REKLAMA

Reklama

Karol Stojanowski: Chłop a państwo narodowe – cz. V

114

Reklama

V. OŚWIATA, ZAMOŻNOŚĆ I TWÓRCZOŚĆ

Zabierając się do pisania uwag, poświęconych wyżej wymienionym sprawom, opowiem jedno moje osobiste przeżycie. Kiedy jako małe, chłopskie dziecko wstępowałem do nowo wtedy utworzonego przez rząd austriacki gimnazjum w Trembowli, musiałem przy otwarciu tego zakładu wysłuchać kilku okolicznościowych przemówień. Niewiele wtenczas z tego jeszcze rozumiałem, niewiele też do dziś zapamiętałem. Utkwił mi właściwie w pamięci jedynie pewien frazes z przemówienia trembowelskiego dziekana grecko-katolickiego – Rusina ks. Załuckiego.

Mówił on zapewne o ważności nowo otwartego zakładu dla kultury okolicznych chłopów. Między innymi wygłosił następujące zdanie: „Czomu chłop bidnyj – bo durnyj, a czomu durnyj — bo bidnyj“. (Dlaczego chłop biedny, bo głupi, a dlaczego głupi, bo biedny). Zdanie to zapamiętałem sobie na całe życie.

Reklama

Reklama

Przez dość długi okres myślałem, że w tym dylemacie doli chłopskiej zawiera się całe chłopskie życie, całe w ogóle zagadnienie chłopskie. Przez pewien nawet czas myślałem, jakby ulżyć chłopskiej doli i zastanawiałem się, od którego końca zacząć: od oświatowego czy też gospodarczego. Zapisałem się nawet w związku z tymi rozważaniami na wydział rolniczy i brałem dość czynny udział w tak zwanej akcji oświatowej. To moje postępowanie nie było zresztą w Polsce czymś nadzwyczajnym. W ostatnim półwieczu polskie sfery oświecone w ogóle podchodziły do sprawy chłopskiej od tych dwóch końców to jest od oświaty i zamożności. Z oświatą i akcją gospodarczą podchodziły do chłopa wszystkie polskie grupy polityczne. Na skutek tego zarówno ta oświata jak też i momenty gospodarcze przedstawiały bardzo różnorodną wartość. Były tam bowiem wartości istotne oraz plewy propagandy i agitacji rozmaitych, nieraz bardzo doktrynerskich ugrupowań. Co więcej, niektóre ugrupowania były wybitnie antychłopskie a co za tym idzie antynarodowe; wystarczy tu wspomnieć socjalizm.

Ale wróćmy do moich osobistych wspomnień. W tym samym czasie, gdy w duszy mojej żyła i w miarę moich osobistych możliwości realizowała się sugestia wieku, tak lapidarnie sformułowana przez owego ruskiego dziekana, życie zaczęło mi powoli sączyć inne sugestie. Zacząłem się mianowicie przekonywać, że bardzo często podchodząc do zagadnienia chłopskiego z obu wymienionych końców nie uzyskuje się dodatnich wyników. Wiele obserwowałem takich wypadków, że ani współczesna oświata ani też zamożność chłopska nie działają korzystnie zarówno na poszczególnych chłopów, jak też na chłopów jako całość oraz na naród.

Nie chciałbym, aby mnie źle zrozumiano. Nie jestem oczywiście bezwzględnym przeciwnikiem oświaty ludu czy też jego zamożności. Myślę jednak, że nie można będzie uzdrowić naszych stosunków wiejskich, jeśliby się wierzyło, że tylko za pomocą tych dwu momentów poprawi się wszystko na wsi. Dość często np. obserwuje się u nas po wsiach zjawisko, które by można nazwać oświatowym porażeniem. Taki porażeniec czyta co mu wpadnie w ręce bez wyboru, a często bez zrozumienia. Z przeczytanych książek tworzy mu się w umyśle niesłychany zamęt. Oczywiście odnosi się on do swego chłopskiego otoczenia z pewnego rodzaju pogardą, wychodząc sam na kiepskiego Sokratesa. Gospodarstwem i pracą, tego typu człowiek nie zajmuje się wtedy całkiem, a stanowi tylko materiał na agitatora, kandyduje na pisarza, oglądacza, wreszcie na przywódcę sekty religijnej. Ile szkody moralnej i materialnej potrafi we w si narobić tego typu chłopski filozof, to wiedzą wszyscy, którzy się kiedykolwiek ze wsią spotykali.

