REKLAMA

Reklama

Płk dypl. Henryk Bagiński: Wojsko Polskie na Wschodzie – cz. XI

257

13. Obrona Stanisławowa i bój pod Krechowcami

Nagły odwrót wojsk rosyjskich po udanej ofensywie Kiereńskiego 1917 r. przejął trwogą mieszkańców Stanisławowa, dokąd już doszły wieści z Kałusza o rabunkach i rzezi tamtejszych mieszkańców przez zbolszewiczałych sołdatów. Noc 21-go lipca 1917 r. napełniła śródmieście i przedmieścia — czytamy w opisie czynów Krechowieckich — piekielnym wrzaskiem, cofające się wojsko ros. rozbijało sklepy, plądrowało mieszkania prywatne, nahajką i rewolwerem zmuszając mieszkańców do oddawania ostatniego grosza, ostatniej koszuli”. 22-go lipca 1917 r. „gros” wojsk rosyjskich już się cofało, lecz liczne oddziały kozackich pułków, 2-go turkiestańskiego pułku konnego i oddziały piechoty plądrowały i rabowały prywatne mieszkania i sklepy. Sołdaci odgrażali się spaleniem miasta. Wysadzenie składów amunicji w mieście pociągnęło za sobą liczne ofiary. Poważne niebezpieczeństwo groziło życiu reszty mieszkańców, narażonej ze wszech stron na gwałty i samowole rozbestwionego żołdactwa.

REKLAMA

W tym samym dniu 22-go lipca przybył do Krechowiec pod Stanisławowem pułk ułanów polskich, przechodząc forsownym marszem nocnym z Porohów. W Krechowcach pułk. Mościcki wydał rozkaz rozsiodłania koni i ugotowania obiadu, gdyż pułk po chwilowym wypoczynku miał wyruszyć dalej na północ od Stanisławowa, by tam łącznie z całym ll-im korpusem jazdy rosyjskiej zamknąć jakoś lukę, powstałą na froncie. Oficerowie pułku ułanów z pułk. Mościckim na czele, będąc chwilowo w Stanisławowie i widząc co się dzieje w mieście, którego środek zdążyli Moskale zapalić, zażądali natychmiast od d-cy ll-go korpusu jazdy gen. ks. Tumanowa przejścia ze wsi Krechowce na obronę mieszkańców Stanisławowa. Żądanie to poparł gen. Karnicki dowodzący wtedy brygadą jazdy, w skład której wchodził pułk ułanów polskich. Pułk ułanów’ pozostawiono w Stanisławowie do dyspozycji 11 -ej dywizji piechoty rosyjskiej. Żądanie to zbiegło się z akcją burmistrza miasta p. Antoniego Stygara, który wraz z delegacją prosił pułk. Mościckiego o udzielenie pomocy krzywdzonym mieszkańcom, mordowanym, gwałconym i rabowanym.

Wezwany przez pułk. Mościckiego pułk ułanów z Krechowiec. wkrótce przybył do palącego się miasta, oczyścił rynek od rozpasanego żołdactwa, a następnie patrolował po całym mieście i wszędzie rozpędzał w przeważającej liczbie będących sołdatów rosyjskich, odbierając zrabowane mienie i rozprawiając się z opornymi na miejscu. W przeciągu krótkiego czasu zapanował spokój. Wdzięczni mieszkańcy Stanisławowa usilnie prosili pułk. Mościckiego o pozostanie z pułkiem jeszcze przez noc w mieście, na co otrzymano zgodę d-wa 11 dywizji p. ros. której, wobec pozostania w Stanisławowie, pułk ułanów został podporządkowany. Noc z dnia 22-go na 23-ci lipca przeszła znów dla ułanów bezsennie, jakkolwiek miały dyżurować tylko wyznaczone plutony, jednakże ciągle zasadzki na ułanów, urządzane przez rozwścieczonych „czubaryków” i alarmy o nowych rabunkach, zrywały na nogi wciąż wszystkie szwadrony.

Reklama

Reklama

Armia rosyjska, cofając się, zatrzymała się na pozycji wzdłuż Bystrzycy Sołotwińskiej, a na zachód od Stanisławowa, odcinek frontu miała sobie powierzony 11-ta dywizja piechoty, której w danej chwili pułk podlegał, a w razie dalszego cofania się miał osłaniać odwrót i ostatni wycofać się ze Stanisławowa. Przez cały dzień 23-go lipca pułk-ułanów prowadzi znów wywiady bojowe dla 11 -ej dywizji, stojąc w dalszym ciągu na straży życia i mienia mieszkańców i utrzymując porządek w Stanisławowie. Ogień artylerii niemieckiej na zachód od Stanisławowa stawał się coraz silniejszy. W nocy z dnia 23-go na 24-ty lipca bandy żołdactwa rosyjskiego, nie mogąc już rabować mieszkańców, zaczęły grabić składy wojskowe na stacji. Wysłany 2-gi szwadron pod dowództwem ppor. Podhorskiego, celem rozpędzenia rabusiów, został ostrzelany przez nich z karabinów i karabinów maszynowych, a nawet jeden z pociągów pancernych ujął się za niemi i ostrzelał ułanów. Porządek jednak został przywrócony. W tych nieustannych utarczkach pułk ułanów staje w obronie ludności bez względu na narodowość, dając świadectwo, że każdy gwałt stłumić potrafi.

