Maksymowicz: Gdzie jesteś Mariuszu O.?

Sytuacja polskiej polityki surowcowej, przypomina stan kryzysowy w brytyjskim parlamencie. To w tym czasie, na jego murach pojawiają się napisy: “Guy Fawkes, nie ma cię, jak jesteś potrzebny”. Jest to nawiązanie do angielskiego spiskowca, który w 1605 r. chciał wysadzić parlament i wszystko już przygotował, aby to dokonać. Ujęty tuż przed realizacją tego czynu został osadzony i skazany na śmierć.

Pod pewnymi względami historia ta przypomina w poprzedniej kadencji nieudane przedsięwzięcia Mariusza O. – wiceministra, głównego geologa kraju oraz pełnomocnika rządu ds. polityki surowcowej pełniącego wszystkie te urzędy w jednej osobie. Mariusz O. dysponując dużą władzą polityczną i administracyjną miał niezliczone pomysły reformy tego sektora gospodarki. Były one często szalone i podejmowane na ogół arbitralnie i jednoosobowo. Ten trochę dyktatorski styl zjednywał mu całe rzesze zawodowych przeciwników, którzy z tego tytułu nie zostawiali na jego propozycjach przysłowiowej “suchej nitki”. Pan Mariusz O. na ogół z werwą i dużym zainteresowaniem mediów odpłacał im pięknym za nadobne. Ponieważ trwało to nieustannie przez bite cztery lata, zaczynało podkopywać pozytywny wizerunek rządu, co w ostateczności skończyło się jego dymisją i wkrótce potem przegraną w wyborach parlamentarnych.

Mariuszu O. – nie ma cię, jak jesteś potrzebny

O ile za czasów Mariusza O. toczyła się wartka, często zacięta debata na temat przyszłej polityki surowcowej, to po jego odwołaniu nagle zaniechano wszelkiego zainteresowania tym tematem. W rezultacie okazało się, że spór o polską politykę surowcową był sztuczny i drugorzędny, bo naprawdę chodziło o osobę Mariusza O. i zbierano tylko argumenty do jego usunięcia. To, że on sam dawał ku temu wszelkie powody, to już całkiem inna sprawa. Na tym można by zakończyć tę historię, gdyby nie wspomniana analogia do napisów na brytyjskim parlamencie. Parafrazując jego treść, moglibyśmy napisać “Mariuszu O. – nie ma cię, jak jesteś potrzebny.” Chodzi o to, że za jego kadencji toczyła się dwutorowa debata na temat polityki surowcowej państwa. Jedna ta oficjalna organizowana przez Mariusza O. i druga medialna była jakby krytycznym uzupełnieniem tej pierwszej. Oczekiwano, że rząd wynikające z tej dyskusji wnioski zestawi w formie jakiegoś dokumentu, który następnie będzie realizowany w praktyce. Było to tym bardziej uzasadnione, że debatę tę zapoczątkował sam premier RP, który jeszcze jako wicepremier sporządził dokument pod nazwą “Surowce dla przemysłu” (2016).. Tymczasem nic z tych rzeczy. O sprawie zapomniano. Problem surowcowy dla rządu okazał się łatwym rozwiązaniem. Po prostu wszystkie potrzebne surowce oparto na ich imporcie. Jest to rozwiązanie niezwykle skuteczne. Zrezygnowano z wszelkich szkód górniczych związanych z ich wydobywaniem.

Doszło do tego, że nawet węgiel kamienny, w którego wydobyciu jesteśmy europejskim liderem, zaczęto  na dużą skalę importować z Rosji. Rozwiązanie to nadal cieszy się popularnością, szczególnie wśród ekologów i środowisk związanych z ochroną środowiska. Likwidacja polskiego górnictwa węglowego spełniała ich postulaty. Nie trzeba dodawać, że powołane z tej okazji Ministerstwo Klimatu politykę tę realizowało i akceptowało. I tak znaleźliśmy się w sytuacji dawnych kolonii, gdzie na miejscu była woda i piasek budowlany, a reszta była importowana. Wyjątkiem okazało się tyko wydobycie rud miedzi, które stale przynosi dochody do skarbu państwa, bez jego żadnych nakładów. W tym przypadku uznano, że nie można zarzynać kury, która znosi w sensie dosłownym złote i srebrne jaja.

Reforma Państwowego instytutu Geologicznego

W natłoku sporów o główne przedsięwzięcia kształtowanej przez Mariusza O. polityki surowcowej, koncentrowano się na jej negatywach. Było ich nie mało, stąd też ginęły inne jego pomysły, do których warto powrócić. Jednym z nich była reforma Państwowego Instytutu Geologicznego (PIG) w Warszawie. Mijało właśnie 100 lat jego istnienia i blisko już pół wieku od jego wielkich dni chwały i sukcesów. Były one na skalę europejską, a nawet światową. Od tego czasu PIG, jakby zaprzestał poszukiwań surowców na terenie kraju. Coraz bardziej oddawał się studiom naukowym, rozprawom teoretycznym i byciem zapleczem dla krajowych uczelni uniwersyteckich. Instytut stawał się gronem zawodowych ekspertów, których coraz mniej pytano o radę w jakiejkolwiek sprawie. Mariusz O. chciał to zmienić, wydzielając z jego struktury część, która miała bezpośrednio zająć się poszukiwaniem i dokumentowaniem krajowych złóż surowcowych. Krytycy tego pomysłu słusznie twierdzili, że nie trzeba rozbijać istniejącej struktury tego instytutu, gdyż wystarczy tylko jego wewnętrzna przebudowa, aby wypełniać te obowiązki. Również słusznie wskazywano, że urzędnicy winni wykonywać założenia i postanowienia polityki surowcowej, a nie je tworzyć. Te cele zaś właśnie PIG i inne ośrodki naukowe winne kształtować i określać zadania tejże polityki. To w rezultacie nie Mariusz O., ale PIG miał być autorem polityki surowcowej państwa. Było to logiczne i organizacyjnie uzasadnione stanowisko w tej instytucji. Na tym skończono, bo Mariusz O. został odwołany ze swego stanowiska i przestał zagrażać reformie PIG.

