“Hiszpania bohaterska” Jędrzeja Giertycha – fragm. I

“Hiszpania bohaterska” to książka pisana z punktu widzenia narodowo-katolickiego. Autor, jeden z prominentów Narodowej Demokracji, uczeń Romana Dmowskiego i kontynuator jego linii politycznej, postawił sobie za cel przybliżenie Czytelnikowi wydarzeń związanych z wojną domową w Hiszpanii, gdzie przebywał jako korespondent wojenny polskiej prasy narodowej.

——————
W Talavera-de-la-Reina byłem za paru nawrotami i zdołałem się dość dobrze przypatrzeć życiu tego przyfrontowego miasteczka. Miałem również sposobność odbyć tam jedną bardzo ciekawą rozmowę z pewnym tamtejszym mieszkańcem, który był w Talavera przez cały czas trwania tam rządów czerwonych. Z rozmowy tej porobiłem sobie na gorąco notatki, to też mogę ją teraz w całości odtworzyć.

REKLAMA/Advertisement

— Panie! Co to były za straszne chwile! Istne piekło.
— Czy dużo ludzi tutaj rozstrzelano?
— Ogólnej cyfry nie znam, ale w każdym razie bardzo dużo. Oni poprostu z całą systematycznością
wymordowywali wszystkich przeciwników politycznych.
— Z samej Talavery wymordowali coprawda niewielu, zaledwie jakieś 50 osób. Talavera miała
przeważnie ludność usposobioną czerwono, a z po­śród mieszkających w niej żywiołów prawicowych duża część zdołała w porę ukryć się, lub uciec. Pozatem, z pośród narodowców z Talavery dużą liczbę wywieziono jako zakładników do Madrytu i dalszy los ich nie jest znany. — Ale zato w straszliwy sposób masakrowano okoliczną ludność wiejską. Okoliczni chłopi byli przeważnie usposobieni narodowo i po katolicku, ale z domu nie uciekali, bo nie przypuszczali, by im groziło niebezpieczeństwo. „Czerwoni“ w czasie swoich rządów w tych stronach wyaresztowali i wymordowali licznych chłopów.

