REKLAMA

REKLAMA

Jan Bielatowicz: Ku Wielkiej Polsce

272

Jestem Polakiem — to słowo w głębszym rozumieniu wiele znaczy. Jestem nim nie dlatego tylko, że mówię po polsku, że inni mówiący tym samym językiem są mi duchowo bliżsi i bardziej dla mnie zrozumiali, że pewne moje osobiste sprawy łączą mnie bliżej z nimi, niż z obcymi, ale także dlatego, że obok sfery życia osobistego, indywidualnego, znam zbiorowe życie narodu, którego jestem cząstką, że obok swoich spraw i interesów osobistych znam sprawy narodowe, interesy Polski jako całości, interesy najwyższe, dla których należy poświęcić to, czego dla osobistych spraw poświęcać nie wolno!

To są słowa, których Polak zapomnieć nie może i nie zapomni nigdy, dopóki trwał będzie na ziemi bój o jedynie realny cud ludzki — społeczność i o kwiaty jej zachwytów — o przeznaczenie narodów. Jeżeli co dzień budujemy siedziby dla własnej i przyszłej wielkości, jeżeli trudzimy swe barki ciężarem kamieni, jeżeli ręce krwawimy — nie wiemy, jakie będzie rąk naszych dzieło. Ale w niedziele, wolne od pracy, oglądać możemy plany naszej budowli.

REKLAMA

I tam — widzimy: rzucają nam w twarz przezwiska partyjników, człowiekiem partii zwą największego Polaka, który pokazuje drogi tak świetne, krzyczą, że walczymy o żłób. Nie, do żłobu chodzi się drogą najbliższą! A jeśli koniecznie mamy się zwać partyjnikami — dobrze: jesteśmy partią miłości i rozumu narodu. Polityka i gospodarstwo są waszymi środkami do kultu wielkiej moralności i uświetniania — ach, to nie frazes! — dróg idącej cywilizacji. Naszą jest nie mglistość doktryn syndykalistycznych, komunistycznych, agrarnych, czy innych, ale naszą jest miłość ogarniająca morze narodowego bytu. Kroczymy do moralnego przewrotu.

Założenia główne naszego ruchu nie są nowe — dyscyplinę osiągają one jedynie, odwołując się do instynktów narodowych, do miłości ojczyzny, do narodowych ambicjiNowymi są natomiast formy organizacyjne i sposoby działania. Wreszcie nowymi muszą być programy realizacji tych lub innych dążeń w dzisiejszych, tak różnych od tego, co było przed wojną, warunkach.

Wierzymy zawsze nieodwołalnym słowom naszego Wodza Dmowskiego z Przewrotu: Nigdyśmy nie mieli wyraźniejszej przed sobą drogi. Żądania, które przed nami leżą w obecnej chwili, a o których nieraz jeszcze wypadnie nam mówić są niesłychanie jasne, proste, łatwe do zrozumienia. Położenie wielu narodów jest dziś bez porównania więcej skomplikowane i bez porównania trudniej im znaleźć drogę, po której iść w przyszłość mają.

REKLAMA

Pisał kiedyś Dmowski, że w tym miejscu, gdzie Polska leży, nie ma miejsca dla narodu słabego. I oto naszym celem i nie celem, ale naszą rozpaczną walką, naszą silniejszą od łez koniecznością, naszym pięknem i naszym słońcem jest Wielka Polska! Nikt nam nie wydrze żądzy polskości! Nikt nam nie odejmie młotów do rąbania jej wielkości!

I jesteśmy w walce. Znają ją ci, którzy walczą, a nie poznają nigdy ci, którzy nie chcą i nie będą walczyć! Nie tam jest nasz front, gdzie złość i zawiść i prześladowanie. To tylko drobny,choć przykry odcinek. Front nasz ciągnie się przez cały naród, najcięższą jego pozycją jest lud. Na tym froncie walczy się o serca i głowy. Tam się tworzy świadomość, Tam się mówi: „Wstańcie martwi!” Tam się wierci źródła świateł i mocy narodu. Bo „węzły krwi i węzły moralne, łączące człowieka z narodem, są badzo różnej siły. Człowiek często formalnie należy do jednego narodu, a serce jego tkwi w innym, jeżeli w ogóle tkwi gdziekolwiek.”

