REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Stanisław Głąbiński: Rządy sanacji w Polsce (1926-1939) cz. VII

211

Rozdział ósmy

Marnotrawcza gospodarka publiczna

Nie jest moim celem wykazywać tu szczegółowo błędy i rozrzutność sanacji w szafowaniu funduszami państwowymi. Czyniłem to w Sejmie i w Senacie corocznie przy rozpatrywaniu budżetów. Czynili to moi koledzy klubowi. Nie mogę się jednak wstrzymać od wytknięcia takich działań, które z natury swojej miały piętno rządów partyjnych kosztem skarbu publicznego. Szczególnym przykładem tego była gospodarka funduszami dyspozycyjnymi ministrów, które w okresie rządów sanacyjnych niesłychanie wzrosły. Zaliczają się do tego fundusze jak wymienić samowolną gospodarkę w Banku Gospodarstwa Krajowego, pozbawioną wszelkiej kontroli.

REKLAMA / Advertisement

Wszelkie jednak nawoływania do ograniczenia wydatków, do oszczędności, rozbijały się o naiwny upór i pewność siebie ludzi, którym rządy państwem wydawały się łatwą zabawą. Jeden z tych panów, mianowany premierem, kupił kosztowny samochód i pojechał do kąpieliska nad Atlantykiem. Inny, jako minister spraw zagranicznych, pojechał pociągiem specjalnym do Madrytu na konferencję międzynarodową. Dla wszystkich nowych dygnitarzy sanacyjnych, jak prezydentów sądów, dyrektorów izb skarbowych, starostów powiatowych, sprawiono samochody na koszt skarbu państwa lub samorządu, a prezes Banku Gospodarstwa Krajowego w publicznych przemówieniach i odczytach wzywał do zaciągania pożyczek inwestycyjnych na rozbudowę miast i życia gospodarczego. Ostatni minister skarbu Kwiatkowski okazał wiele dobrej woli w porządkowaniu finansów państwa i przyznał publicznie, że jego poprzednicy popełniali błędy. Jednak on także nie był wolny od optymizmu i obietnic niemożliwych do realizowania w naszym stanie finansowym, jak na przykład budowa kanału, który miał połączyć Polskę z Morzem Czarnym. On również, mimo szerokich uprawnień ministra skarbu, nie umiał powstrzymać swoich kolegów w gabinecie od przekroczenia preliminarzy, chociaż smutny stan obrony państwa nie był mu tajny. Dzisiaj, po bolesnym doświadczeniu, widzimy, jak gorzką ironią było rozpisanie dopiero przed samą wojną subskrypcji na pożyczkę lotniczą – po skonsumowaniu poprzedniej pożyczki „narodowej”. Widocznie byli w rządzie ludzie, którzy sprawę zabezpieczenia obrony państwa uważali za kwestię uboczną, którą można załatwić ofiarnością poszczególnych sfer narodowych i periodycznymi pożyczkami – bez naruszania ich resortów ministerialnych.

Rozdział dziewiąty
Prześladowanie narodowej młodzieży

Cechą charakterystyczną systemu rządów sanacyjnych było prześladowanie młodzieży narodowej, zwłaszcza akademickiej. Robiono to z całą zawziętością, ze ślepą nienawiścią, jakby się obawiano surowego wyroku, jaki potomność wyda kiedyś na ich niesumienne rządy. Wyrazem tej dzikiej pasji była Bereza, którą wymyślono jako bat nad młodzieżą, a dopiero później, pod naciskiem opinii publicznej, zaczęto zsyłać tam lichwiarzy i komunistów. Na młodzież narodową rzucano niegodziwe potwarze, a każdy wybryk właściwy młodym pokoleniom piętnowano jako zbrodnię. Utrzymywano wśród młodzieży płatnych szpiegów, konfidentów. Równocześnie usiłowano młodzież zdemoralizować, tworząc odrębne, uprzywilejowane związki, obdarowując je stypendiami.

