Maksymowicz: Nieustające zmiany prawa geologicznego i górniczego

Od czasu uchwalenia po raz pierwszy jednolitego prawa geologicznego i górniczego w 1994 r., było ono średnio zmieniane co pół roku. Zaletą tego nieustającego tempa prac sejmowych jest jego powszechna nieznajomość, co znów ma swoje dobre strony, bo ułatwia to kolejne jego zmiany.

Pod tym względem trzeba krytycznie odnieść się do wyidealizowanych i niepraktycznych, choć powszechnie czczonych przepisów Konstytucji 3 Maja. Otóż zabraniała ona nowelizacji prawa raz uchwalonego przez Sejmową Izbę. Tym marzycielom chodziło o to, aby Sejm dobrze się zastanowił, zanim coś uchwali. Konstytucja ta dawała jeden wyjątek w tej sprawie, owszem można było zmienić poprzednio ustalone prawo, pod warunkiem rozwiązania Sejmu. To by w naszych warunkach byłby dobry ubaw. Średnio co pół roku trzeba by przeprowadzać wybory do Sejmu RP! Z jednej strony wydaje się, że jest to pomysł abstrakcyjny. Z drugiej strony jesteśmy coraz bogatsi, i stać na to naszą demokrację, która daleko w tyle pozostawiła przestarzałe i anachroniczne przepisy Konstytucji 3 Maja, które zresztą nigdy nie weszły w życie. Zmiana co pół roku obowiązującego prawa w tej branży, jak wspomniano powoduje, że nikt nie zdąży poznać tego prawa, bo za nim pozna stare prawo już jest nowe. Co za ułatwienie pracy dla wszelkich organów ścigania! Każdy jest winien, jak nie podług tego, to innego prawa, nad którym przecież nikt nie panuje. Ten festiwal zmian prawa geologicznego i górniczego trwa nadal. Po prostu stało się to tradycją i zwyczajem, o który każdy rząd lewicy, prawicy, związkowy, solidarnościowy, mieszany i koalicyjny dba nieustannie i jakby powiedział pierwszy prezydent RP „będzie go bronić jak niepodległości”. Te wszystkie pochwały tego trybu postępowania polskiego Sejmu RP związane są z kolejnym wnioskiem o zmiany tego prawa jaki był przedmiotem debaty w środę 21.01.2020 r.

Poprzednia nowelizacja

REKLAMA/Advertisement

Miała miejsce w dniu 1 sierpnia 2018 r. czyli dokładnie pół roku temu prezydent RP po wnikliwym przeanalizowaniu jej wszechstronnych zalet podpisał uchwalony tekst. Co prawda Sejm jest w innym juz składzie, gdyż w międzyczasie były wybory parlamentarne. Tylko prezydent jest jakby ten sam. Przedtem wszystkie argumenty były identyczne. Ze starym prawem nie da się żyć. Będą tylko same straty, a kraj pójdzie z torbami, jak nie uchwali tych zmian. Teraz okazuje się, że właśnie tamte i wtedy dokonane zmiany powodują, że nie da się żyć i jak się tego nie zmieni to znów pójdziemy z torbami. Jakoś nikt nie zastanawia się nad tym, że właśnie te nieustanne zmiany powodują materialną i finansową degradację surowcowego sektora naszej gospodarki.

Zły klimat dla surowców

REKLAMA/Advertisement

Tu warto też dostrzec bardziej pozytywne efekty takiego postępowania. Oto zaczynamy wreszcie konkretnie dbać o klimat i środowisko. Jak wiadomo wszelkie prace związane z wydobyciem nawet najcenniejszego złota, diamentów, rubinów i innych najdroższych palladów, nie mówiąc już o tak pospolitych surowcach jak polska miedź i jej srebro oraz brudny i czarny węgiel kamienny i brunatny przynoszą niezliczone choroby, a w ich wyniku po prostu populacja naszego narodu wymiera w tempie, o którym inni mogą tylko pomarzyć.

Polskie surowce, a tak nieszczęśliwie się składa, że Polska pod względem ich posiadania jest najbogatszym krajem UE, niech pozostaną tam gdzie są. Inaczej mówiąc „niech im ziemia lekką będzie”. Nad realizacją tego postulatu trudnią się kolejno wszystkie rządy RP. Najpierw zahamowaniem surowcowej ekspansji polskiego górnictwa zajmowało się Ministerstwo Środowiska. Co tu dużo ukrywać. Źle sobie radziło. Co prawda górnictwo węglowe, jakby było w agonii, ale zawsze wychodziło jakoś na swoje. Wystarczyło, że górnicy z kilofami ruszali na Warszawę, a ta jakby natychmiast zmieniała zdanie na ich temat. Ta słabość ministerstwa powołanego do likwidacji tego sektora, nie jeden raz była ostro krytykowana. Teraz ma się to radykalnie zmienić, gdyż nowe Ministerstwo Klimatu, jak sama jego nazwa wskazuje, nie dopuści do tego aby eksploatacja naszych surowców psuła nie tylko polski, europejski, ale nawet globalny klimat.

