, a zarazem bogactwo przybiera postacie, najbardziej odpowiednie z punktu widzenia ogólnych celów narodowych. Bezpośrednim celem działalności gospodarczej jest zaspokojenie potrzeb, inaczej mówiąc, produkcja dóbr materjalnych. W społeczeństwach cywilizowanych wytwarza się dwa rodzaj dóbr: jedne służą do natychmiastowej konsumpcji, drugie do zaspokojenia potrzeb przyszłych. Wytwarza się dobra konsumpcyjne i kapitał w najogólniejszym wyrazu znaczeniu. A tę elementarną funkcję gospodarczą pełnią jednostki i ich związki. Bezpośrednią działalność gospodarczą może z reguły prowadzić tylko jednostka, zainteresowana w wynikach swej działalności. Jednostka kieruje się osobistym zyskiem. Nie lękajmy się tego powiedzieć. Czy pracować dla zysku, o ile się uczciwie pracuje, jest zbrodnią? Ale pomińmy już względy moralne. Stańmy na gruncie doświadczenia. Otóż to doświadczenie uczy, że w olbrzymiej większości wypadków bezpośrednia działalność gospodarcza państwa nie opłaca się, nie jest rentowna. Państwo nie może być rolnikiem. Państwo w niektó­rych tylko wypadkach może być dobrym przemysłowcem. Państwo nie jest kupcem. Tak jest wszę­dzie, a jeszcze wyraźniej występuje to w Polsce. Kto zna budżet państwa, kto zna gospodarkę przedsię­biorstw państwowych, ten nie powinien chyba być innego zdania. Zgodnie z tym naród główną troskę o chleb codzienny i gromadzenie sił produkcyjnych dla przyszłych pokoleń powinien zostawić społeczeństwu. I to w interesie państwa.

Państwo jest słabe, gdy bierze na siebie zadanie ponad siły; obniża swój autorytet, gdy zaciąga zobowiązania, których nie może wypełnić. Gdy w społeczeństwie rozszerzy się przekonanie, że obowiązkiem państwa jest zabezpieczyć każdemu dobrobyt, a co najmniej utrzymanie, powstaje w ten sposób atmosfera, sprzyjająca przewrotom społecznym. Z duchem narodowym nie jest sprzeczny fakt, że ludzie zarabiają, że w dążeniu do zysku wydobywają z siebie jak najwięcej wysiłków produkcyjnych. Przeciwnie, niektóre formy tego dążenia idą wyraź­nie po linii interesu narodowego, zgodne są z istotą narodu. Jeżeli człowiek zarabia po to, by natychmiast przejeść to, co zarobi, jego wysiłek nie ma poważniejszego znaczenia. Ale egoizm gospodarczy nie jest egoizmem, skierowanym wyłącznie ku zaspokojeniu potrzeb doraźnych. Zarabia się, by gromadzić kapitał, by zabezpieczyć byt swój i swoich najbliższych. Działalność, obliczona na zysk, zostawia trwałe ślady w postaci oszczędności. Oszczędność, to gromadzenie zasobów dla przyszłych pokoleń. I jeżeli gromadzą się trwałe dobra, zarówno te, które bezpo­średnio przynoszą dochód jak i te, które dochodu nie przynoszą, to wtedy mocniejszymi się stają podstawy bytu narodowego. Naród staje się bogatszy, a tym samym – do pewnych granic – silniejszy i bardziej zdolny do obrony. Poza tym egoizm gospodarczy nie jest w przeważ­nej części czysto jednostkowym egoizmem. Człowiek pracuje normalnie dla swojej rodziny. Rodzina jest także wspólnością materialną. Gdy odpadną te ekonomiczne węzły, które łączą rodzinę i wyodrębniają ją od innych, wówczas i węzeł rodzinny będzie słabszy. Wspólne gospodarstwo domowe jest ściśle zwią­zane z prowadzeniem gospodarczej działalności na własny rachunek. Gdyby np. państwo przejęło całą troskę o przyszłość dzieci, rodzina uległaby gruntownemu rozluźnieniu, ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu dla życia narodu. Patrzymy więc na wolną działalność gospodarczą jako na narzędzie rozwoju narodowego gospodarstwa. Nie widzimy w niej wyrazu jakiegoś abstrakcyjnego prawa jednostki, ale przyznajemy jej dodatnie skutki społeczne i ekonomiczne. Wolna działalność gospodarcza ma z reguły wyższość nad gospodarką przymusową. Wydobywa z ludzi więcej sił, więcej energii i twórczości. Skłania ich do tego, by więcej myśleli o przyszłości, by gromadzili kapitały. Niepowodzenia jej spadają na odpowiedzialność jednostki, a nie obciążają całego gospodarstwa. Na tej drodze uzyskuje się więcej dóbr, a przede wszystkim po niższych cenach, aniżeli na innej drodze.

Roman Rybarski

———–
Na podstawie wydania z 1934 r. – zachowano oryginalną pisownię zgodną z przedwojennymi zasadami pisowni polskiej

—————
Roman Rybarski (1887 – 1942) był ekonomistą i politykiem Narodowej Demokracji. Od 1906 r. studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie związał się z ruchem narodowym, działał w Związku Młodzieży Polskiej. Był członkiem Ligi Narodowej w 1910 r. W 1917 r. został profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1919-1921 pełnił różne funkcje (podsekretarz stanu, wiceminister) w ministerstwach gospodarczych, następnie porzucił działalność polityczną dla pracy naukowej, w latach 1920-1923 na Politechnice Warszawskiej, a następnie na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie objął Katedrę Skarbowości. W 1923 na zlecenie Władysława Grabskiego przygotowywał projekt statutu Banku Emisyjnego, a w 1924 redagował ostateczny projekt ustawy o Banku Polskim i po jego powołaniu wszedł w skład pierwszej Rady Banku. Był zdecydowanym zwolennikiem wolnego rynku. Po zamachu majowym powrócił do aktywnej polityki. Wszedł do władz Obozu Wielkiej Polski, a od 1928 do 1935 zasiadał w Sejmie (II i III kadencji), gdzie pełnił funkcję prezesa klubu Stronnictwa Narodowego. Po uchwaleniu Konstytucji kwietniowej wraz z całym stronnictwem zbojkotował wybory parlamentarne i dalszą działalność polityczną prowadził poza parlamentem. Po kampanii wrześniowej uczestniczył w tworzeniu struktur Polskiego Państwa Podziemnego jako dyrektor departamentu skarbu. Aresztowany przez Gestapo w maju 1941r., został osadzony na Pawiaku, a potem wywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie był jednym z organizatorów ruchu oporu. Zmarł lub został rozstrzelany w obozie.