REKLAMA

Reklama

Roman Rybarski: Podstawy narodowego programu gospodarczego cz. XI

321

7. Sprawy robotnicze.

Zagadnieniom robotnika fabrycznego poświęcono wiele uwagi. Istnieje sporo programów, wykończonych do szczegółów. Ale straciły swą siłę pod ciężarem doświadczeń powojennych. Że upaństwowienie wytwórczości przemysłowej nie poprawia doli robotnika, tego dowodzi przykład Rosji sowieckiej i inne próby socjalizacji.

REKLAMA

Ustawodawstwo społeczne, rozwinięte szczególnie po wojnie, chciało uczynić znośnym i bezpiecznym byt robotnika fabrycznego. Usiłowało doprowadzić do tego, by robotnik pracował w najlepszych warunkach i miał możność uzyskać słuszne wynagrodzenie za swoją pracę. Ale nie było sposobu, by obronić robotnika przed brakiem pracy, najstraszliwszą klęską, która może spotkać człowieka, żyjącego z codziennego wysiłku roboczego.

Okazało się, że dawna walka, ostro prowadzona, o krótszy dzień roboczy, straciła swoją aktualność; robotnik, z wyjątkiem pewnych grup uprzywilejowanych, pracuje dziś za krótko i wolałby więcej pracować i zarabiać. Zawodzą w dobie bezrobocia ostre narzędzia walki, jak np. strajki. Coraz wyraźniej występuje związek, który zachodzi między pomyślnością czy niedolą warstwy robotniczej a ogólnym stanem gospodarstwa narodowego. Ale tego związku nie można pojmować jednostronnie, patrzeć na robotnika jako na czynnik kosztu produkcji, który w każdych warunkach powinien być najniższy. Jeżeli przedsiębiorca, korzystając z bezrobocia, płaci choćby niekwalifikowanemu robotnikowi l 1/ 2 złotego dziennie, to trudno w tym widzieć zapowiedź popraw y gospodarczej, pomijając już wszelkie względy humanitarne.

Reklama

Reklama

Robotnik jest uczestnikiem gospodarstwa społecznego, jest jego podmiotem, a nie przedmiotem. Robotnik oddaje swoją pracę przedsiębiorcy, za którą otrzymuje wynagrodzenie. Ale robotnik jest równocześnie konsumentem towarów, wytworzonych przez przedsiębiorcę i zdolność konsumpcyjna warstwy robotniczej jest określona przez udział robotników w rozdziale dochodu społecznego. Jeżeli wielki przemysł produkuje dobra, przeznaczone do masowej konsumpcji, nie jest dla niego obojętne, jak wielką jest zdolność nabywcza warstw niekapitalistycznych, między innymi i warstwy robotniczej.

Wewnętrzną solidarność gospodarczą wzmacnia niewątpliwie ewolucja, dzięki której rośnie znaczenie rynku wewnętrznego, a maleje stosunkowo doniosłość zbytu zagranicznego. Przedsiębiorca — kapitalista, który pracuje na zbyt na rynek zewnętrzny, nie jest zainteresowany w sile nabywczej miejscowej ludności, bo ta ludność nie jest jego odbiorcą. Co prawda każdy przedsiębiorca chce płacić swoim robotnikom stosunkowo mniej, a wolałby, by robotnicy, odbiorcy jego towarów zarabiali więcej, a więc niema tu bezpośredniej solidarności interesów; ale gdy weźmiemy gospodarstwo narodowe jako całość, ta łączność interesów występuje wyraźnie i dojdzie do głosu na tej lub innej drodze.

Drogi te są rozmaite. Zawodne są sztuczne sposoby. Zagwarantowanie przez państwo minimum płac nie zabezpieczy przed bezrobociem, a zdarzało się nieraz, że wysokie płace robotnicze wywoływały redukcję stanu zatrudnienia, ucieczkę kapitału względnie zastępowanie robotnika przez maszynę. W każdym razie robotnika nie można traktować jako siłę bierną. Nie można przedsiębiorców zwolnić od obowiązków moralnych w stosunku do robotników, a państwo od obowiązku interwencji wtedy, gdy ostre walki społeczne zagrażają pokojowi społecznemu. Nie można się też odnieść negatywnie do prób zainteresowania robotnika w wynikach jego pracy, do stworzenia form organizacyjnych, na tle których wyrasta wspólność interesów przedsiębiorcy i robotnika.

