REKLAMA

REKLAMA

Maksymowicz: Kto jest kolonią?

798

Publikowane w USA obszerne analizy sytuacji politycznej i gospodarczej w Polsce są mało popularne. Nie ma się czemu dziwić. Stany Zjednoczone to nasz jedyny strategiczny sojusznik, a nawet coś więcej – to patron dzięki któremu możemy w Europie odgrywać rolę środkowo europejskiego mocarstwa. Jak za przedrozbiorowych czasów, podczas panowania trzech naszych ostatnich królów, polskie bezpieczeństwo oparte jest na obcych wojskach. Tym razem jest to armia USA, której bazy znajdują się na naszym terytorium.

Ile są warte gwarancje tego mocarstwa, można przekonać się po wszystkich przegranych konfliktach zbrojnych, jakie ten kraj prowadził po drugiej wojnie światowej. Poważnym ostrzeżeniem w tej sprawie stały się najpierw gwarancje Wielkiej Brytanii dla II RP. Atak Niemiec na Polskę w 1939 r. spowodował papierowe protesty i tyle warte były te gwarancje. Kiedy Polacy obronili Londyn przed atakami Luftwaffe, podziękowano im za to zakazem udziału w paradzie zwycięstwa, a premier tego kraju dążył do zredukowania terytorium Polski do wielkości Księstwa Warszawskiego.

REKLAMA

Wszystko wskazuje na to, że tym razem będzie również powtórka z tej sytuacji. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że USA jest spadkobiercą imperialnej polityki Wielkiej Brytanii. Ktoś może powiedzieć, że historia ta wcale nie musi się powtórzyć. Owszem, nie musi. Z tym zastrzeżeniem, że jej skutki mogą być znacznie gorsze od tych, jakie uzyskaliśmy w wyniku drugiej wojny światowej.

Skąd te czarne myśli? Wszak trzeba być optymistą. Ten pozytywny trend jest mało prawdopodobny. O czym z coraz większą pasją piszą sami Amerykanie, co tam zwykli obywatele – ci nie mają wiele do powiedzenia, choćby z tego tylko powodu, że nie znają całej sytuacji krajowej i globalnej. Jednak piszą o tym elity tego kraju coraz bardziej zaniepokojone nieuchronnie zbliżająca się redukcją dolara jako światowej waluty, a także upadkiem gospodarczym tego kraju. Jednym z nich jest Jim Rickards, którego krytyczne analizy gospodarcze zostały opublikowane również w Polsce. To jeden z doradców ekonomicznych rządu USA. Pozornie każdy może to przeczytać, ale to czysta teoria, bo małe nakłady powodują całkowitą niedostępność tej literatury, a na „wolnym” rynku, jeżeli ktoś ma szczęście jak za czasów PRL, może ją kupić płacąc 10 razy więcej aniżeli jej nominalna cena. To nowa literatura „podziemna”. Oficjalnie nikt jej nie zwalcza, ale przezornie nikt też publicznie nie wypowiada się na jej temat.

Drugim pisarzem amerykańskim tego gatunku jest rosyjskiego pochodzenia Dmitr Orłow. Prowadzi on popularny w tym kraju blog „Club Orlov” (LINK). Pochodzenie tego autora w Polsce może spotkać się z zarzutem stronniczości. Jednak w USA, gdzie wszyscy są jakiegoś innego pochodzenia (rdzenni mieszkańcy – Indianie to 0,9 % ludności), zarzut ten jest nieistotny wobec racjonalności argumentów podnoszonych w jego publicystyce. Nie podejmując się nawet streszczenia obszernych analiz, jakie pojawiają się na ten temat, warto zastanowić się nad ukształtowaniem się nowych państw imperialnych i ich kolonii.

REKLAMA

Maksymowicz: Ekonomia zabija gaz łupkowy

 

USA – czyli chińska kolonia

REKLAMA

Dymitr Orlov w jednym ze swoich ostatnich tekstów, tak charakteryzuje stan gospodarki USA: „Niektórzy twierdzą, że USA są ważną częścią światowej gospodarki z wieloma niezbędnymi produktami eksportowymi. Patrząc na handel USA-Chiny, Chiny czerpią większość swoich zysków z eksportu komputerów, sprzętu elektrycznego, obuwia, mebli, odzieży, tworzyw sztucznych i metali, samochodów, sprzętu optycznego i fotograficznego. Tymczasem najbardziej dochodowym eksportem USA do Chin są: soja, pszenica, pasza dla zwierząt, mięso, bawełna, ruda metalu, złom metali, skóry zwierząt, miazga, papierosy, złoto, węgiel, paliwo, ryż, tytoń, nawóz i szkło. W porównaniu z Chinami Stany Zjednoczone wyglądają jak typowa XIX-wieczna europejska posiadłość kolonialna. Stany Zjednoczone mają stały i bardzo duży deficyt handlowy z Chinami i tak jak kolonia byłaby zmuszona pożyczyć różnicę, podobnie jak USA. To, co pozwala mu być pasożytem, ​​polega na tym, że robi to w swojej własnej walucie, którą może drukować do woli, i zmuszać inne kraje do inwestowania w nią przy niskich stopach procentowych, ponieważ jest w stanie zdominować ocean militarnie kontrolując szlaki handlowe i karząc tych, którzy odmawiają tej gry, albo finansowo (przez zniszczenie ich walut), politycznie (przez obalenie swoich rządów i instalowanie tych, których nie mogą wybrać) lub militarnie (przez wysadzenie ich w powietrze).”

