Roman Rybarski: Naród a państwo

Z chwilą, gdy odbudowanie państwa polskiego stało się rzeczą aktualną, od razu zjawiło się przeciwstawienie między polityką państwową, polityką “państwowości polskiej” (das polnische Staatswesen, vide Beseler), a polityką narodową, polityką interesu narodowego. Nagminni twórcy stronnictw i programów, pomyleni młodzieńcy, poszukujący organizacji, w której by mogli zakwitnąć, ogłosili światu, że kierunek narodowy już się skończył, że już stracił rację swego bytu. Albowiem naczelna zasada tego kierunku, że należy rządzić się dobrem czy interesem narodu, miała mieć swoje uzasadnienie tylko w dobie niewoli, gdy nie było własnego państwa.

Wszystko zaś zmieniło się z chwilą odzyskania niepodległości i zjednoczenia Polski. Obecnie, gdy już jest państwo, nie można wysuwać na czoło narodu, i rządzić nami powinien interes państwowy, polska racja stanu, która uosabia się w państwie polskim. Przyznawało się czasem łaskawie kierunkowi narodowemu, zwanemu też wszechpolskim, że ma swoje zasługi w przeszłości, że budził świadomość narodową przed wojną. Nawet niektórzy mężowie stanu gotowi byli pójść tak daleko, by uznać, że ten kierunek położył pewne zasługi dla odbudowania państwa w czasie wojny.

Ale obecnie – “zbankrutowała” już ideologia wszechpolska. Nie chcemy zajmować się polemiką z tymi, którzy co pewien czas ogłaszają bankructwo kierunku narodowego, a którzy zwykle schodzą potem na grunt ideologii liberalno-żydowskiej. Chodzi o rzecz poważniejszą. Istotnie, przed wojną nasza polityka była w znacznym stopniu walką z obcymi państwami. Jeżeli udało się nam zdobyć dla polskości te lub inne państwowe instytucje, to uważaliśmy to za wielki sukces. Nie mieliśmy własnego państwa i słaby wpływ, nawet w Austrii, na politykę obcych państw. Dzisiaj od razu, w całej rozciągłości stanęły przed nami różnorodne i mocno po wojnie poplątane zagadnienia życia państwowego. Nie są to czysto techniczne zagadnienia. Otóż chodzi o to, czy nasz stosunek do państwa możemy ująć prawidłowo i naszą państwową pracą kierować, stojąc na gruncie dawnych idei, biorąc naród za punkt wyjścia całej naszej politycznej konstrukcji. Jest to problemat bardzo ważny, który nieraz się zaciemnia z różnych przyczyn – warto mu przyjrzeć się dokładniej.

Zastanówmy się najpierw nad tym, czym jest państwo. Nie chodzi tu o zwyczajną definicję z punktu widzenia prawa, lecz o głębsze określenie jego charakteru. Otóż w nauce prawa politycznego widzimy bardzo interesującą reakcję przeciw niemieckim teoriom, która wychodzi od szeregu lat z Francji, gdzie wspaniale rozwinęła się nauka prawa państwowego. Rzecz ta tym bardziej jest interesująca, iż nasi publicyści, którzy chcą przeciwstawiać naród – państwu, pozostają pod bardzo silnym wpływem niemieckich konstrukcyj prawnych, chociaż nie wszyscy o tym dobrze wiedzą. Doktryna niemiecka brała za punkt wyjścia pojęcie pań­stwa, jako osoby prawnej. Państwo ma swój byt niezależny, swoje własne życie, własne funkcje, które pełni, choć zmieniają się zupełnie mieszkańcy państwa, choć jedni obywatele wymrą, a drudzy przyjdą na ich miejsce. Państwo jest najwyż­szą władzą, ma swoje prawa zwierzchnicze, państwo to jest “Herrschaft”. Niewątpliwie państwo jest osobą prawną, przynajmniej ta konstrukcja prawna jest użyteczna. Ale ostatecznie pojęcie osoby prawnej to jest fikcja prawna, fikcja, którą prawo musi się posługiwać, która ma swoje bardzo poważne konsekwencje, niemniej jednak nie można w to pojęcie wkładać więcej treści, niż ono w rzeczywistości zawiera. A gdy chodzi nie o prawo państwowe, lecz o życie społeczne, o funkcjonowanie państwa, to wówczas nie można poprzestać na konstrukcji prawnej, lecz trzeba się przyjrzeć temu, czym wypełnione są ramy tej konstrukcji.