— Rozstrzeliwali ich po wsiach?
— Częściowo rozstrzeliwali ich na miejscu, po wsiach, a częściowo przywozili ich do Talavery i rozstrzeliwali tutaj. Naprzyklad ze wsi Cazalegas przywieźli tu 33 ludzi i tu ich wymordowali.
— Jak oni wykonywali egzekucję? Przez rozstrzelanie?
— Różnie. Częściowo rozstrzeliwali w parku przy kościele szpitalnym, częściowo zabijali nad rzeką, a trupy wrzucali do wody, a częściowo strzelali w łeb na ulicy przed domem, w którym dany człowiek mieszkał, t.j. wyprowadzali go tylko za próg.
— Kogo oni zabili z Talavery?
— Przedewszystkiem — prawie wszystkich księży. Było ich w mieście, zdaje się, 14 czy 15, z tego uratowało się tylko dwóch. Jeden, już zupełnie stary, któremu dlatego dali spokój, i drugi, który mieszkał przy szpitalu. Niektórych z zabitych księ­ży przed śmiercią męczyli. Z jednym z nich zrobili zabawę w walkę byków: kazali mu odgrywać rolę byka i jako byka zabili.
— Czy pan jest pewien, że to prawda?
— Jestem absolutnie pewien. — innego księ­dza odszukali i zabili, mimo, że schronił się w mieszkaniu lewicowej rodziny. — Popełniali również i inne niegodziwości. Np., gdy zabili komendanta policji, to potem zawołali jakieś dzieci i kazali im się uczyć strzelać, używając trupa za cel. Te dzieci musiały do trupa szereg razy wystrzelić. — Gdy mieli rozstrzelać jednego z najbogatszych tutejszych mieszkańców, to wpierw przyszli do niego i powiedzieli mu, że jeżeli zapłaci 100.000 peset, to mu życie darują. On się zakrzątnął i sumę tę skądś wydostał. A gdy ją zapłacił, to go wtedy rozstrzelali.
— Co to byli za ludzie, ci co sprawowali tu „czerwone“ rządy? Przyjezdni, czy miejscowi?
— Częściowo miejscowi, a częściowo przyjezdni z Madrytu. Gdy przyjeżdżały tu jakieś komisje z Madrytu na inspekcję, to zaraz potem było wię­cej rozstrzeliwań. Widocznie, te komisje nakazywały zwiększenie surowości. Zdaje się, że byli w tych komisjach też i cudzoziemcy. — Swoją drogą jednak, najwięcej okrucieństwa przejawiali miejscowi. Oni się najbardziej pastwili, mścili się na wszystkich, do kogo mieli jakiekolwiek urazy, starali się pokazać, że teraz nadeszły ich czasy, że teraz oni rządzą i mogą robić, co im się podoba. Niejeden z rozstrzelanych w Talaverze zginął dlatego, że miał jakiegoś wroga wśród miejscowych „czerwonych“.
— Co to byli za jedni, ci miejscowi „czerwoni“?
— Częściowo przestępcy, wypuszczeni z wię­zienia, a częściowo ludzie dotychczas porządni, robotnicy, ale działacze partyj rewolucyjnych: socjali­ści, komuniści, anarchiści.
— Czy i oni również popełniali takie okrucieństwa? Nie byli lepsi?
— Początkowo rzeczywiście, zachowywali się przyzwoiciej. Mieli widać skrupuły i wątpliwości. Ale bardzo szybko oswoili się z popełnianiem zbrodni i gwałtów i stali się tacy sami, jak inni. — Gwał­ty, jakie tu popełniano, to były zresztą nietylko morderstwa. Na o wiele jeszcze większą skalę popełniano tu rabunki. Pod pozorem rewizyj, lub rekwizycyj, milicje czerwone wpadały do mieszkań i rabowały, co się tylko dało. Rabowały, albo niszczyły. Kościo­ły zostały przez „czerwonych“ splądrowane i sprofanowane. Dodam nawiasowo, że zajrzałem w Talavera – de-la Reina do dwóch kościołów. (Jest ich tam, zdaje się, trzy). Oba były wewnątrz ogołocone i zniszczone i pełne jakichś rupieci. „Czerwoni“ zaczęli ich używać jako składy wojskowe, dotychczas jeszcze ich z powrotem nie poświęcono (bo i po co, skoro niema księży?) i Służby Bożej w nich nie wznowiono.
— Przez pierwsze dwa — trzy dni dużo ludzi z Talavery uciekło w góry. Ale później ani mowy o tem nie było, by się można było z miasta wymknąć. Czasem tylko udało się ludziom wyjechać do Madrytu. Również i w pierwszych dniach, zamiast w góry, bardzo wielka ilość rodzin, usposobionych narodowo, albo zamożniejszych, uciekła do Madrytu. Ludzie wyobrażali sobie, że w wielkiem mieście łatwiej jest się schować, zniknąć z przed oczu. Zapewne źle na tej ucieczce do Madrytu wyszli, bo bądź co bądź u nas rządy „czerwone“ trwały bardzo krótko, wielu ludziom byłoby się je zapewne udało szczęśliwie przeczekać, a w piekle madryckiem za­pewne przeważnie wyginą. Panie! Jak myśmy żałowali, że zaraz pierwszego dnia, kiedy czerwoni nie uchwycili jeszcze mocno rządów w ręce, nie zrobili­śmy powstania! Coprawda, nie mieliśmy broni. Ale zawsze byłoby się coś znalazło, — jakieś strzelby myśliwskie, jakieś rewolwery, jakaś broń odebrana czerwonym. W najgorszym razie/ bylibyśmy się wraz z rodzinami wycofali w góry, tam nicby nam nie zrobili — i szczęśliwie doczekalibyśmy się nadejścia wojsk narodowych. Część z nas wyginęłaby w walce — ale o ileż lepiej jest zginąć w walce, niż zginąć z rąk katów! Byłoby nas zresztą zapewne zginęło du­żo mniej, niż zginęło naprawdę, bądź tu w Talavera, bądź jako zakładnicy w Madrycie.

REKLAMA/Advertisement

Rzecz ciekawa! W całej Hiszpanji się to sprawdza: najobronniejszą ręką wyszli ci, którzy odważnie rzucili się w wir walki, — najwięcej nieszczęść spadło na głowy tych, którzy byli najostrożniejsi. Np. z pośród generałów wyginęli ci, którzy się zbyt długo wahali z przystąpieniem do powstania, albo byli „neutralni“ (Goded w Barcelonie, Paxtot w Maladze i inni), żyją ci, którzy z determinacją, od pierwszej godziny, chwycili za broń.

