REKLAMA

REKLAMA

Problemy z głosowaniem i wnioskami ePUAP. Ministerstwo Cyfryzacji: Odpowiadają za to gminy.

643

W wielu miejscach w Polsce wyborcy, którzy chcieli dopisać się do list wyborczych za pomocą systemu ePUAP nie mogli zagłosować i zostali odprawieni z kwitkiem. Sytuacje takie miały miejsce w Warszawie, Krakowie i Gdańsku. Ministerstwo Cyfryzacji w wydanym przez siebie komunikacie poinformowało, że za brak wyborców na liście odpowiadają gminy.

Portal wPolityce.pl rozmawiał w tej sprawie z dr. Maciejem Kaweckim z Ministerstwa Cyfryzacji. Urzędnik podkreśla, że za problemy odpowiedzialne są gminy: “Ministerstwo Cyfryzacji nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Odpowiadają za to gminy” – mówi.

– Dokumenty, które są potrzebne do złożenia skutecznego wniosku o wpis na listę wyborców zawarte są w art. 20 Kodeksu wyborczego. Ten przepis mówi, że oprócz takich danych, jak imię, nazwisko dołącza się skan dowodu osobistego. Taką opcję przewiduje system ePUAP, a konkretnie usługa, która z wykorzystaniem ePUAPu dała możliwość elektronicznego składania takich wniosków – komentuje Kawecki.

REKLAMA

Dr Maciej Kawecki podkreśla, że to włodarze gmin decydują o dopisaniu wyborców na listę głosujących. Mówi, że brane pod uwagę są takie kryteria jak umowa najmu mieszkania czy rachunki za prąd:

– Kolejny ustęp przytoczonego przeze mnie przepisu prawnego mówi o tym, że wójt ma obowiązek sprawdzenia, czy dana osoba faktycznie ma miejsce zamieszkania w danej gminie. I na tej podstawie podejmuje decyzję o wpisie bądź odrzuca wniosek. Różnie jest sprawdzane miejsce zamieszkania. W jednych gminach proszą o umowę najmu, w innych o rachunek za prąd elektryczny, a w jeszcze innych, co jest częstą praktyką, gdyby liczba wniosków jest mała, urzędnicy są wysyłani do domu, żeby sprawdzili czy dana osoba mieszka pod zgłoszonym adresem – dodaje.

REKLAMA

Dr Kawecki dodaje, że Ministerstwo Cyfryzacji nie decyduje o dopisaniu wyborców na listę. Jego zdaniem, resort nie ma sobie nic do zarzucenia:

– Z naszej strony wszystkie wnioski skutecznie trafiły do gmin. Natomiast gminy pisały emaile albo dzwoniły do osób, które chciały dopisać się do spisu wyborców. Po kontakcie ze strony gminy osoby dosyłały brakujące dokumenty. W niektórych przypadkach korzystano z emaila. Osoby, które złożyły wniosek w ostatniej chwili, nie odczytując emaila i nie odpowiadając na niego, nie zostały wpisane do rejestru wyborców. Gdybyśmy przyjęli inne rozwiązanie narracja byłaby taka, że minister cyfryzacji czy ktokolwiek inny gromadzi dane obywateli do których nie ma podstawy prawnej – zaznacza.

za: wPolityce.pl

REKLAMA