REKLAMA

REKLAMA

Joachim Bartoszewicz: Państwo narodowe

250

O ustroju państwa można mówić z rozmaitych punktów widzenia. Pospolicie myśli się, że stawiając kwestię ustroju państwa należy odpowiedzieć na pytanie, czy dane państwo ma posiadać ustrój republikański czy monarchiczny. Tak jednak nie jest, a raczej być nie powinno. Monarchia czy republika – to są kwestie dalsze, pochodne i przyjęcie jednej z tych alternatyw nie potrzebuje być koniecznie aksjomatem politycznym dla narodu.

Pierwsze i najistotniejsze pytanie, które winniśmy sobie postawić przy rozważaniu spraw ustrojowych, jest następujące: jaki ma być charakter państwa polskiego? Formułując konkretniej: czy Polska ma być państwem narodowym?

REKLAMA

Co to jest państwo? W języku potocznym wyraz państwo rozumie się zwykle bądź jako samo terytorium państwowe, bądź też jako zorganizowane pod jedną władzą i na danym terytorium społeczeństwo ludzkie. Państwo jednak ma inne jeszcze znaczenie, o którym nie należy zapominać przy rozważaniu pytania, jakim ma być jego charakter. Państwo jest narzędziem do sprawowania władzy. Wyobraźmy sobie historyczne tworzenie się państwa. Najwyższy władca, wódz, książę, który tym lub innym sposobem zdobył sobie moc i prawo rozkazywania grupie ludzi sobie poddanych, sprawuje nad nimi rządy bądź sam bezpośrednio, bądź za pośrednictwem kilku czy kilkunastu swoich pomocników. Jest to najpierwotniejsza forma państwa. Owi pomocnicy księcia, którzy są jego władzy ramieniem, są w stosunku do ludności podwładnej państwem i stanowią zawiązek przyszłej skomplikowanej organizacji państwowej. Otóż czy tych pomocników, tych wykonawców władzy najwyższej jest pięciu czy pięćset tysięcy, czy funkcje ich są mniej lub bardziej zawiłe, znaczenie ich pozostaje niezmienne. Stanowiąc państwo, są oni narzędziem najwyższego władcy.

W czyim ręku spoczywa najwyższa władza nad społeczeństwem państwowo zorganizowanym? To się różnie układało w poszczególnych okresach czasu i u poszczególnych ludów i narodów. Bywało dawniej, a bywa tak i w dzisiejszej dobie, że dzierżycielem władzy najwyższej jest bądź jednostka (monarchia), bądź grupa jednostek (oligarchia), bądź cały naród. Przemian ewolucyjnych czy rewolucyjnych, jakie pod tym względem notuje historia ludzkości, nie możemy tutaj opisywać, ani rozważać. Wystarczy zaznaczyć, że najpowszechniejszym rezultatem, do którego doprowadziły owe przemiany historyczne, jest zdobycie władzy najwyższej przez naród.

REKLAMA

Reklama

Przejście władzy zwierzchniczej do narodu jest w Polsce zjawiskiem nie najnowszej doby. Już w XIV wieku naród polski wysuwa się na widownię polityczną jako czynnik decydujący o losach państwa. Przypomnijmy sobie tylko takie fakty jak zjazdy koszyckie, wprowadzenie Jadwigi na tron, małżeństwo jej z Jagiełłą i Unia Polski z Litwą. W tym okresie naród występuje jeszcze jako oligarchia możnych panów, wielkich statystów. Wkrótce jednak, bo już w w. XV, szczególnie za panowania Kazimierza Jagiellończyka wydobywa się na wierzch wielka masa szarej dotąd ale ambitnej braci szlacheckiej, która zdobywając stopniowo prawne stanowisko władcy, staje się narodem w dzisiejszym prawie znaczeniu tego wyrazu. Odtąd, politycznie rzeczy biorąc, nie ma w Polsce poddanych króla, są tylko wolni obywatele, z których każdy ma prawo marzyć nawet o koronie. Poddanymi są w Polsce ludzie z tytułu prawa prywatnego niepublicznego (chłopi pańscy), ale ci nie wchodzą w skład narodu. Naród ówczesny to szlachta, która okupuje ten przywilej służbą publiczną i służbą wojenną dla obrony Majestatu, całości i niepodległości Rzeczypospolitej. Jako władca dotrwał naród polski do czasów upadku Rzeczypospolitej, rozbiorów i niewoli.