Tymczasem w praktyce tej konstrukcji nadawano nieraz jakąś treść mistyczną, mówiono o państwie w zupełnym oderwaniu, o woli państwa, jak gdyby ta wola była czymś innym, niż wola osób, które w danym momencie pań­stwem rządzą. Nie możemy tu wchodzić w szczegółowe omawianie tych teoryj, np. streszczać obszernie poglądów, które np. pojęciom niemieckim przeciwstawił M. Hauriou, nieuważający pojęcia osobowości prawnej państwa za istotne, względnie za jedyne. Dla niego państwo -to jest “nation, amenagee en regime d’Etat”, innymi słowy-państwo, to jest organizacja narodu, to jest system równowagi różnych praw i instytucyj, dzięki któremu uzyskuje się równowagę społeczną. Trudno się też zatrzymać przy poglądach L. Duguita, który idzie jeszcze dalej w negacji osobowości państwa, dla którego zasadniczym faktem jest solidarność społeczna, a nie autorytet państwa, jako coś najwyższego. Ograniczmy się tylko do skonstatowania szeregu faktów, które nie zaczepiają o żadne sporne odgałęzienia teoretyczne. Do tego mogą nam posłużyć wywody Carre de Malberga, francuskiego prawnika, który zresztą w wyższym stopniu niż inni Francuzi uwzględnia pojęcia niemieckie.

– “Najpierw – pisze – jest powód, by odrzucić doktrynę, która zasadza osobowość państwa na istnieniu interesu, który by był wyłącznie interesem państwa. Przypuszczać, że może być w państwie interes zbiorowy, który czerpałby swoją treść poza indywidualnymi interesami, to znaczy zapominać, że państwo nie jest celem, lecz środkiem, to znaczy instytucją, która jest tylko w ludzkim celu. W rzeczywistości tylko ludzie mogą być podmiotami interesów i w konsekwencji jest rzeczą niemożliwą pojąć, że państwo ma własne interesy, które nie byłyby interesami ludzi. Niewątpliwie, by można było osiągnąć cele ludzkie, dla których państwo zostało ustanowione, jest rzeczą konieczną, by pewne środki działania, pewne właściwości lub zasoby były mu wyłącznie zabezpieczone. W ten sposób wydaje się, że państwo ma własne interesy, i że zaspokojenie, którego domagają się te interesy, winno być nawet warunkiem zaspokojenia interesów indywidualnych jego członków. Wszelako pozostaje zawsze faktem, że państwo, zbiorowa istota abstrakcyjna, jest niezdolne do korzystania z tego dla siebie, i że nie moż­na przypuścić użyteczności lub interesu czysto państwowego”

REKLAMA/Advertisement

Carre de Malberg mówi o indywidualnych interesach, to bynajmniej przez to nie twierdzi, że to są tylko egoistyczne interesy rządzących w państwie jednostek. Chodzi tu o stwierdzenie, że państwem rządzą żywi ludzie, i takim jest państwo, jacy są ci ludzie. Obywatele państwa mogą i powinni mieć świadomość celów, przerastają­cych ich bezpośrednie interesy, muszą dbać o trwałość państwa; ale zawdzięcza ono tę trwałość, swoją potęgę tym właśnie żywym ludziom, ich ideom, wierzeniom, uczuciom, zdolnościom ich pracy. Państwo jako państwo jest abstrakcją; jest abstrakcją republika typu północnoamerykańskiego i typu francuskiego, jest abstrakcją monarchia konstytucyjna lub absolutna. Ale ani Stany Zjednoczone Am. Północnej, ani państwo francuskie nie jest abstrakcją; nie była abstrakcją dawna Rzesza niemiecka ani monarchia austriackowęgierska. Trzeba odróżnić ustrój państwa od wewnętrznego jego życia. Może np. być państwo o ustroju federalnym, a mimo to być państwem względnie jednolitym narodowo, jak np. cały szereg państw amerykańskich. Ilość typów państwowych jest niezbyt wielka, ale wielkie jest bogactwo życia wewnętrznego państw, różne są podstawy istotne, na których się one opierają. Chcąc naprawdę poznać państwo, należy nie tylko sprawdzić., jaki jest jego ustrój prawny, lecz przede wszystkim, jaki jest jego ustrój społeczny, kto w tym państwie rządzi, jakie idee kierują wewnętrzną i zewnętrzną polityką państwową, jakie są duchowe źródła siły i spójności państwa.

