REKLAMA

REKLAMA

Dorosiński: Poseł Borys Budka myli się twierdząc, że wprowadzenie związków partnerskich „zamknęłoby sprawę”

326

Wczorajsza wypowiedź wiceprzewodniczącego Platformy Obywatelskiej, posła Borysa Budki na temat wprowadzenia instytucji „związku partnerskiego” do polskiego porządku prawnego razi ambiwalentnym stosunkiem do Konstytucji RP.

Nie „zamknięcie” a „otwarcie”

Poseł Budka zadeklarował poparcie dla „zamknięcia tej sprawy”. Tymczasem ponad wszelką wątpliwość wprowadzenie instytucji związku partnerskiego żadnej sprawy nie „zamknie”. Przeciwnie otworzy cały szereg nowych. Sami bowiem aktywiści polityczni LGBT otwarcie przyznają, że związki partnerskie są dla nich tylko etapem na drodze do bezpośredniego uderzenia w instytucję małżeństwa czyli formalnego odniesienia pojęcia małżeństwa do związku jednopłciowego, a więc od prawnego usankcjonowania oczywistej nieprawdy. W swoim projekcie ustawy o związkach partnerskich podkreślają: „Projektodawca ma świadomość, iż w zakresie regulacji związków jednopłciowych, wprowadzane przepisy nie są finalnym aktem prawnym”. Ten scenariusz potwierdza praktyka obserwowana za granicą. Przygniatająca większość państw, które odniosły pojęcie małżeństwa do związku jednopłciowego wcześniej wprowadziły instytucję związku partnerskiego.

REKLAMA

Konsekwencją wprowadzenia związków partnerskich nie byłoby więc „zamknięcie sprawy”, a – przeciwnie – podniesienie przez organizacje LGBT kolejnego żądania. I następnego, dotyczącego adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. Jak stwierdził Paweł Rabiej (nie on jeden z resztą), „najpierw wprowadźmy związki partnerskie, potem równość małżeńską, a na koniec przyjdzie czas na adopcję dzieci”. Oraz – dodajmy – „tworzenia” dzieci z intencją pozbawienia ich przynajmniej jednego z ich biologicznych rodziców, co byłoby samo w sobie formą przemocy.

Biorąc pod uwagę powyższe deklaracje, można przypuszczać, że albo poseł Budka jest zwyczajnie niedoinformowany w przedmiocie celów lobby LGBT, albo, co bardziej prawdopodobne, ma ich świadomość ale, wzorem Rafała Grupińskiego, nie „eksponuje tego za bardzo”.

Degradacja instytucji małżeństwa i destabilizacja życia rodzinnego

REKLAMA

Powyższym żądaniom zawsze towarzyszy eskalacja kolejnych: do ograniczania wolności sumienia i religijnej, wolności gospodarczej i wolności słowa oraz drastycznego ograniczenia prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami.

Zasadniczą konsekwencje wprowadzenia „związków partnerskich” byłaby jednak postępująca degradacja instytucji małżeństwa i destabilizacja życia rodzinnego.  „Związek partnerski” stanowi bowiem – co wynika ze składanych w minionym czasie projektów ustaw – albo kopią instytucji małżeństwa różniącą się od niego niemal wyłącznie nazwą, albo, zazwyczaj, instytucją, która oferuje podobne do małżeństwa uprawnienia z jednoczesnym brakiem analogicznych wymagań i oczekiwań.

REKLAMA

Zakładana możliwość łatwego, jednostronnego wypowiedzenia umowy przez jednego z partnerów banalizuje wspólne pożycie, wytwarza sytuację niepewności prawa w stosunkach z osobami trzecimi oraz nie uwzględnia istnienia więzów osobistych i majątkowych pomiędzy partnerami. W połączeniu z daleko posuniętą dowolnością w kształtowaniu wzajemnych obowiązków i uprawnień tworzy ryzyko braku jakiejkolwiek ochrony dla „słabszej strony” związku (którą często są kobiety) i pozbawiając ją oparcia w bezwzględnie obowiązujących przepisach ustawowych. W tym sensie trudno mówić tu o faktycznym „partnerstwie”.

Głównym jednak celem wprowadzenia tego rodzaju instytucji – poza jej wyżej sygnalizowaną funkcją „etapu” na drodze do prawnego wywrócenia naturalnej tożsamości małżeństwa – jest nadanie nieuzasadnionych przywilejów związkom jednopłciowych. O ile społeczeństwo ma konkretny, żywotny interes w tym, by rodzice tworzyli trwały związek, dzięki czemu nowi członkowie wspólnoty mogliby dorastać w najbardziej optymalnych warunkach, o tyle podobnego interesu nie ma w przyznawaniu przywilejów parze jednopłciowej. W tym sensie pojęcie „związków partnerskich” można uznać za zabieg marketingowy ukrywający istotę sprawy pod hasłem przywilejów dla konkubentów.

REKLAMA

Empiryczne dane z krajów, które wprowadziły związki partnerskie pozwalają stwierdzić, że jest to moment po którym instytucja małżeństwa zazwyczaj nie odzyskuje już swojej pozycji.

