Grenlandia na sprzedaż?

Ktoś mógłby powiedzieć: co nas obchodzi Grenlandia? Jest to największa wyspa świata, położona w kole podbiegunowym w pobliżu Kanady i pokryta wiecznym lodem. Należy ona do Danii i zamieszkuje ją ok. 50 tys. ludności.

Kilka dni temu amerykańska gazeta „The World Street Journal” (16.08.2019) podała, że prezydent USA Donald Trump wydał swoim urzędnikom polecenie, aby dokonali rozpoznania zakupu tej wyspy przez Stany Zjednoczone („President Trump Eyes a New Real-Estate Purchase: Greenland”). Wiadomość obiegła cały świat, jako z jednej strony sensacja, a z drugiej jako sprzeciw dla handlu ziemią i ludźmi w skali międzynarodowej. Duńscy i grenlandzcy politycy wyśmiali tę propozycję – ani Dania, ani Grenlandia nie jest na sprzedaż!

Komentatorzy amerykańskiej sceny politycznej zauważają, że owszem jest to pomysł niedorzeczny, ale przezornie przestrzegają, że ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Tym ostatnim ma być jednak Donald Trump. Ten telegraficzny skrót problemu zakupu przez USA Grenlandii nadal wydaje się być dla Polski czymś egzotycznym, czymś co należy rozpatrywać raczej w kategoriach mało nas dotyczącej abstrakcji politycznej. Choć w krajowych mediach daje się zauważyć satysfakcję z inicjatywy USA, która ma znamiona podobnej transakcji sprzed około półtora wieku w sprawie zakupu od Rosji Alaski. Uzasadnieniem dla podjęcia przez USA przygotowań do takiej transakcji mają być niezmierzone i łatwo dostępne bogactwa naturalne tej wyspy. Topniejący na skutek ocieplenia klimatu lód o grubości kilkuset metrów odsłania je umożliwiając ich eksploatację. Przejęcie wyspy w kole podbiegunowym dawałoby USA prawo do znacznie większego udziału w zagospodarowywaniu Arktyki. Tym bardziej, że obecnie na Oceanie Arktycznym dominuje Rosja. Na dnie tego akwenu mają znajdować się jedne z największych zasobów ropy naftowej na naszym globie i to jest drugi powód dla tej transakcji. Jest on tym bardziej uzasadniony, że Chiny chcą uprzedzić USA poprzez swoje inwestycje na tym terytorium. Tak więc zarówno przesłanki gospodarcze, jak i geopolityczne przemawiają za zakupem przez Stany Zjednoczone tej wyspy.

REKLAMA/Advertisement

Grenlandia a sprawa polska

Pozornie nadal nie widać żadnego zagrożenia dla polskich interesów związanych z zakupem przez USA Grenlandii. Nawet odwrotnie, zakup ten umacnia naszego kluczowego sojusznika w stosunku do jego geopolitycznych konkurentów. Tym samym umacnia i naszą pozycję na świecie. Na globalnej szachownicy politycznej być może, że tak to wygląda. Mocny król, mocy również pionek tej samej barwy. To jedna strona tego medalu.

REKLAMA/Advertisement

Druga wygląda dla nas znacznie gorzej, aby nie powiedzieć wręcz, że katastrofalnie. Oto prezydent USA, słynący ze swoich handlowych talentów, politycznie nazywanych negocjacjami, na których osobiście dorobił się miliardy dolarów, przybywa do Polski na uroczystości upamiętniające wybuch II wojny światowej. To dobrze, że prezydent USA nas ceni i chce być z nami w tych godnych upamiętnienia chwilach. Rzecz jednak jest w tym, że już na drugi dzień po tych uroczystościach udaje się on do Danii! Amerykańscy i światowi analitycy polityczni wskazują na to, że tajnym przedmiotem jego rozmów z politykami tego kraju ma być zakup Grenlandii. Z wyżej przedstawionych rozważań wynika, że moglibyśmy prezydentowi USA życzyć tylko powodzenia w tej sprawie. Niestety jest to prawdopodobnie taka sama krótkowzroczność, jak nasz udział w rozbiorze Czechosłowacji w marcu 1939 r. Czesi w tej sprawie przestrzegali naszych polityków twierdząc, że nasz udział w likwidacji czeskiego państwa, skończy się tragicznie dla tych, którzy wzięli udział w jego rozgrabieniu. Żadne usprawiedliwienie nie uzasadniało współpracy z Niemcami. Po prostu nie była to pora na rachunki z naszym czeskim sąsiadem. Podobnie dzisiaj wygląda sprawa sprzedaży Grenlandii. Dziś sprzeda się Grenlandię, jutro być może przyjdzie na nas kolej.

Czy Polska jest na sprzedaż?

Nikomu, jak w 1939 roku nawet przez myśl nie przychodzi taka ewentualność. Mamy gwarancje najsilniejszego mocarstwa na naszym globie, że tak się nie stanie. Niestety są to gwarancje papierowe. Wojska USA stacjonujące na naszym terytorium podporządkowane są dowództwu Stanów Zjednoczonych. W krytycznej dla nas sytuacji, wykonają one polecenia swoich mocodawców z Waszyngtonu, a nie z Ministerstwa Obrony Narodowej. Jest to możliwe niezależnie od tego, czy sobie tego życzymy, czy też nie. Obce wojska na naszym terytorium zawsze pilnowały interesów swoich mocodawców i po to stacjonowały, aby interesów tych pilnować na miejscu. Tak było dotąd z wojskami rosyjskimi i pruskimi. Dziś sytuacja ta powtarza się z wojskami Stanów Zjednoczonych. Jak wspomniano, prezydent USA słynie ze swoich handlowych talentów. Ponieważ w polityce nic nie jest wieczne i stałe, zapewne handel polskim terytorium jest ściśle strzeżoną tajemnicą tego kraju. Jest on coraz bardziej prawdopodobny w świetle żądań Senatu USA dla wypłacenia odszkodowań dla środowisk żydowskich z czasów II wojny światowej. Temat ten bywa lekceważony – wszak Senat USA nie jest instancją wykonawczą i zabiera w tej sprawie głos na zasadzie wolności słowa. Takie jest jego zdanie, a co zrobi rząd USA, to jego sprawa. Jednak rząd USA w każdej chwili może powołać się na tę rezolucję i wprowadzić ją w życie. Trzeba powiedzieć, że nie jest on dziś tym zainteresowany, bo ma ważniejsze sprawy na głowie. Co będzie jutro? Nikt nie wie.

