Kowacka, Kubań: Czy życie w dobrobycie prowadzi do samozagłady?

Warunki, w których wszyscy członkowie społeczeństwa mają nieograniczony dostęp do podstawowych rzeczy, które umożliwiają przetrwanie: do wody, pożywienia oraz schronienia, można określić jako dobrobyt. Czy faktycznie jest to dobry byt? I czym ewentualnie może się to zakończyć?

Przyjrzymy eksperymentowi John’a Calhouna przeprowadzonemu w latach 60. Ten amerykański etolog i badacz-behawiorysta, postanowił przeprowadzić badanie, w którym zapewnił ósemce myszy idealne warunki do życia. Gryzonie żyły w mysim raju, nie musiały martwić się o dostęp do wody ani pożywienia, miały zapewniony materiał do zbudowania gniazda, a w ich otoczeniu nie było żadnych drapieżników. Eksperyment miał zbadać wpływ usunięcia problemów życiowych na indywidualne zachowania osobników oraz to jak te teoretycznie idealne warunki wpływają na populację.

REKLAMA/Advertisement

W początkowej fazie eksperymentu liczba myszy dynamicznie się zwiększała, lecz z czasem doszło do stagnacji, a później do wymierania zwierząt. Do ostatniego poczęcia doszło w 920 dniu, po czterech latach eksperyment zakończono, populacja liczyła wówczas około 100 myszy, jednak nie było wśród nich młodych. Dlaczego tak się stało?

Spójrzmy bliżej na przebieg tego badania. Początkowo populacja rosła na tyle szybko, że liczba żyjących osobników podwajała się co 55 dni. Jednakże po 315 dniach trwania eksperymentu liczba urodzeń zaczęła drastycznie spadać. Zaobserwowano wtedy również załamanie się typowych relacji społecznych i zmiany w zachowaniu gryzoni. Samice zaczęły wyrzucać swoje potomstwo z gniazd, zanim te stały się samodzielne, dominujące samce nie były zdolne do ochronienia swojego terytorium oraz zaobserwowano znaczny wzrost agresywności zwierząt. Zwierzęta jadły, piły, spały i czyściły swoje futerka w samotności. Interakcje społeczne niemal całkowicie zniknęły. Właśnie brak edukacji społecznej młodych osobników był główną przyczyną późniejszego wymarcia populacji. Młode nie miały okazji, by obserwować zachowania mające na celu pozyskanie pożywienia czy uniknięcie zagrożenia.

REKLAMA/Advertisement

Sytuacja, w której ma się wszystko na wyciągnięcie ręki i nie ponosi się za to żadnych kosztów powoduje zanik odpowiedzialności i świadomości zależności społecznej. Jak wykazały badania dr

Calhoun’a, sytuacja ta może również prowadzić do samozagłady danej społeczności w wyniku nie posiadania potomstwa. Życie w trudniejszych warunkach sprzyja rozwojowi mechanizmów radzenia sobie z trudnościami, co powoduje psychiczne oraz fizyczne wzmocnienie jej członków.

REKLAMA/Advertisement

Pierwsze zdanie, jakie zostało zamieszczone przez Johna Calhoun’a w jego raporcie odnośnie przeprowadzonego eksperymentu brzmiało: Dużo będę mówił o myszach, lecz głównie chodzi mi o odniesienie tego procesu do ludzi (…). Wyniki badania ukazują nam paradoks życia bez pracy i konfliktów. Kiedy pozbawi się jednostkę jakiegokolwiek poczucia konieczności, jej życie przestaje mieć cel. Człowiek taki umiera duchowo. Państwo opiekuńcze pozbawia ludzi wyzwań, w wyniku tego wiele osób traci sens swojego życia. W omówionym wcześniej eksperymencie myszy straciły zainteresowanie wszystkim, co mogło zagwarantować przetrwanie ich populacji.

Zagadnienie to poruszył Jan Paweł II, mówiąc: Interweniując bezpośrednio i pozbawiając społeczeństwo odpowiedzialności, Państwo opiekuńcze powoduje utratę ludzkich energii i przesadny wzrost publicznych struktur, w których (…) dominuje logika biurokratyczna, aniżeli troska o to, by służyć korzystającym z nich ludziom. Nasz papież rozumiał je nawet w szerszym kontekście: nie dość, że zanikają więzi społeczne dochodzi również do rozrostu bezdusznej biurokracji.

