Mec. Kwaśniewski (Ordo Iuris) o restrykcjach: “Mamy język groźby, mamy język sankcji”

– Powiem szczerze, że dziwi mnie język, którym to wszystko jest przedstawiane. O ile w marcu wprowadzanie restrykcji przedstawiano językiem odpowiedzialności za drugiego człowieka, to teraz dominuje język groźby – mówi prezes Ordo Iuris mecenasa Jerzy Kwaśniewski w rozmowie z PCh24.pl.

– Otóż to! Mamy język groźby, mamy język sankcji, mamy język, którym państwo powinno rozmawiać z obywatelami jedynie w ostateczności, bowiem sankcje to ostateczny środek do mobilizowania obywateli, aby ci realizowali pewne obowiązki. W wielu obszarach, jak na przykład noszenia maseczek, ten wymierzony w nas rewolwer jest nienaładowany, bo ustawa nakazująca powszechne noszenie maseczek nie pozwala ani na karanie, ani nawet na powszechne noszenie maseczek! – dodaje prawnik i tłumaczy znaczenie ustawy z 2008 roku.

REKLAMA/Advertisement

– Ustawa z 2008 roku w artykule 46b określa, co się może znaleźć w rozporządzeniu Rady Ministrów. Tam jest jasno powiedziane, że rozporządzenie może nakazać stosowanie środków profilaktycznych „przez osoby chore i podejrzane o zachorowanie”. Podejrzenie o zachorowanie jest w ustawie zdefiniowane: chodzi albo o objawy kliniczne, albo w przypadku ich braku o udowodniony kontakt z osobą chorą. Z całą pewnością nie można nagle, bo byłoby to całkiem schizofreniczne, uznać całej populacji Polski za podejrzaną o zarażenie czy zachorowanie. A zatem rozporządzenie wykracza poza delegację ustawową i rząd o tym doskonale wie, bo przynajmniej jedna stacja epidemiczno-sanitarna w Gdyni odmawiała nakładania kar za naruszenie rozporządzenia. Natomiast sądy karne uchylają mandaty, które były wystawiane, albo nawet odmawiają wszczynania postępowań wykroczeniowych w przypadku odmowy przyjęcia mandatu – dodaje szef Ordo Iuris.

– Tak więc rząd już od kilku miesięcy wie, że jest problem prawny z powszechnym obowiązkiem noszenia maseczek. Można było go naprawić nowelizując ustawę, ale do tego nie doszło. Na kwestie sanitarne zabrakło najwyraźniej czasu. Jestem bardzo ciekaw reakcji społeczeństwa. Mając tę świadomość, że z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy się skutecznie odwoływać od mandatów, możemy się skutecznie sprzeciwiać nakładaniu kar przez inspekcję sanitarną, opór przeciwko groźbom zastosowania sankcji będzie oczywiście mocniejszy, bo zdamy sobie sprawę, że w wymierzonej broni amunicji nie ma. Pamiętajmy jednak, że wiele innych ograniczeń ma podstawę prawną w ustawie. Ich lekceważenie może pociągać za sobą poważne prawne konsekwencje, bo administracyjne kary pieniężne sięgają 30.000 zł – ostrzega Jerzy Kwaśniewski i komentuje groźby rzeczników kolejnych komend policji.

REKLAMA/Advertisement

– To jest automatyczne wiernopoddańcze powtarzanie za rządzącymi gróźb wymierzonych w obywateli. Co może bowiem policja, jeśli sądy uchylają mandaty? A sądy uchylają mandaty bo policja nakłada je na podstawie artykułu 54. kodeksu wykroczeń, który przewiduje karę za łamanie przepisów porządkowych. Jednak Sąd Najwyższy w swoich orzeczeniach jasno wskazywał na przesłanki uznania pewnych norm, takich jak wdrażane reżimem sanitarnym, za „przepisy porządkowe” w rozumieniu art. 54 kodeksu wykroczeń. Tych przesłanek rozporządzenie Rady Ministrów nie spełnia. Nie jest więc dziwne, że sądy uchylają nakładane na obywateli mandaty – komentuje.

– Innymi słowy: okazuje się, że policja jest bezsilna i co w tej sytuacji serwują nam rządzący na konferencji prasowej? Mówią wprost: jeżeli ktoś nie będzie chciał przyjąć mandatu, czyli skorzysta ze swojego obywatelskiego prawa do rozpoznania sprawy przez sąd, to wówczas za karę będzie miał postępowanie w sanepidzie. Przepraszam, ale takie zastraszanie obywatela, który skorzystał ze swoich praw, jest nie do przyjęcia. Prawdę mówiąc wolałbym proces legislacyjny, w którym złożono by nowelizację ustawy, w której wpisywano by konkretne sankcje. Moglibyśmy dyskutować o tym czy są one konstytucyjne, czy nie. Jeżeli rząd chce karać obywateli, to niech wdroży stosowną podstawę prawną kar z otwartą przyłbicą w procesie legislacyjnym. Będziemy wówczas wiedzieć, kto głosował za, kto przeciw i będziemy mogli w sposób normalny zmierzyć się z całym tym rygoryzmem sanitarnym. Był przecież na to czas – mówi i dodaje, że władza może chcieć powrócić do skandalicznych praktyk z wiosny jak zamykanie cmentarzy czy zamknięcie kościołów na największe święta.

REKLAMA/Advertisement

– Wszystko jest realne i musimy przygotować się na najgorsze. Jedyne dane, które nam przedstawiono i to absolutnie bez uzasadnienia naukowego, to proste modele, z których wynika, że co trzy dni liczba chorych będzie się zwiększała dwukrotnie. Idąc tym tropem za miesiąc chora miałaby być połowa Polski. Wobec takiej perspektywy, w imię ochrony zdrowia publicznego, może wprowadzić wszystko. W związku z tym zamknięcie cmentarzy, zamknięcie kościołów, zamknięcie zakładów pracy, zamknięcie szkół, zakaz przemieszczania się wydają się jak najbardziej realne. Pytanie brzmi tylko w jaki sposób zostanie to przeprowadzone? – podsumowuje