Restrykcje w kościołach. Ks. Zieliński: Ten zapis należałoby uelastycznić.

– Kościół stosuje się do zarządzeń państwowych, ale zapis dot. zgromadzeń religijnych należałoby uelastycznić – mówi w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl redaktor naczelny tygodnika “Idziemy” ks. Henryk Zieliński.

– Kościół podporządkowuje się tym restrykcjom w pokorze, aczkolwiek my, księża, mamy świadomość, że często w autobusach czy tramwajach może być 35 osób – i to na znacznie mniejszej powierzchni. Natomiast w kościele tylko 5. Tymczasem chińscy badacze już udowodnili, że transmisja koronawirusa w środkach komunikacji jest znacznie większa niż w pomieszczeniach zamkniętych. Jednocześnie trzeba wziąć pod uwagę, że są kościoły, które mają kubaturę 10 czy 25 tys. metrów kwadratowych, ale i takie o powierzchni około 100 metrów kwadratowych, jak Kościół św. Benona przy ul. Pieszej w Warszawie. Rozumiem więc, że prawodawcy trudno było wziąć pod uwagę wszystkie szczególne sytuacje, dlatego Kościół stosuje się do zarządzeń państwowych. W interesie nas wszystkich jest zachowanie zdrowia ludzi. Wierzymy w życie wieczne, ale nie chcemy, żeby ktokolwiek odchodził z tego świata bez pomocy medycznej albo w warunkach, jakie widzimy obecnie na Zachodzie Europy – we Włoszech, Hiszpanii czy we Francji – mówi duchowny i dodaje, że rozwiązania powinny być bardziej elastyczne.

REKLAMA/Advertisement

– Ten zapis należałoby uelastycznić. Przecież ani policja, ani żadne służby nie chodzą i nie sprawdzają, ile osób przebywa na jednym metrze kwadratowym. Są takie kościoły, w których pewnie nic się stanie, jeżeli przyjdzie nie 5 osób, tylko 7 czy 12. No i są takie, w których więcej jak 5 osób nie powinno przebywać. Myślę, że dla ministra zdrowia byłoby to bardzo trudne, żeby wysyłać teraz komisje do każdego kościoła, mierzyć długość, szerokość i wysokość i szacować dopuszczalną liczbę osób dla każdej świątyni – dodaje i tłumaczy naukę Kościoła w tej sytuacji.

– W normalnych warunkach uczestnictwo w sakramentalnej ofierze Jezusa Chrystusa i możliwość przyjęcia Najświętszego Sakramentu jest bardzo ważna i nic tego nie zastąpi. Natomiast czasem są sytuacje szczególe, w których ważniejsze jest to, co w sercu, niż to, co na języku. Innymi słowy, zdarza się, że ważniejsze są głód Eucharystii, jej pragnienie i pobożność, niż rzeczywiste przyjęcie komunii. Akurat tak się złożyło, że w czasie, kiedy wprowadzano pierwsze restrykcje dotyczące Kościoła (chodziło o ograniczenie mszy do 50 osób – red.), czytana była Ewangelia opisująca spotkanie Jezusa z Samarytanką. Chrystus mówi do niej: “Nadchodzi godzina, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie”. Zwracam uwagę na zbieżność tych słów z obecną sytuacją. Jednocześnie proszę, żebyśmy nie rozumieli tego tak, że Kościół i sakramenty są nieważne. Chrystus nie po to je ustanowił, nie po to stał się człowiekiem, chcąc być fizycznie obecnym wśród nas i za nas umrzeć, żebyśmy te sakramenty lekceważyli. Natomiast są szczególne sytuacje, w których trzeba po prostu powiedzieć: “Panie, Ty wiesz, co dzieje się w moim sercu. Ty wiesz, jak bardzo chciałbym dotrzeć na Eucharystię i przyjąć Ciebie. Ty wiesz i widzisz”. Bóg zna nasze serca – mówi kapłan i odnosi się też do Triduum Paschalnego.

REKLAMA/Advertisement

– Rzeczywiście, tegoroczne Triduum będzie zupełnie odmienne. Proszę wszystkich, którzy czytają ten wywiad, żeby w czasie Wielkiego Tygodnia obejrzeli np. film Mela Gibsona “Pasja”. Żeby przeżyli te święta w pełnym zjednoczeniu z Chrystusem, ale również z Maryją i Jego uczniami. Kiedy Jezus umierał, pod krzyżem nie było kwiatów, ani radości. Była niepewność i samotność. W tym szczególnym czasie spróbujmy bardziej wejść w głąb tej tajemnicy i zrozumieć, co przeżywali ludzie, którzy wtedy stali pod krzyżem – Maryja i św. Jan. Co przeżywali ci, którzy pośpiesznie i niemal w ukryciu grzebali ciało Jezusa w grobie. Co czuła Maria Magdalena, a potem Piotr i Jan, którzy o świcie pobiegli do pustego grobu zobaczyć, co się stało. Spróbujmy więc wejść w przeżycia pierwszych świadków zarówno śmierci, jak i zmartwychwstania Chrystusa. Może się okazać, że te święta, kiedy nie będzie jak pójść do kościoła i przyjąć Najświętszego Sakramentu, staną się czasem głębokiej refleksji. Że uświadomimy sobie, co jest najbardziej cenne w naszej relacji z Chrystusem i naszym chrześcijaństwie – kończy ks. Henryk Zieliński.