Armia niemiecko-austriacka dnia 24-go lipca zbliżała się do miasta. Rozradowana i wdzięczna ułanom ludność,— czytamy w opisie czynów ułanów krechowieckich — gremialnie zjawiła się u pułk. Mościckiego, przedkładając prośbę, by pułk pozostał w Stanisławowie aż do nadejścia armii prusko-austriackiej zaręczając, iż ludność cała postara się u władz prusko-austriackich aby pułk nie został rozbrojony i by mu pozwolono odejść do Warszawy pod opiekę Rady Stanu. Jednak propozycji tej pułkownik nie przyjął i wraz z towarzyszącymi mu oficerami oświadczył ludności, że jakkolwiek wszyscy ułani tęsknią do Ojczyzny i rodzin swoich, propozycji tej przyjąć nie mogą, uważając ją jako dyshonor dla żołnierza polskiego, który choć służy w cudzej armii, zdrady dopuścić się nie może. W kilka godzin później pułk. Mościcki zawezwał do siebie burmistrza p. Stygara, powiadamiając go, że wkrótce odchodzi z miasta, mając rozkaz osłony cofających się wojsk rosyjskich. Po południu pułk. Mościcki wezwał do siebie oficerów sztabowych i dowódców szwadronów na odprawę, podczas której zapytał wszystkich obecnych o wyrażenie swojej opinii, co do wysłania do Rady Regencyjnej i Komendanta Piłsudskiego listu, skomponowanego wraz z adiutantem i pisanego przez niego w książce polowej, a po otrzymaniu zgody wszystkich obecnych, polecił adiutantowi przepisać list ten na czysto, ażeby przed odjazdem wręczyć burmistrzowi Stygarowi, celem dalszego przesłania.

Rozkazy pułk. Mościckiego, dotyczące osłony cofających się wojsk rosyjskich, wydane były następującej treści: 2-gi szwadron miał obsadzić o godz. 16 i pół dwa mosty na Bystrzycy, na zachód od Stanisławowa i miał zluzować pluton 4-go szwadronu pod dowództwem ppor. Łebkowskiego. Przez mosty te miały się wycofywać oddziały 11-ej dywizji piechoty rosyjskiej, które obsadziły linię okopów od wsi Zagwóźdź przez Pasieczną, Uhrynów Dolny i Jamnicę. Zadaniem szwadronu było pozostawać tak długo na moście, dopóki nie przejdą na wschód wszystkie oddziały rosyjskie, zatrzymujące ogniem Niemców, a po otrzymaniu rozkazu od pułkownika Mościckiego, należało wysadzić mosty i przyłączyć się do pułku ułanów w Stanisławowie. 4-ty szwadron o godz. 15-ej miał wyruszyć zaraz po odprawie, jako podjazd w stronę Krechowiec-Drohomirczan, obserwować tam wycofujące się oddziały rosyjskiej piechoty i osłaniać lewe skrzydło II-ej dywizji piechoty i pułku ułanów przed niespodziewanym atakiem Niemców z flanki na Stanisławów. 1-y i 3-ci szwadron miał pozostawać w Stanisławowie, dopóki nie wycofają się z miasta wszystkie oddziały 11 -ej dywizji piechoty.

Reklama

O godzinie 15-ej konie były osiodłane i gotowe do wymarszu. Pułk. Mościcki otrzymuje wiadomość, że na lewym skrzydle, na odcinku, obsadzonym przez 19-tą dyw. piechoty rosyjskiej, przerwali Niemcy front, a dywizja cofa się w nieładzie, odsłaniając lewe skrzydło pozycji pod Stanisławowem. Poprzednio już wyruszył cały 4-ty szwadron w kierunku na Drohomirczany, obchodząc ze wschodu Krechowce, a patrol pod dowództwem ppor. Bema pomaszerował wprost na Krechowce, które mieli już obsadzić Niemcy, według wiadomości dowództwa ll-ej dyw. piechoty. Przysłany meldunek przez ułana od ppor. Bema do Stanisławowa potwierdził tę wiadomość, że Krechowce zajęte są przez Niemców a patrol wjeżdżając do Krechowiec został ostrzelany silnym ogniem karabinowym i stracił w zabitych dwóch ułanów. W parę chwil potem wrócił ppor. Bem z patrolem, potwierdzając w zupełności poprzedni meldunek, że Niemcy mają tendencję odciąć Stanisławów, prowadząc swój atak w kierunku stacji.