Dlaczego, w jakiej mierze, w jaki sposób przyczynił się naród polski do tej katastrofy, tego na tym miejscu omawiać nie będziemy. Konstytucja 3 Maja była istotnie testamentem narodu, który zrozumiał potrzebę i znalazł środki naprawy, ale który już nie miał czasu ani możności do jej uskutecznienia. W niewoli, pod jarzmem zaborców nie tylko się potrafił utrzymać, ale pomny wskazań owego testamentu, rósł w liczbę i wpajał w coraz szersze kręgi poczucie swej niezniszczalności i konieczności wyzwolenia. Kiedy po wojnie światowej Polska stała się znowu niepodległym państwem, naród polski stanął w niej znów z tradycyjnym postulatem swej władzy zwierzchniczej. Pierwsza konstytucja odrodzonej Polski, uchwalona przez Sejm 27 marca 1921 r., postanowiła w art. 2, iż władza zwierzchnicza “należy do Narodu”. Dziś zatem w myśl obowiązującego prawa, naród polski dzierży w swoim ręku najwyższą władzę, którą po cudzoziemsku określamy jako suwerenność; naród przedstawia na zewnątrz udzielność państwową, a na wewnątrz zachowuje zwierzchnictwo nad wszystkim, co się na jego terytorium państwowym znajduje.

REKLAMA

Zestawmy obecnie to, co było wyżej powiedziane. Państwo zatem jest narzędziem najwyższej władzy. Narzędzie to więc musi się znajdować w ręku tego, kto tę najwyższą władzę posiada. W Polsce dzierży ją naród. Z logiczną konsekwencją wynika, iż przy tym stanie rzeczy państwo nasze może być tylko państwem narodowym. Znaczy to, iż państwo powinno służyć do osiągania celów, ideałów oraz obrony interesów narodu. Znaczy to także, iż polityka polska, dla której wykonywania istnieje państwo, powinna być polityką narodową. Postarajmy się jednak bliżej wyjaśnić, co pod terminem państwo narodowe należy rozumieć. Powiedzieliśmy, że państwo takie ma służyć celom, oraz interesom narodu. Czy jednakże wiemy, co to jest naród? Nie chciałbym nużyć czytelników szczegółowym omawianiem teoretycznej definicji narodu. Ciekawych odsyłam do specjalnych dzieł, traktujących o tym przedmiocie. Pozwolę sobie tylko zacytować parę zdań z krótkiego wywodu, który pod tytułem “Naród” pomieściłem w moim “Słowniku politycznym”.

Piszę tam co następuje: “Naród jest to związek natury politycznej, który się ustala w pewnym zespole ludzi przez wykonywanie w ciągu dłuższego okresu czasu wspólnej, czynnej i swoistej roli historycznej. Ponieważ taka rola historyczna może być urzeczywistniana jedynie przy istnieniu własnej organizacji państwowej, przeto niepodległość państwowa jest warunkiem tworzenia się narodu. Bez niepodległości historycznej nie ma własnej historii, a bez własnej historii nie ma narodu”.

