Sumliński: Ukraińskie deja vu – historia która trwa

229

Gdyby pokusić się o dokonanie analizy minionych niedawno wydarzeń, tak jak dokonuje się analizy życia pojedynczego człowieka, obejrzelibyśmy film z następującym scenariuszem. Na początku zobaczylibyśmy absolutnie imponujące w formie i treści wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego na Kongresie PiS, w którym w prosty i jasny sposób nawiązał m.in. do niezamkniętego rachunku krzywd z pouczającymi nas – jak zawsze – Niemcami.

Jest czymś niepojętym, że najbardziej wyniszczony przez Niemców naród nie uzyskał dotąd żadnych reparacji wojennych, a ich brak, to woda na młyn dla kłamców i idiotów utożsamiających Polaków z nazistami, zarazem argument: „Polacy nie domagają się reparacji, bo przecież współpracowali z Niemcami”.

Niedługo później obejrzelibyśmy doskonałą mowę prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa przed Pomnikiem Powstania Warszawskiego, monumentalną i podniosłą, oddającą Polsce sprawiedliwość i należne miejsce w historii. Chcę wierzyć, że nie były to tylko słowa i że prezydent Stanów Zjednoczonych także wierzył w to, co mówił.

W kolejnej sekwencji filmu zobaczylibyśmy zyskujące (wreszcie!) na znaczeniu i randze obchody rocznicowe Rzezi Wołyńskiej z 11 lipca – i niech nikt nie opowiada nam głupot, że można zbudować cokolwiek dobrego na kłamstwie, więc dopóki Ukraińcy nie nazwą swoich zbrodni zbrodniami właśnie i dopóki katów będą uznawać za swoich bohaterów, dopóty nie może być mowy o jakiejkolwiek przyjaźni polsko – ukraińskiej, zaś brednie o rzekomym „ukraińskim buforze” dzielącym nas od agresywnych zapędów Putina są li tylko bredniami i niczym więcej – z Kaliningradu do Olsztyna można dotrzeć w dwie godziny, do Gdańska w niespełna trzy i w tym żaden rzekomy „ukraiński bufor” nie przeszkodzi.

Taki film, według takiego scenariusza, złożony z tylko pozornie oderwanych od siebie sekwencji, w rzeczywistości stanowiłby spójny obraz. Wszystkie te bowiem, jakże różne, wydarzenia są niczym puzzle, gdzie pojedyncze elementy odsłaniają niewiele – albo nic – ale złożone w całość tworzą obraz ilustrujący walkę, która toczy się na naszych oczach, a w której stawką jest nasza pamięć i nasze dusze, walkę pokazująca, w jak ważnym miejscu naszej historii znajdujemy się obecnie – prawdopodobnie o wiele ważniejszym, niż wielu mogłoby się wydawać.

Bo w tej walce nie chodzi o następną kadencję, jak niestety często zwykli myśleć cyniczni politycy z różnych zresztą opcji politycznych – lecz o następne pokolenia. I być może właśnie dlatego obecny czas jest tak ważny nie tylko dla nas, ale także – a może przede wszystkim – dla tych, którzy przyjdą po nas.

Wojciech Sumliński, sumlinski.pl

Książki W. Sumlińskiego zakupić można na stronie sumlinski.com.pl KLIK!!!!