REKLAMA / Advertisement

Takim związkiem był przez kilka lat Legion Młodych, złożony z jednostek o lichej wartości moralnej, skoro na koniec się rozwiązał w wyniku wewnętrznego rozkładu. Starano się pod rozmaitymi pozorami rozbić młodzież narodową na odrębne związki. Zabieg ten powiódł się intrygantom częściowo na gruncie warszawskim, gdzie pozyskano kilku młodych przywódców. Rezultatem było stworzenie nowego ugrupowania młodzieży o nazwie ONR [Obóz Narodowo-Radykalny – przyp. red.], które niebawem rozbiło się na kilka osobnych grup, wzajemnie się zwalczających. W ostatnich latach po stworzeniu OZON-u [Organizacja Zjednoczenia Narodowego – przyp. red.] zastosowano tę samą metodę także wobec młodzieży ludowej, wytwarzając wśród niej atmosferę sporów i wzajemnej niechęci.

Na szczęście cała nienawistna akcja sanacji i jej najemnej prasy nie zdołała zdemoralizować naszej młodzieży. Młodzież ta była i pozostała katolicka, narodowa, dążyła i dąży do Polski sprawiedliwej dla wszystkich, praworządnej, opartej na zasadach etycznych, chrześcijańskich! Nie jest prawdą, aby młodzież narodowa dążyła do prześladowania tak zwanych mniejszości narodowych, byle te mniejszości poczuwały się do obowiązku wierności wobec Rzeczypospolitej. Także troska o przechodzenie ludności wiejskiej do handlu, przemysłu i wolnych zawodów nie jest grzechem politycznym i godzi się z troską o bezpieczeństwo i dobrobyt narodu oraz z zasadą równouprawnienia. Nie było więc żadnej słusznej przyczyny do prześladowania młodzieży narodowej we własnej ojczyźnie. Jedyną przyczyną była żądza utrzymania się u władzy bez zastanawiania się nad tym, dokąd Polska zajdzie, nie mając szerszej idei, kierując się tylko ideologią „bata” i smutną perspektywą „potopu po nas”.

Rozdział dziesiąty
Rząd sanacyjny najsłabszym z rządów odrodzonej Polski

Kiedy hasło Piłsudskiego wytępienia „szujów, łajdaków, złodziei i morderców” spośród dawnych kierowników Polski okazało się prostą potwarzą i demagogicznym chwytem, pozostało dla usprawiedliwienia buntu tylko drugie hasło „silnego rządu”, zwrócone przeciwko sejmokracji i zmiennym rządom okresu przedmajowego. Hasło to podobało się wielu ludziom, którym sprzykrzyły się ciągłe walki między partiami o reformę rolną, o prawo robotnicze, o ubezpieczenia społeczne, o teki ministerialne. Nie zdawano sobie jednak sprawy z tego, na czym polega istotna siła rządu. Czy wystarczy kontrola nad organami wojskowymi i policyjnymi bez ideowego związku z narodem lub znaczną jego częścią? Niebawem się okazało, że ten rząd, nazywający się „silnym”, nie ma żadnej idei, żadnej spójni łączącej go ze społeczeństwem.

„Nie potrzebujemy programów – wołał już Bartel – naszym programem jest praca”. Praca nie jest wcale programem, lecz obowiązkiem rządu i całego narodu. Nie ma jednak pracy bez myśli ludzkiej, bez duchowej sprężyny, bez idei ogarniającej całość. Takiej idei obóz ten, który zrodził się z walki i nie umiał rządzić bez walki, nie miał. Mówiono wprawdzie o „ideologii” Piłsudskiego, ale nigdy nie chciano lub nie umiano wyjaśnić, na czym ona polega. Szczery był jeden z jego gorących wielbicieli poseł Polakiewicz, gdy raz w Sejmie w polemicznym zapale zawołał: „Wziąć za pysk”.

Istotnie, w tym triumfalnym okrzyku mieściła się ideologia warstwy rządzącej Polską przez trzynaście lat. Była to ideologia ciągłej brutalnej walki z przeciwnikami, ideologia Berezy, Brześcia, łamania kości i utrzymywania się u władzy za pomocą policji, terroru, partyjnych wyroków sądowych, rozdawnictwa posad, orderów, stanowisk poselskich i senatorskich, prezydenckich i wójtowskich, sekretarzy i pachołków gminnych itp. Głównym wyrazem praktycznym tej ideologii była walka z obozem narodowym, który inaczej pojmował zasady i cele rządzenia, czyli z tak zwaną endecją, oraz innymi stronnictwami, szczególnie z ludowcami. W rzeczywistości jednak w tej policyjnej „sile” rządu tkwiła największa jego słabość. Wszędzie bowiem, gdzie rząd natknął się na jakąś kwestię zasadniczą, ideową, która wymagała rozstrzygnięcia, program okazywał się nieudolny, tak jak nieudolnymi okazywali się urzędnicy z „domowym wykształceniem”. Musiał więc rząd w kwestiach ważnych, żywotnych dla narodu lawirować od wypadku do wypadku, bo nie stać go było na decyzję stanowczą. Niekiedy trzeba było ustąpić miejsca innym z tej samej kasty, co nazywano „zmianą warty”, aby wysunęli jakąś nową sprawę programową, jaką było choćby wspominane już malowanie płotów w czasie ciężkiego kryzysu gospodarczego.