Z powyższych zdań i z dalszych ich omówień w “Słowniku politycznym” podkreślam tutaj tezy zasadnicze, potrzebne nam dla zrozumienia zagadnienia ustroju Polski. A więc naród to związek polityczny a nie etniczny. Związek etniczny zwiemy narodowością a nie narodem. Naród urabia się w ciągu niepodległego bytu państwowego, w ciągu tworzenia własnej historii. A teraz postawmy pytanie: czy naród a ogół obywateli, mających tę samą przynależność państwową – to jest to samo, czy nie? Odpowiadam: czasami tak, ale częściej – nie. Dając taką odpowiedź mam tu na myśli przede wszystkim narody i państwa naszej starej Europy. Jeśli weźmiemy np. Francję, to możemy powiedzieć, że tam pojęcie narodu pokrywa się prawie zupełnie z pojęciem ogółu obywateli Republiki francuskiej. W długim okresie niepodległego bytu, w historii wspólnych walk o wielkość i potęgę Francji, z różnych szczepów i narodowości, z odrębnych ziem i prowincy iwytworzył się jeden psychicznie nierozerwalny związek polityczny narodu francuskiego. Dziś Bretończycy, Baskowie, Katalończycy, Alzatczycy mówią każdy własnym nie francuskim narzeczem, zachowują swoją odrębność obyczajową i lokalny patriotyzm, ale wszyscy są ponad tym gorącymi patriotami francuskimi.

A jak jest w Polsce? Rozważając to pytanie, pamiętajmy o tym, że przeżyliśmy długi, bo prawie 150 lat trwający okres niewoli. W chwili utraty naszego niepodległego bytu naród polski w ówczesnym swoim składzie miał już cechy jednolitego związku politycznego. Różnice etniczne między Polakami, Litwinami, Rusinami i nawet Niemcami pruskimi czy gdańskimi nie przeszkadzały wspólnemu poczuciu polskiego patriotyzmu. Każdy szlachcic ówczesnej Rzeczypospolitej, czy siedział pod Poznaniem, czy pod Wilnem lub Lwowem, czy pod Kamieńcem Podolskim, służył jednej Ojczyźnie – Polsce. Konstytucja 3 Maja rozszerzyła skład narodu wciągając doń stan mieszczański i przygotowując stan włościański do przyszłej służby publicznej. Gdyby się była wówczas nie przecięła nić naszej niepodległości państwowej, to prawdopodobnie rozwój narodu poszedłby torami wspólnej idei politycznej i wspólnego patriotyzmu polskiego. Mielibyśmy w rezultacie w dzisiejszym momencie naród jednolity, który by tak jak we Francji obejmował prawie cały ogół obywateli państwa. Ale po rozbiorach rządy państw zaborczych uczyniły wszystko, co mogły, aby do tego rezultatu nie doszło. Czyniły one systematyczne wysiłki, aby nie dopuścić do zbliżenia i zjednoczenia warstw niższych, ludowych, narodowo nieuświadomionych z tą warstwą wyższą, która polski naród reprezentowała. Starały się podburzać etnicznie niepolskie narodowości: Litwinów, Rusinów, Białorusinów przeciwko Polsce i wpajać w nich dawno zatarte poczucie odrębności i separatystyczne dążności.

Chociaż naród polski ostał się w niewoli i nawet znacznie się rozszerzył, to jednak antypolskie wysiłki rządów zaborczych nie pozostały bez skutku. Masy ludności litewskiej, białoruskiej i ruskiej pozostały wprawdzie przy swym tradycyjnie wyrobionym przekonaniu, że do panowania nad nimi Polska ma lepsze prawo, niż Moskwa lub Austria. Powstało jednak wśród nich ognisko prowodyrów i agitatorów separatystycznych, którzy przepojeni nienawiścią i fałszując historię, pracowali gorliwie nad zniszczeniem wiekowego związku swych jednoplemieńców z polską Ojczyzną. Tego stanu rzeczy nie wzięli pod należytą uwagę ci, którzy się zabrali do wewnętrznej budowy odrodzonego państwa polskiego. Zamiast łatwymi sposobami zatamować nikłe źródło haseł antypolskich i separatystycznych, uchwalono konstytucję uItrademokratyczną i taką ordynację wyborczą, która wpuściła na widownię polskiego życia politycznego zdecydowanych wrogów Polski. Tak więc z wyżej przytoczonych powodów w dzisiejszej Polsce naród nie obejmuje ogółu obywateli państwa.

