REKLAMA

REKLAMA

Belgia: Interes Flamandzki, mimo sukcesu wyborczego, nie będzie współrządzić Flandrią

136

Wybory federalne odbyły się w Belgii w dniu 26 maja 2019 r. – podobnie jak wybory europejskie i regionalne w tym kraju. Wszystkich 150 członków Izby Reprezentantów zostało wybranych z jedenastu okręgów wielomandatowych. Tradycyjnie scena polityczna Belgii jest bardzo rozczłonkowana, również ze względu na to, że państwo podzielone jest pomiędzy dwa narody (niderlandzkojęzycznych Flamandów oraz francuskojęzycznych Walonów), które posiadają partie działające głównie na terenach przez siebie zdominowanych.

Pierwsze dwa miejsca zajęły ugrupowania flamandzkich nacjonalistów: bardziej umiarkowany Nowy Sojusz Flamandzki (Nieuw-Vlaamse Alliantie, N-VA) oraz Interes Flamandzki (Vlaams Belang, VB). Nowy Sojusz Flamandzki skończył w wyborach krajowych z wynikiem 16.03 %, a Interes Flamandzki dostał 11.95 %. W poprzednich wyborach na VB zagłosowało tylko 3.67 % wyborców.

REKLAMA

Lider N-VA, Bart De Wever (na zdjęciu po lewej), przyznał w tym tygodniu że rozmowy nt. tworzenia rządu federalnego nawet się nie zaczęły. Nie po raz pierwszy tworzenie koalicji, która zdolna byłaby przejąć stery władzy, napotyka na trudności. Belgijski kryzys rządowy trwający od czerwca 2010 r do grudnia 2011 r. (541 dni) był najdłuższym kryzysem rządowym we współczesnej historii politycznej świata.

Trwają natomiast rozmowy nt. utworzenia regionalnego rządu we Flandrii. Wybory regionalne wygrał N-VA z 24.8 %, ale stracił poparcie na rzecz kierowanego przez Toma Van Griekena (na zdjęciu po prawej) VB – 18.5 %. Wyniki na poziomie 10 do 15 % zanotowali też: chrześcijańscy demokraci (Christen-Democratisch en Vlaams, CD&V), Liberałowie i Demokraci (Open Vlaamse Liberalen en Democraten, VLD), socjaliści (Socialistische Partij Anders, sp.a) oraz Zieloni (Groen).

De Wever w wywiadzie dla Vlaamse Radio- en Televisieomroeporganisatie wyjaśniał w tym tygodniu, dlaczego postanowił nie angażować w rozmowy koalicyjne Vlaams Belang. Pierwszym powodem jest to, że inne partie nie zawarłyby koalicji z VB uznając tę partię za zbyt dla nich skrajną, a po drugie dlatego, że różnice ideowe między jego własną partią a Vlaams Belang pozostają zbyt duże.

REKLAMA

Tom Van Grieken – przewodniczący Vlaams Belang – jest rozczarowany.

– Rozmowy były konstruktywne, ale nie ma szansy na prawdziwe zmiany. Partie, które przegrały wybory, przystawiły De Wever’owi nóż do gardła.

Van Grieken nazwał tworzoną koalicję „ligą przegranych”.

REKLAMA

– Nie mogę tego nazwać niczym innym – mówi. – Demokraci muszą zadać sobie pytanie, czy nadal są demokratyczni. Teraz dają sygnał, że nie słuchają tego, czego chce wyborca.

za: vrt.be

REKLAMA