REKLAMA/Advertisement

Maksymowicz: Minister Henryk Kowalczyk nowym głównym geologiem kraju!

418

Polskie media (Forbes, Puls Biznesu, wnp.pl, Money.pl – 18.07 2019)) podają, że wobec braku obsady stanowiska głównego geologa kraju, jego obowiązki przejął minister środowiska Henryk Kowalczyk, wydając koncesje na prowadzenie eksploatacji m.in. złóż gazu ziemnego. Jednocześnie minister skarży się, że za takie pieniądze nikt nie chce objąć tego stanowiska. Wydaje się, że sprawdzoną drogą do znalezienia odpowiedniego kandydata było by przyjęcie przez rząd i sejm RP formuły „główny geolog kraju 500+”. Być może, że i to nie wystarczy.

Dlaczego? Chyba jednak dlatego, że poprzednika na tym stanowisku pozbyto się bez żadnego zastanowienia się, co potem i co dalej? A no jakoś to będzie. Surowce, którymi on zarządzał i tak nie były rozwijane, promowane i efektywnie wykorzystywane. Bez niego sytuacja ta samoczynnie będzie trwać nadal. Jednego wiceministra mniej, to rząd zaoszczędzi na wydatkach. Natomiast wyjaśnienia ministra Kowalczyka, że nikt nie chce objąć tego stanowiska, są po prostu niewiarygodne. Zachodzi uzasadnione podejrzenie, że cała ta sprawa została wcześniej ukartowana, aby minister mógł przejąć obowiązki głównego geologa kraju. Jest oczywiste, że beneficjenci takiej intrygi nie chwalą się tym, bo żadnego zaszczytu im to nie przynosi. Tym bardziej nie czynią tego tuż przed wyborami parlamentarnymi, gdy trzeba wyborcom pokazać czyste ręce i prosić o dalsze zaufanie.

REKLAMA/Advertisement

Mistrz mediów

Poprzedniemu głównemu geologowi zarzuca się bezczynność w sprawach związanych z udostępnieniem strategicznych surowców niezbędnych dla naszego kraju. Tych zarzutów jest zapewne znacznie więcej, ale nie jest tu miejsce do ich oceny i związanej z tym debaty. Natomiast trzeba zauważyć, że był on mistrzem od autopromocji w mediach. Były momenty, że pod tym względem dorównywał mu tylko premier. Jego popularność była niekwestionowana. Jako poseł z wrocławskiej listy PiS pod tym względem spisywał się on doskonale. Nie było tygodnia, aby jego wypowiedzi nie drukowała prasa, czy nie odnotowywały elektroniczne media. Zawsze doskonale prezentujący się, elegancki z ekstrawaganckimi pomysłami był idealnym gościem dla mediów szukających sensacji. Profesura ze swojej specjalności, znajomość języków i świata oraz elokwencja połączona z absolutną pewnością siebie, co do promowanych przez niego rozwiązań była tym, czego media najbardziej potrzebują. Oto mamy fachowca, który zna się na tym co mówi, jak nikt inny. Jest zrozumiałe, że media promując swojego idola nie dopuszczały do głosu jego zawziętych krytyków, którym daleko było do medialnej prezencji tego przedstawiciela rządu. Trzeba przyznać, że redaktorzy mediów zarówno tych elektronicznych, jak i prasowych kierowali się w tej sprawie dziennikarskim wyczuciem dobrego partnera, którym zawsze był nim ów wiceminister i zarazem główny geolog kraju.