Pułk. Mościcki natychmiast wysyła 2-gi szwadron na skraj miasta w stronę Krechowiec z rozkazem atakowania Niemców w konnym szyku w razie, gdy Niemcy posuną się naprzód, obiecując zaraz wysłać 1-y i 3-ci szwadron i polecając natychmiast wysłać patrol z oficerem pomiędzy szosę Stanisławów-Drohomirczany a Bystrzycę. Ludność Stanisławowa obsypała ułanów kwiatami tak, że prawie każdy ukwieciony szedł w bój. Do wysuniętego z miasta szwadronu Niemcy skierowali ogień artylerii.

– Przekroczywszy niezabudowane miejsca – pisze major Podhorski. – zatrzymałem szwadron, kryjąc go za kilkunastoma ostatnimi domami, sam zaś wyjechałem naprzód do oddzielnie stojącej budki na wzgórku, tuż nad szosą i tam z lornetką w ręku starałem się zorientować w sytuacji. Ogień artyleryjski się wzmagał, od Krechowiec dochodziły coraz to częstsze strzały, mój punkt obserwacyjny był dość rzęsiście ostrzeliwany przez artylerię, a także kule od strony Krechowiec często gwizdały. Krajobraz przedstawił mi się w sposób następujący. Stałem około szosy, zwrócony twarzą w kierunku Drohomirczan. Z prawej strony widniały częściowo pola, głównie zaś ogrody i oddzielne domki, które jakby rzadkim łańcuchem łączyły przedmieścia Stanisławowa z Krechowcami, dalej dość silny skłon do Bystrzycy wreszcie dolina Bystrzycy i pozycje nieprzyjacielskie, skąd grzmiała ich artyleria. Z lewej strony szosy— wschodniej, duże ściernisko z molem zagłębieniem pośrodku, gdzie znajdowała się mała łączka, następnie niewielkie wzniesienie i znów pewne obniżenie terenu i większe wzniesienie, idące aż do samych Krechowiec.

Tymczasem na horyzoncie na południo-wschód od Krechowiec w luźnym szyku manewrował 4-ty szwadron. Pola na zachodniej stronie szosy zasiane były kukurydzą, ogromnie utrudniającą orientację. Wtem nadjechał z powrotem ppor. ChmieIewski na czele patrolu, wysłanego poprzednio przez dowódcę 2-go szwadronu, meldując, że o kilometr dalej był ostrzelany silnym ogniem karabinowym i K. M., tracąc jednego konia. Ogień ten był skierowany głównie z oddzielnych sadyb, wysuniętych z Krechowiec w stronę Stanisławowa (Krechowce leżą na stronie zachodniej od szosy, łącząc jakby szosę z dość stromym brzegiem doliny Bystrzycy).

– Sytuacja stawała się trudną do rozwiązania — pisze major Podhorski — nieprzyjaciel znajdował się dość blisko, najlepszy dowód, że kule zaczęły coraz częściej gwizdać nam koło uszu na tym punkcie obserwacyjnym. Patrol w kierunku, którym posuwał się, dalej pójść nie mógł, bo dolną drogę zagradzała wieś, a dalej na zachód, — stromy brzeg doliny Bystrzycy. Mając wyraźny rozkaz zaatakowania wtedy, gdy nieprzyjaciel będzie posuwał się, a ponieważ na ściernisku nic nie widziałem, postanowiłem czekać chwili, gdy tyralierzy przejdą na wschodnią stronę szosy i wtedy zaatakuję na równym ściernisku, gdyż nie uważałem za wskazane puszczać się z jednym szwadronem na wieś. Gdy tak rozmyślałem, przygalopował pułk. Mościcki, któremu w dwóch słowach zdałem relację, po czym z właściwą sobie szybką orientacją i decyzją w jednej chwili kazał mi iść na Krechowce, idąc po wschodniej stronie od szosy, opierając o nią prawe moje skrzydło. Patrol ppor. Chmielew skiego otrzymał rozkaz przedostania się na zachodnią stronę Krechowiec pomiędzy wsią a Bystrzycą.

