REKLAMA / Advertisement

Reklama / Advertisement

Ależ ja jestem głupi! To nie są żadni imigranci, tylko pracownicy tymczasowi

596

Zamieszczając na Facebooku, na swoim oficjalnym profilu, kilka tekstów na temat proimigranckiej polityki PiS, spodziewałem się, że w odpowiedzi, ze strony zwolenników obecnie rządzącego ugrupowania, zderzę się z ich z dysonansem poznawczym. Nie było to trudne do przewidzenia.

Sposób w jaki niektórzy zaczęli bronić polityki proimigranckiej też nie był dla mnie zaskoczeniem, chociaż już np. tego, że nastąpi aż taka zmiana pojęć, znaczeń, się nie spodziewałem. I tak, w odpowiedzi na szokujące dane, z których wynika, że PiS wpuścił do Polski setki tysięcy imigrantów, przeczytałem, że nie są to imigranci, a co najwyżej “pracownicy tymczasowi” i że oczywiście jest to konieczność, bo “brakuje rąk do pracy”, a “gospodarka musi się rozwijać”. Ta propagandowa narracja to jest trochę coś nowego, bo jak kilka lat temu podobne głosy o konieczności przyjmowania imigrantów, padały ze strony lewicowo-liberalnej, ale wówczas była mowa o demografii. Jakoś nikt, dosłownie nikt, z “prawej” strony nie hejtował tego, kiedy zwracałem uwagę, że nie o demografię w tym chodzi. Wręcz przeciwnie,  mój tekst opublikowany na portalu wPolityce.pl, pt. Chcą nam ściągnąć do Polski 5 milionów obcokrajowców. Potrzeba nam wymiany elit, spotkał się ze zrozumieniem problemu, miał b. dużo udostępnień na Facebooku. Po kilku latach, jednak ten sam “elektorat” nagle zaczyna bronić, tej zgubnej proimigranckiej polityki, która jest realizowana, ale już przez “nasz rząd”. W takim razie, może wytłumaczę to na zasadzie, przypowieści…

Pan Kowalski i tymczasowi lokatorzy

Pan Kowalski głosował na partię XYZ, więc wierzy w to co partia XYZ mówi. Partia XYZ mówiła “zero imigrantów”, bo ci będą gwałcili, przynosili choroby, wprowadzali swoje prawa. Pana XYZ taka wizja zaniepokoiła nie na żarty. Oddał więc swój głos, partia XYZ wygrała, a następnego dnia w drzwiach Pana Kowalskiego pojawił się wysłannik partii XYZ dziękując za poświęcenie i prosząc (w przypadku władzy prośba=rozkaz) o to, aby Pan Kowalski zakwaterował w swoim domu Pana Be, który przyjechał z sąsiedniego kraju. Pan Kowalski ma duży dom. Wiele pokoi stoi pustych, bo dzieci kilka lat temu wyjechały zagranicę, więc ma miejsce.

Reklama / Advertisement

– Na jak długo? – zapytał Pan Kowalski.
– Oj, nie na długo, tylko tymczasowo – wyjaśnił przedstawiciel XYZ.
– A on nie będzie gwałcił? – zaniepokoił się Pan Kowalski.
– No co Pan, on tutaj do pracy przyjechał – odpowiedział obruszony przedstawiciel partii XyZ.
– Ale przecież może mnie czymś zarazić? Sami mówiliście…
Przedstawiciel XyZ zbył tę uwagę i dodał coś co w Panu Kowalskim wzbudzić musiało poczucie obowiązku:
– Wie Pan, nasz kraj się pięknie rozwija, więc potrzebujemy młodych i silnych organizmów z innych krajów, aby wspomogły tymczasowo ten rozwój.

Pan Kowalski, chcąc nie chcąc, przyjął pod dach Pana Be. Ale rzeczywiście Pan Be nie pomieszkał z nim długo, po roku zniknął z jego mieszkania i Pan Kowalski był zadowolony, że partia XYZ nie kłamała. To ważne, bo przecież Pan Kowalski zaufał partii XYZ i dlatego na nią głosował. Kilka dni po wyjeździe Pana Be w progu domu Pana Kowalskiego pojawił się wysłannik partii XYZ z jakimś swoim znajomym, takim bardziej opalonym.

– To jest Pan Wu – przedstawił Pana Wu wysłannik partii. – Zamieszka u pana, Panie Kowalski.
I szybko dodał, zanim Pan Kowalski zdążył zapytać:
– Ale tylko tymczasowo.

Reklama / Advertisement

Po kilku miesiącach Pan Wu rzeczywiście gdzieś zniknął. Pan Kowalski nie wiedział nawet czy wrócił do siebie, czy pojechał tam gdzie jego dzieci, w każdym razie wysłannik partii XYZ nie kłamał. Tymczasowo, to tymczasowo.

Mijały lata i przez mieszkanie Pana Kowalskiego przewinęło się wielu tymczasowych lokatorów. Ale któregoś dnia wysłannik partii XYZ przyprowadził Pana Se, z dalekiego jakiegoś kraju, a po wyglądzie Pana Se trudno się było zorientować z którego kontynentu. Wysłannik partii XYZ powiedział zakomunikował tylko Panu Kowalskiemu, że Pan Se zamieszka z nim na stałe.

– W końcu, Panie Kowalski, sam Pan zobaczył, że fajnie jest z kimś mieszkać. Dzięki naszej partii nie jest Pan samotny. Ma Pan nawet coś jakby nową rodzinę.

W Panu Kowalskim pojawił się niepokój, że chyba gdzieś tutaj po drodze ktoś go zrobił w konia. Ale ten niepokój szybko minął. Z czasem przyzwyczaił się już do lokatora. Miał ich już tylu przez tyle lat, to może nawet lepiej, że ten już nie będzie mieszkał z nim tymczasowo tylko na stałe. W Panu Kowalskim zaświtała nawet nadzieja i takie przekonanie, że to nawet dobrze, że ktoś taki z nim mieszka, bo on sam niedługo będzie stary, a dzieci to już z tych Wysp najpewniej nie wrócą. A dobrze by było mieć kogoś młodego pod ręką, kto śmieci wyrzuci, chleb kupi, jakieś drobne naprawy w domu zrobi. I w ogóle będzie podporą i towarzystwem na stare lata. A to, że oprócz Pana Se, zamieszkało jeszcze kilka innych osób z jakichś innych krajów, to nawet lepiej. Bo może jak Pan Se nie będzie miał czasu, to zaopiekuje się Panem Kowalskim ktoś inny.

I tak Pan Kowalski jakoś po latach zapomniał, że przecież to wszystko miało być tymczasowo.
I tak po latach Pan Kowalski nie zmądrzał, ale nadal się łudzi, i karmi się nową obietnicą, która nigdy nie będzie zrealizowana.

Jerzy Wasiukiewicz

Jerzy Wasiukiewicz – rysownik satyryczny, dziennikarz, publicysta. Członek Zarządu Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Współzałożyciel i redaktor Dziennika Narodowego.  Jerzy Wasiukiewicz na Facebooku

Reklama / Advertisement