Dane z ZUS-u: Mamy już blisko 800 tys. pracujących emerytów. Najwięcej w woj. mazowieckim i śląskim

Według danych pochodzących z ZUS-u, w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy br. liczba pracujących emerytów wzrosła o około 18 tysięcy, do przeszło 765 tysięcy. Natomiast niespełna 4 lata temu takich osób było ponad 575 tysięcy. Część rodaków decyduje się dorabiać do głodowych emerytur. Inni chcą pozostać aktywni zawodowo. Z analiz wynika, że wpływ na zachodzące zmiany mają przede wszystkim zasady łączenia pracy z pobieraniem świadczenia i koniunktura gospodarcza. Najwięcej dorabiających emerytów jest w woj. mazowieckim i śląskim, a najmniej – w podlaskim. Zdaniem ekspertów, takich ludzi będzie przybywać.

REKLAMA/Advertisement

W sierpniu br. liczba pracujących emerytów wyniosła 765,3 tys. To więcej niż w grudniu 2018 roku, kiedy grupa ta liczyła 747,2 tys. Natomiast we wcześniejszych latach sytuacja w tym ostatnim miesiącu wyglądała następująco – 689,4 tys. w 2017 roku, 595,9 tys. w 2016 i 575,4 tys. w 2015 roku.

– Wyraźnie wzrasta liczba pracujących emerytów, bo w niespełna cztery lata o jedną trzecią. Jedni decydują się na ten krok, ponieważ muszą dorabiać, ze względu na głodowe emerytury. Inni chcą być cały czas aktywni zawodowo, niekoniecznie w wymiarze pełnego etatu. W tym przypadku dodatkowe pieniądze nie są najważniejsze, chociaż one zawsze się przydają – komentuje ekonomista Marek Zuber.

REKLAMA/Advertisement

Jak stwierdza dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego, zagadnienie pracujących emerytów zawiera w sobie wewnętrzną sprzeczność. Jednak zakaz pracy spotkałyby się z negatywnym odzewem społecznym i faktycznym pogorszeniem sytuacji wielu rodaków. Zdaniem eksperta, nieakceptowalnym wydaje się wprowadzenie możliwości dorabiania przez osoby, które nabyły prawo do świadczenia przed osiągnięciem wieku emerytalnego i mogą nadal pracować. Głośnymi przykładami są 40-letni funkcjonariusze mundurowi na emeryturach, którzy aktywnie np. prowadzą własne firmy i jednocześnie państwo wypłaca im świadczenia.

– Najbardziej pożądanym stanem z punktu widzenia produktywności gospodarki i standardu życia obywateli jest opóźnianie przejścia na emeryturę. W Polsce wskaźnik zatrudnienia osób do 60. roku życia nie odbiega znacząco od tego, co jest np. w Niemczech. Natomiast po sześćdziesiątce aktywność zawodowa jest słaba, choć pracuje ponad 700 tys. emerytów. U nas jest bardzo nisko ustawiony wiek emerytalny, nie podnosiliśmy go przez 80 lat, choć w tym czasie życie wydłużyło się w naszym kraju o ponad 15 lat. A otrzymywanie świadczenia osłabia motywację do pracy – mówi Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

REKLAMA/Advertisement

Z raportu ZUS-u wychodzi, że wzrost liczby pracujących emerytów wynika przede wszystkim z dobrej koniunktury gospodarczej, ale też korzystnych zasad łączenia pracy z pobieraniem świadczenia. Natomiast Marek Zuber zaznacza, że sytuacja ludności generalnie się poprawiła w ostatnich pięciu latach. Gorzej już to wygląda, jeśli popatrzymy tylko na emerytów. W ich koszyku zakupów spory udział ma żywność i lekarstwa, a one podrożały. Zdaniem eksperta, przed tą grupą wiekową otwierają się nowe możliwości. Na rynku jest coraz więcej pracy, a jednocześnie firmy mają problemy z obsadzeniem wolnych stanowisk.