2-gi szwadron rozwinął się w jeden rząd, równając jak na ćwiczeniach i nie bacząc na silny ogień artylerii ruszył małym galopem, jednocześnie zaś zaczął posuwać się samochód pancerny, przysłany przez dowództwo rosyjskie. Spokojnym równym galopem dojechał szwadron do pierwszego wgłębienia i mokrej łączki, po czym przeszedł dwójkami przez mostek i następnie znów rozwinął się w jedną linię, idąc tym samem tempem. Nieprzyjaciel przeniósł ogień artylerii na rozwijający się do ataku 3-ci szwadron i manewrujący trochę dalej na wzgórku na wschód od szosy, a na południe od ogrodu (patrz na szkicu napis Zamek), 1 -szy szwadron ze sztandarem. Następnie 2-i szwadron napotyka przeszkodę z drutu, którą przebywa pomiędzy drutami drożyną prawdopodobnie zrobioną przez właściciela tego pola – jakby umyślnie dla nas. Pułk. Mościcki, który uważnie śledził ruchy 2-go szwadronu, gdy ten przeszedł druty, miał wyrazić się do adiutanta, że jest o 2-gi szwadron spokojny, że dojdzie do celu, wysyłając 3-ci szwadron w kierunku na samą wieś Krechowce, pomiędzy szosą a brzegiem doliny Bystrzycy. Tymczasem 2-i szwadron wydostał się na zachodnią stronę szosy, a oparłszy prawe skrzydło w pobliżu stromego brzegu doliny Bystrzycy zaś lewe nieco więcej o szosę, poszedł do ataku wprost na wieś Krechowce z północy na południe. Po drodze konie kaleczyły się o płoty druciane, okalające ogrody oddzielnych chałup, przeważnie obsiane kukurydzą. Wobec tego nie można było działać całym szwadronem, lecz niewielkie grupy ułanów, które przedostawały się stopniowo przez daną przeszkodę, atakowały zabudowania oddzielnie stojące, gdy sąsiednie oddziały wyplątywały się z nieprzewidzianych przeszkód i szwadron posuwał się naprzód, wypierając wszędzie Niemców (Bawarski i Bośniacki pułki). Ppor. Wysocki zdobywa czynny karabin maszynowy.

W tym czasie z 2-gim szwadronem łączy się szwadron 3-ci 1 oddział karabinów maszynowych pod dowództwem por. Z b o – romirskiego. Ruszyli dalej, mając na czele na prawem skrzydle patrol ppor. Chmielewskiego, a po dotarciu do środka wsi do szkoły, gdzie również samochód pancerny rosyjski toczył bój, zdecydowano wycofać się ze względu na trudność dalszego posuwania się pomiędzy zabudowaniami, z których Niemcy zabili kilku ułanów i koni. 2-gi szwadron cofał się bliżej Bystrzycy, 3-ci zaś bliżej szosy, tracąc wielu zabitych od ognia artylerii niemieckiej. Osłaniając się wzajemnie szwadrony dotarły do cegielni na skraju niemal samego Stanisławowa około godziny 19-ej. Wysłanych stąd 8 patroli wywiadowczo-bojowych z 2-go i 3-go szwadronu, na rozkaz pułk. Mościckiego, pod dowództwem ppor. Zboromirskiego i ppor. Chmielewskiego, rozsypując się w jedną i drugą linię, sprawiając wrażenie dużego oddziału, natrafiły znów na wysunięte placówki niemieckie na północnym skraju wsi Krechowce, które pod wodzą ppor. Zboromirskiego znów zostały opanowane przez ułanów.

Posuwając się jednak dalej patrole natrafiły na silnie obsadzoną linię, z której rozpoczęto silny ogień. Widząc groźną sytuację ppor. Zboromirski nakazał odwrót i w czasie objazdu linii frontu został ranny kulą eksplodującą, która strzaskała mu kość, raniąc w pachwinę. Po przejechaniu kilkaset kroków ppor. Zboromirski zwalił się z konia, jednakże kapral Włodzimierz Szyld z 2-go szwadronu zorganizował naprędce pomoc i w kilku na płaszczu pod gradem kul wynieśli ppor. Zboromirskiego. Patrole powróciły po godz. 20-ej z dość znacznymi stratami, dając dokładne wiadomości o sytuacji nieprzyjaciela i nadciągających rezerwach. W reszcie nadciągnęło kilka kompanij piechoty rosyjskiej, które objęły pozycję, zajmowaną przez 2-gi i 3-ci szwadrony jednocześnie przejechał ppor. Łebkowski ze swoim plutonem, po wysadzeniu mostu na B ystrz ycy pod ogniem piechoty niemieckiej, i dążył do swego 4-go szwadronu. Ppor. Bem nadjechał z rozkazem od pułk. Mościckiego, ażeby 2-gi i 3-ci szwadron przyłączył się do pułku. Pułk stał w niewielkiej kotlinie na południe od Stanisławowa w prostej linii od Drohomirczan i Krechowiec w stronę dworca kolejowego, gdzie pułk. Mościcki zamierzał bronić linii odwrotu 11-ej dyw. piechoty no Tyśmienicę, na wypadek, gdyby Niemcy chcieli zaatakować stację lub też uderzeniem flankowym powstrzymać ich marsz wzdłuż szosy na Stanisławów.