Jakież z tego wynikają konsekwencje? Naród, jak ustaliliśmy, jest dzierżycielem najwyższej władzy w państwie. Ponieważ władza najwyższa czyli suwerenność jest z natury swojej niepodzielna, wobec tego tylko jeden naród może władzę taką posiadać. Że w Państwie Polskim może nim być tylko i wyłącznie naród polski, to chyba nie wymaga ani tłumaczenia, ani uzasadnienia. Gdyby nawet w obrębie naszego państwa, obok polskiego istniały inne równoznaczne z nim narody, to i wówczas jeden tylko naród polski miałby prawo i obowiązek decydowania o losach państwa, które zwie się i jest Polską. Nie można przecież wyobrazić sobie takiego absurdu, ażeby jedno państwo było narzędziem w ręku kilku władców, mających rozbieżne, a nawet sprzeczne cele i mogących w różny sposób decydować o jego losie. Gdzie kucharzy sześć, tam nie ma co jeść, powiada polskie przysłowie. Rządzenie takim państwem byłoby niemożliwością lub politycznym nonsensem. Jeżeli były państwa, w których skład wchodziły odrębne narody, to mogły one istnieć dlatego, że władza najwyższa czyli suwerenność była w ręku absolutnego monarchy. Wówczas panowała jedna wola, jedna władza-monarchy; wobec niego naród czy narody stanowiły jeden ogół poddanych.

Rozbieżność czy nieporozumienia, jakie mogły zachodzić między poddanymi należącymi do różnych narodów, były rzeczą podrzędną i nie grały większej roli, niż te przeciwieństwa, jakie w dzisiejszych nie absolutnie rządzonych państwach, zachodzą np. między producentami i konsumentami lub między robotnikami i fabrykantami. Monarcha mógł regulować te przeciwieństwa, kierując swoje państwo ku celom, jakie sobie za- mierzył. Tak było za czasów monarchów absolutnych, obecnie jednak miejsce absolutnego monarchy zajął naród. Toteż jeśli nie ma dojść do anarchii i chaosu, musi naród kierować swoim państwem jako absolutny władca. Wszyscy obywatele państwa, wszyscy, co są do niego formalnie przynależni, są poddanymi narodu. Ci z nich, którzy są członkami narodu, którzy wchodzą do tego panującego związku politycznego, poddają się woli narodu aktem własnej dobrej woli; ci zaś, którzy są poza narodem, muszą poddać się tej woli narodu tak, jak się dawniej poddawali woli absolutnego monarchy.

Taką jest właśnie nieubłagana konsekwencja faktu, że naród zdobył sobie władzę suwerenną: członkowie narodu i ci obywatele, którzy doń nie wchodzą pod względem politycznym, nie mogą stać na równi. Tymczasem dzisiejsza rzeczywistość przeczy tej konsekwencji. Hasło równouprawnienia, całkowicie słuszne w dziedzinie prawa prywatnego, ochrony sądów i urzędów oraz w dziedzinie kulturalno-obyczajowej, zostało rozciągnięte do praw politycznych w sposób szablonowo-doktrynerski, bez uwzględnienia formy rządów i stosunków ludnościowych. Polska odrodzona przyjęła bez zastrzeżeń pełne równouprawnienie polityczne swych obywateli. Do pewnego stopnia była ona do tego zmuszona przez traktat o mniejszościach etnicznych i religijnych, który jej został narzucony przez państwa sojusznicze przy podpisywaniu traktatu wersalskiego i w którego powstaniu żydzi jako gorliwi promotorzy równouprawnienia politycznego tak poważną odegrali rolę. Jednak radykalnie demokratyczna konstytucja, którą sobie Polska nadała, zwiększyła ze swej strony niepomiernie niebezpieczeństwo, wynikające z zastosowania postulatu politycznego równouprawnienia. Doszło wskutek tego do rzeczy, które urągają wprost zdrowemu rozsądkowi. Czyż nie słyszeliśmy w polskim Sejmie przemówień, w których “przedstawiciele narodu” wyraźnie deklarowali się przeciwko Polsce i za oderwaniem się pewnej części ludności od naszego państwa?

