REKLAMA

Reklama

Lewicowy publicysta: Disneyowski “Król Lew” przemyca ideologię faszystowską na dużą skalę!

1530

Na łamach mocno sympatyzującego z Partią Demokratyczną – i szerzej z lewicą – “The Washington Post” ukazała się w tym tygodniu kuriozalna analiza poświęcona wyświetlanemu obecnie w kinach remake’owi jednego z największych hitów z gatunku animacji, jakim jest niewątpliwie “Król Lew” wytwórni Walt Disney Pictures.

Jego autor – amerykański publicysta oraz wykładowca teorii kultury oraz ekonomii politycznej, pracujący w Holandii Dan Hassler-Forest przekonuje czytelników, iż film przemyca pewną ideologiczną agendę – “wprowadza nas w społeczeństwo, w którym słabi nauczyli się płaszczyć u stóp silnych”.

REKLAMA

– Kiedy obserwujemy, jak roślinożercy gromadzą się, by kłaniać się przed swoim nowo narodzonym władcą, „Król Lwów” oferuje nam uwodzicielski światopogląd, w którym absolutna moc jest niekwestionowana i gdzie słabi oraz bezbronni są zasadniczo gorsi – pisze Hassler-Forest, niejako “odkrywając Amerykę”, a właściwie to co w naturze określamy jako tzw. prawo dżungli.

– “Król Lew” oferuje nam faszystowską ideologię na dużą skalę – grzmi lewicowy publicysta. – Pierwszą rzeczą, którą należy zrozumieć w stosunku do „Króla Lwa”, jest to, że nie jest to w żaden sposób związane z lwami lub innymi gatunkami zwierząt. Jak w każdej bajce, wiele uroczych i milutkich postaci odzwierciedla ludzkie stosunki społeczne. Przenoszenie naszych zinternalizowanych hierarchii społecznych na nieskazitelny i „neutralny” świat królestwa zwierząt czyni tę dynamikę władzy naturalną, zdroworozsądkową i pożądaną. Ale wykorzystując relacje drapieżnik-ofiara do alegoryzowania ludzkiej siły, film niemal nieuchronnie włącza światopogląd białego suprematysty, w którym niektóre grupy ludzi są z natury lepsze od innych.

Reklama

Reklama

Zauważa co prawda, że chociażby słynny “Folwark zwierzęcy” George’a Orwella “wykorzystywał podobną alegorię, aby uczynić różnice klasowe bardziej widocznymi i krytykować autorytarne systemy władzy”, ale tu jednak bez wątpienia promowany jest faszyzm i rasizm. Na czele drabiny społecznej stoją “autokratyczne lwy”, które z góry spoglądają na “niższe rasy”. Owa góra – Pride Rock – jest określona jako “rodzaj Trump Tower afrykańskiej sawanny” – co nie dziwi, gdy wiadomo że prezydent USA jest dla tamtejszej lewicy złem wcielonym.

Lesbijska para w popularnej kreskówce dla dziewczynek: “To, co naprawdę określa rodzinę, to miłość”

Reklama

 

– Za lwami będącymi klasą rządzącą i „dobrymi” roślinożercami ucieleśniającymi przyzwoitych, przestrzegających prawa obywateli, hieny w przejrzysty sposób reprezentują czarnych, brązowych i niepełnosprawnych którzy są silnie wykluczeni z tego faszystowskiego społeczeństwa – kontynuuje autor, dodając iż owe hieny “symbolizują rasistowskie i antysemickie stereotypy ‘szkodliwych’ grup, które stanowią nieodłączne zagrożenie dla społeczeństwa”.

– Tak jak przywódcy faszystowscy stale określają konkretne grupy, które chcą zohydzić i wyrzucić z „naturalnego” społeczeństwa , tak bohaterowie filmu są zaabsorbowani utrzymywaniem swojego królestwa w stanie wolnym od zanieczyszczeń przez niepożądane elementy, które są skazane na mroczne obszary getta „poza naszymi granicami” – rozkręca się, dodając iż “wejście Simby na tron, jego męski ryk” to zastosowanie w praktyce zasady Führerprinzip (zasady wodzowskiego sprawowania władzy w III Rzeszy – przyp. red.).

– W tym momencie naszej historii, kiedy rośnie moc skrajnej prawicy; kiedy debatujemy, czy nazywać przerażające instalacje na naszych granicach obozami koncentracyjnymi (od kilku tygodni niektórzy Demokraci tak określają ośrodki dla uchodźców an granicy z Meksykiem – przyp. red.), czy nie i kiedy przybywa antysemickich i islamofobicznych przestępstw z nienawiści, powinniśmy zadać sobie pytanie, czy oznacza to, że nasza kultura obsesyjnie powraca do narracji, która celebruje silnych, pięknych i potężnych, piętnując jednocześnie buntowników, wyrzutków i bezsilnych – zapytuje retorycznie na koniec.

za: washingtonpost.com

REKLAMA