REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

K.Piskała, L. Popek, T. Potkaj – „Kres. Wołyń, historie dzieci ocalonych z pogromu” – recenzja

851

REKLAMA / Advertisement

Dramatyczne losy ofiar zbrodni wołyńskiej do dziś budzą przerażenie. Ta książka idzie jednak jeszcze krok dalej, prezentując szokujące losy polskich dzieci zagubionych wśród ludobójczego szału.

O ludobójstwie na Wołyniu napisano już sporo. „Kres. Wołyń, historie dzieci ocalonych z pogromu” to kolejna pozycja na rynku poświęcona zapomnianej zbrodni. Książka jest efektem pracy kilku autorów. Dwóch z nich, Konrad Pisakała i Tomasz Potkaj, to reporterzy. Trzecim publicystą jest Leon Popek, pracownik lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Pomysł na stworzenie publikacji był dość prosty. W archiwum IPN, a także w zbiorach prywatnych, autorzy znaleźli koperty opatrzone napisem „listy dzieci z Pieskowej Skały zwrócone z granicy frontu”. Krótkie śledztwo wykazało, że jest to korespondencja dzieci, które zdołały uciec z ogarniętego pogromami Wołynia i znalazły schronienie w sierocińcu na zamku na Pieskowej Skale. Na wschodzie pozostali jednak ich bliscy. I to właśnie oni byli adresatami listów, które nie dotarły do adresatów. Pomimo upływu ponad siedemdziesięciu lat, autorom publikacji udało się odnaleźć wielu nadawców.

Sama książka jest niebanalnym zbiorem wielu historii. Choć pozornie są tak różne, to łączą je tragiczne wydarzenia z Wołynia. W ten sposób książka, choć opowiada o ludobójstwie, tak naprawdę stanowi świadectwo upadku świata, jaki miał miejsce na przestrzeni lat 1943-1944. Nie są to słowa wydumane. Wtedy to bowiem zaczęła się apokalipsa, podczas której sąsiad mordował sąsiada.

Ogromnym walorem publikacji jest sama jej tematyka. W wielu publikacjach poświęconych ludobójstwu na Wołyniu historycy opisują historie ogólnie znane. Wystarczy tu wspomnieć obronę Huty Stepańskiej i Wyrki czy Huty Starej. Tymczasem książka Konrada Piskały, Tomasza Potkaja oraz Leona Popka koncentruje się na historiach znanych znacznie słabiej. Tym samym wzbogaca to nie tylko perspektywę badawczą, ale również popularyzatorską. Zbyteczne będzie dodawać, że jak dotąd nikt nie pisał o dzieciach, które dotarły do Pieskowej Skały.

Autorzy wykonali prawdziwie imponującą pracę. Zaprezentowana przez nich opowieść została napisana w bardzo dobrym stylu – sugestywnym, ale jednocześnie pozbawionym niepotrzebnych dodatków. Opierając się na rozmowach z dziewięćdziesięcioletnimi ludźmi, stworzyli narrację pełną niezwykle mocnych, przejmujących opisów. Dzięki pracy autorów czytelnik ma poczucie, że towarzyszy ludziom, którzy przeżyli tragedię na Wołyniu.

REKLAMA / Advertisement

Inną ciekawą kwestią jest to, że autorzy – jeśli wolno tak stwierdzić – „żonglują” czasem. Książka jest bowiem skonstruowana w ten sposób, że opowieści o przeżyciach ocalonych z Wołynia mieszają się z opisem wydarzeń współczesnych czytelnikowi. Dzięki temu autorom udało się pokazać, że sprawa Wołynia nie zamyka się w latach czterdziestych. Przekonująco dowodzą oni, że wydarzenia te są wciąż żywe, zwłaszcza dla osób, które przeżyły masakrę.

„Kres. Wołyń, historie dzieci ocalonych z pogromu” nie jest książką, którą da się przeczytać za jednym zamachem. Nie jest to także zbiór krótkich tekstów, z którymi można się zapoznawać z doskoku. Publikacja Konrada Piskały, Tomasza Potkaja oraz Leona Popka wymaga uważnego zapoznawania się z jej treścią. Z drugiej jednak strony, czytelnik jest tak porażony prezentowanymi dziejami, że dla nabrania perspektywy odkłada książkę. Zaczyna wtedy myśleć o ogromie tragedii, jaka spadła na Wołyń. Po chwili jednak znów wraca. I tak to trwa, póki czytelnik nie przeczyta ostatniej strony.

Książka nie jest zatem łatwa w odbiorze. Nie jest to jednak wina autorów, lecz raczej konsekwencja tematu. Tego, co wydarzyło się na Wołyniu, nie są w stanie zrozumieć mnie tylko ci, którzy to przeżyli. Taki już chyba los wszystkich książek dotyczących wielkich tragedii, jaką było przecież ludobójstwo na Wołyniu.

Na zakończenie warto powiedzieć parę słów o bibliografii. Za główne źródło do niniejszej publikacji posłużyły listy oraz rozmowy z ich adresatami. Oprócz tego autorzy skorzystali z szeregu innych przyczynków źródłowych (np. pamiętników) oraz opracowań. Wykorzystana przez nich literatura może budzić uznanie. Nie oznacza to jednak, że uniknęli pewnych braków. Zadziwia fakt, że bibliografia nie wyszczególnia chociażby książki Grzegorza Motyki pt. „Od rzezi wołyńskiej do akcji «Wisła». Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947”, a przecież jest to podstawowa monografia dotykająca tematyki zbrodni wołyńskiej.

Niewątpliwie warto sięgnąć po książkę „Kres. Wołyń, historie dzieci ocalonych z pogromu”. To ogromnie interesująca pozycja, która prezentuje swój własny sposób na przywrócenie pamięci o ofiarach zbrodni wołyńskiej. Na pewno nikogo nie pozostawi obojętnym. Zachęcam do lektury.

Rafał Brodacki

– Tego dnia, rankiem, przyszła do nich zaprzyjaźniona Ukrainka. Pytała o garnek, pościel, nalegała. Mówiła, że dla nich to już rzeczy bez wartości. Matka, Zuzanna Sąsiadowska, zrozumiała, co chce jej przez to powiedzieć. Wzięła dzieci i uciekła do dworu. Nie wszyscy mieli takie szczęście. Małych Furyków Ukraińcy położyli na podłodze. Ojcu strzelili w głowę i wbili nóż w serce. Dzieci zostawili, ale wiedziały, że spalą się żywcem. Słychać było krzyki konających sąsiadów. Przerażone, pobiegły w ulewnym deszczu na cmentarz, siedziały do rana przy grobie mamy i babci. Ocalały. Z niedobitkami Polaków pojechały na furmankach do Stryja. Wyłapywano uciekinierów z rzezi – mieli szczęście. Jedenastoletnia wówczas Ela Furyk do dziś nie wie, jak dała radę pochować ojca (fragm. książki, więcej pod linkiem).

za: Portal historyczny Histmag

REKLAMA / Advertisement