W tym czasie, gdy 2-gi i 3-ci szwadron atakował na prawym skrzydle, na lewym działał 4-ty szwadron na wschód od Krechowiec, atakując 2 szwadrony jazdy niemieckiej, które wycofały się w popłochu. Pędzący za nimi 4-ty szwadron trafił na silny ogień piechoty z lasu z rowów strzeleckich. 4-ty szwadron musiał się cofnąć, tocząc znów walkę o Dąbrowę, gdzie nieprzyjaciel starał się wejść pomiędzy wsie Opryczowce i Krechowce i tam zająć pozycję, jednak kilkoma atakami 1-go i 4-go szwadronu zostało to udaremnione. 1-y szwadron, stojąc przez dłuższy czas jako rezerwa pułku pod laskiem na wschód od szosy na skraju miasta ściągnął na siebie głównie cały ogień artylerii, ułatwiając tym sposobem działania innym szwadronom. Pułk. Mościcki, mając pewność co do prawego skrzydła, gdzie działał 2-gi i 3-ci szwadron, przesunął 1-y szwadron bardziej na południe, gdzie pomagał 4-mu szwadronowi w bojach pomiędzy Opryczowcami a Krechowcam i. Te dwa szwadrony sprowadzały na siebie silny ogień artylerii niemieckiej. Rozbiły wszelkie próby Niemców prowadzenia ataku wprost na dworzec kolejowy w Stanisławowie i opanowania szosy, prowadzącej do Tyśmienicy, a więc jedynej drogi odwrotu dla całej 11-ej dywizji piechoty z artylerią. Szwadrony l-y i 4-y miały z tego powodu bardzo poważne straty od ognia artylerii. Piechota rosyjska jednak opuściła pozycję, na której stał 2-gi i 3-ci szwadron, na lewym zaś skrzydle nawiązano łączność z pułkiem konnych Dagestańców, którzy jednak w ataku 4-go szwadronu na Opryczowce odmówili swojej pomocy, uważając go za nonsens. Tymczasem 4-y szwadron owładnął tą wsią i gdyby pułk Dagestańców nie odmówił pomocy, 4-y szwadron mógł był zajść Niemcom na tyły na południe od Krechowiec. Po otrzymaniu wiadomości, że piechota 11 -ej dywizji wycofała się, pułk Dagestańców, nie czekając na odwrót pułku ułanów polskich wycofał się również pośpiesznie.

Tymczasem zmrok już na dobre zaczynał zapadać. Przez cały czas akcji pułk. Mościcki był wszędzie tam, gdzie szwadrony szły do ataku, a po upewnieniu się, że 2-gi i 3-ci szwadron działają sprawnie na prawym skrzydle, przejechał na lewe skrzydło, ażeby kierować działaniami 4-go i 1 -go szwadronu; znajdował się on stale pod obstrzałem ognia artyleryjskiego, a często i ognia karabinów maszynowych. Zebrawszy pułk w jednym miejscu postanowił przeczekać do chwili, póki cała 11-a dywizja piechoty rosyjskiej nie wycofa się ze Stanisławowa. Wysłany patrol do Stanisławowa oznajmił, że Niemcy ostrzelali ich w czasie cofania się i że zajęli już miasto. Było już zupełnie ciemno. W tej chwili przypomniał sobie pułk. Mościcki, że nie zostały wręczone burmistrzowi m. Stanisławowa listy do Rady Stanu i Komendanta Piłsudskiego, a ponieważ według raportu dowódcy patrolu, południowa część Stanisławowa nie była zajęta, pułkownik zwrócił się do pułku, kto chce jechać na ochotnika, ażeby doręczyć list. Ochotników było zbyt dużo, ostatecznie wystano ułana Krzyżanowskiego z I-go szwadronu. Listy nie były jednak przepisane na czysto, lecz wydarte z książki polowej i podpisane w brulionie przez pułk. Mościckiego, który wręczając je ułanowi Krzyżanowskiemu, oświadczył, że pułk w tym miejscu będzie czekał na jego powrót. ‘

