REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Włodkowski: Lata walk ulicznych

89

Lata trzydzieste XX wieku owocowały w starcia pomiędzy rządzącym obozem sanacyjnym a narodowcami. Nie inaczej było na ziemi łomżyńskiej, gdzie obóz narodowy miał bardzo silną pozycję. Składało się na to wiele czynników, takich jak struktura społeczna tych ziem, w której znaczną część stanowiła dumna, mazowiecka drobna szlachta, czy częsta obecność wywierającego na nią wpływ Romana Dmowskiego, ojca polskiego nacjonalizmu. Narodowcy mogli też liczyć na przychylność Kościoła Katolickiego, prowadzonego pewną ręką przez wielkiego patriotę, biskupa Stanisława Łukomskiego. Wystarczy wspomnieć, że w piśmie z akt Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia publicznego zatytułowanym „Zestawienie materiałów o tych duchownych, których działalność jest niepożądana dla Państwa”, na liście 17 księży, aż 15 należało do diecezji łomżyńskiej. Tereny północnego Mazowsza były solą w oku obozu rządzącego, związanego z Józefem Piłsudskim i jego współpracownikami. Niestety, nieudolna polityka władz doprowadzała do eskalacji konfliktu. Władza nie była gotowa na ustępstwa, utrudniała działalność swoim przeciwnikom politycznym co dodatkowo zwiększało niechęć ludności. W poniższym tekście przytoczę kilka wypadków mających miejsce w tych czasach.

Wiele napięć powstało przy okazji śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego 12 maja 1935 r. Władze organizowały bogate uroczystości żałobne, sanacja chciała szerzyć kult Piłsudskiego po całym kraju. Na terenie diecezji łomżyńskiej doszło do kilku nieprzyjemnych wypadków. Mocno naciskano na księży (w tym biskupa Łukomskiego), by w diecezjalnych kościołach biły dzwony na znak żałoby po „Dziadku”. Zdarzały się przypadki wtargnięcia do dzwonnic i samowolnego używania dzwonów przez administrację państwową. Zdarzenia takie miały miejsce w Łomży, Jedwabnym i w Wiźnie. W tej ostatniej dzwonnicę zajęło dziesięciu pijanych ludzi z wójtem na czele, którzy pobili przy okazji kościelnego stróża i jego żonę. Zdarzenia takie musiały rozgniewać wiernych katolików, którzy z reguły popierali na tych terenach narodowców. W tym samym okresie, w Tykocinie doszło do prawdziwej rewolucji. Ludność miasta odpowiedziała na próbę aresztowania ks. Antoniego Kochańskiego zajęciem miasta. Ks. Kochański skrytykował czarne opaski, które uczniowie nosili w tamtejszej szkole, na znak żałoby po Marszałku. Mieszkańcy o narodowym nastawieniu wyrzucili z miasta policję i zorganizowali własną władzę. Tykociński bunt zdołał załagodzić dopiero ksiądz prałat z Zambrowa. Rozprawa ks. Kochańskiego w czerwcu 1935 r. wiązała się z oblężeniem Łomży przez policję, która zabezpieczała teren sądu. Sytuacja na ziemi łomżyńskiej stawała się coraz bardziej napięta.

