Maksymowicz: Niszczenie polskiej polityki surowcowej

Premier kontra wiceminister

Od czterech lat wiceminister środowiska odpowiedzialny za polską politykę surowcową, pełniący jednocześnie obowiązki pełnomocnika rządu w tej dziedzinie, pod koniec swojej kadencji został odwołany ze stanowisk rządowych. Jego wypowiedzi, liczne konferencje, wywiady i zamiary spowodowały, że był on jednym z najbardziej popularnych polityków rządzącej partii. Zerowe efekty jego pracy nad podniesieniem rangi polskich surowców mineralnych, paradoksalnie są jednym z jego największych atutów, dzięki którym nadal zaliczany jest on do grona czołowych polityków kraju. Chodzi o to, że kluczowe znaczenia ma jego medialna popularność, która w wyniku dymisji i związanych z nią kontrowersji tym bardziej jeszcze wzrosła. Dowodem na ten stan rzeczy jest czołowa jego pozycja na liście poselskiej rządzącej partii w zbliżających się wyborach parlamentarnych. Wszyscy, którzy naiwnie wierzyli, że udzielona mu dymisja przez premiera rządu RP, spowoduje, że stanie się on „trupem politycznym”, srodze się zawiedli. Przyglądając się tym personalnym manewrom politycznym, warto się zastanowić, o co w tym wszystkim chodzi?

REKLAMA/Advertisement

Osłabić premiera

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że wystawienie wrocławskiego profesora geologii na czołówce listy wyborczej, jest sygnałem, że premier RP w polityce tej partii jest zaledwie tolerowany i nie ma tam szerszego poparcia. Oczywiście, ma prawo ze swoimi urzędnikami czynić, to co uważa za stosowne, ale nie ma to żadnego znaczenia dla politycznych decyzji jego partii, która w wielu sprawach ma całkiem odmienne od niego zdanie. Jest to policzek dla premiera, tym bardziej, że dzieje się to w jego rodzinnym Wrocławiu. Tego rodzaju sygnały przed odwołaniem premiera nadawane były również w stosunku do jego poprzedniczki Beaty Szydło. To osłabienie premiera sygnalizuje, że po wyborach parlamentarnych nastąpi zmiana na tym stanowisku. W tej chwili urabiany jest grunt dla uzasadnienia tej decyzji. Jednym z elementów tej gry jest wystawienie kandydatury wrocławskiego profesora na rządowych listach wyborczych do parlamentu. Jest prawie pewne, że korzystając ze swojej popularności medialnej, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistymi osiągnięciami, ma on szanse otrzymać ten mandat.

REKLAMA/Advertisement

Demokratyczny dyktator

Trzeba przyznać, że profesor wrocławskiej geologii umie opowiadać niestworzone rzeczy o swojej branży zawodowej. Ponieważ mało kto się na tym zna, zarówno wszyscy politycy, jak i słuchacze są zachwyceni jego erudycją, abstrakcyjnymi pomysłami i niezwykłymi w przyszłości zyskami z nich płynącymi. Jego podstawowym atutem jest tytuł profesora, nie mający jednak nic wspólnego z zarządzaniem surowcami, które powierzono mu na szczeblu rządowym. Drugim jego kluczowym atutem jest brak jakiejkolwiek praktyki gospodarczej. Nie pracował on w żadnej firmie górniczej, surowcowej czy wydobywczej. Trzecim jego wyróżnikiem jest praktyka akademickich wykładów i traktowanie wszystkich jak swoich studentów, którzy bezwzględnie muszą za nim powtarzać wszystkie jego poglądy i ustalenia, gdyż inaczej nie otrzymają pozytywnej oceny i zostaną wyrzuceni z uczelni. Dlatego też na rządowym szczeblu, nikt z podwładnych nie ośmielił się mieć jakiekolwiek inne od niego zdanie, gdyż natychmiast był wyrzucany na zbitą twarz z wilczym biletem zakazującym zatrudnienie go w tej branży. Podległych sobie dyrektorów, prezesów i innych samodzielnych pracowników resortu z tego powodu zmieniał regularnie nawet co miesiąc. Uzasadnieniem było prawo demokracji, które w związku z podwójnym mandatem posła i wiceministra umożliwiało mu codzienne dokonywanie zmian personalnych. W przerwach przez cztery lata pisał dokument pod nazwą „Polityka surowcowa państwa”. Ponieważ w sprawach tych konsultował się tylko z tymi, którzy mieli na ten temat takie samo zdanie, jak on sam, stale powstawały związane z tym kontrowersje, które uniemożliwiały przyjęcie tego dokumentu w formie ustawy sejmowej. Odchodząc ze stanowiska pozostawił po sobie gruzy, które jego następca najpierw musi usunąć, posprzątać i dopiero, coś sensownego przedstawić dla krajowych surowców.