– Przez wiele lat pracodawcy mogli wybierać pracowników dosyć swobodnie. Dzisiaj już tak nie postępują, ponieważ spadła liczba bezrobotnych, którzy mogliby podjąć zatrudnienie. Firmy w sposób naturalny sięgają również po starszych kandydatów. Oczywiście, do tanga trzeba dwojga. To znaczy emeryt musi chcieć pracować, a przedsiębiorca – widzieć uzasadnienie przyjęcia takiej osoby – dodaje Jeremi Mordasewicz.

Z danych z końca 2018 roku wynika, że wśród pracujących emerytów więcej jest kobiet (56%) niż mężczyzn (44%). Jak stwierdza dr Kolek, panie nabywając uprawnienia emerytalne bardzo często chcą dalej pracować. Możliwość pobierania świadczenia sprawia, że chętnie łączą te dwie formy dochodów. Ekspert podkreśla, że przeciętna nowo przyznawana emerytura kobiety wynosi około 1750 zł, a mężczyzny – około 2750 zł.

– 60-letnia kobieta ma statystycznie przed sobą jeszcze 25 lat życia, w tym średnio 12 lat w zdrowiu. Przechodząc od razu na emeryturę, zaczyna już czerpać swój kapitał emerytalny. Z kolei gdyby zdecydowała się na to, mając 65 lat, otrzymywałaby świadczenie o około 50% wyższe, tzn. 3000 zł zamiast 2000 zł. Ale to jest kwestia wyboru ludzi. Ponad 90% osób przechodzi na emeryturę w ciągu 12 miesięcy od momentu uzyskania wieku emerytalnego – analizuje ekspert Konfederacji Lewiatan.

Wśród pracujących kobiet, najwięcej jest tych mających 60-64 lata. Natomiast w grupie mężczyzn przeważają ci w wieku 65-69 lat. Z danych ZUS-u wynika, że najwięcej pracujących emerytów zamieszkuje w województwie mazowieckim (16,1%) i śląskim (15,2%), najmniej natomiast w podlaskim (2,1%). Wspomniane śląskie jest jedynym regionem, gdzie mężczyźni stanowią większość wśród pracujących emerytów. Jest ich 59,5% w tej grupie.

– W rejonach mniej uprzemysłowionych są niższe koszty życia. Ta sama wielkość emerytury ma więc inny wymiar na Podlasiu i w Warszawie, jeśli chodzi o kwestie zakupowe. Ponadto w tych biedniejszych regionach jest więcej szarej strefy. To znaczy, że ludzie są w stanie sobie dorabiać nieoficjalnie i tam jest to o wiele łatwiejsze niż np. w Warszawie czy Katowicach – stwierdza Marek Zuber.

REKLAMA/Advertisement

Natomiast dr Kolek zaznacza, że w wielu przypadkach dorabianie przez świadczeniobiorców nie jest ujawniane w rejestrach. Dotyczy to branży motoryzacyjnej i budowalnej oraz handlu, ale także korepetycji czy sprzątania. Prezes Instytutu Emerytalnego podkreśla, że dla władz nie jest wygodne poruszanie tematu pracujących emerytów. Zakaz dorabiania oznaczałby niepokoje społeczne oraz sprzeciw wielu środowisk. Z kolei utrzymywanie dzisiejszego stanu rzeczy, wydaje się sprzecznością o charakterze systemowym.

– Liczba pracujących emerytów będzie coraz większa. Ma to związek z ograniczeniem wzrostu naszej gospodarki, czyli zasobami siły roboczej. Są bowiem 4 możliwości, aby poprawić sytuację. Po pierwsze, skokowy wzrost wydajności pracy, czyli automatyzacja, robotyzacja, a tego nie da się szybko osiągnąć. Po drugie, otwieramy się jeszcze bardziej na imigrantów, ale w społeczeństwie nie ma na to teraz zgody. Po trzecie, ściągamy Polaków z emigracji zarobkowej, lecz wciąż są duże różnice w wynagrodzeniach. Po czwarte, aktywizacja zawodowa, m.in. emerytów. To wydaje się najbardziej realne – podsumowuje ekonomista Marek Zuber.

Foto: serwis agencyjny MondayNews