I zamożność nie zawsze daje błogosławione skutki. Iluż to zamożnych chłopów przestaje w ogóle pracować na roli, odnajmując ją biedocie wiejskiej i prowadząc żywot rentierów, ograniczając swój przyrost naturalny, nierzadko zaś przeleniuchowując ładny warsztat pracy. Tymczasem jest na wsi pewna ilość chłopów, ogarniętych jakąś gorączką tworzenia i pracy. Taki chłop niekoniecznie zbyt oświecony, bo zdarzają się pomiędzy nimi i analfabeci, raczej niezamożny niż zamożny, haruje od świtu do nocy, oszczędza i zagania do pracy całą swą rodzinę, coś wiecznie nowego buduje, co roku jakiś budyneczek, sadzi sady, rzuca się na rozmaite nowości gospodarcze, hoduje bydło, sprzedaje masło i jaja do miasta, w zimie przykłada się do domowego przemysłu itp. Dom jego przez cały rok przedstawia jakby fabrykę, tętniącą życiem i twórczością.

Reklama

Po całożyciowej pracy dochodzi on w sprzyjających okolicznościach do wielkich wyników, tworzy wioskową fortunę. Uposaża on bardzo często o wiele lepiej swoje liczne potomstwo, niżeli jego uposażył ojciec; bardzo często taki właśnie chłop kształci swe dzieci w szkołach a nawet w uniwersytecie. Co ciekawe, że właśnie ci chłopi nierzadko mają wielkie ambicje kulturalne, fundują oni figury przydrożne, kaplice, ołtarze itp.

Nie potrzebuję oczywiście udowadniać, że taki typ chłopa jest społecznie dodatni. Najistotniejszym momentem tej jego dodatniości przy tym nie jest samo wzbogacanie się, choć i to nie jest bez pewnego społecznego znaczenia. Jest nim natomiast moment twórczości i pracy cechującej tego typu chłopa. Twórczość ta podnosi nie tylko poziom kulturalny wsi i kraju, ale, co jest jeszcze bodaj ważniejszym, stwarza ona poczucie szczęścia u jednostki twórczej. Twórczość zatem jest jedną z największych więzi społecznych, więzi o tyle przyjemnej, że przynosi pożytek nie tylko społeczeństwu, ale też i jednostce. Stąd zasadą narodowego programu w stosunku do chłopa i do wsi jest takie ułożenie stosunków w Polsce, aby możliwą była największa, najintensywniejsza twórczość chłopa w Polsce.

Nie zamierzam tutaj sformułować całokształtu takiego programu, zwłaszcza, że nie jestem do tego przygotowanym. Chciałbym tylko wskazać pewien kierunek, w którym powinna iść nasza myśl, aby program ostatecznie skonkretyzować. Jeśli tedy mowa o oświacie, to musi ona być taką, aby istotnie dawała chłopu w rękę środki do wzmożenia jego twórczości. Odnosi się to zagadnienie zarówno do szkoły, jak też do oświaty pozaszkolnej, do działalności rozmaitych towarzystw oświatowych. Obserwując zaś to wszystko, co się u nas pod względem oświaty robi, trudno powstrzymać się od krytyki, ba, nawet od bardzo nieprzyjemnych przewidywań i trosk co do naszej przyszłości.

