REKLAMA

REKLAMA

Płonące Wybrzeże. Grudzień 1970.

582

Z powrotem Władysława Gomułki do władzy w październiku 1956 roku społeczeństwo wiązało daleko idące nadzieje. Rozwiały się one definitywnie w przeciągu kilku grudniowych dni, a koszt poniosły dziesiątki istnień ludzkich.

Polska nie mogła zerwać stosunków z ZSRR, wystąpić z RWPG czy Układu Warszawskiego. Nie mogła także liczyć na poważniejszą pożyczkę w strefie dolarowej. Skazana była na samowystarczalność. Sprawami gospodarczymi w kraju zajmowali się ludzie niekompetentni. W końcu lat sześćdziesiątych trudno było dostrzec perspektywy lepszej przyszłości. Bardzo poważne grupy pracujących – na przykład robotnicy w przemyśle lekkim, lekarze nie uprawiający prywatnej praktyki, nauczyciele – żyły na skraju biedy. Ich zarobki, już i tak bardzo niskie, przez wiele lat nie ulegały zwiększeniu. Jednocześnie niemal każdego dnia masowe środki przekazu wmawiały społeczeństwu, iż położenie materialne ludzi pracy w Polsce ulega stałej poprawie. Społeczeństwo odnosiło wrażenie, że dążenie do godziwej stopy życiowej jest rzeczą złą. Polityka ekonomiczna i społeczna w latach sześćdziesiątych stawała się z roku na rok dla milionów Polaków coraz mniej atrakcyjna i zrozumiała. Model lat sześćdziesiątych i dozwolone granice aspiracji Polaków zostały wyznaczone przede wszystkim przez Władysława Gomułkę, wybitnego działacza polskiego ruchu komunistycznego.

Koniec małej stabilizacji

Początkowy okres rządów Gomułki nazywano okresem małej stabilizacji. Liczba ludności w Polsce w latach 1956-1970 wzrosła z 28 do 33 milionów. Postępował szybko proces urbanizacji kraju. Wyłoniły się duże problemy z zapewnieniem ludziom mieszkań. Budownictwo systematycznie nie nadążało za potrzebami. W latach 1956-1959 stopa życiowa nieco się podniosła. Natomiast w latach 1960-1970 płace realne wzrosły średnio o około 10%. Dochody realne ludności chłopskiej wzrosły zaledwie o 1%. Utrzymanie rodziny możliwe było tylko wtedy, gdy zawodowo pracowało co najmniej dwóch jej członków.

REKLAMA

W wyniku zrównoważenia liczby mieszkańców wsi i miast rezerwy siły roboczej na wsi, przy istniejącym stopniu mechanizacji, uległy wyczerpaniu. Utrzymanie produkcji rolnej na dotychczasowym poziomie wymagało od tej pory znacznych inwestycji w dziedzinie gospodarki i zmniejszania migracji ze wsi do miast. Kończyły się możliwości ekstensywnego rozwoju gospodarczego, osiąganego drogą przyrostu zatrudnienia. Dalszy wzrost trzeba było osiągnąć za cenę intensyfikacji form gospodarowania. Wymagało to wprowadzenia postępu technicznego, podniesienia wydajności, likwidacji marnotrawstwa, zwiększenia konkurencyjności wyrobów, a to wszystko było niemożliwe bez zmiany systemu zarządzania. Zwiększenie inwestycji w dziedzinach produkujących na potrzeby rolnictwa mogło się odbyć tylko kosztem zmniejszenia nakładów na inwestycje w przemyśle ciężkim. Na IV Zjeździe Partii w 1964 r., zmierzając do szybkiej likwidacji importu zbóż, przyjęto z inicjatywy Gomułki program utrzymania na dotychczasowym poziomie hodowli, a więc stagnacji zaopatrzenia ludności w mięso.