Spójrzmy na eksperyment Calhoun’a przez pryzmat ekonomii. W przeciwieństwie do mysiego “państwa opiekuńczego”, jego ludzki odpowiednik nie jest w stanie zapewnić wszystkiego za darmo. W ludzkim państwie opiekuńczym korzyść jednego człowieka przekłada się na koszt ponoszony

przez innych, trzeba zabrać wielu, żeby dać niewielu. Takie rozwiązanie negatywnie wpływa na chęć do pracy, oszczędzania, inwestowania i podejmowania twórczych, prospołecznych działań. Jeśli ktoś w to nie wierzy wystarczy przypomnieć sobie czasy Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Dużo się mówi o zapaści gospodarczej, która rozpoczęła się już pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Prawie wcale o jej przyczynach – o tym, że Polska stała się niewydajna gospodarczo. Pod koniec tego socjalistycznego eksperymentu, jako naród, nawet nie byliśmy w stanie wyprodukować żywności na swoje własne potrzeby.

Największy problem leży w tym, że większość społeczeństwa, i nie dotyczy to wyłącznie Polaków, chce państwa opiekuńczego. Wynika to prawdopodobnie z tego, że ciągle chcemy by ktoś się nami opiekował, by nam dawano i byśmy, broń Boże, nie musieli być tymi, którzy coś do społeczeństwa wnoszą. Czyż nie łatwiej jest mieć ciągle kogoś pod ręką, kto się nami zajmie? Czyż nie lepiej nie być za nic odpowiedzialnym?

A jak to się ma do słów Chrystusa: „A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów?

REKLAMA/Advertisement

Nie wiem czy rządzące elity wiedzą o co chodzi w przypowieści o talentach. Wiem jednak to, że te elity, które nie zasługują na to by je określać tym mianem, doskonale zdają sobie sprawę z ludzkich marzeń o państwie opiekuńczym i wykorzystują to pragnienie by dość do władzy i ją sprawować. Nie jest to jednak najlepsza droga do zarządzania państwem. Mówiliśmy już o Polsce, teraz przyjrzyjmy się sytuacji w Wenezueli. Z powodu nieumiejętnego zarządzania sektorem naftowym, drastycznie spadło tam wydobycie ropy, które odpowiadało za ponad 95% eksportu w tym kraju. Rząd zdecydował się w tamtym momencie nie na zmniejszenie wydatków państwa, a na dodrukowanie pieniędzy, co spowodowało hiperinflację i pogrążyło gospodarkę Wenezueli. Dla ekonomisty Tomasza Ulatowskiego dodruk pieniądza to po prostu „Ukryta nikczemność”. A działania rządzących w tym kierunku można li tylko porównać do działań gangsterskich. Co więcej, rząd Wenezueli wprowadził stałe ceny produktów, a to zniechęciło ludzi do pracy, a inwestorów do produkcji.

Nie jest to jednak przypadek odosobniony, tak działo się i dzieje zawsze i wszędzie – jest to bowiem obiektywne prawo ekonomiczne. Również wenezuelskie projekty socjalne wprowadzone wcześniej przez władzę nie doprowadziły do deklarowanych rezultatów, lecz przyczyniły się do dalszego rozpadu gospodarki. Ludzie, którzy byli przyzwyczajeni do bonów na jedzenie, darmowej edukacji i darmowej służby zdrowia, nie byli w stanie poradzić sobie z coraz większą biedą w kraju. Nie byli

oni wystarczająco przygotowani do wyzwań, jakie może zgotować życie, by szybko zaadaptować się dramatycznej zmiany sytuacji. Skąd, my starsi Polacy, to znamy?

Czy prawdziwe elity, którym na sercu leży dobro naszej ojczyzny nie powinny raz jeszcze przeanalizować naszej nieodległej historii i zastanowić się nad eksperymentem John‘a Calhouna? Czy w końcu politycy zaczną wyciągać wnioski ze swoich błędów? Dzietność w Europie spada, odpowiedzialność nas, jako obywateli, również. Czy już jesteśmy w fazie wymierania?

Karolina Kowacka, Jan Kubań

Więcej na temat eksperymentu John’a Calhouna można znaleźć na stronie internetowej:

http://www.physicsoflife.pl/dict/eksperyment_calhouna.html