Reklama

Robotnik jest nie tylko współproducentem i konsumentem, nabywcą towarów; robotnik jest w niektórych krajach, a powinien stać się i u nas, kapitalistą w tym znaczeniu, że gromadzi oszczędności. Na to powinna wystarczyć jego płaca. Słusznie zaznacza Encyklika ,,Quadragesimo anno”: „nędzę proletariacką należy takim pokonać sposobem, żeby proletariusze własne zdobyli mienie”.

W niejednym kraju dzięki oszczędnościom robotniczym gromadziły się wielkie kapitały, które zasilały produkcję. Najcenniejszym dla gospodarstwa narodowego jest ten, kto część dochodu odkłada na przyszłość. Można to robić i przy małych dochodach, o ile ten dochód starczy na coś więcej, niż na sam chleb codzienny. A le musi istnieć potrzeba i wola oszczędzania. Gdy ustawodawstwo społeczne stworzy atmosferę, w której każdy jest, teoretycznie przynajmniej, zabezpieczony przeciw wszelkim złym kolejom losu, wówczas nie gromadzą się oszczędności, a kwitnie rozrzutność. By pobudzić zmysł oszczędzania, należy w systemie ubezpieczeń społecznych dać pole pierwiastkowi osobistego zainteresowania oszczędzającego. Świadomość, że część składek kapitalizuje się na rzecz tego, który je płaci, uchronić może system ubezpieczeń od nadużyć (symulowanie choroby) i ułatwi gromadzenie kapitałów. A równocześnie należy ułatwiać robotnikom nabywanie małych parcel i budowę małych domów. Przywiązanie do indywidualnej własności jest ogromne. Tęskni za nią także proletariusz. W okresie zastoju budują małe domy ludzie, którzy nieraz nie bardzo mają żyć z czego; pracują sami przy budowie, po całodziennej pracy zarobkowej. Polityka gospodarcza państwa powinna uwzględniać te żywiołowe potrzeby i dążenia. Gdyby się je poparło, akcja budowlana dałaby większe wyniki, niż budownictwo koszar, w których robotnik nie może opłacić czynszu mieszkalnego. I tutaj przywiązanie do konkretnej własności okazuje się większą siłą niż dążenie do socjalizacji własności.

8. Kapitalizacja i kredyt.

Przy żadnym zagadnieniu polityki gospodarczej nie można tracić z oczu faktu, że pomyślne jego rozwiązanie zależy od stopnia narastania kapitału w gospodarstwie narodowem. Dotyczy to zarówno korzystnych przeobrażeń,wywołanych przez wolną gospodarkę jak interwencji państwa w stosunkach społeczno-gospodarczych. A chyba jest jasne, że zagadnienie kapitalizacji szczególnie ostro występuje w Polsce.

Polska jest po pierwsze krajem ubogim w kapitał, po drugie jest mocno zadłużona w stosunku do zagranicy, po trzecie ma nadmiernie rozwiniętą gospodarkę publiczną, co nie sprzyja kapitalizacji, a po czwarte ma znaczny przyrost ludności, który wymaga wydatnego tempa kapitalizacji, by zapobiec pauperyzacji społeczeństwa. Państwo nie tworzy nowych kapitałów w sposób samodzielny, zwłaszcza kapitałów produkcyjnych. Wszelkie próby poprawiania rozdziału dochodu społecznego zależą od tego, wiele jest do rozdziału, jaki jest dochód społeczny. Głównym zadaniem państwa jest sprzyjać kapitalizacji. I to nie tylko państwa. Samo społeczeństwo może u siebie rozwinąć zmysł oszczędności. Ale chodzi o to, by nie przeszkadzać gromadzeniu się oszczędności, by ją zabezpieczyć.