Cóż może być bardziej monstrualnego? Czy jest dopuszczalne, aby tacy ludzie, uchodzący formalnie za przedstawicieli narodu, a będący wrogami Polski, mogli w pewnej mierze i w pewnym momencie decydować o losach państwa, do którego się nie chcą przyznać? A przecież to jest zupełnie możliwe w dzisiejszej Polsce, w myśl jej Konstytucji i przy nieszczęśliwym składzie parlamentu, spowodowanym lekkomyślnie radykalną ordynacją wyborczą. Państwo narodowe – a jak widzieliśmy, jest w założeniu narodowym każde państwo z chwilą przejścia suwerenności do narodu – nie może pozwolić na takie ryzykowne absurdy, jeśli nie chce zginąć śmiercią samobójczą. Nie może ono stawiać na równi patriotów z wrogami narodu i państwa, a nawet z takimi, którzy nie żywiąc specjalnie wrogich uczuć, nie chcą się przejąć kierowniczą ideą narodu.

Polska jest w wyjątkowo trudnej sytuacji: nie zespoliła ona jeszcze ogółu swych obywateli przy idei polskiej Ojczyzny. Wskazaliśmy już na to wyżej, że niefortunną tę sytuację posiada Polska wskutek długotrwałej niewoli, dezorganizującej akcji mocarstw zaborczych i własnych błędów rządzenia. Polska odrodzona ma jednak możność poprawienia swej struktury narodowej. Ci, co dzisiaj są poza narodem, mogą jutro stać się jego członkami. Na to nie potrzebują oni wyrzekać się swego pochodzenia, wyznania, języka, swych miejscowych obyczajów i przywiązań. W sławnej naszej przeszłości liczymy wszak tylu patriotów polskich, którzy byli z pochodzenia Rusinami, Litwinami, Niemcami, Czechami, którzy mówili zarówno dobrze po polsku jak i swoim językiem rodowitym i którzy byli innego, nie katolickiego wyznania. I dziś także w tym kierunku droga jest otwarta. Naród – to nie związek etniczny, lecz polityczny. Aby stać się członkiem narodu polskiego, potrzeba tylko jednej rzeczy: przejąć się jego ideałem politycznym i pracować dla dobra, chwały i potęgi Polski. W rezultacie więc stwierdzamy co następuje:

1. Polska jest prawnie państwem narodowym, albowiem władza najwyższa należy do narodu i

2. W Polsce, będącej państwem narodowym, wszyscy obywatle a nawet wszyscy mieszkańcy państwa podlegają woli i władzy narodu polskiego. To są aksjomaty, które powinny być jasne dla wszystkich i o których zapominać nikomu nie wolno. Jakie z tych aksjomatów wynikają wskazania polityki praktycznej, o tym tutaj mówić nie będę. Wspomnę tylko, że urzeczywistnienie tych wskazań nie może w żadnym razie doprowadzić do tak nieracjonalnej sytuacji, aby w Polsce Polacy skazani byli na dolę uciśnionych i aby, jak ongi pod obcym zaborcą, bronić musieli polskości wysiłkami jednostek i społeczności.

Joachim Bartoszewicz

za: Myśl Narodowa, nr 1/1928

————

Joachim Bartoszewicz (1867 – 1938) był politykiem Narodowej Demokracji, z wykształcenia lekarzem i prawnikiem. Działaczem obozu wszechpolskiego był jeszcze przed wybuchem I wojny światowe – był redaktorem naczelnym organu prasowego Narodowej Demokracji „Dziennik Kijowski”. Był członkiem Komitetu Narodowego Polskiego i sekretarzem delegacji polskiej do spraw politycznych na konferencji pokojowej w Paryżu w 1919 r. W latach 20-tych zasiadał w Senacie. Po utworzeniu Stronnictwa Narodowego stanął na czele Rady Naczelnej, był prezesem Zarządu Głównego i przewodniczył Komitetowi Politycznemu SN. Wszedł także w skład Straży Narodowej, która zastąpiła Ligę Narodową. W latach 30-tych ponownie został senatorem. Był również ideologiem, autorem kilku prac i licznych artykułów.