REKLAMA / Advertisement

Reklama / Advertisement

Kraków: Coraz więcej Ukraińców chce integracji z lokalną społecznością. Miasto zamierza odpowiedzieć na tę potrzebę.

1158

W Krakowie mieszka i pracuje już prawie 70 tysięcy Ukraińców, a przybyszów zza naszej wschodniej granicy cały czas będzie przybywać i już niedługo stanowić będą 10 proc. mieszkańców stolicy Małopolski. Z tego powodu władze miasta chcą zbadać to zjawisko i pomóc w integracji Ukraińców z miejscową społecznością.

Ukraińcy wnoszą spory udział w gospodarkę miasta, wystarczy wspomnieć, że w 2016 roku kupili 400 nieruchomości, a więc więcej niż Niemcy czy obywatele Wielkiej Brytanii, nie mówiąc o wynajmie, robieniu zakupów, podatkach i kosztach życia codziennego. Język naszych sąsiadów jest słyszany w wielu miejscach i jest to sytuacja całkowicie nowa dla najnowszej historii Polski, co podkreśla Monika Murzyn-Kupisz, ekonomistka i socjolog:

– Dla krakowian to zupełnie nowe zjawisko. Po drugiej wojnie światowej w Krakowie nie mieliśmy do czynienia z wielokulturowością w takiej skali. Owszem, od dawna jesteśmy przyzwyczajeni do wielojęzycznego zgiełku w miejscach turystycznych, ale po raz pierwszy od wielu dekad doświadczamy tego, że mieszka u nas na stałe tak liczna mniejszość etniczna – mówi.

Reklama / Advertisement

Według niej, konieczne jest zbadanie tego zjawiska, a odpowiedzią ma być tegoroczny Barometr Krakowski – cykliczne badanie opinii mieszkańców miasta. Bogusława Kośmidra – przewodniczącego Rady Miasta Krakowa interesuje przede wszystkim jakość życia Ukraińców i ich odpowiedź na to, co miasto może zrobić, aby im umożliwić pobyt. Radny podkreśla aspekt ekonomiczny imigracji:

– Ile mamy z ich podatków? – Nie wiemy tego dokładnie. Można tylko szacować, że mamy do czynienia z milionami złotych. Generalnie dzięki jednemu krakowskiemu podatnikowi wpływa do budżetu miasta 2,5 tys. zł. A zarobki Ukraińców są zbliżone do polskich – mówi Kośmider.

Zdaniem doradców, miasto powinno wspierać firmy i instytucje edukacyjne w ich propagowaniu na Ukrainie. Dotyczy to przede wszystkim Collegium Medicum UJ ze względu na brakującą liczbę lekarzy i pielęgniarek w Polsce, a zdaniem Małgorzaty Jantos, współorganizatorki konferencji „Otwarty Kraków” – przyszła kadra medyczna powinna być kształcona w języku polskim.

Reklama / Advertisement

Z kolei Ukraińcy, którzy pracują i mieszkają w Krakowie zazwyczaj są zadowoleni ze swojego pobytu w tym mieście. Ołeh – pracujący od dwóch lat w stolicy Małopolski mówi:

– Pracuję jako kucharz w jednej z krakowskich restauracji. Jestem jednym Ukraińcem w ekipie, pozostali to Polacy. Świetnie się dogadujemy. Co mi przeszkadza? Komunikacja publiczna jest zbyt droga, podobnie jak bilety do muzeów. Przynajmniej dla mnie to zaporowe kwoty – mówi. Pracuje on legalnie, płaci podatki i może starać się o Krakowską Kartę Miejską.

Natomiast Nastia – studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim zaznacza, że nie ma czasu na zastanawianie się nad tym, co krakowski magistrat może zrobić dla Ukraińców:

– Nie mam wolnych weekendów i wieczorów, bo muszę pracować. W dzień jestem na uczelni. Haruję jak wół, ale warto. Nie mogę jednak starać się o Kartę Polaka, która uprawniałaby mnie do darmowych studiów, bo nie mam polskich korzeni – mówi dziewczyna.

Wielkie wyzwanie to również edukacja i integracja dzieci Ukraińców. Fiaskiem, jak mówi Monika Murzyn-Kupisz okazał się pomysł utworzenia klasy o profilu ukraińskim i nauki o języku oraz kulturze tego kraju. Sami rodzice dzieci z Ukrainy domagają się integracji z Polakami oraz nauki języków obcych, takich jak niemiecki czy angielski. Rada Miasta uważa, że zdystansowana postawa Ukraińców zmieni się, kiedy poczują się pewniej:

– Tak naprawdę kluczowym czynnikiem w przyciąganiu nowych mieszkańców ze Wschodu jest nasza życzliwość, a także zrozumienie, że jesteśmy sobie nawzajem potrzebni – mówi radna Małgorzata Jantos.

za: www.wschodnik.pl

Reklama / Advertisement