W 1968 r. ekipa ekonomiczna Gomułki z Jaszczukiem na czele uznała, że konieczne są głębsze reformy. Postanowiono wprowadzić zasadę selektywności rozwoju gospodarczego. Inwestycje planowano w tych gałęziach przemysłu, które zapowiadały najlepsze efekty ekonomiczne. Był to przemysł maszynowy, chemiczny i hutnictwo metali nieżelaznych. W dziedzinie przemysłu wydobywczego planowano inwestować w wydobycie miedzi, siarki, gazu ziemnego i węgla koksującego. Środki na przeprowadzenie reformy planowano uzyskać poprzez ograniczenie inwestycji w przemyśle górniczym, hutnictwie żelaza i stali, przemyśle lotniczym i konsumpcyjnym oraz podwyżkę cen towarów powszechnego spożycia. Przeciw koncepcji tej wystąpiło lobby górniczo-hutnicze. Koncepcja „rozwoju selektywnego” zaniepokoiła administrację gospodarczą i terytorialną, zainteresowaną utrzymaniem dotychczasowych priorytetów. Rozpoczęła się „bitwa” o wprowadzenie swoich przemysłów do grupy rozwojowej. Broniąc się przed tym, kierownictwo państwowe zaczęło odrzucać wnioski inwestycyjne wielu gałęzi przemysłu, w tym tak wpływowych jak górnictwa. Na tle walki o inwestycje powstały silne rozbieżności miedzy aparatem a kierownictwem centralnym.

Starając się zrównoważyć popyt z podażą, szczególnie artykułów spożywczych, podjęto decyzję o podwyżce cen. Była to kolejna duża podwyżka, jaką wprowadzała ekipa Gomułki. W 1959 roku podniesiono ceny mięsa, w 1963 podrożał węgiel, gaz, prąd i centralne ogrzewanie, w 1967 inne artykuły pierwszej potrzeby. Zaplanowana na grudzień 1970 roku regulacja cen miała jednak największe rozmiary i dotyczyła bardzo różnorodnych artykułów. Ponieważ nie towarzyszyły jej rekompensaty, oznaczała spore obniżenie stopy życiowej społeczeństwa. W ówczesnej sytuacji ekonomicznej kraju podwyżka cen żywności była chyba nie do uniknięcia. Między rokiem 1960 a 1970 spożycie mięsa i jego przetworów wzrosło w Polsce z 49,9 kg do 60,7 kg na osobę. Było ono wyższe o 3,1 kg niż na Węgrzech, i 13 kg niż w ZSRR, ale o 10 kg niższe niż w Czechosłowacji.

Przyczyną niemal ogólnonarodowej frustracji była nie tylko sytuacja ekonomiczna, lecz także polityczna. Wydarzenia marcowe były dla większości społeczeństwa dużym zaskoczeniem. Wpływ na pogorszenie się samopoczucia u Polaków lat 60. miał również rozwój wydarzeń w Czechosłowacji.

REKLAMA

Stopniowy awans młodszych działaczy przybrał masowy charakter w 1968 roku, kiedy odbyła się rozprawa z „rewizjonistami” i „syjonizmem”. Oprócz zwolenników demokratyzacji systemu atakowano także starszych, a niewygodnych działaczy partyjnych, oskarżając ich o uleganie tendencjom rewizjonistycznym lub syjonistycznym. W marcu i kwietniu 1968 roku podjęto w Warszawie 164 ważne decyzje personalne, odwołano 80 ministrów, wiceministrów, dyrektorów departamentów, 97 usunięto z Partii – wszystko to działo się otwarcie. Marcowa czystka przyniosła władzę młodszym rocznikom. Nurt „partyzancki” nie odniósł zwycięstwa. Kampania prasowa i działania represyjne 1968 roku kompromitowały hasła moczarowców. Rok 1968 odsłonił przerażające oblicze ludzi, którzy byli awangardą nowego porządku. W szaleństwach marcowej propagandy była jednak metoda. Społeczeństwu starano się wmówić, że za niepowodzenia gospodarcze i całe zło winę ponoszą ludzie, których teraz usuwa się ze stanowisk.

Gomułka, będąc człowiekiem starej daty, nie rozumiał rosnących aspiracji społeczeństwa. Sam będąc człowiekiem ascetycznym, wyrzekającym się wszelkiego luksusu, pragnął do ascezy przekonać społeczeństwo. Będąc na Żeraniu w 1967 roku po podwyżce cen mięsa mówił do robotników: Co wy się burzycie, przecież w końcu robotnik szynki nie je, tak że was to nie dotyczy. Ja Wam powiem, że ja jako robotnik miałem przed wojną dwie koszule, a Wy na pewno macie teraz po 5-6 koszul co najmniej, więc jest postęp, czy nie ma postępu?.

