Maksymowicz: Kraksa i nauka dla polskiej polityki zagranicznej

Sąsiadów się nie wybiera. Przydziela je nam historyczny rozwój wydarzeń, z którym chcemy, lub nie, musimy się pogodzić. Każdy to wie, że najlepiej mieć przyjaciół blisko, a wrogów daleko. Od chwili rozbiorów polska polityka przynajmniej w jej dominującym nurcie działa na zasadzie odwrotności. Druga RP swoje bezpieczeństwo powierzyła dalekiej Wielkiej Brytanii. Skończyło się to tragicznie zarówno w 1939 r. jak nadal tkwiąc w tych samych sojuszach, również w 1945 r.

Teraz przechodzimy trzecią mutację tego samego zapatrzenia się z tym, że poprzednią rolę Anglii zastąpiły Stany Zjednoczone. Chciałoby się powiedzieć, że do trzech razy sztuka. Zbliżająca się wizyta prezydenta USA w Polsce z okazji kolejnej rocznicy wybuchu II wojny światowej, każe bić w tej sprawie na alarm. Przede wszystkim dlatego, że poza polską polityka, wszyscy wiedzą kim jest prezydent tego kraju. Wystarczy przeglądnąć jego wypowiedzi tylko z ostatnich lat, a nawet miesięcy, aby zorientować się w tym, że jest to typowy dla tego kraju biznesmen działający w polityce. Amerykański biznes polega przede wszystkim na oszustwie i naciąganiu naiwnych. Ten stan rzeczy potwierdzają nie tylko wydarzenia polityczne, ale r również najpopularniejsza w USA i w Polsce sztuka filmowa tego kraju. Cieszy się ona niebywała popularnością z tego tylko powodu, że przedstawia rzeczywisty stan rzeczy. Prezydent USA będzie w tej sprawie naśladował swoich genialnych poprzedników z czasów Konstytucji 3 Maja. Przypomnieć trzeba, że jej najbardziej zagorzałymi zwolennikami były Prusy, które dawały ustawie tej sojusznicze gwarancje bezpieczeństwa, na wypadek zagrożenia ze strony rosyjskiej. Jednocześnie chcąc podbić stawkę swojego uczestnictwa w upadku Rzeczypospolitej, ci sami politycy o wszystkich swoich zamierzeniach informowali Katarzynę II, prowokując kolejny rozbiór naszego kraju, w którym Prusy byłyby jednym z beneficjentów tego wydarzenia. Historia ta w całkiem innych czasach i okolicznościach jednak się powtarza. Z tym, że rolę Prus odgrywają tu Stany Zjednoczone, które chętnie rozmawiają na polskie tematy w prezydentem Rosji. Polski jednak nie stać na jakiekolwiek porozumienie się z Rosja, gdyż w takim wypadku zagrożone byłyby interesy naszego amerykańskiego protektora.

REKLAMA/Advertisement

Szwajcarska kraksa

Co najciekawsze, to jeszcze ponad pół wieku temu przed podobnymi światową opinię publiczną ostrzegał słynny szwajcarski dramaturg Fridrich Dürrenmatt w swojej sztuce „Kraksa”. Nasza polityka zagraniczna do złudzenia przypomina działania bohatera tego dramatu. Oto osiągnąwszy ogromny sukces ekonomiczny spółki handlowej której jest prezesem, goni swoim doskonałym samochodem do domu przez szwajcarskie górskie miasta i wioski. Jego „niezawodny” szybki pojazd nagle prycha i staje w miejscu. Jest niedziela, wszystkie zakłady naprawcze są zamknięte. Biznesmen musi przenocować w miejscowości, w której się zatrzymał. Wchodzi do pierwszego domu i prosi o nocleg. Tam jednak, jak co niedzielę, zbiera się emerytowane grono prawników, którzy zabawiają się w sąd. Brakuje akuratnie oskarżonego. Proponują tę rolę nowo przybyłemu gościowi. Proszą , aby przyznał się do najbłahszego przewinienia, np. jadąc tramwajem nie wykupił biletu, lub nie prawidłowo przeszedł przez ulice itp. Nas biznesmen ma czyste sumienie, jest wzorem wszelkiej poprawności, więc do niczego nie może się przyznać. Emerytowany sąd jednak bardzo na to nalega, ale opór biznesmena jest bezwzględny. Zasmuciło to sędziów i postanowili, że zostanie tylko przesłuchany zanim zasiądzie na ławie oskarżonych. Ponieważ sam proces był fikcyjny nas bohater opowiadał o wszystkich prawdziwych wydarzeniach w jego biznesie. Po wnikliwych i coraz dociekliwszych pytaniach okazało się, że jest on zbrodniarzem. Swoich wspólników wypchnął z okna pozorując ich samobójstwo i przejmując ich biznesowe aktywa. Proces trwał cała noc. Nad ranem wydano wyrok śmierci, a kat natychmiast chwycił oskarżonego i powiesił go na szubienicy. Ta historia, wypisz, wymaluj, jak ulał pasuje do naszego honorowego gościa, który ma złożyć nam wizytę w dniu 1 września. Nasz wybór gościa oraz jego zaproszenie i płynące z tego konsekwencje mogą się skończyć podobną kraksą.

