REKLAMA

Reklama

“Porwany w Iraku” – 28 dni, które zmieniły życie

116

Reklama

„Dziwne jest żyć ze świadomością bliskości śmierci. Stracić poczucie trywialności rzeczy i doświadczać samych skrajności. Przeskakiwać z porażki w zwycięstwo, z rozpaczy w poczucie sensu” – pisze w książce pt. „Porwany w Iraku” Saad Sirop Hanna. Słowa te robią ogromne wrażenie. Pozostawiają ślad. Dlaczego? Żyjąc tu i teraz, zaprzęgnięci w naszą codzienność, bo praca, dom, dzieci, bo ciągle jest coś do zrobienia, nie uświadamiamy sobie, jaką łaską jest to, że żyjemy w kraju względnego spokoju, gdzie możemy swobodnie wyznawać nasze poglądy, a wiara w Chrystusa nie sprowadzi na nas niebezpieczeństwa.

Wydana nakładem Edycji Świętego Pawła książka świadectwo pt. „Porwany w Iraku” to pozycja wyjątkowa i warta uwagi. Po pierwsze, relacjonuje prawdziwe wydarzenia. A to gratka dla miłośników takiej właśnie literatury. Opartej na faktach.

Jej autor, Irakijczyk Saad Sirop Hanna, dziś biskup pomocniczy patriarchy chaldejskiego w Bagdadzie, opisuje 28 dni 2006 r., kiedy to został porwany przez ekstremistów z Państwa Islamskiego. Razem z autorem stajemy się świadkami dramatycznych wspomnień. Dość dodać, że książka powstała 10 lat po porwaniu. Musiały upłynąć lata, by bp Hanna jako uczestnik tych wydarzeń mógł stanąć z nimi twarzą w twarz. Z perspektywy, razem z nim przeżywamy kolejne dni muzułmańskiej niewoli, niepewność, strach, akt odwagi, kiedy podjął się desperackiej i z góry skazanej na przegraną próby ucieczki, czujemy głód i pragnienie, przyjmujemy razy kijami i kablami, gdy ledwo co zabliźnione rany na nowo się otwierają…

Reklama

Reklama

Wciska w fotel

Powie ktoś, że książka stawia jej autora w pozycji męczennika. Wciska w fotel – to zapewne. 28 dni, o których w niej mowa, to „droga krzyżowa” młodego kapłana (ks. Hanna święcenia kapłańskie przyjął w 2001 r.), czas nieludzkiej próby, z której wyszedł zwycięsko. Nie wyrzekł się Chrystusa, nie stracił wiary w ludzi, nie zapałał nienawiścią i żądzą odwetu na swych prześladowcach.

Więcej – próbuje zrozumieć motywy nimi kierujące. Wysnuwa nawet wniosek, w którym momencie i dlaczego zaczęła się na świecie działalność Al-Kaidy. Dość dodać, że z jednym z porywaczy bp Hanna nawet się – sic! – zaprzyjaźnił. Jak mówił podczas pobytu w Polsce w dniach 7-10 maja 2019 r. w licznych wywiadach, podczas których promował „Porwanego w Iraku”: „Te 28 dni zmieniły moje życie. To były moje ponowne narodziny”. A jego sprzymierzeńcami w tym czasie były wiara, modlitwa, cierpliwość i pokora.

Tchnie optymizmem

Reklama

Mimo obciążających wyobraźnię opisów tortur w końcowej części książka tchnie optymizmem, nadzieją i… wiarą w ludzi. Mimo wszystko, na przekór wyznawanym wartościom, przekonaniom, religii. Podsumowaniem, a zarazem drogowskazem dla nas na przyszłość niech będą słowa z niej zaczerpnięte: „Pewność miłości Bożej wzywa nas do tego, by dostrzegać miłość w sobie nawzajem, by nie dzielić ludzi na wierzących i niewierzących, by nie stawiać jednej religii ponad drugą, a raczej dostrzegać fakt, że niektórzy ludzie potrafią znaleźć w religii uzasadnienie okrucieństwa, podczas gdy inni znajdują w niej uzasadnienie budowania jedności”.

Książka pt. „Porwany w Iraku” poprzez historię jednego człowieka pokazuje nam, jak trudna jest sytuacja chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Statystyki są w tym względzie bezlitosne. W 2003 r. w Iraku mieszkało ok. 1,5 mln chrześcijan, w 2019 r. jest ich zaledwie ok. 200 tys.! Trudno się dziwić takiemu stanowi rzeczy w miejscu, gdzie wiara w Chrystusa równa się wyrokowi śmierci. Tym bardziej potrzebna jest nasza wiedza w tym względzie i pamięć o tych ludziach. Jej wyrazem będzie lektura książki pt. „Porwany w Iraku”. Zapewniam: na długo pozostanie ona w Waszej pamięci.

Edyta Hartman

Reklama