Surowiec: Nie było „Non possumus”, czyli jeszcze o Episkopacie

Kiedy 24. marca premier Mateusz Morawiecki wraz z ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim ogłosili kolejne obostrzenia w związku z walką koronawirusem, na katolików, którzy poważnie traktują swoją wiarę spadł ogromny cios – limit 5 osób uczestniczących we Mszy Świętej bez kapłana i ministrantów. Jak się okazało, w ciągu kilku dni w praktyce oznaczało to zamknięcie kościołów i zakaz uczestniczenia wiernych we Mszy Świętej. Liczni publicyści (np. red. Paweł Lisicki) podnoszą absurdalny charakter tej decyzji, zwłaszcza, że w sklepach spożywczych mogą przebywać dziesiątki ludzi, a komunikację miejską ograniczono do połowy miejsc siedzących.

Niestety, w tej sytuacji największe pretensje trzeba kierować nie do władz PiS, które już wiele razy udowodniły, że w dalekim poważaniu mają nauczanie Kościoła (brak zakazu mordowania dzieci przed narodzeniem, zapowiedzi podpisania ustawy o tzw. związkach partnerskich przez prezydenta Andrzeja Dudę, kompletna bezradność wobec demoralizujących parad promujących rozwiązłość i dewiacje seksualne, itd.), ale do przedstawicieli Episkopatu, którzy nawet nie pisnęli w obronie ludu wiernego, ale karnie podporządkowali się przepisom władzy.

REKLAMA/Advertisement

Warto przytoczyć przykład diecezji gliwickiej, której ordynariusz Jan Kopiec już 14 marca zamknął wszystkie kościoły, oczywiście zakazując wiernym uczestnictwa we Mszy. Od przewodniczącego Konferencji Episkopatu abp. Stanisława Gądeckiego od tygodni słyszymy nawoływania, aby zostawać w domu i przed telewizorem czy komputerem uczestniczyć w transmitowanych liturgiach. Oburzające jest również stręczenie zakrawającego na profanację zwyczaju przyjmowania Komunii Świętej na rękę. Absurd tej praktyki doskonale obalił w znakomitym filmiku znany podróżnik p. Wojciech Cejrowski.

Z całej litanii pretensji jakie zwykły katolik może mieć do swoich arcypasterzy, jeden jest najważniejszy – mianowicie, nie było „non possumus” – „nie możemy” zdecydowanej odmowy posłuszeństwa władzy świeckiej. O co chodzi? W historii Kościoła od jego zarania dochodziło do kolizji interesów i zaleceń władzy duchownej i świeckiej. Zaczęło się już w Dziejach Apostolskich: kiedy św. Piotr został uwolniony z więzienia po cudownej interwencji Anioła Pańskiego, natychmiast udał się świątyni, aby nauczać żydów i nawracać ich na chrześcijaństwo. Zdumieni tym faktem arcykapłani aresztowali pierwszego papieża, który wprost odrzekł: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż” ludzi i do końca życia nie zaparł się swojego Mistrza.  

REKLAMA/Advertisement

W ciągu wieków Kościoła było mnóstwo takich przykładów, a jednym z najbardziej jaskrawych jest postawa św. Tomasza More’a – byłego kanclerza Anglii i zaufanego współpracownika króla Henryka VIII, który nie uznał kolejnego związku władcy za małżeństwo i zapłacił za to własną głową, ryzykując przy tym, że represje dotkną jego rodzinę. Podobnie, całkiem niedawno postąpił kard. Stefan Wyszyński, kiedy komunistyczna władza domagała się udziału w nominacjach na stanowiska kościelne i w słynnym sprzeciwie zabrzmiało znów „non possumus” – „nie możemy” ustąpić ani o krok. Prymas Tysiąclecia zapłacił za to trzema latami więzienia.

Przywołuję tę przykłady, aby pokazać, że rolą Kościoła nie jest legitymizowanie postępowania władzy świeckiej, ale stanowczy sprzeciw kiedy łamie ona sumienia i wolności katolików. Niestety, w Polsce Anno Domini 2020 nie doczekaliśmy się obrony ze strony biskupów i jutrzejszą niedzielę spędzimy albo na obejrzeniu Mszy Świętej w Internecie czy telewizji, albo usilnym poszukiwaniu świątyni, z nadzieją, że  jej gospodarze nas nie wyrzucą, jeśli nie będziemy jednymi z pierwszych oczekujących na nabożeństwo.

Niezmiernie smutna ta konstatacja, zwłaszcza jeśli oprócz poziomu ludzkiego i instytucjonalnego wzniesiemy się na duchowy, który właściwie powinien być oczywistością dla katolika. Msza Święta jest bezkrwawym uobecnieniem Ofiary jaką Jezus Chrystus złożył na Golgocie na krzyżu za grzechy całego świata i już ten fakt powinien mobilizować, zwłaszcza biskupów i kapłanów o walki o tę świętą sprawę. Niestety, mieliśmy do czynienia z masowymi dyspensami i ciągłym szafowaniem argumentem o „nie wystawianiu Pana Boga na próbę” w kwestii ewentualnego zakażenia koronawirusem.  Ciekawe, że takich argumentów nie słyszeliśmy nigdy do tej pory, a sytuacja w której hierarchia namawia do pozostawania w domach zakrawa o jakąś sytuację z teatru absurdu.

Gdzie podziała się wiara w moc Bożą, która objawia się właśnie przez szafowanie sakramentów, w łaski płynące zwłaszcza Mszy Świętej i sakramentu pokuty? Gdzie gorliwość o dom Boży, która „pożerała” samego Jezusa Chrystusa, kiedy w obronie czci świątyni powyrzucał bankierów i kupców z jerozolimskiego dziedzińca? Niestety, wygląda na to, że właśnie bankierzy (tacy jak premier Mateusz Morawiecki) mają więcej władzy w Kościele niż następcy Apostołów…

Jakub Surowiec

REKLAMA/Advertisement