Dwa lata później

Mija dwa lata od kiedy Mariusz O., został odwołany ze swego stanowiska. Jego odejście miało otworzyć drogę do dalszego rozwoju PIG. Teraz miał być on twórcą nowej polityki surowcowej państwa, a zarazem jej realizatorem przynajmniej w skali poszukiwawczej, dokumentacyjnej i miał przedkładać krajowemu górnictwu nowe propozycje eksploatacyjne. Oczywiście, jest to zadanie nie na dwa lata, ale na znacznie więcej. Jednak po dwóch latach winne być sformułowane przynajmniej jakieś organizacyjne, i praktyczne propozycje. O tym w sferze informacyjnej panuje znaczące milczenie.

Sytuacja PIG wraca więc do sytuacji sprzed reformy Mariusza O. Instytut z powrotem wraca do skupienia się na naukowych osiągnięciach w zakresie teorii będąc coraz dalej od ich praktycznego wprowadzenia w życie. Tu trzeba przypomnieć, że PIG tak jeszcze za czasów II RP, jak i PRL pełnił główną rolę w poszukiwaniu i udostępnianiu najbardziej poszukiwanych surowców. Teraz cel ten, jakby umknął jego uwadze. Na usprawiedliwienie może dodać, że nie dostaje on na ten cel odpowiednich funduszy i zleceń, co jest zgodne z prawdą. Z drugiej jednak strony prawdą jest też, że nie domaga się ich na określone i jasno zarysowane zadania. Koło się zamyka. Instytut nie domaga się, ale też i nic nie dostaje. Tego rodzaju polityka PIG jest łatwa i przyjemna. Za nic nie musi odpowiadać, spokojnie realizując swoją naukową misję. Być może, że sytuacja ta będzie trwać jeszcze jakiś czas. Ten czas wydaje się być coraz krótszy, bo nieuchronną jest rzeczą, że wkrótce przyjdzie ktoś na miejsce Mariusza O., ktoś o podobnym potencjale politycznym i organizacyjnym. Wtedy okazać się może, że dni PIG w obecnej ich formie są policzone. Zapewne druga reforma tej instytucji może doprowadzić do jej całkowitej likwidacji, jako zbędnej instytucji naukowej, gdyż nauka równie dobrze rozwija się na uniwersytetach, politechnikach i wyższych szkołach oraz akademiach górniczych. Może okazać się wtedy, że jeszcze jedna tego rodzaju instytucja poza kształceniem studentów jest całkowicie niepotrzebna.

Geolog jest “bogiem górnictwa”

W dziedzinie poszukiwań surowcowych praktyka jest sprawdzianem poprawności teorii naukowych. Na ogół jest ona związana z pracami terenowymi i szeregiem nowoczesnych badań powierzchniowych, których końcowym efektem są wiercenia potwierdzające dotychczasowe prognozy. Legendarny odkrywca największych światowych złóż miedzi Robert Friedland, który z zawodu jest politologiem, posiadającym “szósty zmysł” dla angażowania na swoje usługi najlepszych geologów świata twierdzi, że geolog “jest bogiem górnictwa”. Przekłada się to na stwierdzenie, że bez odkryć geologicznych górnictwo nie może istnieć. Dotyczy to również polskiego górnictwa. Jednak od blisko 40 lat powołana dla tego celu instytucja nie odkryła żadnego znaczącego złoża, które następnie zostało by górniczo zagospodarowane. Brak odpowiednich zleceń i funduszy nie może być tu wystarczającym usprawiedliwieniem dla tego stanu rzeczy. Uczeni na całym świecie nie czekają na tego rodzaju zainteresowanie biznesu, ale sami składają odpowiednie propozycje rządom wzbudzając w ten sposób zainteresowanie ich propozycjami. Czy z tego rodzaju formuły PIG nie mógłby skorzystać? Jest to propozycja retoryczna. Dobrym jej krajowym przykładem jest przestarzała już koncepcja polityki surowcowej sporządzona przez samoorganizowany zespół pod kierunkiem prof. Jerzego Hausnera (2015) “Polityka surowcowa Polski – Rzecz o tym, czego nie ma, a być powinno”. Takich opracowań potrzeba nam więcej. Niestety, nikt już nie jest nimi zainteresowany, choć zadanie to dla PIG winno być czymś pierwszo planowym. PIG musi być przekonany do tego, czym żyli jego sławni poprzednicy, że nowe odkrycia surowcowe są nam potrzebne do zachowania naszej niepodległości.

REKLAMA/Advertisement

Adam Maksymowicz

REKLAMA/Advertisement

REKLAMA/Advertisement