Franczak: „Czyściciele” działają dalej, tylko inaczej

Wielkie wzburzenie wśród osobiście zainteresowanych, ale i wśród całego społeczeństwa wywołuje sprawa dzikiej reprywatyzacji i „czyścicieli” kamienic. Chyba każdy Polak już wie, na czym polega „czyszczenie” kamienicy. Nikt już nie kojarzy tej czynności z zamiataniem klatki schodowej czy myciem staromodnych lamperii. Wśród mieszkańców starych budynków objętych jakimiś roszczeniami sformułowanie to wywołuje przerażenie i wzburzenie. Jednak, gdyby się znalazł ktoś, kto nie wie na czym polega ten proceder wyjaśniam: jest to podnoszenie kosztów wynajmu, uporczywe nękanie mieszkańców, przeprowadzenie niekończących się remontów doprowadzających często nieruchomość do zupełnej ruiny. Celem tych działań jest pozbycie się mieszkańców, a czasem wyburzenie nieruchomości i zastąpienie jej inną, bardziej intratną dla nowych właścicieli.

Dla wszystkich, z którymi rozmawiałam termin „czyszczenie” odnosi się wyłącznie do reprywatyzowanych, często starych budynków, które PRL przejęło prawem kaduka od prawowitych właścicieli. Inne skojarzenia praktycznie nie występują. Niestety ja widzę w otaczającej nas rzeczywistości jeszcze co najmniej jedno zjawisko, które pasuje do przytoczonego wyżej opisu. Można je nazwać „czyszczeniem” instytucji. I nie chodzi tu bynajmniej o tradycyjną wymianę zarządzających na wszystkich szczeblach, z kierownikami szatni włącznie. Mam na uwadze coś znacznie bardziej perfidnego i szkodliwego.

REKLAMA/Advertisement

Nowy „właściciel” instytucji może mieć w planach zagospodarowanie przestrzeni, którą zajmuje upatrzona ofiara w zupełnie inny sposób, analogicznie jak nowy właściciel zabytkowej XIX wiecznej kamienicy pragnący na jej miejscu wybudować galerię handlową. Jak to się odbywa w praktyce? Po wprowadzeniu wiernego i brutalnego zarządcy rozpoczyna się faza „remontu” instytucji. Zamiast burzenia ścian i przecinania rur wykonuje się nieefektywną uciążliwą restrukturyzację. Zamiast odcinania mediów odcina się finansowanie i zadłuża instytucję, co powoduje problemy z wynagrodzeniami dla pracowników i ogólny paraliż. W międzyczasie występuje się do organów nadzorujących o zgodę na dokonanie zmian, podobnie jak deweloper występuje o nowe warunki zabudowy.

Ktoś może powiedzieć, że to niemożliwe, żeby takie rzeczy działy się obecnie, już za czasów „dobrej zmiany”. Niestety, dzieje się!!! Mogę podać co najmniej jeden przykład.

REKLAMA/Advertisement

Jest taka instytucja, prawie równolatka odrodzonej z zaborów Najjaśniejszej Rzeczypospolitej – o zaledwie rok młodszy Państwowy Instytut Geologiczny. Musi on przejść proces „wyczyszczenia”, żeby mogła powstać Polska Agencja Geologiczna.

Danuta Franczak

REKLAMA/Advertisement