REKLAMA

REKLAMA

Adam Doboszyński: Imperium czy Wielka Polska?

656

Kilka miesięcy temu ukazała się broszura p.t. “Polska idea imperialna”. Wydał ją zespół młodych (a raczej już średniowiecznych) konserwatystów, grupujących się dookoła znanego tygodnika “Polityka”, dawnego “Buntu Młodych”.

Jest to próba sformułowania programu, który by pomógł wyprowadzić Polskę z obecnego impasu. Próba niewątpliwie ciekawa, bo podjęta przez ludzi inteligentnych i pełnych temperamentu. Chybiona, bo program ten montowano według starej i zawsze zawodnej recepty, polegającej na tym, że człowiek czy grupa ludzi, wychwytuje z programów innych ugrupowań i spośród idei unoszących się w powietrzu te, które jej najlepiej dogadzają, i kleci z nich “program”. Programów takich rodzi się kilka do roku. Obiektywność nakazuje stwierdzić, że próba podjęta przez zespół “Polityki” jest szczególnie interesująca ze względu na intelektualny ciężar gatunkowy ludzi wchodzących w skład tego zespołu. Jak to bywa w takich razach, pewne rzeczy tego programu wydają się słuszne, inne nie.

Słuszne przeważają. Filar zespołu “Polityki”, Kaz. Studentowicz, jest na najlepszej drodze do sformułowania sobie światopoglądu gospodarczego zbieżnego z narodowymi zasadami. Zbieżnego we wnioskach, przy zupełnie różnym “podejściu” do tematu. Studentowicz jest jednym z tak nielicznych, szczególnie w Polsce, ekonomistów zawodowych, którzy, zachowując metodę naukową, potrafili wyjść poza szablony, wtłoczone im w mózgi na uniwersytecie. Studentowicz jest pierwszorzędnie uzbrojony intelektualnie, wyszedł w nieznane, poza okopy ekonomii klasycznej i szuka. Wiele rzeczy już znalazł, a resztę znajdzie, szczególnie o ile do swego bardzo jeszcze modernistycznego (a więc materialistycznego) warsztatu zdecyduje się wprowadzić odświeżający powiew odwiecznej idei. Dzięki Studentowiczowi ustępy “Polskiej idei imperialnej” poświęcone sprawom gospodarczym, są najstrawniejsze. Ludzie, którzy głoszą, że “własność prywatną uważają za depozyt społeczny złożony w ręce właścicieli po to, żeby dawał większe owoce dla całego społeczeństwa” – są na dobrej drodze.

REKLAMA

Zupełnie niestrawne są natomiast punkty programu odnoszące się do polityki zagranicznej i narodowościowej, wysnute z głów braci Bocheńskich. Całe szczęście, że poglądy tych panów nie miały nigdy siły przyciągającej. Poza tym zawiera program “Polityki” wiele zdrowych myśli. Pojęcie naród figuruje na honorowym miejscu; dużo też mowy o katolicyzmie, choć czuć jeszcze tu i ówdzie nawyki myślowe, będące skutkiem długoletniego krążenia w orbitach lóż. A więc ogólne saldo raczej dodatnie.

Dużo natomiast złego może narobić hasło budowy polskiego imperium, atrakcyjnie ulokowane w tytule publikacji. Hasło to stanowi novum, które ciągnie. Zaczyna ono krążyć w szerokich kołach społeczeństwa, nawet w kołach narodowych. Rychło patrzyć, a może się narodzić mit polskiego imperium. A mity są jak wiadomo realnymi siłami politycznymi. Czas więc stwierdzić, że narodziny takiego mitu są niepożądane. Dlaczego? Bo słowo imperium zawiera treść ściśle sprecyzowaną od dwu tysięcy lat, pojęcie, którego każde dziecko uczy się w szkole. Jest to pojęcie, zdaniem moim, bezwzględnie obce ideologii katolicko-narodowej, którą wyznajemy. Imperium – to imperium rzymskie i brytyjskie, to ostatnio imperium włoskie i francuskie. Imperium, to mechaniczne, siłą oręża, rozszerzanie państwa narodowego na inne ludy, celem – co tu obwijać w bawełnę – ich wyzysku. Eksploatowali prokonsulowie prowincje rzymskie, eksploatują Anglicy Indie, Włosi Abisynię, Francuzi Afrykę i Indochiny. Nie ma racji Studentowicz gdy twierdzi, że wejście ludów skandynawskich w krąg cywilizacji angielskiej stanowi tryumf brytyjskiej idei imperialnej. To zasadnicze nieporozumienie. Imperium brytyjskie – to Indie. To Hongkong. To Singapore. To Sudan. To wyzysk ludów egzotycznych. Tam, gdzie ludzie mówią po angielsku, tam nie ma imperium. Tam jest United Kingdom – Wielka Anglia. Szkocja, Walia, Ulster, zamorskie dominia – to Wielka Anglia. A ludy skandynawskie i niektóre z państw bałtyckich, rządzonych przez masonerię szkocką – to obszary promieniowania Wielkiej Anglii, a nie Imperium.