Pułk osamotniony w owej kotlince, otoczony zewsząd przez Niemców, czekał na powrót swego ułana ze Stanisławowa. Już po godzinie 22-ej przybył z powrotem ułan Krzyżanowski, którego bezpiecznie przeprowadziła ludność Stanisławowa, przywożąc z sobą ofiarowaną pułk. Mościckiemu w darze od miasta Stanisławowa papierośnicę z odpowiednim napisem, jako obrońcy życia i mienia mieszkańców Stanisławowa. Pułk. Mościcki kazał siadać na koń, prowadząc następnie pułk na czele bez mapy i bez drogi, przechodząc kilka razy wbród rzeczkę, następnie przez ogromnie stromy wał kolejowy brukowany około stacji Chryplin, przechodząc następnie obok dworca stanisławowskiego, na którym w tym czasie dokonywano wybuchów i zniszczenia mostów. O północy pułk ułanów dotarł do Tyśmienicy, gdzie znajdowały się tabory pułku ułanów oraz sztab 11 -ej dywizji ros. piechoty. Dowódca dywizji, dowiedziawszy się o przybyciu pułku, podjechał na samochodzie i dziękował pułk. Mościckiemu za ogrom dokonanej pracy i ocalenie całej dywizji z artylerią i taborami. I było istotnie za co dziękować — bo wszakże pułk ułanów otrzymał rozkaz powstrzymania Niemców przez godzinę tylko a dowódca 11 -ej dywizji wprost nie rozkazywał, lecz błagał o to — tymczasem pułk ułanów powstrzymywał Niemców w ciągu 5 – 6 godzin.

Po owym słynnym boju dowódca 11 -ej dyw. przeznaczył pułkowi ułanów jako miejsce postoju niewielką wioskę Kłubowce dokąd przybył około godziny 2 i pół dnia 25 lipca, a już o godz. 5 i pół pułk wyruszył dalej, jako straż tylna 11 -ej dyw. p., zabierając z sobą rannych ułanów i konie. Czwartą noc z rzędu ułani nie wypoczywal, jadąc rankiem w kierunku Tłumacza.

Oficjalny opis boju “Pułku Polskich Ułanów” (patrz szkic boju, wykonany na zasadzie oryginalnych szkiców, rysowanych na polu walki przez ppor. 4-go szwadronu Mieczysława Łebkowskiego):

– Dwudziestego czwartego lipca (jedenastego st. st.) około 16 godziny, pułk, “‘) znajdując się w rozporządzeniu dowódcy Ii-ej dywizji piechoty w Stanisławowie, otrzyma) rozkaz zatrzymania, za jakąkolwiek bądż cenę, natarcia przeciwnika, aby tern ocalić oddziały 11 -ej dywizji piechoty z artylerią, prowadzące działania bojowe na zachodnim brzegu rzeki Bystrzycy na froncie wsi Zagwoźdź-lJhrynów Dolny- Jamnica, i znajdujące się w bardzo trudnym położeniu, wytworzonym nieoczekiwanym cofnięciem sic oddziałów 19-ej dywizji piechoty. Zbadawszy osobiście i wyjaśniwszy całą powagę sytuacji, rozwinąwszy galopem w szyk bojowy swój miody i nieliczny pułk, parę dni temu ledwie sformowany z dywizjonu i jeszcze nieukompletowany — wysunąłem na pierwszą linię trzy szwadrony — rozwinięte szeroko w jeden rząd, ażeby pierścieniowym ruchem wprowadzić w błąd przeciwnika, co do swej niewielkiej liczebności Następnie błyskawicznie atakowałem przeciwnika, który oszołomiony nieoczekiwanym natarciem, cofnął się, straciwszy wielką ilość porąbanych i pokaleczonych, przy czym 2-gi szwadron w boju zdobył karabin maszynowy w stanie czynnym. Pułk, po cofnięciu się nieco w tył, uszykował się w poprzedniej pozycji wyjściowej, zagradzając drogę przeciwnikowi i będąc gotowym każdej chwili znów’ runąć na niego. Po pewnym czasie, nieprzyjaciel otrzymawszy posiłki, z nową energią przeszedł do natarcia, i widząc niepowodzenie swego projektu obejścia m. Stanisławowa, ruszył najkrótszą drogą wzdłuż szosy, zakrywając się budynkami, ażeby wcisnąć się do miasta od strony południowej. Próba ta została sparaliżowana błyskawicznym powtórnym kontratakiem 3-go szwadronu i ułanów z oddziału karabinów maszynowych, którzy runąwszy do ataku, zmusili przeciwnika do ukrycia się w północnej części wsi Krechowce, a następnie, spieszywszy się i ufortyfikowawszy, utrzymywali się we wsi, pomimo kontrataku nieprzyjaciela, aż dopóki nasza piechota spokojnie nie wycofała się z miasta Stanisławowa.