Jako autokrata ułatwiał awans ludziom ograniczonym, lecz posłusznym, którzy swoimi posunięciami pogłębiali kryzys i przyczynili się w końcu do upadku ekipy i jego samego. Ścisłe kierownictwo, oprócz I sekretarza, tworzyli w owym czasie Zenon Kliszko, odpowiedzialny m.in. za ideologię, kulturę, politykę wobec kościoła i Bolesław Jaszczuk, kierujący polityką gospodarczą państwa. Do ścisłego grona zaliczano także Ryszarda Strzeleckiego, odpowiedzialnego za sprawy organizacyjne Partii. Premier Józef Cyrankiewicz miał znacznie mniejszy wpływ na podejmowane decyzje. Gomułka musiał się także liczyć z pewnymi koteriami w Partii. Taką potężną grupę w aparacie partyjnym tworzyli „partyzanci” z Mieczysławem Moczarem na czele. W latach 1968-1970 Gomułka miał do czynienia z faktyczną rewoltą technokratów w przemyśle i kacyków terenowych.

W przeddzień wybuchu…

7 grudnia 1970 roku w sali kolumnowej gmachu Rady Ministrów na Krakowskim Przedmieściu rozpoczęła się podniosła uroczystość podpisania układu o podstawie normalizacji stosunków pomiędzy PRL a Republiką Federalną Niemiec. Władysław Gomułka był tego dnia w bardzo dobrym nastroju. Miał świadomość tego, że 7 grudnia 1970 roku przejdzie do historii Europy jako dzień otwierający nowy rozdział w stosunkach pomiędzy Polakami a Niemcami. Wizyta Willy’ego Brandta w Polsce przypadła bowiem na okres, w którym zakończono już prace nad projektem podwyżki cen na artykuły żywnościowe. Była już wyznaczona data wprowadzenia nowych cen –13 grudnia, 10 dni przed gwiazdką. Już sam termin oznaczał zlekceważenie podstawowych zasad psychologii społecznej. Pojawiły się też opinie, że Władysław Gomułka zdawał sobie sprawę z niepopularności przygotowywanej podwyżki, bo przecież nie ma takiego społeczeństwa, które z radością wita ruch cen w górę, ale sądził że cała operacja przejdzie bezboleśnie właśnie dzięki temu, że zostanie przeprowadzona w kilka dni po tak wielkim sukcesie, jakim było podpisanie układu z RFN. Gomułka nie brał pod uwagę faktu, iż społeczeństwo nieco inaczej oceniało podpisanie układu.

REKLAMA

Wieczorem w sobotę 12 grudnia 1970 roku przez radio i telewizję podano informację o regulacji cen. 13 grudnia „Trybuna Ludu” opublikowała uchwałę Rady Ministrów o zmianach cen detalicznych całego szeregu towarów. Potaniały telewizory o 13%, radia turystyczne o 19%, lodówki o 15%, pralki o 17%, odkurzacze o 15%, maszyny do szycia o 10% itd. Podniesiono ceny węgla kamiennego o 10%, brunatnego o 14%, koksu i brykietów o 19%, tkanin bawełnianych o 14,5%, tkanin jedwabnych o 37%, dywanów o 25% itd. itd. Podwyżka obejmowała artykuły pierwszej potrzeby. Rekompensata polegająca na obniżeniu ceny niektórych artykułów przemysłowych (zalegające w sklepach buble) była iluzoryczna – rosły ceny podstawowych produktów spożywczych, obniżono ceny artykułów kupowanych rzadko. Podwyżka ta uderzała szczególnie w średnio i słabo zarabiających. Ceny mięsa i przetworów mięsnych zostały podniesione średnio o 17,6%, tłuszcze zwierzęce o 11-33,4%, ceny mąki o 16,6%, przetworów mlecznych o 3,8%, ryb i przetworów rybnych średnio o 11,7 , dżemu, marmolady i powideł o 36.

Tymczasem latem 1970 roku sytuacja w Polsce stopniowo ulegała pogorszeniu – w zakładach pracy na Wybrzeżu przypominała atmosferę sprzed wypadków poznańskich w 1956 roku. Problemem było oczywiście wyżywienie, brak mięsa, masła, nie mówiąc o kawie. Ponadto na pogorszenie, ale i zarazem radykalizowanie nastrojów miały mieć wpływ coraz częściej kolportowane w środowiskach robotniczych „wiadomości” o rzekomych strajkach robotników Poznania, Warszawy, Gdyni i Elbląga.

