Zygmunt Wasilewski: Rozbrajanie duchowe narodu – cz. I

103

Od trzydziestu lat z górą polska myśl demokratyczno-narodowa pracuje nad tym, aby wprowadzić do patriotyzmu polskiego pierwiastek organizacyjny rozumnej woli, który by z tego skarbu narodowego uczynił prawidłową siłę rozwoju. Patriotyzm polski w czasach upadku państwa zamanifestował się na cały świat swoistymi znamionami i przyczynił się niewątpliwie do ocalenia Polski. Był to żar w popiele, który utrzymał życie narodowe, że nie gasło, utrzymał w naszym ciele temperaturę życia.

Był to patriotyzm na ogół typu uczuciowego, a przeto surowy. Wielki kapitał, ale w stanie żywiołu niezorganizowanego, surowy, wybuchający od czasu do czasu, a zresztą tlejący. Palił się w poezji polskiej ogniem przedziwnej piękności, strzelającym do niebios, że zdawało się: Polska cała płonie. Wytwarzał sporadycznie zjawiska typu czynnego, ale to była czynność wulkanu, A gdy organizm znużony wpadał w reakcję, patriotyzm ten automatyzował się jako gest, ratujący pozory ognia fajerwerkowym światłem.

Życie psychiczne najpiękniejsze estetycznie, ale pozostawione pokoleniom dziedzicznie bez rewolucji, musi ulegać zwyrodnieniu. Wytwarzało ono fatalne usposobienie duchowe, robiące z ludzi bezmyślne aparaty do wykonywania odruchów. W końcu nie stać ich na własne czucie; wykonywują ruchy przez naśladownictwo. Naśladują obcych lub ruchy swoich ojców. Społeczeństwo, mające inteligencję w tym stanie, nie może być twórczym. Ponieśliśmy wiele strat z tego powodu i opóźniliśmy swój rozwój, a gdy przyszła wojna, pokazało się dowodnie, że sfery oświecane pod osłoną najjaskrawszych haseł patriotycznych uprawiały defetyzm, albo szły na przekór logice dziejów. W społeczeństwie w związku z tą chorobą psychiczną wytworzył się zamęt co do hierarchii duchowej; zdawało się nieraz, że panuje wyścig o głupotę. Im kto niedorzeczniej interes narodowy traktował, tym wyższy miał tytuł patrioty. W zaułkach tej niejasnej perspektywy zbierała się nieczystość moralna. Występek polityczny rodzi się sam w złych warunkach higieny duchowej.

Prawda interesu narodowego stała się rzeczą względną zrazu teoretycznie, a w praktyce uzależnioną od względów prywatnych lub koteryjnych. Patriotyzm uczuciowy na zawołanie, łatwo płonący jak ogień bengalski, przyzwyczaił do pozy, rodził i bohaterów i wodzów. Bohater kładł się w ogniu, dając Mucjusza Scewolę, w gruncie rzeczy — dla pięknego oświetlenia swej postaci; a widzów znowu nic moralnie nie kosztowało brać to za prawdę. Nowy ruch umysłowy, nadany przez demokrację narodową, wziął sobie za pierwsze zadanie wychowawcze, żeby z tej choroby społeczeństwo uleczyć.

Powstała szkoła patriotyzmu czynnego i realnego myślenia politycznego o interesie narodu. Dzieje trzydziestu lat tej pracy są dziejami walki z nałogami i teorią patriotyzmu uczuciowego. Bierność bowiem walczy o swe prawa rozpaczliwie. Z leżenia na żywiole który ponosi, zmienić pozycję tak, aby żywioł okiełznać i nim powodować —- to wysiłek nie lada. W oczach ludzi zwyrodniałych widniał blady strach przed nauczycielami: zostawcie nas w spokoju! Że to był rys psychiczny głęboki, widzimy po tempie życia w wolnej Polsce. Warunki nowe, już nie nauczyciele, wzięły się do ludzi, żądając od nich wytrwałego patriotyzmu czynnego, jako pierwszej zasady konstytucji moralnej w życiu samodzielnym. Życie samo wzięło na próbę patriotyzmu naprzód wojna, potem odbudowa. Wypróbowało naprzód możność wysiłku politycznego, a teraz próbuje wytrwałość obywatelską. Zwyrodniały patriotyzm szedł wbrew temu nakazowi życia na wojnie w kierunku najmniejszego oporu, a potem, żeby opanować ustrój państwowy, który jak okręt miał ich dalej kołysać na fali. Państwo było tą postacią nowego życia, które od nich zażądało pracy obywatelskiej. Uczynić je od siebie zależnym, w tym jedynie widzą wyjście. Z tym warunkiem godzą się na państwo, inaczej będą jego wrogami. Tymczasem dać im państwa nie można, bo ten aparat pracy i obrony w ich rękach się roz­ azi; uproszczony ze swego wielkiego skomplikowania do jednostronnego użytku przybiera kształt koryta.

