REKLAMA / Advertisement

Reklama / Advertisement

Ks. Isakowicz-Zaleski o sprawie ks. Jankowskiego: Tylko jawność i uczciwe mówienie jak było jest rozwiązaniem.

412

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski znany w ostatnich latach przede wszystkim z bezkompromisowego głoszenia prawdy i pamięci o ludobójstwie dokonanym przez Ukraińców na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, był również kapelanem “Solidarności” w latach 80-tych. Zdaniem kapłana sprawa oskarżeń o nadużycia seksualne śp. księdza prałata Henryka Jankowskiego jest wykorzystywana do ataku na Kościół i powinna być ona wyjaśniona, zarówno przez prokuraturę jak i władze kościelne.

Duchowny zauważa, że ludzie, którzy obecnie oskarżają zmarłego przed ośmioma laty byłego proboszcza parafii św. Brygidy w Gdańsku wykazują się hipokryzją, bo o ewentualnych nadużyciach wiedzieli od lat.

– Z jednej strony uderza hipokryzja tych, którzy mówią, że o sprawie wiedzieli od lat, ale nie reagowali. To jest oburzające, bo jeśli faktycznie tak było, to mają pewien udział w tym, co księdzu się zarzuca. Natomiast strona kościelna na pewno powinna sprawę dogłębnie zbadać. Dla dobra Kościoła należy wyjaśnić jak to naprawdę było – mówi.

Reklama / Advertisement

– Sprawdzić pewne rzeczy jest łatwo. W tekście „Gazety Wyborczej” jest choćby fragment o tym, że jedna dziewczyna była w ciąży z księdzem popełniła samobójstwo. W sprawie samobójstw nawet w okresie PRL prowadzono śledztwa. A więc materiały w tej sprawie – jeśli faktycznie miała miejsce – istnieją. Można łatwo ustalić, czy było takie samobójstwo, czy dziewczyna była w ciąży, kto był ojcem. Strona kościelna powinna wystąpić do prokuratury z żądaniem wyjaśnienia sprawy, sama prokuratura zresztą też powinna podjąć tutaj działania – dodaje kapłan, wzywając zarówno stronę państwową, jak i kościelną do rzetelnego wyjaśnienia tej sprawy.

Ks. Isakowicz-Zaleski podkreśla hipokryzję ludzi “Solidarności” takich jak: Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik, Bronisław Geremek czy Zbigniew Bujak. Zaznacza on, że żyjące osoby mówią, że wiedziały o sprawie, ale nie reagowały. Kapłan podkreśla, że “Gazeta Wyborcza” wykorzystuje sprawę do uderzenia w Kościół, ale martwi się, że znów temat ten zostanie zamieciony pod dywan.

– Jak wynika z publikacja, na przełomie lat 80. i 90. Adam Michnik dał Jankowskiemu dwie książki z dedykacją dla „Kochanego księdza Henryka”. A więc i dla redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” ksiądz Henryk Jankowski był w tamtym czasie autorytetem. Natomiast dzisiejsze publikacje „Gazety Wyborczej” oczywiście nie służą naprawie, czy dobru Kościoła. Gazeta ta swoimi działaniami wielokrotnie dowiodła, że chodzi jej tylko i wyłącznie o dowalenie Kościołowi. Jednak dla dobra Kościoła należy te wszystkie sprawy sprawdzać. Rodzina Jankowskiego ma prawo bronić dobrego imienia księdza prałata. Boję się jednak, że będzie to tak, że wszyscy powiedzą: wiedzieliśmy, nic nie zrobiliśmy, teraz jest za późno na poznanie prawdy. Niestety w wypadku Kościoła wiele spraw nie jest rozwiązywanych, albo ich wyjaśnianie trwa zdecydowanie za długo. Tu od śmierci prałata minęło osiem lat, a teraz sprawa ma być wyjaśniana. Tylko jawność i uczciwe mówienie jak było jest rozwiązaniem. Jeżeli ksiądz Jankowski był winien – należy to powiedzieć. Jeżeli nie był winien i został pomówiony – także, dla dobra tego człowieka należy to wyjaśnić. Najgorsze co może być to zamiecenie takiej sprawy pod dywan – zaznacza dawny kapelan krakowskiej “Solidarności”.

za: DoRzeczy.pl

Reklama / Advertisement

Reklama / Advertisement