Gniew robotników

W odpowiedzi na podwyżki cen, w poniedziałek 14 grudnia, załoga Stoczni Gdańskiej im. W.I. Lenina podjęła strajk. Wydziały S-3 i S-4 krótko po 6.00 rano przerwały prace. Robotnicy żądali cofnięcia podwyżek cen i zmian we władzach naczelnych państwa, usunięcia Gomułki, Cyrankiewicza, Moczara i Kociołka (wicepremiera i byłego I. sekretarza partii w Gdańsku). O 8.00 nie pracowało już 200 pracowników. Około 9.00 przyłączyły się wydziały S-1, K-3, P-1, W-4. Napięta sytuacja panowała także w elbląskim „Zamechu”. O 9.45 przed gmachem dyrekcji stoczni zgromadziło się od 2 do 3 tys. osób. Dyrektor obiecał im tylko 5% premii, innych postulatów nie mógł spełnić. Nikt nie przybył z Komitetu Wojewódzkiego. O godzinie 10.00 płk Kolczyński zarządził stan pełnej gotowości bojowej dla wszystkich sił i środków MSW w województwie gdańskim. Kilka minut po 11.oo licząca około tysiąca osób grupa opuściła teren Stoczni Gdańskiej. Udali się pod Komitet Wojewódzki Partii. Do spotkania z I sekretarzem KW PZPR Alojzym Karkoszką jednak nie doszło, ponieważ przebywał on w Warszawie na plenum KC PZPR. Jeden z sekretarzy, Zenon Jundził, wyszedł przed gmach, ale tłum nie chciał go słuchać. Do pochodu strajkujących stoczniowców Komenda Wojewódzka Milicji Obywatelskiej w Gdańsku wysłała 50-osobową nieumundurowaną grupę interwencyjną w celu rozpoznania. Pertraktacje nic nie dały, poszły plotki, że delegacja robotników została aresztowana w KW i że strajkują także Cegielski, Ursus i Nowa Huta. Prawdopodobnie te hasła wznosili funkcjonariusze Milicji w cywilu. To jednoznacznie sugerowałoby, że jednym z zadań tych osób było radykalizowanie manifestacji i eskalacja konfliktu.

Centrum manifestacji stał się samochód „Łączność”. Jeszcze pod gmachem KW za jego pośrednictwem ogłoszono 15 grudnia dniem strajku powszechnego oraz zapowiedziano na 16.00 kolejny wiec pod KW. Ktoś napisał: było nas mało, będzie więcej, gdy wrócimy. Po godzinie 14.oo stoczniowcy dotarli do budynku Politechniki. Studenci nie wsparli robotników, pamiętając wciąż Marzec 1968 roku. Do demonstrujących przyłączyła się część pracowników portu gdańskiego i stoczni remontowej. W okolicy wiaduktu „Błędnik” około godziny 16.00 doszło do pierwszego starcia robotników z ZOMO i milicją. Demonstracja przeniosła się między dworzec kolejowy a KW. Atak Milicji określił dalszy przebieg wydarzeń. Władza postanowiła zdusić opór siłą. Rejon dworca gdańskiego stał się terenem walk. Około godziny 17.00 demonstranci zebrali się na Targu Drzewnym. Milicja zachowywała się brutalnie, strzelała gazem łzawiącym. Starano się złapać i aresztować właściwie każdego, kto znalazł się na drodze. Zatrzymanych przewożono do aresztów, bito i brutalnie przesłuchiwano. Łapanka trwała do rana.

Tymczasem w stolicy obradowało kolejne, VI Plenum KC PZPR. Wiadomość o strajku w Gdańsku do zainteresowanych osób dotarła o godz. 10.00. Grupa osób ze Stanisławem Kociołkiem i Alojzym Karkoszką udała się natychmiast na Wybrzeże. Większość członków KC opuściła salę posiedzeń zupełnie nieświadoma tego, co już stało się w Gdańsku. Około 13.00 informacje o zajściach w Trójmieście przekazano Prezydium VI Plenum. Wieczorem do Trójmiasta udali się: członek Biura Politycznego i sekretarz KC Zenon Kliszko, Ignacy Loga-Sowiński oraz wiceminister obrony gen. broni Grzegorz Korczyński. W Trójmieście pojawił się także minister spraw wewnętrznych gen. Franciszek Szlachcic. Osobą najważniejszą był Zenon Kliszko, najbliższy współpracownik Gomułki. Wysłanie do Gdańska gen. Korczyńskiego pozwala przypuszczać, że już w poniedziałek wieczorem zdecydowano się na użycie wojska. Siłami MO miał dowodzić wiceminister spraw wewnętrznych gen. Słabczyk.