Patriotyzm uczuciowy wyrodniejąc przechodzi w pozory, a w pewnych warunkach staje się siłą rozkładu. Jako stan subiektywny słabo uświadamiany ma on, jak widzieliśmy, skłonność zatracania w poczuciu stosunku do swego przedmiotu, którym jest owa patria. Jest to stosunek psychicznie niezorganizowany. Salwując swój przywilej bezwładu psychicznego, bardzo łatwo może się zwrócić przeciw obiektowi swych uczuć. Tym się tłumaczy łatwość, z jaką dokonywała poboru rekruta w tych sferach międzynarodówka. Ona ich uwalnia od męki niejasnego do ojczyzny stosunku,

Wielkie wypadki, wyprowadzające żywioł z zastoju, są okazjami segregowania dusz. Odbywa się wtedy obrachunek wewnętrzny, a jednocze­śnie połów dusz. Nakaz patriotyzmu czynnego skupia koło idei Narodu jednostki organicznie zdrowsze. Inne niezorganizowane idą w rozsypkę i szukają dla siebie form społecznych mechanicznych. Doskonała to sposobność dla organizacji międzynarodowych. Międzynarodówka socjalistyczna na tej ostatniej wielkiej wojnie zbankrutowała. Ale, zdaje się, zyskała międzynarodówka kapitalistyczna wielkich finansistów i liberałów, pracująca z tamtą w cichym sojuszu. Ona to objęła komendę na froncie światowym, idącym łamaną linią do walki z nacjonalizmem. Linia jest powyginana, zachodząca nieraz głęboko w obóz nacjonalistyczny; podchodzi drogami podziemnymi przeciwnika, osacza go, otacza niewidzialnymi, a jednak kolczastymi zaporami; działa wśród przeciwników swoich konspiracyjnie, przybierając podstępnie, ich postać, a zaczyna od gazów bardzo łagodnych, ale tumaniących.

W tej chwili w Polsce ciężkie są warunki pracy umysłowej, znajdującej wyraz w literaturze i nauce. Natury czynniejsze mają mnóstwo roboty praktycznej przy odbudowie społeczeństwa i państwa, a kryzys gospodarczy odbija się przede wszystkim na produkcji pisarskiej. Moment to jest bardzo korzystny do propagandy ze strony organizacyj międzynarodowych. Rozwija się też ona w Polsce na wielką skalę. Wysiłek Trzeciej Międzynarodówki, zasilany ze wschodu sowieckiego, a skierowany do sfer dolnych, ustępuje rozmiarami akcji innej, obliczonej na sfery oświecone i usiłującej niczym nie zwracać uwagi na swoją uniwersalność i na swoje cele. Powstaje wiele czasopism niewyjaśnionej proweniencji dla młodzieży, kobiet, dla ludzi z wyższym wykształceniem, filozoficznych, religijnych, humanistycznych, publicystycznych, literackich, doskonale uposa­żonych, jak widać z szat welinowych i okazałości rozmiarów.