REKLAMA

W Imperium utrzymują porządek eskadry bombowców, a chodzi tylko o pieniądze. W Hong- Kongu ani w Bombaju nie ma ideałów, są jedynie kapitały. Natomiast w Oslo czy w Tallinie jest penetracja ideowa (via loże) i kulturalna, a wymiana gospodarcza odbywa się na zasadach korzyści obustronnych. Brytyjska flota pojawia się na tych wybrzeżach tylko w charakterze gwarantki niepodległości. Business jest tu na drugim miejscu. Tu chodzi przede wszystkim o ideały, w myśl zdrowej zasady, że ten, kto bierze ode mnie swe ideały, staje się moim klientem (w szlachetnym starorzymskim znaczeniu tego słowa).

Jakież są nasze polskie tradycje? Epoka piastowska, to państwo w granicach etnograficznych. Unia z Litwą – to rozszerzenie zasięgu cywilizacyjnego Polski poza te granice; ale rozszerzenie nastąpiło nie siłą oręża, lecz atrakcją ducha. To pierwsza próba Wielkiej Polski. Rezultaty mieliśmy świetne. Załamaliśmy się, gdy zaczęliśmy stosować metody imperialne na Ukrainie, w Mołdawii i Wołoszczyźnie. Żywotny Naród nie ogranicza się do formalnych granic swego państwa. Sięga dalej, promieniuje właściwą sobie ideą, urokiem swej indywidualności. Sąsiednim ludom narzuca swe przewodnictwo. Poprzez sukcesy w dziedzinie imponderabiliów dochodzi tą drogą z biegiem czasu i do korzyści materialnych. Ale te korzyści nie stanowią właściwego celu.

Ludom, podobnie jak i poszczególnym jednostkom, mogą przyświecać różne ideały. Ideałem średniowiecza był rycerz krzyżowy; ideałem renesansu był kondotier, ideałem naszych czasów – do wczoraj – był kapitalistyczny przedsiębiorca. Ambicją masońsko- kapitalistycznych społeczeństw jest zaprzęgnięcie do swej służby ludów kolorowych, jak się uda, to i ludów białych. Ambicje katolickiego narodu sięgają wyżej. Chodzi o wypełnienie pewnej misji. Symbolem tych ambicji stało się dla nas pojęcie Wielkiej Polski. Nie mamy powodu obniżać lotu do poziomu dążeń imperialnych. Ludzie lansujący pojęcie polskiego imperium wyszli z kół, które w taki, czy inny, sposób sięgają zawsze do teori, pojęć i symbolów zagranicznych. Wczoraj byli liberałami i konserwatystami; dziś są nacjonalistami (lecz nie narodowcami); po cichu są trochę totalistami, a bardzo głośno afiszują imperializm. Nie dorośli jeszcze do zrozumienia, że wielki naród kuje sam potrzebne sobie mity i symbole.

REKLAMA

Adam Doboszyński

za: “Myśl Narodowa” nr 30/1939

———————-
Adam Doboszyński (1904 – 1949) był politykiem endeckim i pisarzem, członkiem Stronnictwa Narodowego. Był współzałożycielem Bratniej Pomocy Zrzeszenia Studentów Polskich oraz prezesem Związku Akademików Gdańskich „Wisła”. Otrzymał także godność członka honorowego Związku Polskiej Młodzieży Akademickiej i Związku Polskich Korporacji Akademickich. W 1931 r. przystąpił do Obozu Wielkiej Polski. W 1933 r. podczas pobytu w Anglii, nawiązał znajomość z Gilbertem Keithem Chestertonem, pisarzem i myślicielem, którego koncepcja dystrybucjonizmu wywarła duży wpływ na poglądy Doboszyńskiego. Znalazło to wyraz w wydanej rok później pracy Doboszyńskiego „Gospodarka narodowa”. W reakcji na zabójstwo przez policję Wawrzyńca Sielskiego, Doboszyński zorganizował bojówki, które w nocy z 22 czerwca na 23 czerwca 1936 r.opanowały zbrojnie na kilka godzin miasteczko Myślenice, akcja ta została później nazwana „wyprawą myślenicką”. Na emigracji krytykował SN i jego prezesa Tadeusza Bieleckiego za ugodowość wobec rządu gen. Władysława Sikorskiego i oficjalnie wystąpił ze Stronnictwa Narodowego. Brał udział w pracach powołanego wiosną 1942 r. Komitetu Zagranicznego Obozu Narodowego. Celem komitetu było wypracowanie wspólnego stanowiska politycznego i zbliżenia Stronnictwa Narodowego, Obozu Narodowo-Radykalnego „ABC” i falangistów Bolesława Piaseckiego. W grudniu 1946 r. przedostał się do Polski. Aresztowany i sądzony przez komunistów, został stracony w sierpniu 1949 r.

REKLAMA