Nie chodzi o równość

Kontynuując swoją wypowiedź, poseł Budka stwierdził, iż we wprowadzeniu związków partnerskich, chodzi o to, „by wszyscy byli traktowani równo”. Dziwią w ustach prawnika slogany ukute przez skrajne organizacje, ignorujące oczywistą i elementarną zasadę traktowania tego co różne w różny sposób.

Zarówno polski Trybunał Konstytucyjny i Sad Najwyższy jak i Europejski trybunał Praw Człowieka[1] wskazują, że zróżnicowane traktowanie obywateli przez instytucje państwowe ma charakter dyskryminacyjny tylko wówczas, gdy nie ma obiektywnego ani rozsądnego uzasadnienia[2]. Dlatego „nie zawsze … odmienne potraktowanie stanowi o braku równości i o dyskryminacji. Ocena owego zróżnicowania sytuacji podmiotów zawsze wynika z ustalenia, czy zróżnicowaniu temu można przypisać uzasadniony charakter.”[3] I gdzie indziej TK: “zakaz dyskryminacji wynikający z art. 32 ust. 2 Konstytucji RP nie jest tożsamy z zakazem różnicowania sytuacji podmiotów prawa. Jest to natomiast zakaz nieuzasadnionego, różnego kształtowania sytuacji podobnych podmiotów prawa, w procesie stanowienia oraz stosowania prawa.” Zatem nawet podobne relacje mogą być traktowane w odmienny sposób jeżeli istnieje ku temu uzasadnienie (jeżeli takie uzasadnienie istnieje, różne traktowanie po prostu nie stanowi dyskryminacji). Tym bardziej więc w różny sposób można traktować różne związki.

Sprzeczność z Konstytucją

Niezależnie od powyższego, na uwagę zasługuje okoliczność, iż przedstawiciel partii, czyniącej starania o bycie postrzeganą jako obrońca Konstytucji, wykazuje w swojej wypowiedzi daleko posuniętą wybiórczość, selektywnie typując przepisy – w tym wypadku art. 18 Konstytucji – których przestrzegać nie zamierza (nie mówiąc o ich obronie).

Wprowadzenie instytucji „związku partnerskiego” byłoby całkowicie sprzeczne z wolą Zgromadzenia Narodowego uchwalającego Konstytucję RP, która nie budzi w tym zakresie najmniejszej wątpliwości. Z przebiegu prac nad ustawą zasadniczą wynika jednoznacznie, że „dodanie w Konstytucji okreś­lenia »jako związek mężczyzny i kobiety« nie miało na celu przede wszystkim ochrony nazwy »małżeństwo« przed rozszerzeniem jej zakresu w ustawodawstwie zwykłym. (…) Chodziło przede wszystkim o ochronę porządku prawnego przed wprowadzeniem paramałżeństw dla osób tej samej płci. Zarówno w parlamencie, jak i w mediach używano wtedy żargonowego wyrażenia »małżeństwa homoseksualne«, ponieważ nie dysponowano lepszą, zrozumiałą dla wszystkich nazwą. (…) Termin »(za)rejestrowany związek partnerski« wszedł do polskiej debaty publicznej dopiero po złożeniu do laski marszałkowskiej, w 2004 r., pierwszego projektu zawierającego taką nazwę. W pracach nad Konstytucją z 1997 r. chodziło o zakaz dotyczący istoty sprawy, a nie takiej czy innej nazwy.”

W podobnym duchu wielokrotnie wypowiadał się także, co poseł Budka zbywa milczeniem, Sąd Najwyższy, podkreślając, iż art. 18 Konstytucji stanowi normę nadrzędną i wiążącą zarówno dla zwykłego ustawodawcy w procesie stanowienia prawa, jak i dla podmiotów stosujących prawo w procesie jego wykładni. W konsekwencji rozwiązania o charakterze protekcyjnym w zakresie konstytucyjnego znaczenia małżeństwa nie mogą być kwestionowane w zestawieniu z innymi rozwiązaniami normatywnymi dotyczącymi zasady równości i zakazu dyskryminacji (art. 32 Konstytucji)[4].

Godność

Szczęśliwie, w komentowanej wypowiedzi znalazły się także słowa, z którymi nie sposób się nie zgodzić. Obserwując polityczną aktywność organizacji LGBT trzeba za posłem Budką przyznać, że „żyjemy w czasach w których tak elementarna sprawa jak godność człowieka może być traktowana w kategoriach stricte politycznych.” Jest to praktyka tym bardziej godna politowania, że posługiwanie się pojęciem godności w kontekście postulatu formalizacji związków jednopłciowych nie ma oparcia w żadnym ze znaczeń przypisywanych temu terminowi.

adw. Rafał Dorosiński – Koordynator Zespołu Analitycznego Ordo Iuris

Przypisy:

[1] Wyrok ETPCz w sprawie Belgian linguistic z dnia 23 lipca 1968 r.

[2] To znaczy nie dąży do realizacji słusznego celu lub nie istnieje racjonalny związek proporcjonalności pomiędzy zastosowanym środkiem i celem.

[3] Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 5 maja 2010 r., sygn.. I PK 201/09.

[4] Opinia Sądu Najwyższego z dnia 17 października 2013 r. do projektu ustawy „o umowie związku partnerskiego”

 

za:  ordoiuris.pl