REKLAMA/Advertisement

Nie podskakuj…

REKLAMA/Advertisement

Nasz utalentowany medialnie były wiceminister z jednej strony był wizytówką rządu, ale od wewnątrz inaczej patrzono na jego udane promocje medialne. Stara prawda jest taka, że nikt z przełożonych nie lubi, kiedy jego podwładni są lepsi od szefa. W żargonie nazywa się to wyskakiwaniem przed orkiestrę. Pod względem medialnym pierwsze miejsce w rządzie zawsze zarezerwowane jest dla premiera, potem dla kolejnych ministrów, a już najmniej dla wiceministrów. Oczywiście są od tego wyjątki, ale raczej w odwrotną stronę, kiedy takiego delikwenta bez przerwy się rozlicza. Ten tłumaczy się na wszystkie strony, ale zarzutów jest tylko coraz więcej, ale za to nikt do niego nie ma pretensji wewnątrz rządu i mimo tego jest niczym nie zagrożony na swoim stanowisku do koca kadencji Ten ostatni przykład w całej swojej istocie reprezentował wiceminister energetyki odpowiedzialny za górnictwo węgla kamiennego. Przynajmniej na Śląsku jest ono przestarzałe, od 30 lat nie modernizowane, nowych i nowoczesnych kopalń się nie buduje, a jego wydajność należy do najniższych na świecie. Co zrobił z tym nasz wiceminister energetyki? Ano był z tego powodu niezwykle szczęśliwy! Nie mógł się nachwalić swoich sukcesów odniesionych na tym polu, choć związki zawodowe rzucały na niego gromy. I co się z nim stało? Ano za wierną służbę polskiemu górnictwu węglowemu został wynagrodzony posadą euro posła, z doskonałym wynagrodzeniem i zasadniczo brakiem jakiejkolwiek troski o cokolwiek. Tu zadziała stara zasad znana jeszcze z czasów PRL, a obecnie powszechnie potępiana, ale praktycznie chętnie stosowana. Brzmi ona następująco: „Nie podskakuj, siedź na d…. i przytakuj”.

Kto jest zadowolony?

To oczywiste, że rząd jest zadowolony z pozbycia się nielubianego wiceministra, który w najbardziej politycznej kwestii swego wizerunku medialnego daleko w tyle pozostawiał wszystkich swoich konkurentów. Jego krytycy zawodowi także są zadowoleni, choć coraz bardziej wydaje się, że reprezentowana przez niego branża geologii jakby wpadła z deszczu pod rynnę. Nadal trwa jej senny letarg. Owszem załatwia się koncesje, urzędowe papiery, a o żadnych surowcowych poszukiwaniach to nadal nic nawet nie słychać. Na krajowym podwórku zadowolony z dymisji jest rząd oraz krytycy. Zapewne zagranicą też są wszyscy zadowoleni z tego stanu rzeczy. Skąd to wiadomo, wszak tam nawet tego nie zauważono? Czyżby? Wszak branża surowcowa decydująca o zaopatrzeniu surowcowym naszego przemysłu jest pod pilnym okiem naszych konkurentów. Jakich konkurentów, wszak wszędzie w UE mamy samych przyjaciół? Tu chciałoby się zacytować znane angielskie przysłowie, „że jak ma się takich przyjaciół, to wrogowie nie są potrzebni”. Otóż wszyscy producenci surowców na całym świecie są zadowoleni z tego stanu rzeczy. Daje on im możliwości eksportu do Polski swoich surowców, których nawet nie zamierzamy wydobywać, choć wcale nam ich nie brakuje. Po co jednak sami mamy to robić, trudzić się i inwestować, kiedy bez wszystkich tych kłopotów można to kupić za granicą i jeszcze otrzymać dodatkową prowizję za pośrednictwo. Przykładem tego stanu rzeczy jest opracowanie w 2016 r. przez byłego ministra rozwoju, a obecnego premiera dokumentu pt. „Surowce dla przemysłu”, gdzie sformułowano zapotrzebowanie na strategiczne krajowe surowce. I co się stało? Ano poprzedni wicepremier i autor tego opracowania, teraz jako premier, nawet palcem w bucie nie ruszył, aby po trzech latach od jego sprzędzenia, cokolwiek wykonać z własnego dzieła. Jest to po prostu zawodowa propaganda. Pomysły są doskonałe, nagłośnione, dają efekty polityczne przy urnach i to wystarczy i o to chodzi.