Wszystko to jest obsługiwane przez pisarzy, nieplamiących się nigdy dotknięciem wydawnictw narodowych. Wytwarza się tam jakaś sekta, rozszerzająca swoją sieć na wszystkie dziedziny myśli i twórczości, konsekwentnie bojkotująca wszelkie objawy twórczości w obozie t. zw. nacjonalistycznym. Kto nie należy do tej zorganizowanej sekty, nie będzie tam nigdy dopuszczony. O książce nacjonalisty najobojętniejszej politycznie treści nie będzie w tych wydawnictwach wzmianki nawet bibliograficznej. Jedne z tych wydawnictw są bardziej specjalne, jako organy jakiejś sekciarskiej doktryny, inne stają pozornie na gruncie narodowym i szerzej się rozchodzą, ale wszystkie oprócz pięknego papieru mają to wspólnego wewnętrznie, że zgodnie a planowo biją w nacjonalizm, a natomiast szerzą ideę miłości bratniej ludów, pacyfizmu i zjednoczenia międzynarodowego.

Weźmy spod ręki np. pismo „Nowe drogi” (1 lutego 1924). Artykuł naczelny: przekład z Toł­stoja „Wierzę”:

– Tołstoj, którego po rewolucji pisarze rosyjscy uznali za sprawcę ideowego bolszewizmu, poucza polskich czytelników, że nie trzeba „sprzeciwiać się złu”, że utratą najwyższego dobra „jest rozdział, jaki czynimy pomiędzy własnym a obcymi narodami”.

Inny artykuł mówi po kaznodziejsku o Bogu, który łączy wszystkich ludzi jako braci, potem kawałek z Towiańskiego; trzeci artykuł przeciwko kościołowi rzymsko-katolickiemu; później rozprawa o Cieszkowskim Br. Siwika, a tutaj typowy haczyk na patriotyzm uczuciowy:

– Kochamy Polskę i pragniemy z całej duszy jej szczęścia i rozwoju… Lecz co uważać za szczęście i rozwój Polski?” Odpowiedź: „Sprawdzianem być może tylko wielka i święta idea Kró­lestwa Bożego na ziemi, Społeczności Ludów, Społeczności Pracy, I dlatego winniśmy pamiętać na przestrogi dziejów i mądre słowa myślicieli (oto co wyciągnęli z Cieszkowskiego!) oraz tępić w duszach naszych jad szowinizmu, nacjonalizmu“.

Oczywiście wiersz Antoniego Słonimskiego, powiastka, kroniki, a wreszcie w bibliografii reklama dla „Myśli wolnej“ (ateistycznej — Baudouina de Courtenay), dla tygodnika „Iskry“ (dla młodzieży) i dla „Polski Odrodzonej, dwutygodnika poświęconego idei kościoła narodowego w Polsce. Artykuł Br.Siwika o Cieszkowskim był drukowany także w innym wydawnictwie p. t. „Spo­łeczna myśl religijna“ (1923) nakładem jakiegoś tow. Pracy społecznej „Znak“. Skład główny w Książnicy Polskiej, przez Tow. nauczycieli szkół wyższych i średnich fundowanej i prowadzonej z poparciem Ministerstwa Oświaty. W tym czasopiśmie, głoszącym „wolnościowe“ i „wieczno­ściowe” zasady, na rachunek Cieszkowskiego idą takie tezy:

– Na ćwiczenia szczupłych kadrów Piłsudskiego inteligencja polska patrzała jak na praktyki szaleńców, utopistów. A oto dziś Polska jest wolna i zjednoczona – Propaganda bezmyślności politycznej.

– Do niedawna oburzaliśmy się na Rosjan, że uważali ziemie polskie za swoje, że fałszowali historię i statystykę, że nazywali b. Kongresówkę — Priwisljem, a oto dziś nazywamy Ruś Czerwoną — Małopolską Wschodnią i rumieniec twarzy nam nie krasi – Propaganda rozwalania granic Polski.

Dalej w tym wydawnictwie mamy wiersze, artykuł o „drogach ku kościołowi powszechnemu“’ (propaganda „zupełnej wolności religijnej i tolerancji, tamże reklama do „Wolnej Myśli“), A na końcu spis poparcia godnych organizacji „odrodzenia wewnętrznego“ wśród młodzieży; wolne harcerstwo, polska YMCA i in.; wśród starszych: Pol. Stow. Etyczne, Instytut Mesjaniczny, Stow. Wolnomyślicieli Polskich, Wspólnota Twórczości. Pol. Tow. Teozoficzne, Filarecki Związek Elsów. Tow. Krzyża Promienistego, Koło Oświatowe Słuchaczy Kursów dla Dorosłych, Tow. Pracy Społecznej „Znak“.

