Kozłowski: Jałmużna po katolicku

Polacy zawsze chętnie biorą udział w rozmaitych akcjach dobroczynnych, a szczególnie wiele jałmużny dają ubogim w okresie świąt Bożego Narodzenia. Można bez obawy o przesadę powiedzieć, że dobroczynność jest jedną z naszych najlepszych cech narodowych. Jak wszystkie ludzkie działania, dobroczynność może być roztropna lub nieroztropna: nierozsądnie jest przecież dać pieniądze pijakowi. Dobroczynność może być też moralna i niemoralna. A ponieważ nie ma innej moralności, jak moralność katolicka, to dobroczynność może być albo katolicka, albo niemoralna.

CO MÓWI PISMO ŚWIĘTE O JAŁMUŻNIE?

REKLAMA/Advertisement

Z katechizmu wiemy, że życie doczesne ma mniejszą wartość, niż życie wieczne. A zatem dobra duchowe większą mają wartość, niż dobra doczesne. Mimo to św. Paweł mówi, że radosnego dawcę miłuje Bóg (2 Kor 9,7). A zatem swoimi dobrami powinniśmy dzielić się chętnie i cieszyć się, że możemy to czynić. Pobudką do dawania jałmużny powinna być miłość bliźniego, bo miłość może zakryć wiele grzechów (1P 4,8). A więc słusznie dajemy jałmużnę przed świętami.

W szóstym rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza czytamy, że jałmużnę powinniśmy dawać bez rozgłosu: „niech nie wie twoja lewa ręka, co czyni prawa” (Mt 6,3-4). Zwróćmy uwagę, że na pouczeniu o jałmużnie Pan Jezus nie kończy swojej katechezy, lecz porusza zaraz temat modlitwy i postu. Widzimy więc, że wraz z jałmużną powinniśmy ofiarować bliźniemu modlitwę i umartwienie.

REKLAMA/Advertisement

Jałmużna ma sens o tyle, o ile pamiętamy, że ważniejsze jest dobro duchowe obdarowanego przez nas człowieka, niż dobro doczesne, które mu wyświadczamy. A zatem jałmużna udzielona po katolicku jest skierowana zawsze do konkretnej osoby, ponieważ musi odpowiadać jej potrzebom zarówno pod względem materialnym, jak i duchowym.

JAŁMUŻNA W PRAKTYCE

REKLAMA/Advertisement

W praktyce nie zawsze możemy znaleźć wokół siebie ludzi, którym potrzebna jest pomoc materialna. Możemy więc naszą jałmużnę przekazać dobroczynnym instytucjom. Powinniśmy upewnić się, że nasza pomoc trafi do osób rzeczywiście potrzebujących oraz że wraz z dobrami doczesnymi, ludzie potrzebujący otrzymają też wsparcie duchowe. Na przykład w katolickich jadłodajniach przed spożyciem posiłku należy się pomodlić. W takich miejscach ubodzy mogą też porozmawiać z zakonnicą lub kapłanem.

Widzimy więc, że nie ma katolickiego sensu jałmużna dana w styczniu do pstrokatej puszki z czerwonym serduszkiem. Taka jałmużna ani nie jest skierowana do konkretnej osoby, ani nie towarzyszy jej modlitwa i post; a chociaż cel jest szczytny, to nie uświęca środków.

ORDO CARITATIS

“Ordo caritatis” to po łacinie „porządek miłości”. Oznacza to, że im bliższy jest mi jakiś człowiek, tym większe mam wobec niego obowiązki wynikające z miłości bliźniego. Najbliższymi, zgodnie z porządkiem miłości, są nasi krewni, następnie sąsiedzi katolicy, potem sąsiedzi innej wiary. W dalszej kolejności mamy obowiązek udzielić jałmużny rodakom katolikom, a potem rodakom innej wiary. Katolicy w innych krajach mają prawo do naszej pomocy przed wyznawcami innych religii. Jednak zawsze wraz z jałmużną skierowaną do niekatolików, mamy obowiązek dać świadectwo naszej wiary poprzez jasne wyrażenie naszej religijnej motywacji.

Dawajmy więc jałmużnę po katolicku, czyli tak, aby nie tylko pomóc bliźnim w doczesnych potrzebach, ale wesprzeć ich również duchowo, oddać cześć Bogu i wyprosić sobie przebaczenie grzechów. Bo „więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu” (Dz 20,35).

Sebastian Kozłowski

REKLAMA/Advertisement

za: kierunki.info