Nasza oświata wiejska jest prowadzon po doktrynersku i właściwie niesłusznie tak się nazywa, gdyż mało kogo w czymś oświeca. Chłopi, niepozbawieni tak jak nasza inteligencja realizmu, pokpiwają sobie na potęgę ze szkoły, z jej wycinanek, państwowego wychowania, pięknoduchowstwa, powierzchowności, a przede wszystkim z jej obcości dla wiejskiego środowiska. Cóż z tego, kiedy szkoła ta pomimo to działa i systematycznie robi z naszych chłopów materiał na proletariat. Mam wrażenie, że w tych sprawach o wiele więcej orientowała się nasza stara Komisja Edukacji Narodowej, aniżeli czynniki obecne, organizujące nasze szkolnictwo. Współczesne szkolnictwo wiejskie w postaci tak zwanej szkoły jednolitej względnie w formach do tej szkoły zbliżonych, zorganizowano nie pod kątem interesów chłopa jako takiego i interesów narodu, ale pod kątem interesów nauczyciela szkoły powszechnej. Celem szkoły nie jest przygotowanie chłopa do życia, jakie on będzie musiał możliwie najlepiej dla siebie i swego narodu spędzić, ale przygotowanie go do gimnazjum i na odbiorcę inteligencko-m iejskiej kultury. A że ta inteligencka kultura u nas jest dziś kulturą typu odbiorczego, konsumenckiego, przeto chłop przesiąka w szkole psychiką konsumenta, podczas gdy on ma spełniać rolę wytwórcy.

Czy nie tu na przykład należy szukać częściowego wytłumaczenia tego faktu, że chłop tak szybko i tak chętnie zatracił swą starą i piękną kulturę życia codziennego a z nią bodaj w ogóle bardzo dużą część kultury. Przecież dziś już wszystko otrzymuje chłop z miasta. Zdaje się tedy, że najwyższy czas, aby dokonać radykalnego zwrotu w dziedzinie chłopskiej oświaty, zmierzając w niej do wychowania chłopa na twórcę zarówno w dziedzinie gospodarczej jak też i kulturalnej. Uczyć by zatem należało chłopa zarówno w szkole, jak też i poza szkołą nie tylko elementów gospodarki chłopskiej, ale też elementów kultury życia codziennego, oczywiście dostosowanej do poziomu i stylu życia chłopskiego a nie karmić go odpadkami z wielkomiejskiego stołu kultury, całkiem dla chłopa niezrozumiałymi i powiedzmy sobie niestrawnymi.

W tej dziedzinie jest właściwie u nas wszystko do zrobienia i młodzi polscy pedagogowie mają olbrzymie pole do popisu zupełnie niewyzyskane. Dobrze by było, aby młodzi narodowo myślący pedagogowie i oświatowcy zajęli się twórczością na tym polu. Trzeba sobie jednak uświadomić, że szkoła bardzo mało może istotnie wpłynąć na to, aby wieś nasza stała się zarówno na terenie gospodarczym jak też i kulturalnym aktywną i twórczą. Minął już wiek, w którym wierzyło się w wszechwładzę oświaty. Zwłaszcza w tej dziedzinie oświata może niezbyt wiele. Są przecież analfabeci zasługujący na miano wielkich twórców , a „oświecenie“ nie zawsze sprzyja twórczości. Te właściwości są bowiem częściowo dziedzicznymi właściwościami duchowymi, a częściowo wytwarza je życie, a więc współzawodnictwo, ambicje jednostek i warstw, ambicja narodu jako całości, dobry przykład a wreszcie środowisko społeczno – polityczne, jego prawa i zwyczaje, na koniec ustrój i nastrój społeczny.

Za najważniejszy moment w tej dziedzinie uznać należy bezwarunkowo ustrój i nastrój społeczny panujący w danym narodzie. W naszych czasach trzeba o tych rzeczach pamiętać przede wszystkim z powodu radykalnych przeobrażeń ustrojowych, dotyczących właśnie władania ziemią, prawa własności do niej i związanej z tym gospodarki rolnej. Prawo własności ziemi zostało zniesione w dwu wielkich sąsiadujących z nami krajach. Rosja wprowadziła u siebie upaństwowienie własności ziemskiej, potworzyła wielkie folwarki, a chłopów przemieniła w robotników rolnych, zależnych od administratora folwarku. Chłop rosyjski przestał być w zupełności własnowolnym gospodarzem i twórcą, a stał się proletariuszem. Niemiecka reforma rolna zerwała także z indywidualną własnością chłopską. Majątek chłopski w Niemczech stał się właściwie własnością rodu chłopskiego, a przez korporację chłopską nawet w pewnym stopniu własnością państwa, chłop zaś bardzo ograniczony w swych prawach został jednocześnie w sprytny sposób przywiązany do gleby.