Z tych dorywczych wypunktowań na mapce dyslokacyjnej naszej inteligencji widzimy, jak szeroko zatoczona jest sieć, łowiąca dusze polskie i jaki zamęt wprowadza ta agitacja w życie intelektualne społeczeństwa. Ilościowo ruch ten przedstawia się pokaźnie. Rozporządza on szeregiem miesięczników i tygodników, popiera go w stolicy samej kilka dzienników. Jak widzimy, mnożą się stowarzyszenia także pod pretekstem prac naukowych, społecznych, nawet ćwiczeń religijnych. Walka o po­sterunki oświatowe odbywa się już nie pod hasłem socjalizmu, czy postępowości niechętnej obskurantyzmowi religijnemu, lecz trybem konspiracyjnym, przez wciskanie się personalne i wyciskanie innych. Systematycznie ruch ten zagarnia pracę oświatową pozaszkolną, czytelnie, wolne „wszechnice“ i przez urzędy ministerium oświaty strzeże posterunków naukowych i wydawnictw, organizuje personalnie towarzystwa wydawnicze, naukowe, wpływa na obsadę katedr w uniwersytetach i profesorów wiąże w obozy, niedopuszczające do wpływu „nacjonalistów“. Związany sympatią z obozem socjalistycznym zasila się coraz gęściej ludźmi z tego obozu. Zewnętrznie ruch ten chroni się od pozorów, że ma cokolwiek wspólnego z Żydami. Są tam odłamy bodaj szczerze łudzące się, że niezależne od Żydów i antysemickie, W gruncie rzeczy wykonują to, co leży w widokach Żydów.

Jak wnosić można z zachowania się prasy żydowskiej, która nieraz monituje tzw. lewicę, istnieje od pewnego czasu rozdział organizacyjny między grupą żydowską a polską, co ułatwia robotę wobec zmian, jakie zaszły w stosunku społeczeństwa polskiego do Żydów. Odkąd Żydzi przybrali wobec Polski postawę, jako odrębny naród i to naród wrogi, stracili możność bezpośredniego oddziaływania na Polaków. Pozostaje jednak działanie pośrednie i to powierzone masonerii. Myśl żydowska przewiduje zbliżające się przesilenie ruchu separatystycznego Żydów i przygotowuje psy­chikę narodów do współżycia z nimi na warunkach gościny najbardziej uprzywilejowanej. Żydzi wszę­dzie muszą się czuć jak u siebie w domu. Stanie się to wtedy, gdy narody zrzekną się praw gospodarza i wybiją sobie z głowy „megalomanię“ narodową i ambicję suwerenności. Wszyscy są braćmi w rodzinie ludzkości i prawnie równi wobec państwa. Pojęcie socjologiczne i polityczne narodu, tworzącego państwo i mającego swoją «dzielność, jest szkodliwym błędem myślenia nacjonalistycznego.

Nowa szkoła (St. Bukowiecki) pojęcie narodu nakrywa pojęciem państwa. Bankructwa internacjonalizmu, ujawnionego dzięki wielkiej wojnie, Żydzi nie biorą do siebie. Nawet, powiedziałbym, nie mogą brać do siebie. Bo przecież oni sami w tym czasie ogłosili się za naród. Nie znikły narody, owszem wiele odrodziło się, zyskując niepodległość; a przede wszystkim Żydzi zrobili wszystko, co mogli, aby zamanifestować siebie jako naród. Najlepszym dowodem, że idea narodu jako siły tworzącej święci triumf, jest moim zdaniem dojrzewająca w ambitnych planach żydowskich koncepcja utworzenia ze społeczeństw cywilizowanych jednej wielkiej rodziny, jako środowiska narodu żydowskiego po tych społeczeństwach rozrzuconego. Faktycznie byłoby to jedno ciało: z unerwowieniem i mózgiem żydowskimi. Byłby to nie mechaniczny twór, którego idea zbankrutowała, lecz twór organiczny narodu z psychiiczną suwerennością Żydów, jako czynnika organizacyjnego. Jest w tym dowód uznania pierwiastka narodowego za siłę twórczą.