Tam to, a raczej wszędzie, w całej Polsce szukamy Polaków. Zaciągamy ochotników do narodowej armii. A daleko, niewidoczny jest front główny, cały w dymie, wstrząsany walką ogromną, walką duchów i kultur. I tam znużeni walką na jednym, idziemy walczyć na front drugi. Bój idzie o przyszłość kultury i moralności, o ocalenie ziaren rzymskiej i katolickiej kultury, o przyszłość Polski wobec innych narodów. Walka ta straszna, bo nie siła rąk, ale siła głów w niej zwycięża i siła uczuć. Kształci się tam moralność zbiorową. Ażeby naród nie był zbiorem luźnych jednostek, lecz ideą, wspaniałą, czynną jednością, przepojoną jedną myślą, jak stos galwaniczny jedną iskrą. Naród ma być czynną masą, znającą polską ideę i tworzącą ją. Każdy członek narodu musi dać w każdej chwili ofiarę ze wszystkich dóbr swoich i musi warunkować istnienie i dobro swoje od istnienia i dobra zbiorowości, nie odwrotnie.

REKLAMA

Muszą nadejść takie czasy, że wszyscy Polacy będą składać swe ofiary nie tylko w dniach nieszczęść, ale codziennie. Trzeba do naszych wielkich dzieł ruszyć cały naród, wstrząsnąć całym bezwładem niemocy, niechęci i bojaźni. Bezpolitykowcy niech pamiętają o słowach Mickiewicza: „Bezpolitykowcami nazywamy ludzi, którzy nie wiedzą, z jakim wiatrem płynąć i śród burzy nie tylko zwijają żagle, ale uciekają z pokładu, nie chcą nawet uważać nieba i gwiazd, radzą schować się na spód, krzycząc: jak wiatr pomyślny zawieje, wtenczas wyjdziemy na wierzch”.

Ale polityką, działaniem nazywamy tylko czyny, albo słowa i myśli, które rodzą czyny; takimi czynami jest walka, zwycięstwo lub męczeństw Chcemy tworzyć moralność narodową, bo wszelka inna jest nieprawdziwa. W „Spełni Ludów” — jak pisze Cieszkowski — „we Wszechojczyźnie rozwielmożni się po swojemu każda nasza ojczyzna, nie zaś rozpadnie się albo rozpłynie, jak to nam bezrozumni a bezsercowi kosmopolici prawią, którzy jakąś ogólną, abstrakcyjną ludzkość bez narodowości (absurdum, jakby religię bezwyznaniową) przypuszczając, tym samem jej nie dopuszczają i miasto dodatniej Spełni Ludów, jaka nam zapowiedziana została, wręcz przeciwnie o jakąś ujemną Próżnię Ludów się kuszą”.

My wierzymy, że nadejdą dni, kiedy narody przez to właśnie, że będą narodami czystymi, porozumieją się z sobą najlepiej. Wiara nasza i w ideę wielką, daje pęd realizacji spraw dnia. „Ludzie — pisze jeden z polskich teoretyków nacjonalizmu — chętniej występują do walki o prawa, gdy ich uzasadnienie włączone jest w system oparty o grunt ideowy, niż gdy się je uzasadnia czysto materialistycznie chęcią zyskania pewnych korzyści życiowych…. Rzadko ludzie pozostają głusi na głos wzywający ich do obrony zagrożonego dobra wspólnego, jeśli tylko dobro to ukaże im się w promieniach idei, rozniecającej zapał.”

Wszelkie sprawy gospodarcze, ludowe, socjalne — kłamstwem jest, że się rozbiegają z najcudniejszą i jedyną ideą ludzkości —narodową. Walczymy o niezależność i samodzielność narodu polskiego, o wyzwolenie go z pęt ucisku międzynarodowego i bezideowego. Odtrącić chcemy już dziś od ust naszego narodu truciznę żydowską. Żadne moce nie powstrzymają czerwonej od ciśnienia serc namiętności — krwi naszej dla Polski, której „imię nie wielkie i święte, ale największe jest i najświętsze” — namiętności, która zrodzi Wielką na wieki Polskę.

za: “Wielka Polska: narodowy organ walki”, nr 16/1935

REKLAMA

Jan Bielatowicz (1913 – 1965) – prozaik, poeta, publicysta, krytyk literacki, redaktor, bibliograf, żołnierz II Korpusu, działacz polityczny. W czasie studiów należał do krakowskiej Związku Akademickiego Młodzież Wszechpolska. Publikował w takich pismach jak: „Głos Narodu”, „Prosto z Mostu”. Po kampanii wrześniowej przedostał się do Palestyny. Wstąpił do Armii Polskiej na Wschodzie. Był żołnierzem 3 Batalionu Brygady Strzelców Karpackich. Po wojnie wyjechał do Wielkiej Brytanii. Należał do emigracyjnego Stronnictwa Narodowego (był w jego Komitecie Politycznym). W 1963 r. został wybrany do Rady Jedności Narodowej.

REKLAMA