REKLAMA/Advertisement

Surowcowe zbrojenia

Polska się zbroi. Armia dokonuje zakupów nowoczesnego sprzętu za granicą. Wydaje się jednak, że jest to sprzęt jednorazowego użycia. Po jego zniszczeniu w warunkach bojowych zostajemy na zero. Tymczasem w II RP, to armia dbała o posiadanie własnych surowców i przemysłu ich przetwarzania, aby na czas konfliktu w oparciu o nie, można było produkować sprzęt wojskowy nie czekając na wątpliwy ich import w warunkach wojennych. Trwający u nas paraliż surowcowy przypomina czasy zaborów, kiedy poznańscy przemysłowcy sami zaczęli produkować dla siebie sprzęt rolniczy, przybył do nich minister z Berlina. I tak rzecze: po co to robicie? Niepotrzebnie się trudzicie. My wszystko wam z Berlina dostarczymy. No właśnie! Po co się trudzicie! Trzeba abyśmy byli zależni od kogoś a nie samodzielni. Teraz historia się powtarza. Po co mamy mieć jakieś własne surowce, kiedy z zagranicy bez naszego trudu wszystko nam dostarczą. To straszne, że na własne życzenie stajemy się czyjąś kolonią surowcową. Uczucie to jest tym bardziej dojmujące, że Polska w Europie należy do najbogatszych krajów surowcowych. Dymisja głównego geologa kraju i związane z tym perturbacje jasno wskazują na zaniechania, zaniedbania, czy aby nie nawet na dywersję surowcową skierowaną przeciwko naszej gospodarce i obronności kraju.

Świat nie stoi w miejscu

Nie chodzi tu o astronomiczne stwierdzenia dotyczące naszego globu, ale o postęp gospodarczy, dla którego eksploatacja surowców jest znaczącym udziałem w tworzeniu krajowego PKB. Dla przykładu kraje ludnościowo zbliżone do Polski, takie jak Kanada, czy Australia, a ostatnio nawet Ekwador i Panama intensywnie inwestują w eksploatację swoich surowców w skali miliardów USD. Nie mówiąc już o potęgach takich jak; USA, Chiny, czy też Rosja W Europie nawet Portugalia, która jest 3 razy mniejsza od Polski wyprzedza nas pod tym względem realizując szeroki program nowoczesnego górnictwa dla potrzeb elektroniki i samochodów elektrycznych. Tych przykładów można mnożyć. Zostajemy pod tym względem coraz bardziej w tyle. Co jeszcze gorsze. Z tej surowcowej „nie mocy” jesteśmy dumni. Wszak mamy czyste środowisko, o co minister, który przejął stanowisko głównego geologa kraju dba najbardziej. Jest to tym bardziej dziwne, że mamy pod tym względem dobre uczelnie zarówno uniwersyteckie, jak i techniczne. Niestety szyderczo kłania się nam polityka, która nie potrafi odejść od stereotypów, która nie szanuje bogactwa narodowego jakim są surowce, która na przykładzie dymisji głównego geologa kraju działa wręcz bezmyślnie.

REKLAMA/Advertisement

Minister głównym geologiem kraju

Pozornie jest to wyróżnienie, wszak jego poprzednik, był tylko wiceministrem. Praktycznie jest to zwiększenie zagrożenia surowcowej niezależności kraju. Wszak minister ten z samej nazwy jest przeciwnikiem eksploatacji wszelkich surowców, które tylko niszczą środowisko. Oddanie temu ministrowi polityki surowcowej państwa, to tak jakbyśmy wilkowi powierzyli opiekę nad stadem owiec, a później dziwimy, się, że owiec jest coraz mniej a wilk, jakby coraz grubszy. I nie chodzi tu o jałowe narzekanie, ale o uświadomienie opinii publicznej, że dalej tak być nie może, że czas najwyższy abyśmy sami decydowali o sposobach korzystania z największego Europie bogactwa surowcowego. Chodzi też o to, a by w zbliżających się wyborach parlamentarnych problem ten został dostrzeżony. Jest ironią losu, że sprzyjającym do tego wydarzeniem stałą się dymisja głównego geologa kraju.

Adam Maksymowicz

Adam Maksymowicz – absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Wrocławskim ze specjalnością geologia. Przez ponad 40 lat pracował w szeregu przedsiębiorstw i instytucji związanych z polskim górnictwem. Pracę zawodową zakończył jako Główny Inżynier w Biurze Zarządu KGHM Polska Miedź S.A. (1994 – 2005). Od 1968 roku publikuje prace naukowe i zawodowe dotyczące swojej specjalności. Zamieszcza liczne publikacje z zakresu biografii gen. Władysława Sikorskiego i Wojciecha Korfantego. Ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.