„Homofobia” czy ograniczenie wolności słowa?

Czy pociąg homoseksualny i pedofilia są ze sobą powiązane? Czy prawo homoseksualne do małżeństwa jest łamane? Czy dzieci mogą być wychowywane przez pary jednopłciowe?

Powyższe pytania są uznane za tematy tabu, które są zbyt kontrowersyjne, by mówić o nich na głos. Niestety, panująca tolerancja i poprawność polityczna często nie pozwalają na publikowanie badań, które mogłyby urazić niniejszą ideologię. Powyższym zjawiskom przeciwstawił się jednak Wiktor Łysow, autor pozycji „Retoryka ruchu LGBT”. Już teraz za przyczyną Wydawnictwa 3DOM pojawiła się druga część powyższej publikacji. https://3dom.pro/18872-retoryka-ruchu-lgbt-w-swietle-faktow-naukowych-tom-ii-wiktor-lysow.html

Książka skierowana jest do wszystkich osób interesujących się problematyką psychologii oraz socjologii i biologii. Podręcznik ten ma charakter szczególny – to pierwsza tak obszerna praca cechująca się bezstronnym podejściem do omawianego tematu.

Wydanie drugiego tomu miało na celu zgłębienie założeń powszechnie uważanych za zgodne z prawdą – w końcu Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne wykreśliło homoseksualizm z listy chorób już w 1973 roku, kilka lat później uczyniła to także Światowa Organizacja Zdrowia [WHO]. Czy jednak był to zabieg słuszny? A może wynikało to jedynie z nieuznania i tak już ocenzurowanych badań.

„We wspomnianym powyżej badaniu Bella i Weinberga (1978) wśród homoseksualnych mężczyzn 23% wskazało, że kontakty z osobami w wieku 16 lat i młodszymi stanowiły połowę lub mniej ich aktywności seksualnej – żaden z tych respondentów nie był „pedofilem” zgodnie z wąską definicją pedofilii – w końcu mieli też kontakty z dorosłymi, a nie tylko z dziećmi (Bell 1978)”.

REKLAMA/Advertisement

Tak więc zachęcamy Państwa do zapoznania z lekturę ujawniającą szkodliwe konsekwencje homoseksualizmu, przeciwstawiającą się nachalnej propagandzie narastającej ideologii. „Homofobia” w końcu nie ma naukowych podstaw, a sam termin jest używany jako element politycznej retoryki. Użycie słowa „fobia” sprawia, że osoby, które nie zgadzają się na promocje zaburzeń w przestrzenie publicznej, same zostają uznane za zaburzone psychicznie.