REKLAMA / Advertisement

Reklama /Advertisement

Sumliński: To tylko mafia

724
W kwestii sporu pomiędzy Andrzejem Żuromskim, a Jarosławem Sokołowskim – odnośnie którego zostałem „przywołany” przez obie strony – informuję, co następuje. Jeśli Andrzej Żuromski twierdzi, że mamy wspólne projekty, plany, etc, tudzież bieżący kontakt, to jest to nieprawdą. Ostatni raz, o ile dobrze pamiętam, widzieliśmy się na przełomie 2015/2016 roku, przy okazji nagrywania programu dla telewizji internetowej – i to wszystko.

W kwestii moich kontaktów z Jarosławem Sokołowskim warto opowiedzieć o tym szerzej. Jest faktem, że relacje z Jarosławem Sokołowskim pseudonim „Masa” rozpoczęliśmy od negacji. Byłem pierwszym dziennikarzem, który już na początku 2003 roku przeczytał obwarowane klauzulą najwyższej tajności tzw. „akta Masy” – i tę część, w której zeznawał o działalności pospolitych przestępców, których przez lata kreowano na prawdziwą mafię, a którzy w rzeczywistości byli tylko „pionkami” w rękach decydentów – polityków i służb specjalnych – i którym w zamian za świadczone usługi (służby specjalne jeszcze w PRL posługiwały się regularnymi przestępcami oferując im w zamian bezkarność – to była straszna broń w rękach SB i WSW) pozwalano na czerpanie zysków z napadów na tiry, haraczy, wymuszeń rozbójniczych, itp., – ale także tę część, w której mówił właśnie o politykach i służbach specjalnych, a która na skutek decyzji ludzi na wysokich stołkach miała nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Jeden z bardzo ważnych w owym czasie prokuratorów, którego nazwisko jest i pozostanie moja tajemnicą, miał dość takiej hipokryzji i przekazał mi całość tajnych akt.

REKLAMA

REKLAMA / Advertisement

Częściowo, po długich bojach, wielkich naciskach i dzięki wsparciu Jarosława Kaczyńskiego udało się opublikować część tych materiałów – ale jedynie część, bo w owym czasie, gdy rządził SLD, a prezydentem był Kwaśniewski, nie było mediów skłonnych do opublikowania całości takich akt, w których była mowa także o podziale rynku automatów do gier pomiędzy SLD i tzw. „mafię pruszkowską”. Zrozumiawszy to i poznawszy do cna tę załganą rzeczywistość, od której nie byli wolni także decydenci mediów, zamierzałem opublikować całość materiałów w niezależnej książce, ale po prowokacji WSI i Bronisława Ko-morowskiego nazwanej przez media „aferą marszałkową”, po próbie samobójczej i dziesiątkach procesów, w które mnie wmanipulowano, na długo zostałem wyłączony z działalności dziennikarza śledczego. W efekcie dopiero po latach, gdy powstałem z kolan i gdy napisałem kilka książek, w jednej z nich powróciłem do sprawy tajnych „akt Masy”, które znałem, jak żaden inny dziennikarz, zwracając uwagę także na ich słabości, braki i przede wszystkim na fakt, że najważniejsze wątki te dotyczące prawdziwej mafii – kończą się tam, gdzie w rzeczywistości powinien być ich początek. Jednym słowem wszedłem w polemikę z „Masą”, której końcowym akordem było nasze spotkanie prowadzone przez Marcina Rolę w programie w realu24 wiosna 2017 roku, gdzie Jarosław Sokołowski przyznał: „tak, w swoich książkach skupiłem się na gangsterach, bo za rządów SLD, a później PO, nie było woli politycznej, by zająć się prawdziwą mafią”. Był o to niejako rozwinięcie jego wcześniejszego wywiadu, którego udzielił dla Onet – u – przytaczam tu jego fragment:

– „W czasie rządów Lecha Kaczyńskiego doszło do likwidacji WSI. Służb, do których „Pruszkowa” nawet nie chciał Pan porównywać. Mówił Pan: „przy nich to my byliśmy mafia trzepakowa”. Cała ta esbecja, ludzie z WSI…

REKLAMA / Advertisement

– Jakie mają dziś wpływy?
– Nieograniczone. Tylko dziś nie latają jako wywiad, tylko jako biznesmeni. Kliki układowe, kolesiostwa, przyjaźnie zawarte w wojsku, na szkoleniach, wyjazdach. Z pełnym dostępem do służb, CBŚ, CBA. Dziś mówimy o nich „szara strefa”, a w następnym dziesięcioleciu powiemy wprost: mafia.
– Na czym polega ich siła?
– Mają haki na wszystkich. Ta cała stara esbecja, WSI, może roztoczyć przed każdym czerwony dywan do gigantycznej kariery. Haki na polityków, którzy przecież są upier… w tym gównie od karku po pięty. Czemu oni nie chcieli weryfikacji? Rozliczeń komuny? Wchodzimy już w politykę, ale przynajmniej wiem, dlaczego krzyczano o Okrągłym Stole, że to zdrajcy.
– Grupa pruszkowska robiła niezłe interesy z WSI. Dlaczego nie zgodził się Pan zeznawać na ten temat?
– Powiedziałem Mierzewskiemu wprost, że nie powiem ani słowa. Nie chcę z nimi zadzierać. Uwierzcie mi, żaden program świadka koronnego by mi nie pomógł. Pewnie komuś się kiedyś wszystko znudzi i powie, jak to wyglądało. Zanim go upier…, to będzie sensacja na całą Polskę. Wspomnicie moje słowa.”

Po debacie prowadzonej przez Marcina Rolę wrealu 24 wiosną ubiegłego roku spotkaliśmy się z Jarosławem Sokołowskim, w obecności Tomasza Budzyńskiego – byłego szefa delegatury ABW w Lublinie i współautora kilku moich ostatnich książek – kilkakrotnie, rozmawiając, sprawdzając w oparciu o wiedzę moją i majora i weryfikując w źródłach, którym ufamy, to wszystko, o czym pisaliśmy w książkach patrząc na to od strony oficera ABW i dziennikarza śledczego, a o czym dotąd „Masa” mówić nie chciał, ale zaczął mówić podczas naszych spotkań: o prawdziwej mafii – nie tej trzepakowej. Rozmowy te toczą się od kilku miesięcy i przynoszą zaskakująco wiele informacji – więcej, niż ciekawych…

I to tyle, co na dziś miałbym do powiedzenia w tej kwestii.

Wojciech Sumliński

Książki W. Sumlińskiego zakupić można na stronie sumlinski.com.pl KLIK!!!!

REKLAMA / Advertisement