Nóż na gardle i schody

REKLAMA/Advertisement

To właśnie Ministerstwo Klimatu wnioskuje w nowej nowelizacji prawa geologicznego i górniczego o powrót do przedtem potępianych i w czambuł krytykowanych zapisów tego prawa z 2014 r. Co by nie powiedzieć o naszych rządach i parlamentach, to trzeba docenić, że potrafią oni z przysłowiowej igły zrobić widły, a nawet jak trzeba to i odwrotnie. Ruch w interesie jest nieustanny. Ta gorączka zmian jest zarazem twórcza, inspirująca, a nawet intrygująca. Pojawiają się głosy, że jak zwykle, tak i tym razem rząd po raz kolejny w tej sprawie ma „nóż na gardle”. Otóż tym nożem są koncesje na podtrzymanie polskiej energetyki przede wszystkim opartej na węglu brunatnym (ok. 30% produkcji energii elektrycznej).

Chodzi tu przede wszystkim o elektrownię „Bełchatów”, która dostarcza ok. 15% energii elektrycznej do krajowej sieci. Złoże „Szczerców”, z którego obecnie dostarczane jest paliwo do tej elektrowni, za kilkanaście lat ulegnie wyczerpaniu, a elektrownia pójdzie na złom wraz z dziesiątkami tysięcy zatrudnionych tam ludzi. To zły sen rządu i Ministerstwa Klimatu, które z jednej strony wolałoby, aby elektrownia raz na zawsze zniknęła z polskiego krajobrazu, a z drugiej strony, boi się premiera, że w wypadku braku energii elektrycznej w gniazdkach polskich gospodarstw, nie będzie żadnej litości dla winnych za ten stan rzeczy. Ta koncesja potrzebna jest na pobliskie złoże węgla brunatnego „Złoczew”. Kopalnia i Elektrownia „Bełchatów” od blisko dekady zabiega u rządowych urzędników o jej udzielenie. Ci zaś, jak wiadomo są za, a nawet przeciw ze wskazaniem na przeciw. Ponieważ tego rodzaju inwestycja górnicza realizowana jest kolejne 10 lat zachodzi realna obawa, że w Bełchatowie zabraknie węgla, a Polsce energii elektrycznej, która może być wtedy racjonowana.

Chodzi tu nie tyle o formalne jej wydanie, co raczej o jej prawne niepodważalne egzekwowanie. A to w obecnej sytuacji nie jest możliwe. Dlaczego? Ano dlatego, że hołubione wszędzie i cieszące się poparciem społecznym organizacje ekologiczne wnoszą do sądów skargi i wytaczają procesy o unieważnienie tych koncesji. Do póki sąd nie rozstrzygnie sprawy, koncesja nie może wejść w życie. Na pozytywne decyzje sądu następują niekończące się odwołania do wyższych instancji. To wszystko trwa latami. Na dodatek organizacje te składają różne skargi do Parlamentu UE, który ochoczo je analizuje i rozpatruje zawsze uznając tylko argumenty ekologów. Przepisy z 2014 roku upraszczały te sądowe deliberacje i powodowały, że po krótkich debatach i rozprawach koncesja stawała się prawomocna i nie podlegała dalszym zaskarżeniom. Poprzednio przepisy te zostały obalone w trosce o pozyskanie ekologów i pogodzenie się z nieuchronną likwidacją polskiego przemysłu górnictwa węgla brunatnego. Teraz jak wspomniano jest już „nóż na gardle”, a w sprawach energetyki „zaczęły się schody”

Spółki Skarbu Państwa

Tu jednoznacznie trzeba powiedzieć, że wszystkie nowelizacje prawa geologicznego i górniczego tworzone są pod potrzeby surowcowych i górniczych spółek Skarbu Państwa. Zalicza się tu takich gigantów jak KGHM Polska Miedź S.A, Polskie Górnictwo Nafty i Gazu (PGNiG), Polska Grupa Górnicza (PGG), Polska Grupa Energetyczna (PGE) i szereg innych. Partia sprawująca w państwie władzę obsadza swoimi ludźmi wszystkie najważniejsze stanowiska w tych firmach. Nie jest ważne, czy ludzie ci cokolwiek wiedzą na temat tych przedsiębiorstw i koncernów. To jest nagroda za wierną służbę i sukces wyborczy. Tu politycy toczą zażarte boje i walki o to, z kim personalnie związani ludzie obejmą wysoko płatne stanowiska. Zanim wdrożą się i zrozumieją istotne potrzeby tej branży, zmieniają się ich polityczni protektorzy i na ich miejsc przychodzi kolejna fala nowych ludzi z politycznego nadania. Nie potępiając ich trzeba przyznać, że znaczna ich cześć to ludzie utalentowani, którzy stosunkowo dobrze radzą sobie w każdych warunkach. Dominuje jednak nieudacznictwo, którego również efektem są ponawiane i naciskane przez nich zmiany tego prawa. Taka jest sytuacja i nikt na razie nie jest w stanie jej zmienić, a najmniejsza krytyka, wywołuje alergiczne reakcje, które tylko pogarszają obecny stan rzeczy. Cieszmy się zatem, że jest jak jest, bo zawsze mogłoby być gorzej.

Adam Maksymowicz

Adam Maksymowicz – absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Wrocławskim ze specjalnością geologia. Przez ponad 40 lat pracował w szeregu przedsiębiorstw i instytucji związanych z polskim górnictwem. Pracę zawodową zakończył jako Główny Inżynier w Biurze Zarządu KGHM Polska Miedź S.A. (1994 – 2005). Od 1968 roku publikuje prace naukowe i zawodowe dotyczące swojej specjalności. Zamieszcza liczne publikacje z zakresu biografii gen. Władysława Sikorskiego i Wojciecha Korfantego. Ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.