REKLAMA/Advertisement

Pod sojuszniczą presją

Coraz częściej w krajowych mediach pojawiają się informacje o potrzebie „zadośćuczynienia” państwu Izrael za bezspadkowe mienie obywateli polskich żydowskiego pochodzenia, jakie po drugiej wojnie światowej zostało przejęte przez państwo polskie. Podnoszone są argumenty o bezzasadności takich roszczeń, gdyż dotyczą on przecież obywateli polskich, a państwa Izrael nie było wtedy nawet na świecie. Niestety, wszystkie racjonalnie uzasadnione nasze argumenty są przez stronę izraelską odrzucane, bez żadnego wyjaśnienia.

REKLAMA/Advertisement

Można by je ignorować, gdyby nie poparcie dla tego rodzaju żądań naszego najważniejszego „sojusznika” jakim są Stany Zjednoczone. I to jest nasz trzeci zawód i zapewne w tej konstelacji nie ostatni. Stanowisko USA i Izraela jest zgodne, żadnych tłumaczeń nie przyjmujemy. Trzeba płacić. O tym i tylko o tym można będzie rozmawiać i tylko na ten temat prowadzić rokowania. Tematem jest ile, kiedy, w jakich ratach, w jakiej walucie, czy też w naturze. Polacy są zbulwersowani tym, że za krwawe ofiary jakie poniesione zostały w czasie II wojny światowej, również w obronie Żydów polskiego pochodzenia, teraz trzeba będzie zapłacić kwotę rujnującą naszą gospodarkę. Rząd na czele z prezydentem i premierem zapowiadają, że o żadnych odszkodowaniach nie może być mowy. Pojawiają się jednak przecieki, że poufne i tajne rokowania takie trwają. Niektórzy z tego powodu oburzają się, że rząd prowadzi je na szkodę swojego własnego kraju. Tu padają jednak racjonalne argumenty, że dopóki Stany Zjednoczone są naszym strategicznym sojusznikiem nie ma innego wyjścia.

Sytuacja ta ulega wręcz demonizacji – nasz sojusznik i jego izraelski partner rządzą całym światem i stawiają nam alternatywę, albo zapłacimy, albo nas zrujnują lub „wysadzą w powietrze”, tak że w ogóle przestaniemy istnieć. Trzeba przyznać, że być może, jeszcze na początku XXI wieku tak wyglądały te sprawy w wymiarze globalnym. Mija 20 lat od tego czasu, a światowa polityka i gospodarka uległy w tym czasie daleko idącym zmianom, tym razem na niekorzyść amerykańsko – izraelskiego porozumienia skierowanego przeciwko państwu polskiemu. W tej sytuacji mamy do wyboru, albo nadal trwać w starych układach gospodarczych i politycznych, w wyniku których trzeba będzie wywiązać się z narzuconych nam „reparacji wojennych”, które żąda od nas państwo Izrael, albo też poszukać innych równie mocnych sojuszników, którzy z ochotą poprą nas w odmowie płacenia haraczu, którego uzasadnieniem jest tylko nasze istnienie.