Siły jej jednak okazały się dalece niewystarczające, w tej sytuacji Kociołek zwrócił się do władz centralnych w stolicy z prośbą, by zezwoliły na użycie wojska do ochrony obiektów rządowych. Na miejscu działali: komendant wojewódzki MO płk. Roman Kolczyński, dowódca Pomorskiego Okręgu Wojskowego (POW) gen. dyw. Józef Kamiński, jego zastępca gen. bryg. Józef Baryła i szef sztabu POW gen. bryg. Stanisław Antos. Zarządzono odcięcie Gdańska od reszty kraju, zablokowano łączność telefoniczną. Wydano polecenie, by do Gdańska ściągnąć dodatkowe oddziały wojska i milicji. Już w godzinach popołudniowych dowódca POW wydzielił około 500 żołnierzy ze stacjonującego w Gdańsku 13. Pułku Wojsk Wewnętrznych i 35. Pułku Desantowego w celu obsadzenia gmachów użyteczności publicznej. Do KW skierowano 150 ludzi, których zadaniem była ochrona tego budynku.

Pierwsi zabici

Tymczasem strajk rozszerzył się. Powołano do życia Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. We wtorek rano 15 grudnia na wiecu w stoczni poinformowano o aresztowaniu poprzedniego dnia i w nocy wielu kolegów. O godzinie 7.00 rano kilkutysięczny tłum opuścił stocznię i ruszył do śródmieścia, by zażądać uwolnienia aresztowanych. Do manifestacji dołączyli robotnicy ze stoczni remontowej. Pochód uzupełnili przechodnie, młodzież i uczniowie. Rano grupy szturmowe strajkujących przełamały blokadę milicyjną przy Stoczni im. Lenina i udały się do miasta. Tego samego dnia rano u I sekretarza Partii odbyło się zebranie. Gomułka postanowił wówczas, że musi być wydany rozkaz dla MO i wojska, pozwalający na użycie broni. I sekretarz, który zawsze był konkretny i lubił rozstrzygać sprawy w szczegółach, podyktował jeszcze, jak ma być użyta broń palna: pierwsze strzały miały być oddane w górę, po 5-10 sekundach – salwa w nogi. Polecił ogłosić na Wybrzeżu przez megafony, że wojsko i milicja otrzymały prawo użycia broni wobec napastników od godz. 12.00. 15 grudnia 1970 roku. Wszyscy obecni wówczas w gabinecie wyjaśnili przed powołaną później Komisją Biura dla zbadania niektórych kwestii 1970 r. zwaną potocznie Komisją Kruczka, że decyzję o użyciu broni podjął jednoosobowo I sekretarz, a oni mięli to przyjąć tylko do wiadomości.

Około godz. 8.00 ponownie podpalono gmach Komitetu Wojewódzkiego. Znajdowało się w nim 150 osób ochrony (wojsko i milicja), ale strajkujący zablokowali wyjście i nie dopuścili straży pożarnej do płonącego gmachu. W tej sytuacji w południe do akcji wprowadzono czołgi i transportery opancerzone. Z czasem tłum zaczął się przerzedzać, odeszło też sporo ludzi zmagających się z milicją na ulicach . Robotnicy wracali do stoczni. Przed 15.00 wojsko i milicja odparły tłum spod płonącego budynku KW. Do akcji przywracania porządku w Gdańsku wprowadzono oddziały 7. Dywizji Desantowej ze Słupska, 8. Dywizji Zmechanizowanej z Koszalina, 16. Dywizji Pancernej z Elbląga i dwa pułki (13. i 14.) Wojsk Obrony Wewnętrznej (WOW). Do akcji włączono 49. Pułk Śmigłowców oraz marynarzy Floty Wojennej. Oddziały te otoczyły Gdańsk i zajęły punkty centralne w mieście. Nie zdołały one jednak opanować sytuacji od razu. W śródmieściu starcia z milicją, aczkolwiek na mniejszą skalę, trwały nadal. Przed Dworcem Głównym tłumowi udało się zatrzymać kolumnę opancerzonych transporterów SKOT. Około godziny 18.00 do miasta zostało wprowadzone wojsko. Na ulicach stanęły opancerzone transportery. Od godziny 18.00 do 5.00 rano wprowadzono godzinę policyjną. Środki przekazu informowały, że we wtorek na ulicach Gdańska zginęło 6 osób.

W Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni strajk rozpoczął się we wtorek rano. Robotnicy zebrali się przed budynkiem dyrekcji. Jej przedstawiciele nie zdołali opanować nastrojów, mimo że obiecywali rozmowy i rozważenie postulatów. Około 1500 osób wyszło ze stoczni i skierowało się pod gmach Miejskiej Rady Narodowej. Tymczasem Gomułka niecierpliwił się. Tego samego dnia o 13.50 zwołał po raz drugi wspomniane wyżej gremium celem przyśpieszenia akcji. Na jego wniosek powołano sztab kierujący akcją pacyfikacyjną w Gdańsku z gen. Korczyńskim na czele. Tak naprawdę na Wybrzeżu działały przynajmniej dwa ośrodki decyzyjne: pierwszy z nich – pod kierownictwem wspomnianego już gen. Korczyńskiego, a także Karkoszki i Kociołka, drugi – pod przewodnictwem Kliszki i Logi-Sowińskiego. Gomułka stawiał nie na milicję, lecz na wojsko. Minister obrony narodowej gen. Jaruzelski brał udział w spotkaniach u Gomułki, ale nie odgrywał w nich aktywnej roli. Gomułka mu nie ufał, wierzył gen. Korczyńskiemu. Ten nie panował nad sytuacją. Do jego decyzji wtrącał się ustawicznie Kliszko. W tej sytuacji główną rolę w koordynacji działań oddziałów wojskowych spełniał gen. Chocha. Sztab jego zajął stanowisko w Gdańsku-Pruszczu. Działał poprzez sztab POW z gen. Kamińskim na czele. Grupa Operacyjna tego sztabu z gen. Antosem zajęła wysunięte stanowisko dowodzenia w Komendzie Wojewódzkiej MO w Gdańsku. W konsekwencji w Gdańsku powstało kilka luźno związanych ze sobą ośrodków dyspozycyjnych: sztab gen. Chochy, sztab gen. Korczyńskiego, grupa skupiona wokół Zenona Kliszki i grupa gen. Szlachcica. Wieczorem we wtorek w telewizji wystąpił Kociołek. W przemówieniu określił strajkujących jako zachowującą się agresywnie bandę. Wezwał do powrotu do pracy.

Kliszko polecił odciąć wojskiem stocznię od miasta, aby uniemożliwić powtórzenie się demonstracji ulicznych. W środę 16 grudnia rano przed budynkiem dyrekcji Stoczni Gdańskiej zebrało się 5 tysięcy robotników, żądających odpowiedzi na zgłoszone postulaty. Część robotników za jedyny słuszny sposób uznała demonstrację na ulicach. Przed Bramą nr 2 prowadzącą do miasta stały opancerzone transportery i kordony milicji. Gdy robotnicy przestępowali bramę, rozległy się strzały. Padło dwóch zabitych, było wielu rannych. Relacje śmierci są różne. Jedne mówią o tym, że żołnierz nie wytrzymał nerwowo napierającego tłumu i zaczął strzelać. Być może przy Bramie nr 2 strzelał ktoś inny – snajper, lub mogły to być strzały oddane z helikoptera. Specjaliści ustalili, że rany postrzałowe nie pochodzą od kul po rykoszecie, ale kąt pocisku świadczy, że mogły zostać wystrzelone z dalszej odległości lub z góry. W stoczni proklamowano strajk okupacyjny. Powołano trójki porządkowe, wybrano Komitet Strajkowy. O 14.30 ogłoszono 24-godzinny strajk protestacyjny w Gdańskiej Stoczni Remontowej i wybrano Komitet Robotniczy jako przedstawicielstwo załogi. Trwały zacięte walki uliczne. W Gdańsku-Wrzeszczu tłum próbował zdobyć gmach telewizji, by nadać komunikat o wydarzeniach, wojsko odpowiedziało strzałami, padli zabici. W środę wieczorem przedstawiciele Komitetu Robotniczego Gdańskiej Stoczni Remontowej odbyli rozmowę z sekretarzami KW, przedstawiając im żądania zwolnienia aresztowanych, a także podwyżki płac oraz obniżki i zamrożenia cen. Funkcjonariusze Partii uznali te postulaty za nierealne. Robotników bulwersowała wiadomość o aresztowaniu MKS-u. W nocy ze środy na czwartek okupującym gdańską Stocznię im. Lenina robotnikom grożono szturmem. Dyrektor Stoczni Żaczek ostrzegał, że wojsko dało cztery godziny czasu na opuszczenie zakładu; powiedzieli, że będą strzelać i bombardować. Komitet strajkowy nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za wielki rozlew krwi. Zdecydował się na kapitulację. O 2.00 w nocy ze środy na czwartek wyszło ze stoczni 3 tysiące robotników, a o 6.00 rano następni. Nad ranem przerwały strajki Stocznia Północna i Remontowa. Do opuszczonych przez robotników stoczni Trójmiasta wkroczyło wojsko. W czwartek strajk jednak kontynuowały rejony „I” i „II” Portu oraz niektóre inne zakłady Gdańska.