Polska w tych planach odgrywa wielką rolę, jako obiekt środkowo-europejski, skupiający plazmę żydowską w wielkiej ilości. Polska jest przedmiotem szczególnego zainteresowania twórców tajnych tego planu — nie tylko pod względem politycznym, aby była słaba, bez granic i zawichrzona, ale i pod względem psychicznym, aby duchowo była zachwiana w wierze co do swych praw i sił. To, co z nią robi teraz propaganda na polu życia umysłowego, ma na celu odebranie jej tej wiary i ambicji wielkiego narodu, a wreszcie — zniszczenie w niej swoistości psychicznej. Sięga się do nauki, żeby nas ogłupić, a do obyczajów i sztuki, aby nas pozbawić instynktów narodowych i stylu własnego. Jednocześnie, jak widzimy, za pomocą polskich teoretyków i artystów odbywa się niszczenie polskiej twórczości i polskiego smaku z myślą, najczęściej nieznaną wykonawcom planów likwidowania od podstaw rasowych cywilizacji polskiej.

Jestem zdania, że dzisiejszy stan filozofii w Polsce będzie uważany w historii jako okres scholastyki, przerabianej pod wpływem nauczycieli niemieckich. Obawa zagadnień życia zapę­dziła ją w logistykę, a psychologia nie pozwoliła jej przekraczać zakresu zagadnień psychologii poznania. Filozofowie polscy, mający wreszcie sporo katedr, nie mogli odrodzić myśli polskiej, bo zrzeszeni w sektę odosobnili się od życia i jeden tylko robili użytek z wolności: pozbawiali wolności myśl polską w obawie, aby nie popadła w błędy filozofii polskiej XIX w., która zasilała „nacjonalizm“. Żeby usunąć z badań pierwiastek społeczny, pierwiastek ten przenieśli do subiektu, mającego tworzyć filozofię, biorąc za punkt wyjścia dla siebie zasadę organizacji kartelowej międzynarodowej, a tę zasadę — niestety podsunięto im z dziedziny obcej nauce, bo politycznej. Stworzono rodzaj świętego przymierza filozoficznego, mającego zadanie dławić wszelkie zakusy ujawniania zagadnień, które się wiążą z myślą narodową. Filozofia stworzyła po cichu blok z publicystyką i krytyką „lewicową“ w celu wywołania sztucznego ruchu umysłowego w Polsce, antynacjonalistycznego, nojkotującego i zniesławiającego wszelką samodzielną myśl polską.

Do kartelu tego wciąga badaczy historii, dziejów literatury i sztuki. Cechą znamienną ludzi, do tej roboty wciągniętych, jest to, że personalnie ujawniają swoją przynależność do obozu politycznego „lewicy”, uprawiając z całą bezmyślnością wszystkie szkodliwe dla dziejowego rozwoju Polski sympatię do Niemców i Żydów; a jakaś siła niewidzialna, która wysunęła niespodzianie na czoło państwa Narutowicza, i w tej sferze filozofów potrafi wynajdywać ministrów. Tak się stało z prof. logiki na Uniwersytecie Warszawskim Łukasiewiczem, który się pewno sam zdziwił, skąd mu przyszło do rządzenia w państwie. Żeby dać ilustrację, na jakim poziomie kultury polskiej odbywa się praca filozofów polskich, przytoczę ustępy komunikatu prasowego, rozesłanego przez Instytut filozoficzny w Warszawie. Pisała już o tym komunikacie „Gazeta Warszawska“. Do instytutu tego należy kilkunastu profesorów i docentów filozofii; jest on wydawcą „Przeglądu Filozoficznego“. Komunikat zapowiada serię odczytów w Warszawie.

Czytamy tam:

Do udziału w tych wykładach pociągnięte są wszystkie siły fachowe całej Polski, a nadto są zaproszeni najwybitniejsi przedstawiciele filozofii zagranicznej. W tych wykładach Warszawski Instytut Filozoficzny, dając zdrowy pokarm szerszym rzeszom, chce dać przegląd obecnego stanu filozofii, tej wyższej mistrzyni życia i kró­lowej nauki. W każdej dziedzinie będą to ostatnie pomysły i współczesny stan rzeczy (!). Podnieść zainteresowanie do po ważnego rozwiązywania ważnych zagadnień, wyrobić zamiłowanie do naukowego myślenia w ogóle — oto cel tych wykładów. Dadzą, one szereg wzorów, jak istotna wiedza załatwia się z najważniejszymi zagadnieniami życia i bytu. Wykłady te mają jeszcze i inny cel — wymiany myśli międzynarodowej, bliższego osobistego zapoznania się naszych i obcych fachowców i zacieśnienia więzów kulturalnych. Wykład inauguracyjny serii filozofów obcych odbędzie się w języku polskim, następne w językach europejskich najwięcej u nas znanych… itd.