W tym samym czasie na prawym skrzydle przeciwnika pokazały się dwa szwadrony jego jazdy. Rozsypany lawą 4-ty szwadron, mając na okrążającym skrzydle 1-szy szwadron, na mój rozkaz, momentalnie natarł na jazdę przeciwnika, która nie przyjąwszy uderzenia, galopem cofnęła się za swoją piechotę. Wtedy szwadrony moje, zajechawszy lewem ramieniem, zawisły nad prawem skrzydłem przeciwnika. Trzykrotnie nieprzyjaciel próbował nacierać na przestrzeni między wsiami Opryczkowce i Krechowce, chcąc zawładnąć Dąbrową. Wszystkie trzy te próby były odparte najpierw konnym atakiem pierwszego szwadronu, a następnie takimże atakiem dwóch plutonów 4-go szwadronu, a w końcu ogniem obu szwadronów, na mój rozkaz spieszonych. Wielką usługę piechocie oddal młodszy oficer 4-go szwadronu, ppor. Łebkowski, który z jednym plutonem ochraniając mosty na rzece Bystrzycy Słotwińskiej, pod zabójczym ogniem artylerii, piechoty i karabinów maszynowych, wyczekawszy aż rosyjska piechota cofnęła się, w oczach nasiadającego na nią przeciwnika wysadził mosty w powietrze, czym wstrzymał parcie wroga i przyczynił się do spokojnego wycofania się z m. Stanisławowa rosyjskiej piechoty’ i instytucji tyłowych. W ten sposób pułk w składzie 4-ch szwadronów, mając po 9 rzędów w plutonach, w ciągu pięciu godzin, powstrzymywał napierające 2 i pól bataliona niemieckiej piechoty.

Tak wspaniały rezultat przypisuję wyróżniającemu się męstwu mego pomocnika w dziale frontowym, rotm. Waraksiewicza, dowódcy 1 -go szwadronu — rotm. Dziewickiego, dowodzącego 2-im szwadronem – por. Podhorskiego, dowodzącego 3-im szwadronem — rotm. Sobieszczańskiego, dowodzącego 4-ym szwadronem — rotm Żółkiewskiego, dowódcy oddziału karabinów maszynowych, bohaterskiego por. Zboromirskiego, dwukrotnie ciężko ranionego, wszystkich pp. młodszych oficerów, a także niezwykłej odwadze, męstwu i wytrzymałości ułanów. Wysokie zalety wojenne i męstwo w boju wykazali adiutant pułkowy ppor. Zdziechowski i szef służby łączności ppor. hr. Bem de Cosban, który pod zabójczym ogniem artyleryjskim, karabinowym i karabinów maszynowych przewoził moje rozkazy do najbardziej zagrożonych stanowisk. Straty pułku: zabity jeden oficer, rannych i kontuzjowanych czterech oficerów; ułanów zabitych 31, rannych—46; koni zabitych i rannych 106. Tak stosunkowo nieznaczne straty, wobec osiągniętych przez pułk rezultatów, przypisuję szerokiemu luźnemu szykowi bojowemu, w jakim pułk działał. Najlepszą oceną tej sprawy dla pułku ułanów jest otrzymany przezeń telegram Naczelnego Wodza generała Korniłowa i podziękowania dowódcy 11 -ej dywizji piechoty i dowódcy Xll-go korpusu armii.

Na oryginale podpisano: Dowódca Polskiego pułku Ułanów pułkownik Mościcki. Adiutant pułku: ppor. Zdziechowski. Zgodnie z oryginałem: (podpis) Adiutant Polskiego pułku Ułanów ppor. Zdziechowski.

W godzinę po pierwszym ataku przerażona ludność Stanisławowa widziała powracających z pola walki rannych ułanów, których umieszczano w miejscowym szpitalu, widziano też konie poranione na drutach kolczastych i postrzelonych ułanów. „O cenił ich męstwo, – opisuje Komitet Stanisławowski czyny ułanów Krechowieckich — gen. niemiecki Litzmann, u którego po wkroczeniu wojsk niemieckich do Stanisławowa zjawiła się delegacja gminy, która przez usta burmistrza prosiła go, przedstawiwszy uprzednio bohaterską obronę mieszkańców miasta przez pułk ułanów, by zezwolił pozostałych rannych bohaterów, oraz wziętych do niewoli otoczyć opieką przez gminę, dla której tyle dobrodziejstw wyświadczyli. Na to w odpowiedzi gen. Litzmann powiadomił, że oddział Bawarczyków, który był atakowany przez 1-y pułk ułanów pod Krechowcami raportował mu, że atak ten był wykonany z wściekłością, nadzwyczajną odwagą.

– Upoważniam burmistrza – rzekł generał. – do zakomunikowania mych słów wojskowym Polakom, którzy zostali ranni i wzięci do niewoli, zezwalam też, by jeńcy I-go pułku zostali zgrupowani w osobnej kwaterze i by gmina otoczyła ich oraz rannych swoją opieką.

