REKLAMA

Zygmunt Balicki: Zasady wychowania narodowego (fragm.)

295

Reklama

Wychowanie narodowe wymaga od jednostki innego stosunku do Ojczyzny, niż jako do czegoś, co na zewnątrz duszy naszej istnieje, przy całym pragnieniu dobra tej Ojczyzny i potępianiu wszystkiego, co w nią godzi. Dusza polska nie tylko nosi Ojczyznę wewnątrz siebie, ale czuje się również wewnątrz niej, wszystkimi swymi splotami z nią zespoloną i zlewa całkowicie swą osobowość z jej jaźnią —-a taki związek tylko wówczas utrwalić się może, gdy pokłady instynktu narodowego sięgają do głębin przeszłości ojczystej.

„Od chwili —mówi A . Comte — gdy się poznaje, że się ma wspólnych przodków, gdy się wie o tych zmarłych, któ­rzy nami rządzą, od tej chwili ma się Ojczyznę”!
Dzieje narodu powinny być wiekowym wykonywaniem testamentu pozostawionego przez tych, którzy nadali narodowi swemu osobowość między innymi narodami w postaci państwa i nakreślili drogi jego przyszłości. Wola zmarłych przodków ożywia i zapładnia wolę żyjących: trzeba, żeby się ona speł­niła, a wtedy spełnią się dziejowe zadania narodu. Żywe obcowanie ze zmarłymi pokoleniami—oto czym powinna być historia ojczysta dla młodzieży, jeżeli ma być rzeczywistą podstawą jej patriotyzmu, zadatkiem ścisłego zespolenia jej z tą Ojczyzną, która była, jest i będzie.

„Historia narodu zapisana jest żywymi głoskami w duszach obywateli—mówi jeden z myślicieli młodszego pokolenia, Ludwik Posadzy. Sięgnąwszy w głąb duszy, może każdy obudzić w sobie te uczucia, które w strząsały dawnymipokoleniami. Albowiem każdy człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo społeczeństwa, w którym żyje, i nosi w sobie jego rysopis. Kto umie genezę tego rysopisu w sobie wyczytać, posiada rzadki dar intuicji historycznej”.

REKLAMA

REKLAMA

Rozwijać w młodymm pokoleniu tę intuicję historyczną, kazać mu przeżywać wespół z narodem jego dzieje, na pamiętnikach odtwarzać ważniejsze ich momenty, obrazować z całą plastyką życie, obyczaje i wierzenia, zawody i nadzieje pokoleń minionych i na tym tle ryć w jego duszy wiekowy te stament narodu;— to nie tylko coś więcej, to zupełnie co innego, niż uczyć chronologii i wyliczać wypadki dziejowe.

Związek ze zmarłymi obejmował niegdyś związek z ziemią, w której prochy ich spoczęły. Analogiczne zespolenie krajoznawstwa z historią łączyć winno w umysłach młodzieży przyrodę rodzimą i ziemię ojczystą, groby Przodków, ślady dawnej kultury i zabytki przeszłości, ludzi żyjących z ich cechami dziedziczności plemiennej, ich zabiegi gospodarcze, dorobek cywilizacyjny, walki i troski dzisiejsze— w jeden wyrazisty obraz Polski. I znowu takie poznawanie kraju—to zupełnie coś innego, niż geografia formalna ziem polskich i suche wiadomości o stanie kultury na tych ziemiach.

Łącznikiem pokoleń i żywym ogniwem, wiążącym współczesnych w naród, jest mowa ojczysta. Młodzież powinna czuć i wiedzieć, że język, którym mówi, służy nie tylko do wyrażania myśli w najłatwiejszej dla Polaka formie, ale do wyrażania duszy narodu, że w nim, jak w zwierciadle, odbijają się: jego dar spostrzegawczy, metody myśli, charakter uczuć i w ogóle te szczególne cechy, które nadają swoistą postać duchowej jego indywidualności. W ścisłości języka i mowy leżą zadatki prawdy, tkwiące w umysłowości narodu. Słusznie też powiedziano, że „język narodowy jest tym doskonalszy, im trudniej w nim kłamać”. Na mowie ojczystej młodzież uczyć się powinna tej prostoty i prawości orzeczeń, która nie znosi ani dwuznaczności, ani rozciągliwości pojęć, ani umysłowego szalbierstwa. Dosadność, trafność i jędrność wyrażeń jest najlepszą ochroną przed wielomównością w sło wach, tą cechą umysłów małych, która tak łatwo rodzi wielomówność w czynach — cechę charakterów małych. Jedna jest obu tych wad natura: nagromadzanie danych bez treści, nie dających materiału do wniosków tego początku wszelkiego celowego działania. Dlatego zwięzłość mowy jest bezwiednym ćwiczeniem zdolności do czynu. Zaprawiajmyż młodzież na staropolszczyźnie do odzwierciedlania w języku cech zdrowego, potężniejącego narodu, a nade wszystko uczmy ją odczuwać ducha języka, a nie tylko znać zasady jego form poprawnych.