Pierwszy wykład wygłosi prof. Uniwerstytetu Warszawskiego Jan Łukasiewicz (minister i b. rektor) na temat „Determinizm a wolność“. Potem paru młodych, wreszcie profesorowie Wolnej Wszechnicy Jakub Segał i Benedykt Bomsztein, ale ci nie najeżą do „serii filozofów obcych“.

Podkreśliłem rażące nieporadności żargonu. W jaki sposób z takim językiem dokonywać mo­żna precyzyjnych robót filozoficznych, to pozostanie tajemnicą roczników Instytutu. Do literatury ogólnej dzieła te nie wejdą, krytyka literacka badać ich nie będzie. Z komunikatu przytoczonego widzimy, że filozofowie polscy naszych czasów, na pozór tak odsunięci od życia, mają swoje ambicje kulturalno-społeczne i polityczne:

1) uczyć chcą filozofii swojej „szersze rzesze“ i

2) wymieniać „myśl międzynarodową”,

Ekspansywność filozofów warszawskich, idących z propagandą, tłumaczy się jakimś obowiązkiem zewnętrznym, nie tłumaczy się bowiem wewnętrzną potrzebą. Nie mają nie do powiedzenia szerszym rzeszom, bo te się logiką formalną nie interesują, a cóż mają swojego, coby dać mogli obcym?

Filozof — podobnie jak poeta — musi być; twórcą, a twórczości pierwszym warunkiem jest wolność osobistości, niezależność myśli od nakazów zewnętrznych i połączenie się w ambicjach twórczych ze swoim środowiskiem narodowym. Wtedy i rzesze słuchać będą i obcy przyjdą podziwiać a pożyczać.

Filozofia polska słynęła żywością i obrazowością wysłowienia. Na to nie trzeba koniecznie tworzyć filozofii narodowej w ścisłym znaczeniu, t.j. na tematy narodowe, Ale koniecznie trzeba mieć poczucie i dumę, że się myśl tworzy w materiale językowym, wziętym z życia duchowego swego narodu. W tym znaczeniu nie ma filozofii międzynarodowej. W żargonie komunikatu, ó któ­rym wyżej, myśl własna się nie zrodzi. Przecież to nie kancelaria, lecz rodzenie się myśli która musi mieć swe ciało. Polak, tłumaczący mozolnie swoją myśl z niemieckiego, nie ma nic na ekspor Filozofowie warszawscy powinni przypomnieć sobie wykład o języku Jana Śniadeckiego, Nie „nacjonalistyczne“ motywy nim kierowały, lecz fachowe psychologiczne.

———
Zygmunt Wasilewski (1865 – 1948) – polityk, wydawca, krytyk literacki. Studiował w Warszawie, Piotrogrodzie i Kijowie. Od 1887 r. członek Zet; od 1889 r. czł. Ligi Narodowej. w 1892 bibliotekarz w Muzeum Polskim w Rapperswilu. Redaktor „Głosu” w l. 1895 – 1899. Inicjator starania o zgodę władz rosyjskich na wzniesienie w Warszawie pomnika Adama Mickiewicza. W r. 1901 przeniósł się do Lwowa, aby od 1902 zostać redaktorem naczelnym „Słowa Polskiego”. W 1915 r. przeniósł się do Piotrogrodu, gdzie założył „Sprawę Polską”. W latach 1918 – 1925 redaktor naczelny „Gazety Warszawskiej”; 1925 – 1939 redaktor naczelny „Myśli Narodowej”, najpoważniejszego i najbardziej elitarnego tygodnika politycznego i kulturalnego w Polsce. Senator w l. 1930 – 1935.