REKLAMA

REKLAMA / Advertisement

W tle tych wydarzeń ciągnęły się zatargi narodowców z ludnością żydowską. Niektóre miasta były w przewadze zamieszkane przez Żydów, którzy zdominowali handel i nie pozwalali na wzbogacenie się polskiej ludności. W niektórych, takich jak Czyżew czy Sokoły odsetek Żydów stanowił około 90%. Żydzi uznawani byli za element obcy i niezdolny do asymilacji, co miało swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Żydzi posługiwali się odrębnym językiem, wyznawali inną religię, a ponadto często zasilali szeregi organizacji lewicowych, w tym komunistycznych. Narodowcy organizowali bojkoty ekonomiczne żydowskich kupców i zachęcali do zaopatrywania u polskich sprzedawców. Do takiego doszło w sierpniu 1935 r. w Sokołach, gdzie żydowskie stragany na jarmarku zostały oblane przez narodowców kwasem siarkowym, a później doszło do ataku na żydowski kondukt żałobny. Policja rozpędziła napastników, używając pałek na co tłum odpowiedział kamieniami. Do tłumu skrytego za bramą kościoła policjanci skierowali ogień, a w wyniku salwy na stopniach świątyni zginął młody chłopak. W późniejszym czasie doszło do wielu aresztowań działaczy Stronnictwa Narodowego, nie tylko w Sokołach ale też w Kobylinie czy Tykocinie. Bojkoty ekonomiczne przyniosły skutek i były kontynuowane, umacniał się polski handel. Sanacja, podburzona sukcesem narodowców na tym polu, przeprowadziła kolejne aresztowania. 20 grudnia 1936 r., tuż przed Wigilią, wyciągnięci z domów i zesłani do ciężkiego, owianego złą sławą obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej, zostali członkowie zarządu Stronnictwa Narodowego w Czyżewie – Marian Jursz oraz Albin Organiński. Do aresztowania doprowadził starosta powiatu wysokomazowieckiego dr Józef Świątkiewicz, czym rozbudził na nowo niepokoje w swoim dystrykcie (półtora roku później Marian Jursz był sądzony za niepodanie staroście ręki podczas posiedzenia Sejmiku Powiatowego). Na efekty nie trzeba było długo czekać, 5 stycznia 1947 r. doszło w Czyżewie do brutalnej bójki podczas jarmarku noworocznego. Zatarg pomiędzy kupcem żydowskim a polskim, przerodził się w krwawą awanturę z udziałem policji. Rannych zostało 14-u Żydów (dwóch umarło z powodów obrażeń) i 19-u policjantów. W wyniku policyjnych postrzałów zostały ciężko ranione dwie Polki. Po tych zajściach wytoczono proces dla 35-ciu narodowców. Warto wspomnieć, że członkowie SN wcześniej oferowali władzom pomoc przy pilnowaniu porządku podczas jarmarku, została ona jednak odrzucona.

Do niezwykłych zajść doszło w Łomży 7 listopada 1937 r. podczas uroczystości poświęcania sztandaru Stronnictwa Narodowego w miejscowej Katedrze. Wydarzeniu temu nadano miano „krwawej niedzieli”. Po Mszy Św., która zgromadziła 5 tysięcy uczestników odbyć się miał krótki przemarsz do Domu Katolickiego. Do Łomży tego dnia wezwano dodatkowe posiłki policji, która obstawiła uliczki, zostawiając otwartą jedynie ul. Kaliwody (obecnie Sadowa). Gdy tłum wyszedł na ulicę, został zmuszony do przemieszczania się nią (wcześniej starosta zabronił demonstracji ulicznych). Policja wydała polecenie rozejścia się, jednocześnie uniemożliwiając to zgromadzonym. Doszło do szturmu na tłum, w ruch poszły kolby karabinów (kilka złamało się na karkach Łomżyniaków). W wyniku starcia ranionych zostało 25 osób.

REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

W swoim tekście przedstawiłem jedynie kilka wydarzeń, z których ziemia łomżyńska była słynna, aż do wybuchu II wojny światowej. Z powyższych faktów można wywnioskować, że spory polityczne w tamtym okresie wyglądały poważniej niż obecne przepychanki partyjne. Ludzie mocno wierzyli w swoje przekonania i niejednokrotnie dla swoich ideałów byli gotów poświęcić zdrowie i życie. Niech nie przeraża Cię, drogi czytelniku, brutalność i krew na ulicach. Taki był duch lat trzydziestych, w którym niemal wszystkie organizacje polityczne miały swoje bojówki, a narodowcy nie byli wcale frakcją najaktywniejszą pod tym względem.

Piotr Włodkowski

REKLAMA / Advertisement

za: kierunki.info.pl

REKLAMA / Advertisement