Zmiana polityki USA

Jest zawsze możliwa. Tym bardziej, że obecny prezydent USA jest żywym przykładem jej niestabilności. Bywa, że codziennie zmienia zdanie w najważniejszych i kluczowych sprawach globalnych, takich jak wojna handlowa z Chinami, z UE, Rosją i resztą świata. Trzeba zadać sobie pytanie; czy dla USA Polska jest ważniejsza od spraw globalnej rangi. Otóż dla USA są ważniejsze na świecie priorytety. Jednym z nich jest wspomniany zakup Grenlandii. Stany Zjednoczone Polski nie muszą kupować, gdyż wszystkie jej atuty gospodarcze i polityczne otrzymały za darmo. To politycy wszystkich kolejnych opcji nieustannie i w pocie czoła pracowali nad tym od 1989 roku. Tu trzeba zauważyć, że na ogół darowizny się nie szanuje. Przyszło łatwo, łatwo pójdzie. Stany Zjednoczone w dogodnej dla nich chwili mogą Polskę wystawić na sprzedaż. Teraz obłudnie deklarują swoją niezłomną „przyjaźń” i gromadzą w Polsce swoje wojska strasząc tym Rosję. To podbija jej wartość, za którą USA mogą otrzymać od Rosji satysfakcjonującą rekompensatę.

Amerykańska transakcja

Na czym polega ta transakcja? USA chcą kupić Grenlandię i najchętniej zapłaciłyby za to cudzymi pieniędzmi. Skąd je wziąć? Pierwszym, który ma za to zapłacić jest Polska! To owe miliardy dolarów za mienie pożydowskie pozostawione po II wojnie światowej. Jak wiadomo jesteśmy temu przeciwni. Jeżeli tak, to dla USA stajemy się coraz mniej interesującym partnerem, którego mogą się oni pozbyć bez żadnego żalu. Nie chcecie zapłacić, to nie. Zwrócimy się w tej sprawie do Rosji. Ta zapewne zapłaci stosowne pieniądze za oddanie Polski powtórnie pod jej wpływy. Wybierajcie, albo my z odszkodowaniami, albo Rosjanie bez odszkodowań.

Ten scenariusz jest zawsze możliwy, gdyż praktycznie był już stosowany w czasie II wojny światowej oraz po jej zakończeniu. Trzeba pamiętać, że anglosaska doktryn polityczna twierdzi, że w polityce nie ma przyjaciół, są tylko interesy. Tu można zdać się na determinizm. Nic się nie da zrobić. Jesteśmy na to skazani. Jedynie usłużność, przymilność i zgoda na wszystkie poniżające propozycje i zachowania może nas choć częściowo uratować przed tym ponurym scenariuszem. Polityka ta jest aktualnie realizowana, ale to się źle skończy. Wszak wiadomo, że kto sam się nie szanuje, ten przez innych też nie będzie szanowany.

Fałszywa narracja polityki międzynarodowej

Stany Zjednoczone prawdopodobnie nie zrezygnują z Polski. Jest szansa, że Polska zapłaci wszystkie żądane pieniądze i jeszcze będzie wdzięczna z tego powodu. Po to, aby osiągnąć ten efekt trzeba nakręcać spiralę wojny nuklearnej na naszym ternie. Proszę bardzo: nie będzie w Polsce USA, to Rosja siłą zajmie kraj. Ponieważ wspomnienia po rosyjskiej dominacji oględnie mówiąc nie są najlepsze, niezależnie od tego co USA uczyni w naszej sprawie, będziemy zawsze po stronie Zachodu. Utożsamianie obecnej Rosji z ZSRR jest bez sensu, co widać choćby po efektach gospodarczych. To obecnie największy globalny eksporter zboża, również do USA, a przecież jeszcze tak nie dawno było całkiem odwrotnie.

Polskie media i politycy prowadzą politykę demonizacji Rosji. To diabeł wcielony. Religia się tam odbudowuje na niespotykaną dotąd skalę, ale to propaganda. Ta sama narracja zaczyna dotyczyć również niezwykłego rozwoju Chin. To komuniści i złodzieje amerykańskich technologii. Trzeba przyznać, że przynajmniej w chińskiej sprawie polska nauka, wbrew politykom jest przykładem rzetelności i obiektywizmu.

REKLAMA/Advertisement

Adam Maksymowicz

Adam Maksymowicz – absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Wrocławskim ze specjalnością geologia. Przez ponad 40 lat pracował w szeregu przedsiębiorstw i instytucji związanych z polskim górnictwem. Pracę zawodową zakończył jako Główny Inżynier w Biurze Zarządu KGHM Polska Miedź S.A. (1994 – 2005). Od 1968 roku publikuje prace naukowe i zawodowe dotyczące swojej specjalności. Zamieszcza liczne publikacje z zakresu biografii gen. Władysława Sikorskiego i Wojciecha Korfantego. Ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.