I z tego punktu widzenia, obok form państwowych, nauka prawa państwowego odróżnia historyczne typy państw: czym innym jest wschodnie państwo teokratyczne, czym innym polis grecka, monarchia aleksandryjska, państwo średniowieczne, państwo w dobie absolutyzmu, a zaś w dzisiejszej dobie istnieją jeszcze różne typy państw, względnie formy pośrednie między zasadniczymi typami. I jeżeli ktoś zbyt łatwo operuje pojęciem państwa, państwowego interesu, nie analizując go bliżej, to nic dziwnego, że z tego powstaje zamieszanie. Niewątpliwie źródłem pewnego zamieszania w nie dość wydyscyplinowanych umysłach był fakt, że zasadnicze pojęcia państwowe i terminologia prawa państwowego urabiały się głównie w krajach zachodnich, jednolitych pod względem narodowym, albo też mających mniejszości narodowe, które traktowano jako quantite negligeable. Toteż w niektórych z tych krajów, jak np. we Francji, nie odróżniano narodu, w znaczeniu ogółu obywateli państwa, od narodu w tym znaczeniu, w jakim się używa powszechnie tego wyrazu. Określenie: nationalite oznaczało i oznacza przynależność państwową, na co się oburzało wielu Polaków, studiujących w Paryżu, gdy im w dokumentach osobistych zapisywano: Nationalite russe. Kto słuchał wykładów prawa państwowego we Francji, miał sposobność przekonać się, ile czasu musiał poświęcać profesor, by studentom francuskim wyjaśnić owe dwa znaczenia wyrazu: nationalite. W znacznej mierze dopiero w czasie wojny i po wojnie to przeciwieństwo zostało wyraźniej zarysowane. Otóż myśmy brali nasze pojęcie z Zachodu i jak to często bywa, nie zawsze umieliśmy je przetworzyć odpowiednio do naszych warunków. Pewnych śladów tej konfuzji między narodem w znaczeniu państwowym, a narodem w zwyczajnym znaczeniu można się dopatrzyć i w naszej konstytucji. A zaś już przykre wrażenie robi, gdy ktoś, powołując się na to, że we Francji i w innych krajach wyraz nation oznacza ogół obywateli państwa, chce i u nas zmieniać pojęcia narodu w duchu narodu “państwowego”. Zobaczymy później, do jakich to konsekwencji prowadzi; w tej chwili tylko można zastrzec się przeciw gwałceniu ducha języka polskiego. Niemcy są obywatelami państwa polskiego i zależy nam na tym, by byli lojalnymi obywatelami; ale mówić, że Niemiec należy do polskiego “narodu” państwowego, to znaczy wprowadzać bez żadnego pożytku zamieszanie w pojęcia, które już od wielu dziesiątków lat mają treść zupełnie ustaloną.

Po tych wyjaśnieniach możemy dać odpowiedź na pytanie: o ile ma rację przeciwstawianie dobra czy interesu państwowego – interesowi czy dobru narodowemu, polityki pań­stwowej – polityce narodowej. Oto tylko wtedy, gdy dane państwo nie jest narodowym w tym znaczeniu, że nie rządzi nim jeden naród, że nie nadaje mu charakteru narodowego. To znaczy, że państwem rządzi np. dynastia albo spółka narodowości, że państwo jest zorganizowane na zasadzie ich równouprawnienia, jako równorzędnych czynników rządzących. Jeżeli więc ktoś mówi: obecnie czas jest na politykę państwową, a nie narodową, to konsekwentnie daje do poznania, że polskie pań­stwo nie może być oparte na zasadzie, iż gospodarzem w Polsce są Polacy. W innym znaczeniu to przeciwstawienie nie ma sensu.

fragm. pracy “Naród, jednostka, klasa”

—————
Roman Rybarski (1887 – 1942) był ekonomistą i politykiem Narodowej Demokracji. Od 1906 r. studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie związał się z ruchem narodowym, działał w Związku Młodzieży Polskiej. Był członkiem Ligi Narodowej w 1910 r. W 1917 r. został profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1919-1921 pełnił różne funkcje (podsekretarz stanu, wiceminister) w ministerstwach gospodarczych, następnie porzucił działalność polityczną dla pracy naukowej, w latach 1920-1923 na Politechnice Warszawskiej, a następnie na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie objął Katedrę Skarbowości. W 1923 na zlecenie Władysława Grabskiego przygotowywał projekt statutu Banku Emisyjnego, a w 1924 redagował ostateczny projekt ustawy o Banku Polskim i po jego powołaniu wszedł w skład pierwszej Rady Banku. Był zdecydowanym zwolennikiem wolnego rynku. Po zamachu majowym powrócił do aktywnej polityki. Wszedł do władz Obozu Wielkiej Polski, a od 1928 do 1935 zasiadał w Sejmie (II i III kadencji), gdzie pełnił funkcję prezesa klubu Stronnictwa Narodowego. Po uchwaleniu Konstytucji kwietniowej wraz z całym stronnictwem zbojkotował wybory parlamentarne i dalszą działalność polityczną prowadził poza parlamentem. Po kampanii wrześniowej uczestniczył w tworzeniu struktur Polskiego Państwa Podziemnego jako dyrektor departamentu skarbu. Aresztowany przez Gestapo w maju 1941r., został osadzony na Pawiaku, a potem wywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie był jednym z organizatorów ruchu oporu. Zmarł lub został rozstrzelany w obozie.