Globalna zmiana polityczna

Jak wspomniano jej istnienie coraz wyraźniej zaznacza się od przełomu XX i XXI wieku, kiedy najpierw gospodarczo, a potem i politycznie na światowej arenie pojawia chińskie mocarstwo. Z każdym rokiem jego siła tak militarna, jak i gospodarcza wzrasta w momentach krytycznych dwukrotnie, a zwykle nawet trzykrotnie szybciej aniżeli reszty świata. Ten wzrost tak zaniepokoił Stany Zjednoczone, że rok temu wypowiedziały one Chinom wojnę na początek handlową, która powoli przekształca się w wojnę walutową, finansową, technologiczną, surowcową i wszelką inną nieuchronnie zmierzając do wojny militarnej. Ta jednak wydaje się być mało prawdopodobna, gdyż Chiny w ekspresowym tempie budują swoją nowoczesną flotę, lotnictwo i arsenał jądrowy. Sojusznikiem Chin przeciw USA jest Rosja, również posiadająca arsenał militarny mogący zagrozić Stanom Zjednoczonym. Na dodatek wydaje się, że chińsko – rosyjski duet skutecznie przyciąga na swoją stronę kolejne mocarstwa takie, jak Brazylię, Indie, czy nawet Japonię i Niemcy.

Nauka dla polityki zagranicznej

Czy dla równowagi wpływów nie powinniśmy nawiązać równorzędnych kontaktów politycznych, gospodarczych i wszelkich innych z blokiem państw związanych z Chinami? Blok ten jest przeciwny amerykańskiej dominacji na świecie. Zapewne wsparliby oni naszą odmowę płacenia wojennego haraczu najbliższemu sojusznikowi USA, jakim niewątpliwie jest Izrael. Czy politycy polscy o tym nie wiedzą? Ależ doskonale wiedzą, wszak mają oni znacznie lepsze źródła informacji o zachodzących zmianach na świecie. Dlaczego zatem nie czynią tego, co wydaje się być oczywistym, w wzmacnianiu naszej pozycji w stosunku do amerykańsko – izraelskiego żądania odszkodowań wojennych. Na przeszkodzie stoi utożsamianie polskiego interesu narodowego z interesem USA i państwa Izrael. Przełamanie tej doktryny politycznej w obecnym układzie sił wewnętrznych wydaje się być niemożliwe. Dopiero kompromitacja tych sił i ich upadek otworzyłby drogę do równorzędnego traktowania naszego sojuszu z USA i Izraelem do podobnego sojuszu z Rosją i Chinami. Nawiązanie takich wszechstronnych relacji politycznych i gospodarczych spowodowałoby odwrócenie skierowanego przeciwko Polsce szantażu. Teraz USA i Izrael stanęliby przed wyborem, albo nadal domagać się odszkodowań i spowodować, że Polska przejdzie do chińsko – rosyjskiego obozu, albo zrezygnować z tych roszczeń zachowując status quo.

REKLAMA/Advertisement

Podsumowując: Polska musi czynić wszystko, co wzmacnia naszą pozycję na arenie międzynarodowej. Nawiązanie równorzędnych stosunków z Chinami i Rosją, takimi jak z USA i z Izraelem, wzmacnia naszą pozycję. Na to USA odpowie, że przestanie być naszym patronem i sojusznikiem. Jeżeli tak, to trudno, nie możemy pozwolić się zepchnąć do drugorzędnego i niesamodzielnego polityczno – gospodarczego bytu na świecie. Ten zaś szanuje nawet małe państwa, które stać na obronę swoich podstawowych przynajmniej warunków egzystencji. Stąd płynie nauka, że „sojusznicy”, którzy w najważniejszych dla nas sprawach działają na naszą niekorzyść, nie są nam potrzebni, a ściślej trzeba ich rolę równoważyć równie dobrą współpracą z ich przeciwnikami. Sama groźba utraty polskiego sojusznika winna trochę otrzeźwić elity USA i Izraela w ich żądaniach dotyczących odszkodowań.

Adam Maksymowicz

Adam Maksymowicz – absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Wrocławskim ze specjalnością geologia. Przez ponad 40 lat pracował w szeregu przedsiębiorstw i instytucji związanych z polskim górnictwem. Pracę zawodową zakończył jako Główny Inżynier w Biurze Zarządu KGHM Polska Miedź S.A. (1994 – 2005). Od 1968 roku publikuje prace naukowe i zawodowe dotyczące swojej specjalności. Zamieszcza liczne publikacje z zakresu biografii gen. Władysława Sikorskiego i Wojciecha Korfantego. Ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.