Jeżeli bowiem nie można majątku sprzedać, to jest to niewątpliwie pewnego rodzaju „glebae adscriptio“. Nie ulega wątpliwości, że stosunki niemieckie i rosyjskie będą w pewnym stopniu oddziaływać na nasze życie. Możemy się doczekać czasów, że zaczniemy w Polsce naśladować pomysły rosyjsko – niemieckie w dziedzinie naszego ustroju rolnego, tak jak to dziś czynimy w dziedzinie organizacji szkolnej. Naśladownictwo to byłoby jednak w skutkach swoich bardzo szkodliwe, gdyż zabiłoby w naszym chłopie przedsiębiorczość, samodzielność i twórczość. Cnoty te jednakże zabić może nie tylko to, co nazwałem ustrojem, ale także to, co można by podciągnąć pod miano nastrojów, chociaż także może ono być wynikiem pewnych ustrojowych momentów.

Wszystkie powyżej wymienione cnoty chłopskie można zabić także nie wprowadzając formalnie ograniczeń w prawie własności ziemi. Wystarczy, żeby przy ustroju opartym nominalnie na indywidualnej własności prywatnej uniemożliwiono chłopu przez wysokie podatki i pośrednie daniny możność dorabiania się. Wtedy oczywiście chłop musi zbiednieć i stracić wszelką nadzieję na wybicie się przez swoją własną pracę. Rewolucji taki chłop może i nie urządzi, gdyż nie zawsze ją można urządzić. Zrobić on może jednak rzecz o wiele dla przyszłości narodu groźniejszą, tj. popaść w całkowitą apatię gospodarczą i kulturalną. Nie mając możności dorabiania się, będzie on rzucał rolę i jako proletariusz – włóczęga, pójdzie do miast i na gościniec.

Niestety dzisiejsza polska wieś zbliżyła się już bardzo blisko do takiego stanu, który powoduje bezwładną ucieczkę ze wsi z powodu niemożności życia na prawnie swoich jeszcze zagrodach. W Polsce bowiem, która jest przecie krajem chłopskim, chłop musi nie tylko utrzymać olbrzymi aparat państwowy, ale także dziesięć procent ludności żydowskiej dobrze żyjącej, a mało produktywnej. Oprócz tego chłop musi utrzymać bankrutującą część wielkiej własności oraz wielki przemysł, a wreszcie dość poważną ilość miejskiej bezrobotnej ludności. Nic tedy dziwnego, że obecnie życie warstw chłopskich jest wprost straszliwe, jest nieraz nie do zniesienia.

Rządy obozu narodowego muszą to wszystko zmienić, gdyż inaczej może dojść do katastrofy, jakiej jeszcze w dziejach Polski nie było. Polski ruch narodowy musi w swym programie wysunąć na plan pierwszy umożliwienie chłopu jak najszerzej pomyślanej twórczości i pracy oraz możliwości te zagwarantować siłą i powagą prawa. Ponieważ ilości ziemi się nie powiększy, przeto trzeba będzie poza obcięciem niepotrzebnych wydatków publicznych, stworzyć i zorganizować wiele zajęć z dziedziny przemysłu domowego, wrócić np. do swojej wełny i lnu i do niejednej z tych dziedzin pracy, którą postęp przemysłu skazał na zagładę. Jednym zdaniem: zagadnienia zamożności i oświaty muszą się znaleźć w służbie twórczości, gdyż ta dopiero jest najlepszą szkołą narodową, dając narodowi równocześnie środki do jego walki o miejsce na ziemi.

Karol Stojanowski

——–
Karol Stojanowski (1895 – 1947) po przewrocie majowym w 1926 r. związał się z Obozem Wielkiej Polski. W 1935 r. został wybrany do Zarządu Okręgowego Stronnictwa Narodowego w Poznaniu, w którym kierował Wydziałem Propagandy i Wychowania Politycznego. W latach 1935-1939 był członkiem Komitetu Głównego SN w Warszawie. W października 1939 r. założył Narodowo-Ludową Organizację Wojskową. Od 1940 r. wydawał podziemne pismo “Państwo Narodowe” i był jednym z głównych ideologów podziemia narodowego. Jako jeden z pierwszych ogłosił postulat powrotu Polski nad Odrę i Nysę Łużycką.

Reklama