Zniszczyć Państwowy instytut Geologiczny

Opowieściom o tym, jak Polska jest bogata w nieprzebrane i wszelkiego rodzaju surowce w wystąpieniach wspomnianego ministerialnego profesora geologii nie było końca. Jesteśmy pod tym względem najbogatszym krajem UE i nic – tylko je eksploatować. Na proste pytanie; dlaczego się tego nie czyni, odpowiadał, że na przeszkodzie stoi brak właśnie pisanej przez niego „Polityki surowcowej państwa”. Musi najpierw uporządkować zasady, poglądy i efekty z tym związane. Inaczej nie można. Przy okazji okazało się, że kluczowa w tej sprawie instytucja, jaką jest od stu lat Państwowy Instytut Geologiczny (PIG) ośmieliła się mieć inne zdanie w tej sprawie. Nic nie pomagała kilkakrotna wymiana jej prezesów, dyrektorów, a nawet wymiana kadry z najniższych szczebli jej zarządzania. Mało tego ośmielili się oni publicznie protestować przeciwko działalności swojego rządowego pryncypała. To przekraczało wszelkie dopuszczalne przez profesora – wiceministra przyjęte przez niego normy. Instytucję postanowił rozwiązać, a na jej miejsce utworzyć całkowicie sobie oddaną najpierw „Państwową Służbę Geologiczną”, która miała być uzbrojona w broń palną dla egzekwowania prawa w terenie. Kiedy projekt ten upadł na skutek powszechnych protestów, przygotowano jego nową modyfikację pod tytułem „Polska Agencja Geologiczna” już bez prawa strzelania do osób nie przestrzegających tego prawa. Intensywne zabiegi wiceministra środowiska i profesora geologii spowodowały, że projekt ustawy w tej sprawie przyjęła Rada Ministrów w dniu 2.04.2019. Projekt natychmiast wpłynął do Sejmu RP, gdzie odbyło się jego pierwsze czytanie w dniach 26.04 i 15 maja 2019 r. Dalsze jej procesowanie skierowane zostało do Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Wydawało się, że nic nie jest już w stanie jej zatrzymać. Tymczasem zaledwie trzy tygodnie później w sytuacji zdawałoby się pełnego triumfu wiceministra, niespodziewanie premier w dniu 5.06.2019 odwołał go z pełnionego stanowiska.

Walka z premierem

Na tym tle coraz wyraźniej widać, że premier nawet w swoim macierzystym mieście Wrocławiu nie ma wystarczającego poparcia politycznego własnej partii politycznej. Wiąże się to z zadawnionymi urazami jej liderów od chwili awansowania obecnego premiera jeszcze na początku tworzenia rządu na stanowisko wicepremiera. Dla lokalnych działaczy rządowej partii był to człowiek znikąd. Nie posiadający żadnych zasług politycznych dla tego ugrupowania, który z niewiadomych powodów cieszył się poparciem prezesa. Wrocławscy działacze mając pewną swobodę w układaniu list wyborczych do parlamentu postanowili premierowi pokazać jego miejsce w szeregu poprzez nominację usuniętego przez niego wiceministra na jednego z liderów wrocławskiej listy wyborczej. Również powierzenie premierowi jedynki na Górnym Śląsku jest zepchnięciem na niego odpowiedzialności za nieudolne kierowanie krajowym górnictwem węgla kamiennego, które odnosi coraz większe sukcesy medialne, ale na każdej wydobytej tonie węgla traci ok. 25 USD. Od strony organizacyjnej, logistycznej i finansowej nie widać wyjścia z tej sytuacji. Jest wielce prawdopodobne, że w tej sytuacji nastąpi załamanie sukcesów premiera. I o to chodzi w całej tej imprezie. Widać to nawet po fizjonomii premiera, który coraz mniej jest uśmiechnięty, tak jak dawniej to bywało, a coraz częściej prezentuje ponury wyraz twarzy. Po prostu starzy wyjadacze i lokalni twórcy tej partii niezależnie od swego prezesa nienawidzą wszystkich uzurpatorów władzy, choćby byli oni najzdolniejsi i najbardziej przydatni do rządzenia krajem. Po prostu starzy wyjadacze partyjni mają mieć monopol na władzę . I tak ma to pozostać na zawsze.

Mierny ale wierny

Według tej konwencji najlepsi są ludzie właśnie pokroju usuniętego wiceministra i profesora wrocławskiej geologii. To, że nic nie zrobił on w sprawie krajowych surowców jest jego zasługą, a nie wadą. Wszak oszczędził on wszystkim zbytecznej pracy i wydatków na ten cel. Doprowadził do tego, że nawet tak podstawowe surowce jak węgiel kamienny są w coraz większej ilości importowane z Rosji. Jego zakupy w tym kraju działki na Oceanie Atlantyckim są sygnałem wyprzedawania krajowych interesów obcym mocarstwom. Wszystkie inne surowce, jak sam twierdzi, których mamy niezmierzone ilości, trzeba importować, bo to łatwe i przyjemne. Tego typu ludzie mają pierwszeństwo w rządzącej partii. Ważne, że zna się na propagandzie i umie ją wykorzystać na rzecz swoich interesów i promocji partii, która jest mu z tego powodu wdzięczna, a że niewiele potrafi, to się nie liczy, wszak nadal dominuje tu dewiza, że najlepszy polityk jest mierny, ale wierny. To nauka dla wszystkich partii politycznych aby wystrzegać się złotoustych karierowiczów.

Adam Maksymowicz

Adam Maksymowicz – absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Wrocławskim ze specjalnością geologia. Przez ponad 40 lat pracował w szeregu przedsiębiorstw i instytucji związanych z polskim górnictwem. Pracę zawodową zakończył jako Główny Inżynier w Biurze Zarządu KGHM Polska Miedź S.A. (1994 – 2005). Od 1968 roku publikuje prace naukowe i zawodowe dotyczące swojej specjalności. Zamieszcza liczne publikacje z zakresu biografii gen. Władysława Sikorskiego i Wojciecha Korfantego. Ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.