Walka ekoterrorystów z polskim rolnictwem ma podłoże… religijne? Taką uzasadnioną tezę wysuwa prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz

458

Piotr Lisiecki, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz w programie Mediów Narodowych mówił o tym kto najbardziej zagraża polskiemu rolnictwu. Grupa ta, określana od niedawna jako ekoterroryści,  zdaniem prezesa Lisieckiego działa z pobudek czysto… religijnych. Są to wyznawcy religii Wschodu.

– Od 20 lat pracy w nowoczesnym rolnictwie spotykam się z różnymi przeciwnikami. Ale ostatnimi laty szczególnie zwiększa się aktywność grup które celnie nazywa się ekoterrorystami i które stają się naprawdę niebezpieczne dla polskiej gospodarki. Analizując ich aktywność doszedłem do wniosku, że rekrutują się z kilku środowisk i reprezentują kilka idei, poglądów. Efektem przenikania innych kultur do kultury zachodniej, kultury białego człowieka, efektem multikulti jest też przenikanie religii Wschodu. Zauważyłem, że nasila się pewien trend myślowy, ideologiczny żywcem wyjęty z części wierzeń hinduskich. Od reinkarnacji po wiarę w świętość zwierząt. Na Zachodzie te zjawiska zaistniały wcześniej. Bardzo skąd inąd utalentowani muzycy zespołu The Beatles zafascynowali się w pewnym okresie religiami Wschodu.
Jest taki moment przełomowy w historii Beatlesów powstanie piosenki „Across The Universe” ze słowami „Nothing’s gonna change my world”. To efekt wizyty Beatlesów w Indiach, medytacji z tamtejszymi guru, widomy wpływ na kulturę popularną religii Wschodu w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Piotr Lisiecki wysnuwa wniosek, że w walce ekoterrorystów nie chodzi o walkę o poprawienie losu zwierząt hodowlanych. Prawdziwy cel jest inny, chociaż o tym się nie mówi wprost.

– Jak teraz ta ideologia, czy wręcz religia objawia się w walce z zachodnim nowoczesnym rolnictwem. Między innymi, wyznają ci ludzie [ekoterroryści – przyp. red.] kult Matki Ziemi. Gaja, Matka Ziemia to jest bardzo stary indyjski kult, który ma swój odpowiednik w Starożytnej Grecji. Dla wielu wyznawców tej religii ludzkość, jako taka, jest tylko zagrożenim dla Matki Ziemi. Tak jak mikroby, jak jakieś chwasty. Wśród nich mnóstwo ludzi jest gotowych na totalną depopulację. Wyznają religijnie pogląd według którego na Ziemi może żyć od 150 tysięcy ludzi do kilku milionów. Natomiast z reszty Matka Ziemia musi się otrząsnąć. (…) Ci wyznawcy są odporni na argumenty nasze, nowoczesnych rolników, hodowców, że przecież my naszą pracą zapewniamy dobrobyt i wyżywienie ludzkości. Dla nich to nie jest argument, bo zgodnie z ich religią ludzi jest za dużo, a Matka Ziemia musi się oczyścić z ludzkości.

Z wypowiedzi Piotra Lisieckiego można się również domyślić, która organizacja jest szczególnie przesiąknięta religiami Wschodu. Można chyba powiedzieć, że jest swego rodzaju sektą religijną.
Odnajduję wyznawców tego kultu wśród czołowych działaczy oragnizacji sprzeciwiających się nowoczesnemu rolnictwu w Polsce. Z ostrożności procesowej nie wymienię jeszcze nazwisk, ale dopracujemy się więcej szczegółów, więcej danych. I myślę, że kiedyś zrobimy program wymieniający z imienia i nazwiska ludzi, którzy w organizacjach np. chcących otwierać klatki, równocześnie wyjeżdżają na buddyjskie medytacje. Jest to całkiem liczna grupa. Podamy liczby, szczegóły, nazwiska.