No właśnie USA mają być typową XIX wieczną kolonią europejską, która ma stały deficyt ze swoim imperium, oraz eksportuje tanią żywność za bardziej skomplikowane produkty techniczne. Tradycyjnie USA jest zbuntowaną kolonią. Najpierw poprzez Deklarację Niepodległości przeciwko Wielkiej Brytanii, co miało miejsce 243 lata temu. Teraz trwa woja o kolejną niepodległość Stanów Zjednoczonych. Czym ona się skończy, to przyszłość dopiero pokaże, choć na razie perspektywy nie są najlepsze.

Polska walczy o wolność Stanów Zjednoczonych

Polacy zawsze byli po słabszej stronie przeciwko silniejszym ciemiężycielom. Tak było podczas wspomnianej pierwszej wojny o niepodległość tego kraju. Kościuszko i Pułaski to polskie symbole tamtych czasów. Dziś są czczeni, cieszą się uznaniem i szacunkiem, gdyż USA dla uzasadnienia swojej chlubnej historii pilnie potrzebuje bohaterów narodowych. Ci zaś, za swoich czasów byli postrzegani, jako niepotrzebni konkurenci do władzy i bezlitośnie oczerniani, zwalczani oraz lekceważeni przez najwyższe dowództwo wojsk amerykańskich. Piszą o tym polonijne media w USA. Obszerne materiały na ten temat drukował „Sokół Polski” („Polish Falcon”) prze 10 kolejnych numerów od nr 19 (October 15, 1993) pt. „Kościuszko i Pułaski – dwaj geniusze Rewolucji Amerykańskiej’ – którego autorem jest polonijny publicysta Jerzy Maksymowicz. Próby przedruku tego opracowania spotkały się z niechęcią wszystkich krajowych wydawnictw na czele z Ministerstwem Obrony Narodowej. Gazetową jego wersję w Polsce opublikowała „Gazeta Obywatelska’ w kolejnych 10 numerach począwszy od 23 czerwca 2015 r. Poza tą publikacja tematem tym nikt się więcej nie zainteresował. Wniosek z tego jest taki, że jesteśmy ślepi na wszystkie niegodziwości, jakie dla Polski i Polaków płynęły z amerykańskiej polityki.

W obronie kolonii

REKLAMA

Polska podobnie jak za czasów PRL broni państw kolonialnych, które walczą o swoją niepodległość. Jest to jedna z dobrych tradycji, jakie pozostały po minionym okresie „błędów i wypaczeń”. Obecnie również chińska dominacja technologiczna, finansowa, eksportowa i wszelka inna wydaje się coraz bardziej dominować nad światem. Ponieważ tylko jedno mocarstwo może być globalnym hegemonem, Stany Zjednoczone wypowiedziały Chinom wojnę, na razie tylko handlową, informacyjną i technologiczną, która od czasu do czasu przechodzi w okres „zimnej wojny”. Podobnie jak w każdej wojnie obie strony bez żadnej żenady oświadczają, że na każdym kroku odnoszą niewątpliwe i wymierne zwycięstwa. Ponieważ na wojnie ktoś traci, a ktoś inny wygrywa, obie walczące strony nie mogą jednocześnie odnosić zwycięstwa. Ktoś tu bezczelnie kłamie.

Nie uprzedzając faktów, trzeba poczekać na bardziej jednoznaczne wyniki tej wojny. Na razie amerykańska kolonia po raz drugi walczy o swoją niepodległość. Tym razem strona słabszą wydaje się, że są Stany Zjednoczone i Polska jest po tej stronie. Ponieważ przyjaciół poznaje się w biedzie, Polska niezależnie od tego, jakie w wyniku tej wojny poniesie straty, jest po stronie USA. To pewne, że tradycyjnie nikt nam za te straty nawet nie podziękuje. Czy jednak nam na tym zależy? Otóż nie zależy! Dlatego, że Polska, jak za tak bliskich nam czasów Józefa Becka – ministra spraw zagranicznych II RP – kontynuuje hasło, że, „w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenną. Tą rzeczą jest honor”. Ten „honor” w II wojnie światowej kosztował życie 6 milionów obywateli RP. Ile w wyniku naszego sojuszu z USA, będzie on teraz kosztował?

Pierwsza odpowiedź jest, że nie wiadomo. Druga, że wobec wojny jądrowej na naszym terytorium mamy szanse w ogóle przestać istnieć na tym świecie. Ryzyko jak za czasów płk Ryszarda Kuklińskiego jest identyczne. Niestety brak kandydatów do tej operacji, tym razem zwróconych w przeciwną stronę. Przyszła wojna, choćby nie wiadomo jak honorowa, zakończy się zagładą, szczególnie jak znajdziemy się na pierwszej linii frontu. Zabiegi o postawienie nas w tej linii nieustannie trwają. Co to ma wspólnego tytułowym pytaniem o kolonie? Wszak Polska nie jest jak nasz amerykański sojusznik chińską kolonią. A czym jest? Jest amerykańską podkolonią, która z „honorem” odda wszystko, co posiada za swojego amerykańskiego sojusznika niczego w zamian nie oczekując. Z tym oczekiwaniem może być jeszcze różnie, ale znając mentalność polityków i wojskowych USA będą z ich strony pretensje, że za późno oddaliśmy za nich majątek i życie.

Adam Maksymowicz

Adam Maksymowicz – absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Wrocławskim ze specjalnością geologia. Przez ponad 40 lat pracował w szeregu przedsiębiorstw i instytucji związanych z polskim górnictwem. Pracę zawodową zakończył jako Główny Inżynier w Biurze Zarządu KGHM Polska Miedź S.A. (1994 – 2005). Od 1968 roku publikuje prace naukowe i zawodowe dotyczące swojej specjalności. Zamieszcza liczne publikacje z zakresu biografii gen. Władysława Sikorskiego i Wojciecha Korfantego. Ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.

REKLAMA