Tymczasem w środę wieczorem w lokalnej telewizji przemówił Stanisław Kociołek. Jego głównym celem było skierowanie prośby do stoczniowców Gdyni o przystąpienie do pracy. Apel Kociołka miał tragiczne następstwa. Znaczna część robotników posłuchała wezwań. W czwartek 17 grudnia około wpół do szóstej rano na stacji Gdynia-Stocznia pojawiły się pierwsze grupy robotników. Szli przez wiadukt zawieszony nad peronami, schodzili na skrzyżowanie ulic Marchlewskiego, Czechosłowackiej i Polskiej. Wzdłuż ulicy stały czołgi i transportery. Przez gigantofony ogłaszano, że stocznia jest zamknięta, ale ludzie nie cofali się. Przyjeżdżały następne pociągi, tłum na peronie gęstniał. Była godzina 5.55, gdy wystrzelił czołg, być może był to sygnał do otwarcia ognia. Padło wielu zabitych i rannych. Robotnicy zorganizowali kilka pochodów, które ogarnęły całe miasto. Doszło do dalszych starć. Sytuacja w Trójmieście została stopniowo opanowana.

Nie tylko Trójmiasto

Strajk ogarnął także Szczecin. Strajkowały Stocznia im. A. Warskiego, a następnie Szczecińska Stocznia Remontowa „Gryfia”. Przeciw demonstrantom skierowano oddziały MO. Oburzeni robotnicy udali się pod gmach m.in. Komendy Wojewódzkiej MO. Doszło do starć, w wyniku których padło wielu zabitych i rannych. Akcją pacyfikacyjną w Szczecinie z ramienia MON kierował wiceminister gen. Tadeusz Tuczapski, a ze strony MSW wiceminister gen. Ryszard Matejewski. Szczególną rolę odegrała 12. Dywizja Zmechanizowana z gen. Mieczysławem Urbańskim na czele. Demonstracje uliczne miały miejsce w Elblągu, Słupsku i Krakowie. Do tego czasu społeczeństwo polskie nie było informowane o wydarzeniach. Dopiero 17 grudnia 1970 rou, w „Trybunie Ludu” opublikowano artykuł informujący krótko o wydarzeniach, z komentarzem krytycznym w stosunku do demonstrujących. Tego samego dnia premier Cyrankiewicz wystąpił w telewizji. Czwartek był także pierwszym dniem kiedy członkowie KC zaczęli rozważać konieczność usunięcia Gomułki. W piątek 18 grudnia w Szczecinie nadal miały miejsce krwawe zajścia. Centrum wydarzeń była otoczona czołgami Stocznia im. Warskiego. Chciano rozmawiać z dyrekcją. Milicjanci wykorzystali ten moment do ostrzelania tłumu robotników. W takiej atmosferze odbywały się rozmowy przedstawicieli Komitetu z władzami. Towarzyszyły im brutalne i krwawe walki na ulicach Szczecina. Wieczorem pod stocznią milicja i wojsko otworzyły ogień z karabinów maszynowych. Zginęli ludzie. Tymczasem w mieście tłum usiłował zdobyć więzienie przy ul. Kaszubskiej oraz budynek prokuratury, by uwolnić zatrzymanych robotników. Do późnej nocy trwały łapanki na ulicach, zatrzymanych bito. W Gdańsku i Gdyni stocznie nadal były obsadzone przez wojsko. W portach trwał strajk. W południe ogłoszono zarządzenie ministra żeglugi o mobilizacji pracowników portowych, spowodowało ono zmniejszenie się liczby demonstrantów. W Elblągu strajkowały „Zamech” i Zakłady Przemysłu Drzewnego.