Uzyskawszy pozwolenie gen. Litzmanna przeszukania pola walki, celem odnalezienia zwłok poległych, kilkudziesięciu z młodzieży szkolnej pod przewodnictwem prof. Tadeusza Czapczyńskiego wyruszyło na pole walki, lecz polegli zostali już pochowani przez saperów pruskich. W Stanisławowie odbył się uroczysty pogrzeb jednego z ułanów 19-letniego Jana Wedlera, który będąc już kilkakrotnie rannym, zdążał jako jeniec, ku miastu, gdzie patrol niemiecki, posuwając się w nocy i widząc kogoś w mundurze rosyjskim dał ognia do zbliżającego się ułana Wedlera. Burmistrz Stygar w czasie jego pogrzebu, przedstawiwszy bohaterstwo ułanów polskich, odczytał list pułk. Mościckiego. List ten brzmi jak następuje:

– Burmistrzowi miasta Stanisławowa — dowódca pułku przesyła te kilka słów, które chciał wypowiedzieć przy pożegnaniu. Polscy ułani spełnili jedynie swój obowiązek żołnierski i stanęli w obronie honoru armii rosyjskiej, w szeregach której związani przysięgą i poczuciem obowiązku żołnierza walczą. Korzystając ze szczęśliwej okoliczności prosimy Radę Sławetnego miasta Stanisławowa o przesłanie wyrazów Czci, Miłości, Wierności i Synowskiego Przywiązania do Ukochanej, Zbolałej i Zniszczonej ziemi Ojczystej Naszej. Jedynym promieniem jasnym, który nam żyć każe jest głębokie przekonanie, że ta Ukochana Polska Nasza zmartwychwstaje teraz z gruzów i podnosi się do nowego życia. Wspaniała, Niepodległa i Silna. Uznając powagę Rady Stanu i ciężkie zadanie, jakie wzięła na swoje barki, przesyłamy Jej wyrazy głębokiego szacunku. Nowopowstającemu Rządowi Polskiemu składamy hołd! Przewodnikowi i budzicielowi militarnego ducha Polaków, Generałowi Piłsudskiemu, — wiernemu synowi Ojczyzny — czołem! Wierząc w rychłe wszystkich Polaków, walczących obecnie pod obcymi sztandarami o wolność Ojczyzny, Zjednoczenie w nowopowstającej, pod sztandarem narodowym armii w kraju naszym ukochanym ślemy szczere, serdeczne, braterskie pozdrowienie. Niech żyje przyszła potężna Polska Armja, ostoja Wolności i Niepodległości Ojczyzny Naszej. A gdy ta Święta Nasza Polska nareszcie świtać światu będzie, to wszyscy Jej synowie po świecie rozsiani w Niej swe miejsca odnajdą i Jej tylko służyć będą, teraz zaś niech nam ułanom polskim wolno będzie złożyć wszystkim Polakom najserdeczniejsze życzenia, by ta chwila jak najprędzej nastąpiła. Niech zagrzmi nad wszystkimi nasze hasło najświętsze: „Niech żyje Wolna, Niepodległa i Zjednoczona Polska!!!

Następnie zorganizowany w jesieni 1917 r. „Komitet ułanów polskich w Stanisławowie”, pod przewodnictwem T. Czapczynskiego, zajął się losem jeńców ułanów, którzy w liczbie przeszło 30-tu dostali się do niewoli, a następnie zorganizował pomoc doraźną dla rodzin poległych pod Krechowcam i ułanów polskich.

Rada miasta Stanisławowa, w listopadzie 1918 r., zwróciła się do Naczelnika Państwa, by zezwolił na uzupełnienie tego pułku przez młode pokolenie m. Stanisławowa, ażeby „miało zawsze w pamięci wzór owych bohaterów, którzy obok męstwa i dzielności bojowej, posiadali również cenne cnoty: szlachectwo duszy i miłości bliźniego”.

Płk. Henryk Bagiński 95

—————–
Pułkownik Henryk Bagiński “Józef Chłopski”, “Józef Jaszczurski” (1888 – 1973) był historykiem wojskowości, inżynierem, instruktorem harcerskim. Od 1914 r. działał w Lidze Narodowej. Po wybuchu I wojny światowej zgłosił się ochotniczo w stopniu podporucznika do Legionu Puławskiego przy armii rosyjskiej, później do 1 Dywizji Strzelców Polskich. Po rewolucji lutowej i obaleniu caratu, w kwietniu 1917 roku założył w Kijowie Polską Ligę Wojenną Walki Czynnej[3]. Po przewrocie bolszewickim (rewolucji październikowej) znalazł się w I Korpusie Polskim gen. Józefa Dowbór-Muśnickiego, zaś po jego rozwiązaniu 21 maja 1918 – na Kubaniu w 4 Dywizji Strzelców Polskich gen. Lucjana Żeligowskiego, w której, w stopniu kapitana, dowodził samodzielną kompanią inżynieryjną. W czasie II wojny światowej służył jako zastępca Komendanta Głównego Związku Walki Zbrojnej od listopada 1939 do stycznia 1940 r., a potem jako szef Sztabu Komendy Głównej ZWZ od listopada 1939 roku do stycznia 1940 roku.

REKLAMA