— Czy dużo zginęło w Tałaverze kobiet?
— O ile wiem, z samej Talavery, tu na miejscu ani jednej kobiety nie zabito.

REKLAMA/Advertisement

Cóż za wyjątkowe miasto! Gdziekolwiek się później ruszyłem, wszędzie słyszałem o wielkiej ilości kobiet, które „czerwoni“ wymordowali.

— A co się stało z komunistami, socjalistami i anarchistami w Talaverze, gdy nadeszły wojska narodowe?
— Wszyscy uciekli do Madrytu. Nie czekali, aż oddziały czerwone zostaną z miasta wyparte, lecz wycofali się zawczasu. Razem z nimi uciekło również bardzo wiele ludności, politycznie obojętej i nawet usposobionej narodowo, ale bojącej się działań wojennych. Razem, opuściło Talaverę tak dużo ludności, że miasto zupełnie opustoszało. Przed tą wojną Talavera miała 16000 ludności, teraz, sądząc na oko, nie przypuszczam, by miała jej więcej, niż jakieś 6—7 tysięcy.

Wydaje mi się jednak, że się mój informator w tym punkcie myli. Talavera nie robi wrażenia, by opuściła ją z górą połowa ludności. Wprawdzie widzi się w niektórych domach porozbijane, zabite deskami sklepy, oraz powybijane i dotąd nie wprawione szyby, ale jest tego naogół mało. Miasteczko wcale nie robi wrażenia opustoszałego, — przeciwnie (nawet niezależnie od licznych, widocznych na ulicach żołnierzy), robi wrażenie bardzo ludne.

— A w jakim nastroju, ci, co pozostali w mie­ście, powitali wkraczające wojska narodowe?
— Ach, panie! To się nie da opisać! To był poprostu szał radości, wdzięczności, szczęścia! Tych scen, jakie się tu rozgrywały, gdy narodowcy wchodzili do miasta, poprostu nie umiem opowiedzieć!
— Pan mówi, że Talavera uchodziła poprzednio za miasteczko czerwone (w przeciwieństwie do narodowo usposobionych wsi okolicznych). A czy nie wie pan, czy byli jacy dawni zwolennicy „czerwonych“, którzy w mieście pozostali dotąd?
— Ależ oczywiście! Uciekli przywódcy, działacze, ale z szarej masy zwykłych zwolenników, — tych, co przy wyborach głosowali na „czerwone“ listy,— duża część pozostała na miejscu.
— Jakie są ich obecne nastroje?
— Wszyscy są teraz narodowcami. — Wielu wstąpiło nawet, jako ochotnicy, do wojsk narodowych, niektórzy z nich już polegli. — Te krótkie rządy „czerwone“, które tu widzieli, wystarczyły im zupełnie, aby się do rewolucji całkowicie rozczarować. Przecież te rządy „czerwone“ z ich morderstwami, gwałtami, rabunkami, to jest rzecz, przeciwna naturze! Rozsądny człowiek, nawet jeśli był poprzednio obałamucony i rozagitowany, gdy się tym rządom przypatrzył, musiał wkrótce nabrać przekonania, że to wszystko jest zarazem niegodziwe i bez sensu.

Jędrzej Giertych

——————
Jędrzej Giertych (1903 – 1992) był politykiem, dyplomatą i publicystą, jednym z przywódców Stronnictwa Narodowego. Od czasu studiów prawniczych angażował się w tworzenie harcerstwa. Stał się rzecznikiem polskiej pomocy kulturalnej dla Łużyc. W 1938 r. agitował na rzecz pomocy militarnej dla Czechosłowacji. W kampanii wrześniowej brał udział w obronie Helu. Został wzięty do niewoli i po wojnie przebywał na emigracji w Wielkiej Brytanii. Wydawał własne książki historyczne i publicystyczne oraz czasopismo “Opoka” (wcześniej pismo Ruch Narodowy) a także m.in. książki Feliksa Konecznego (Towarzystwo imienia Romana Dmowskiego). W 1961 r. został usunięty z emigracyjnego Stronnictwa Narodowego w wyniku konfliktu z jego ówczesnym prezesem Tadeuszem Bieleckim.

REKLAMA/Advertisement

* Zachowano tekst w brzmieniu oryginalnym, według przedwojennych zasad pisowni j. polskiego