W sobotę 19 grudnia na Wybrzeżu panował względny spokój, liczba strajkujących zmalała. W Trójmieście ludzie byli już prawdopodobnie zmęczeni bezskutecznym oporem, stąd zanik bezpośrednich form sprzeciwu wobec władzy. W niedzielę 20 grudnia w Szczecinie Komitet Strajkowy przyjął sugestię przedstawicieli władz, by przerwać strajk i podjął decyzję o jego zawieszeniu na trzy dni. Dane o ofiarach i stratach są różne, według oficjalnego komunikatu Prokuratury Generalnej z 18 stycznia 1971 roku życie straciło: w Elblągu – 1 osoba, w Gdańsku – 9, w Szczecinie – 16 i w Gdyni – 18 osób. W sumie 44 osoby zostały zabite lub zmarły na skutek odniesionych obrażeń; rany odniosły 1164 osoby. Organizacje robotnicze kwestionowały te dane. Głoszono, że liczba zabitych szła w setki, a rannych w tysiące. Duże były straty materialne.

Upadek towarzysza Wiesława

W toku dramatu rozgrywającego się na Wybrzeżu w stolicy toczyły się zmagania o władzę i kierunek rozwoju państwa. Wielu od dawna widziało odejście Gomułki. On sam już też zaczynał myśleć o rezygnacji. Jako swych następców widział Stanisława Kociołka lub Józefa Tejchmę. Do funkcji I sekretarza pretendował Edward Gierek. Premier radziecki A. Kosygin 16 grudnia poprosił przebywającego w Moskwie na posiedzeniu RWPG wicepremiera Jaroszewicza na rozmowę i przekazał mu stanowisko władz radzieckich. Kosygin oświadczył Polakowi, że KC KPZR radzi odwołać Gomułkę. Breżniew uznał, że kryzys należy rozwiązać politycznie. Za jedynego kandydata na miejsce Gomułki uznali towarzysze radzieccy Gierka, na szefa rządu rekomendowali Jaroszewicza. 18 grudnia BP KC KPZR wystosowało list do BP KC PZPR. Rosjanie w tym liście sprzeciwiali się eskalacji zamieszek w Polsce, uznawali za konieczne inne niż „siłowe” rozwiązania w staraniach o normalizację sytuacji. Dla Gomułki musiał być to cios. 20 grudnia rano Cyrankiewicz i Kliszko wymusili na Gomułce, będącym w państwowej lecznicy, rezygnację ze stanowiska I sekretarza. W tej sytuacji BP jednogłośnie przyjęło rezygnację Gomułki i desygnowano na stanowisko I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka. Uchwalono, że przeznaczy się 6,5 mld zł na podwyżki płac, rent i emerytur itd. Na wniosek Gierka dokonano zmian w składzie Biura Politycznego i Sekretariatu KC PZPR.

23 grudnia 1970 roku zwołano posiedzenie sejmu. Marian Spychalski ustąpił ze stanowiska przewodniczącego Rady Państwa, a Cyrankiewicz ze stanowiska szefa rządu. Długoletni premier objął funkcję przewodniczącego Rady Państwa, a jego następcą został Piotr Jaroszewicz. Już 30 grudnia rząd podjął decyzję o podniesieniu najniższych płac. Strajki nadal trwały m.in. w Stoczni im. A. Warskiego w Szczecinie. Gierek, Jaroszewicz i Szlachcic spotykali się osobiście z załogami wielkich zakładów produkcyjnych. 24 stycznia do Szczecina przybył Gierek, który rozmawiał ze stoczniowcami. Strajk został zlikwidowany. Następnego dnia udał się do Gdańska. W czasie rozmów padło słynne wezwanie: No więc jak, pomożecie? Robotnicy (mniej lub bardziej spontanicznie) odpowiedzieli: Pomożemy!.

Pod naciskiem strajkujących 15 lutego zadecydowano o przywróceniu z dniem 1 marca 1971 roku cen na towary spożywcze sprzed 12 grudnia 1970 roku. Kryzys grudniowy spowodował daleko idące rozczarowanie opinii publicznej do programu Partii, której autorytet znacznie spadł.

Wojciech Szyputa

Bibliografia

Czubiński A., Polska i Polacy po II wojnie światowej (1945 – 1989), Poznań 1998.
Eisler J., Grudzień 1970. Geneza, przebieg, konsekwencje, Warszawa 2000.
Korybutowicz Z., Grudzień 1970, Paryż 1983.
Rakowski M.F., Przesilenie grudniowe. Przyczynek do dziejów najnowszych, Warszawa 1981.
Rolicki J., Gierek Edward. Przerwana dekada, Warszawa 1990.
Roliński B., Za co Ich zabili?, Warszawa 1994.
Seidler B., Kto kazał strzelać? Grudzień 1970, Warszawa 1991.

Tekst zredagował: Tomasz Leszkowicz
Korektę przeprowadziła: Anna Smutkiewicz

za: Portal historyczny Histmag.org

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska<