Mec. Janas: Mikrofirmy w czasach zarazy

Czy można myśleć o pieniądzach w obliczu zarazy? Powinno się, a nawet trzeba! Oczywiście wszelka troska władz państwowych winna skupiać się przede wszystkim na ratowaniu życia obywateli – co do tego nie mamy wątpliwości. W tle jednak zawsze pozostaje pytanie o ekonomię czasów zarazy, nie tylko z tego powodu, że każda zaraza kiedyś skończyć się musi i niezależnie od tego w jaki sposób da się we znaki społeczeństwu, to zwykli ludzie będą musieli wrócić do pracy i zarabiać pieniądze, ale również dlatego, co może wyda się rzeczą aż nazbyt oczywistą, że rząd wszystkie wydatki budżetowe musi oprzeć o wpływy wyciśnięte z podatników (niezależnie od metody: długu, inflacji etc.).

Stąd niezwykły postulat, by rządzący choć odrobinę czasu jaki poświęcają walce z koronawirusem, przeznaczyli na walkę o to co pozostanie po zwycięstwie. Na razie pomysłów pada co nie miara, jedne rozsądne, inne rozsądku pozbawione, ale o dziwo ich liczba maleje wraz z wzrostem zachorowań i zwiększeniem powagi sytuacji. Pominąć można populistyczne zapowiedzi odraczania terminów spłaty rat kredytów hipotecznych, bowiem taki proceder w dalszym rozdaniu mógłby nadmuchać bańkę (i tak już sporą) na rynku nieruchomości. Równie nierozsądny i słusznie skrytykowany choćby przez analityków PKO BP wydaje się pomysł radykalnej obniżki stóp procentowych, jako zupełnie nieefektywna próba pobudzenia konsumpcji w czasie zarazy – czasie, który z natury jest antykonsumpcyjny, i co istotniejsze będzie skutkować zmniejszeniem oprocentowania depozytów bieżących i terminowych. Za to pozytywnie należy zaopiniować apel, aczkolwiek niewystarczający, Rzecznika MŚP do Premiera Morawieckiego w przedmiocie czasowego zwolnienia z obowiązku opłacania przez przedsiębiorców składek na ubezpieczenie społeczne. Obok tego, szczególnie w ramach kampanii prezydenckiej pojawiają się propozycje tanich i powszechnie dostępnych kredytów dla firm, który to pomysł w odniesieniu do konkretnej grupy przedsiębiorców wydaje się zupełnie irracjonalny.

REKLAMA/Advertisement

Błędem popełnianym przez wszystkie rządy, co szczególnie pokazuje przypadek stanu epidemii, jest traktowanie przedsiębiorców jako grupy zupełnie niezróżnicowanej. Tymczasem od szeregu lat, najbardziej upośledzoną prawnie i ekonomicznie przez decyzje polityków jest grupa mikroprzedsiębiorców, czyli tych, którzy zdecydowali się na prowadzenie działalności gospodarczej jako substytutu pracy na etacie. Pamiętamy sławetną wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział: „Jeśli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach to znaczy, że się do niej nie nadaje”. Z uwagi na rosnące wydatki budżetowe, poprzez kierowanie środków co do zasady do osób w ujęciu ekonomicznym nie przynoszących dochodu budżetowi oraz przerzucanie coraz to bardziej kosztownych obowiązków na pracodawców, obecną sytuację mikroprzedsiębiorców można scharakteryzować jako tragiczną, co przejawia się zmniejszaniem obrotów, brakiem możliwości rozwoju i konkurowania na rynku, a przede wszystkim (co jest istotne w obliczu epidemii) całkowitym brakiem kapitału rezerwowego. Dlatego irracjonalnym jest wprowadzanie pomocy w postaci udostępnienia niskooprocentowanych kredytów dla mikrofirm, bowiem spowoduje to spiralę zadłużenia zakończoną niewypłacalnością podmiotów (o ile w ogóle firma przejdzie pozytywnie weryfikację zdolności kredytowej).

Trzeba powiedzieć, że wszelka forma interwencjonizmu (nawet ta pozytywna) zaburza sprawne funkcjonowanie gospodarki rynkowej, jednak w obecnym przypadku zdecydowana pomoc państwa w stosunku do mikroprzedsiębiorców wydaje się niezbędna, tym bardziej, że jest to grupa zdecydowanie najbardziej dyskryminowana przez państwo i od której jednocześnie wiele się wymaga.

REKLAMA/Advertisement

Co ciekawe nie boją się udzielać radykalnych form wsparcia rządy innych krajów. Przykładem jest choćby Bułgaria, której minister finansów Władisław Goranow, zapowiedział wypłacanie z budżetu państwa 60% płac pracownikom firm prywatnych by pracodawcy nie stawali przed koniecznością zwolnień. Część firm otrzyma również wsparcie finansowe z Bułgarskiego Banku Rozwoju oraz wydłużone zostaną terminy wynikające z przepisów o rachunkowości.

Stąd gorący apel do rządu, aby rozważył wprowadzenie podobnych rozwiązań dla rodzimych mikroprzedsiębiorców podlegających wpisowi do CEIDG. Koniecznym jest przede wszystkim refundowanie z budżetu składek ZUS pracowników, co z pewnością w przypadku mikrofirm stanowi największy koszt prowadzonej działalności, a także w przypadku generowania straty spowodowanej spadkiem obrotów, przynajmniej częściowe refundowanie płac pracowników. Pomoc publiczna w postaci refundacji wynagrodzeń mogła by być w późniejszym czasie – poprawy sytuacji ekonomicznej – rozliczana np. poprzez zmniejszenie kwotowe możliwości odliczenia kosztów uzyskania przychodów w PIT. Istotna wydaje się również możliwość odroczenia terminów płatności zobowiązań publicznoprawnych, które na dzień ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego mikrofirmy posiadały, a nawet możliwość ich choćby częściowego umorzenia.

Mec. Jacek Janas