Le Pen o Syrii: Nie wierzę w propagandę płynącą z USA

W wywiadzie udzielonym BFMTV Marine Le Pen podała w wątpliwość wiarygodność roszczeń władz francuskich w związku z atakami rakietowymi na Syrię w odpowiedzi na rzekome użycie broni chemicznej w mieście Duma.

– Przede wszystkim chodzi o to, czy on (francuski prezydent Emmanuel Macron – przyp.red.) naprawdę zbombardował fabrykę, w której wytwarzano i przechowywano broń chemiczną. Może nie wiem zbyt wiele na ten temat, ale kieruję się mądrością narodową i zdrowym rozsądkiem. Kiedy bombardują fabrykę, w której przechowuje się broń chemiczną, ryzykują zabiciem tysięcy ludzi mieszkających w sąsiedztwie – powiedział liderka Frontu Narodowego.

– Myślę, że mówią nam wiele różnych historii. Ale jesteśmy już przyzwyczajeni. Słyszeliśmy wiele takich historii, o których nasi Amerykanie mówią od wielu lat, począwszy od Colina Powella (byłego sekretarza stanu USA – przyp.red.) z jego małą propagandową tubą, wmawiajaca że ​​istnieją bronie masowej zagłady, a która stała się powodem do wojny w Iraku. Chociaż wszyscy dziś przyznają, że ta wojna była oparta na kłamstwie, a to była pułapka w którą nawiasem mówiąc, Jacques Chirac (ówczesny francuski prezydent – przyp.red.) nie wpadł. Dlatego kwestionuję każdą informację przekazywaną ze Stanów Zjednoczonych – kontynuowała Le Pen.

REKLAMA/Advertisement

Liderka Frontu Narodowego stwierdziła, że koalicyjne ataki przeciwko Syrii naruszają międzynarodowe normy.

– Sądzę, że Macron naruszył międzynarodowe prawo, nie ma co do tego wątpliwości. Mówi o “międzynarodowej legitymacji”, która powinna zastąpić prawo międzynarodowe, ale jestem zdezorientowana tą koncepcją, bo istnieje tylko prawo międzynarodowe – podsumowała Le Pen.

REKLAMA/Advertisement

za: bfmtv.com