Jeżeli język jest środkiem do wyrażania duszy narodu, to literatura ojczysta jest bezpośrednim tej duszy wyrazem.

REKLAMA

I tu właśnie pole do wyrabiania w młodym pokoleniu tego czucia subtelnego, tej nawet intuicji bezpośredniej, która od razu pozwala rozpoznać, co w piśmiennictwie polskim jest odbiciem nieskażonej niczym duszy narodu, co jest naleciało­ścią obcą i naśladownictwem, a co jej zboczeniem i zwyrodnieniem. Wszystkie wielkie dzieła literatury wszechświatowej odbijały w sobie ducha tych narodów, które je wydały i nie ma utworów pomnikowych, które by tego piętna nie nosiły na sobie. Jak nie ma pięknego krajobrazu w malarstwie, który by nie odtwarzał swoistej przyrody w pewnym czasie i miejscu, widzianej przez pryzmat duszy artysty, tak samo nie ma takiego piękna w literaturze, które by nie było odbiciem swoistej narodowej duszy jego twórcy. Wielkie dzieła piśmiennictwa polskiego, w stopniu wyższym niż jakiekolwiek inne, są bezpośrednim wyrazem nie tylko ducha narodu, ale i myśli narodowej; w nich zawiera się wszechogarniająca synteza wierzeń polskich, znacząca blaskiem poezji wyżyny, do których wznosić się powinna myśl twórcza każdego z następujących po sobie pokoleń.

W piśmiennictwie, zarówno jak i we wszystkich dzie­łach ludzkich, umysł młodzieży szukać powinien nie tego co nowe, lecz tego co niepojęte i wieczne i wynajdować nie to co zasługuje na krytykę i budzi zwątpienie, lecz to co jest godne uwielbienia i budzi zachwyt. Wtedy umysł młodzień­czy odkryje prawdziwy skarb, w piśmiennictwie ojczystym zawarty: pozna to, co w życiu, w dziełach człowieka w duszy ludzkiej i w duszy narodu jest godne kochania.

Zżycie się z dziejami, z ziemią i ludźmi, z mową i literaturą ojczystą daje młodemu pokoleniu podstawy pozytywnego patriotyzmu. Miłość Ojczyzny, jeżeli ma pozostać w wieku dojrzałym zdrową, czystą i wielką, nie może się żywić za młodu sokami, płynącymi z uczuć negatywnych, z nienawiści i przeczenia w jakiejkolwiek postaci. A nie dlatego bynajmniej, że uczucia te są „niehumanitarne”, lecz dlatego, że z dwóch kierunków duchowych, składających się na indywidualność narodu: pozytywnego i negatywnego, twórczego i zaprzecznego, jednego zwróconego na wewnątrz, drugiego na zewnątrz, uczuć łączących i uczuć dzielących, świadomej siebie woli i odruchowych wstrętów, myśli organicznej i my­śli opozycyjnej, pierwszy tylko jest kierunkiem budującym.

—-
Zygmunt Balicki urodził się 30 grudnia 1858 r. w Lublinie, w tym mieście uczęszczał też do gimnazjum. Studiował w Petersburgu, angażując się w owym czasie w działalność środowisk socjalistycznych. Współpracę z socjalistami kontynuował także po opuszczeniu Rosji i osiedleniu się we Lwowie: z Bolesławem Limanowskim powołał socjalistyczno-niepodległościowe ugrupowanie „Lud Polski”. Zagrożony wydaniem Rosjanom, wyemigrował do Szwajcarii, gdzie kontynuował studia w Zurychu i Genewie, uzyskując stopień doktora i stając się członkiem-korespondentem Międzynarodowego Instytutu Socjologicznego. Kolejnym etapem w jego ewolucji ideowej była współpraca z Z. Miłkowskim w ramach Ligi Polskiej. Sam Balicki założył Związek Młodzieży Polskiej – tzw. Zet (1887). Wraz z Romanem Dmowskim zakładał Ligę Narodową, a następnie Stronnictwo Demokratyczno-Narodowe, stając się jednym z czołowych publicystów i polityków środowiska. Artykuły zamieszczał głównie w „Przeglądzie Wszechpolskim” i „Przeglądzie Narodowym”. Zmarł 12 września 1916 r. w Piotrogradzie. Oprócz licznych tekstów publicystycznych, Balicki był autorem cenionych prac socjologicznych i z teorii polityki, m.in. „Parlamentaryzm” (1900) i „Psychologia społeczna” (1912).

REKLAMA