Pierwszym warunkiem wzrostu oszczędności społecznych jest oszczędność w gospodarstwie publicznym. Ciężary podatkowe zabierają przede wszystkim tę część dochodu społecznego, która mogłaby być obrócona na oszczędność. Następnie polityka podatkowa powinna faworyzować oszczędność, traktować lżej ten dochód, którego nie obraca się na pokrycie bieżących potrzeb. W reszcie ogromne znaczenie ma bezpieczeństwo zaoszczędzonego kapitału i możność jego produktywnego zatrudnienia. Łączy się to najściślej z określeniem granic prywatnej własności i działalności gospodarczej państwa. Nieraz uważa się wysoką stopę procentową za główną pobudkę gromadzenia oszczędności. Pogląd ten niezupełnie zgadza się z rzeczywistością. Wysoka stopa procentowa bardzo często jest wyrazem nadmiernego braku kapitału i niepewności dochodu z niego. Wierzyciel zwykle nie zarabia na tym, że ciągnie nadmierne procenty, gdyż grozi mu niewypłacalność dłużnika.

Kredyt powinien być tani, jeżeli gospodarstwo narodowe ma utrzymać swoją zdolność konkurencyjną z zagranicą. W sztuczny sposób nie uda się powiększyć podaży kapitału, która by wpłynęła na obniżkę stopy procentowej. Ale można ograniczyć popyt za nim. Przede wszystkim państwo nie powinno ile możności występować na rynku jako dłużnik, wewnętrzne zadłużenie państwa należy ograniczyć do minimum. Państwo, w ogóle gospodarstwo publiczne, nie bardzo liczy się z rentownością swoich inwestycyj, i dlatego jest niebezpiecznym konkurentem na rynku kapitałów.

Po wtóre należy ograniczyć zastosowania kredytu. Nadmierna ekspansja kredytowa bodajże czasami więcej przynosi szkód niż pożytku. Np. finansowanie konsumpcji okazało się fatalnym błędem, który pogłębił kryzys. Inflacja wekslowa przyniosła pozory ożywienia gospodarczego, a potem tym głębszy zastój. Nie zawsze przynosi pożytek urzędnikowi , ułatwianie mu kupna towarów na raty. Również i w udzielaniu kredytów rolnictwu należy się liczyć z siłami płatniczymi rolnika, z odrębnymi wymaganiami, które trzeba zastosować do warsztatu rolnego. Lekkomyślność w zaciąganiu kredytów, przez państwo i osoby prywatne, jest jednym z głównych źródeł naszych niedomagań. Kredyt będzie tani, gdy się go będzie zaciągało tylko na cele produktywne, gdy dłużnik będzie się liczył z rodzajem uzyskanego kredytu i wysokością oprocentowania. Tylko taki kredyt będzie dobrodziejstwem; inny — staje się klęską zarówno dłużnika, jak i wierzyciela.

Roman Rybarski

—————
Roman Rybarski (1887 – 1942) był ekonomistą i politykiem Narodowej Demokracji. Od 1906 r. studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie związał się z ruchem narodowym, działał w Związku Młodzieży Polskiej. Był członkiem Ligi Narodowej w 1910 r. W 1917 r. został profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1919–1921 pełnił różne funkcje (podsekretarz stanu, wiceminister) w ministerstwach gospodarczych, następnie porzucił działalność polityczną dla pracy naukowej, w latach 1920–1923 na Politechnice Warszawskiej, a następnie na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie objął Katedrę Skarbowości. W 1923 na zlecenie Władysława Grabskiego przygotowywał projekt statutu Banku Emisyjnego, a w 1924 redagował ostateczny projekt ustawy o Banku Polskim i po jego powołaniu wszedł w skład pierwszej Rady Banku. Był zdecydowanym zwolennikiem wolnego rynku. Po zamachu majowym powrócił do aktywnej polityki. Wszedł do władz Obozu Wielkiej Polski, a od 1928 do 1935 zasiadał w Sejmie (II i III kadencji), gdzie pełnił funkcję prezesa klubu Stronnictwa Narodowego. Po uchwaleniu Konstytucji kwietniowej wraz z całym stronnictwem zbojkotował wybory parlamentarne i dalszą działalność polityczną prowadził poza parlamentem. Po kampanii wrześniowej uczestniczył w tworzeniu struktur Polskiego Państwa Podziemnego jako dyrektor departamentu skarbu. Aresztowany przez Gestapo w maju 1941r., został osadzony na Pawiaku, a potem wywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie był jednym z organizatorów ruchu oporu. Zmarł lub został rozstrzelany w obozie.

REKLAMA