Bezprogramowość i bezradność rządów sanacji objawiały się we wszystkich zasadniczych kwestiach państwowych, w polityce zagranicznej i wewnętrznej. Do takich kwestii należała sprawa przymierzy lub innego zabezpieczenia państwa, sprawa mniejszości narodowych, sprawa wykonania reformy rolnej, sprawy samorządowe. W żadnej z tych kapitalnych spraw rząd nie miał wytyczonej linii, lecz traktował je rozmaicie – od wypadku do wypadku, od województwa do województwa, wywołując w rezultacie powszechne niezadowolenie i rozjątrzenie. Tylko wobec Stronnictwa Narodowego okazywał rząd do ostatniej chwili swoją siłę i energię przy pomocy policji i więzień. Dopiero mobilizacja armii zniewoliła rząd do wypuszczenia z więzień śledczych licznej grupy akademików i oficerów rezerwy, trzymanych tam bez przesłuchań i bez podstawy prawnej. W czasie wojny z bolszewikami w 1920 r. sam Piłsudski uznał potrzebę zespolenia wszystkich sił polskich przez utworzenie Rady Obrony Państwa. Rząd sanacyjny w czasie tej wojny próby takiej nie podejmował, spieszył się bowiem do podróży za granicę, wiedząc, w jakim stanie znajduje się obrona kraju.

Rozdział jedenasty

Zakończenie

Podałem krótki zarys rządów sanacyjnych, ponieważ za ich czasów nie wolno było pisać ani głosić prawdy pod grozą napadów, łamania kości, Brześcia, więzienia i napiętnowania autora mianem oszczercy i zbrodniarza. Uważam więc za swój obowiązek przekazać pamięci żyjących i potomnych to, co wbrew legendom publicystów sanacji uważam za prawdę, bo nie jestem pewien, czy w moim sędziwym wieku i przygnębieniu nieszczęściem narodu i własnym dożyję końca wojny i triumfu wolnej, całej ojczyzny… Rządy w państwie to rzecz niezmiernie trudna i niezmiernie odpowiedzialna. Wiedział o tym Witos z własnego doświadczenia, gdy po zamachu Piłsudskiego odpowiedział interpelantowi: „Niech pokażą, co umieją”. Słowa te świadczą zarazem o odpowiedzialności Witosa. Tego poczucia nie mieli jednak ci niesumienni awanturnicy, którym przyświecała jedynie żądza władzy i posad, żądza użycia i gnębienia przeciwników politycznych. Witos za życia doczekał się Brześcia i tułaczki za granicą, a my wszyscy, wraz z nim, najstraszniejszej katastrofy politycznej państwa i narodu. Niech powszechne potępienie sprawców tego losu będzie nauką i przestrogą na zawsze przed podobnymi próbami w przyszłości.

Stanisław Głąbiński

————-
Stanisław Głąbiński (1862 – 1941) był prawnikiem, politykiem i publicystą, profesorem ekonomii politycznej na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, zastępcą członka Rady Obrony Państwa w 1920 r. Reprezentował Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne (od 1905 był prezesem tego ugrupowania). W latach 1907–1911 był prezesem Koła Polskiego w Sejmie Krajowym Galicji oraz prezesem Polskiego Koła Sejmowego. W 1919 został posłem na Sejm Ustawodawczy, a w październiku 1919 – członkiem Związku Ludowo-Narodowego (ZLN). Sprawował stanowisko prezesa Rady Naczelnej tego ugrupowania oraz szefa klubu sejmowego ZLN. W latach 1928–1935 był senatorem, jak również przewodniczącym klubu senackiego Stronnictwa Narodowego (SN). Sprawował także funkcję szefa struktur SN na terenie Małopolski. W czasie II wojny św. aresztowany przez NKWD, zmarł w więzieniu w Charkowie.

REKLAMA / Advertisement