Dyrektor Sanepidu odmówił przyjęcia mandatu za brak maseczki: „To sankcja ze stanu wyjątkowego, którego nie mamy”

Od kilku tygodni postrachem obywateli są mandaty i kary od Sanepidu, który ma prawo (?) nakładać nawet 30 tys. zł kary administracyjnej na tych, którzy łamią ograniczenia wprowadzone przez rząd w związku z epidemią koronawirusa w Polsce. 

Tymczasem, jak informuje TVP Wrocław, dyrektor Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Legnicy, który bez maseczki był w park, gdy wstęp do niego był jeszcze zakazany, odmówił poddania się takiej karze. Został on zagadnięty przez strażników miejskich w piątek, gdy siedział z niezasłoniętą twarzą na ławce w miejskim parku.

REKLAMA/Advertisement

– Znalazłem się w tym parku z prozaicznego powodu. Sanepid pracuje teraz na dwie zmiany. Jako odpowiedzialny pracodawca podzieliłem załogę, by w razie zachorowania u jednej z osób z jednej zmiany sanepid mógł pracować dalej. Ja jako osoba dyspozycyjna przychodzę na obie zmiany. Pojechałem po godz. 13 samochodem do domu na obiad. Wracałem rowerem przez park, najkrótszą drogą – w linii prostej musiałem pokonać około 500 metrów – tłumaczył potem mediom. – Zatrzymałem się w parku i usiadłem na ławce tylko dlatego, że dostałem telefon w sprawach służbowych. Zaraz po tym chciałem wsiąść na rower i odjechać. W przestrzeni publicznej trzeba mieć maseczkę. Park był wtedy zamknięty, nie był więc przestrzenią publiczną, bo był pusty. Nikogo nie było. To po co ja mam się zakrywać? Kogo mam zarazić?

 – Odmawiam przyjęcia mandatu dlatego, że jest stosowany rygor stanu wyjątkowego, który nie został ogłoszony. Tak jak wiele innych osób. Niektórzy mówią, że jest zakaz korzystania z fryzjerów, a są wystrzyżeni, jakby spod nożyczek wyszli od fryzjera. Tam gdzie nie można – oni są, ceremonie odprawiają… Tak wygląda ta nasza rzeczywistość – powiedział Jacek Watral.

REKLAMA/Advertisement