Reklama

Stanisław Grabski: Państwo narodowe – cz. II

244

Reklama

Zrozumienie tej prawdy staje się dziś coraz powszechniejsze w społeczeństwie polskim. W ciągu 1926 i 1927 r. znaczna część naszej opinii publicznej głośno oświadczając się za zmianą konstytucji, wyczekiwała jej jednak, jako niespodzianki, którą obdarzy naród w tę czy inną rocznicę, te czy inne imieniny „genialny pierwszy Marszałek Polski”.

Zamiast jednak genialnej improwizacji zjawił się kiepski kompromis różnych odłamów B.B. w formie sejmowego wniosku rewizji konstytucji; kompromis, który w nikim, poza zależną od rządu prasą, nie wywołał entuzjazmu, a ze wszystkich stron krytyki i zastrzeżenia. Olbrzymia większość opinii publicznej, zarówno reprezentowanej przez zorganizowane stronnictwa, jak i tak zwanej bezpartyjnej, jest niezadowolona z obecnej konstytucji, uważa, że dla szczęścia i siły· Polski konieczna jest naprawa, czy zmiana naszego ustroju państwowego. I większość też opinii naszej zdaje sobie już sprawę, że tej zmiany nie da narodowi jakiś zbawczy człowiek, że musi ją naród sam przeprowadzić siłą swojej zbiorowej myśli i woli. Myśl ta nie skrystalizowała się jeszcze choćby w tym stopniu, jak na początku Sejmu Czteroletniego.

Reklama

Dzisiejszy stan opinii naszej w sprawie zmiany ustroju państwa przypomina raczej stan jej między 1780 a 1786, gdy publikowano i dyskutowano szereg projektów naprawy Rzplitej, koło żadnego z nich jednak nie skupiła się była jeszcze patriotyczna większość. Jest już jednak w narodzie naszym i świadoma praca myśli, dążącej do ustalenia trwałych fundamentów mocarstwowego rozwoju Polski. Są książki, podające konkretne projekty zmiany naszej organizacji państwowej. Istnieje na ten temat obszerna publicystyka dziennikarska.

Zastanawia się nad zagadnieniami ustrojowymi młodzież wyższych zakładów naukowych i omawia je publicznie w swych stowarzyszeniach i swych czasopismach. Dyskusje te nie rozwieją się, jak rozwiały się obietnice organizatorów zamachu majowego. Nie rozwieją się, bo nie są dymem kadzideł temu czy innemu „twórcy” czy „zbawcy” Polski i nie zrodziło ich jałowe niezadowolenie z ciężarów, które nałożyła na naród organizacja nowoczesnego życia państwowego, rozpoczęta bez pieniędzy ani w skarbie Rzplitej, ani w społeczeństwie, bez doświadczonych urzędników, bez ustalonych nawet granic.

Są to dyskusje pokolenia, które weszło w czynne życie obywatelskie już w wolnej Polsce, którego pierwszą służbą ojczyźnie była walka zbrojna z zamachem ukraińskim 1918 i najazdem bolszewickim 1920 r., i które z doświadczeń minionego dziesięciolecia doszło do przeświadczenia, ze w obecnym swym ustroju państwowym naród polski nie osiągnie siły i konsekwencji swej mocarstwowej polityki, niezbędnej dla przywrócenia mu tego stanowiska w świecie cywilizowanym, jakie posiadał w czasach swej największej świetności.

Dążenia młodego pokolenia polskiej inteligencji idą wyraźnie ku zorganizowaniu państwa polskiego przez sam naród, świadomy, swych zadań dziejowych. A inteligencja ta nasza składa się w przeważnej części z dzieci rodzin włościańskich i robotniczych. Jej dążenia i ambicje przenoszą się niemal mechanicznie na młodzież wiejską, rzemieślniczą i fabryczną.

Reklama

Zmiana naszego ustroju państwowego jest koniecznością historyczną. Nikt jej nie powstrzyma. Ale nie przeprowadzi jej jeszcze Sejm obecny. Nie wskutek tego, że jest rozbity na stronnictwa, ale ponieważ nie ustaliła się jeszcze w większości społeczeństwa żadna konkretna myśl nowej konstytucji.

Są w Sejmie i klubach sejmowych w tej chwili tylko projekty naprawy poszczególnych niedomagań istniejącego ustroju władz państwowych, czy zapewnienia grupie rządzącej trwałości jej rządów bez publicznej kontroli. Projekty takie nie są jednak w stanie wywołać zespolenia myśli, woli patriotycznej większości narodu, koniecznego, by przez nacisk opinii zmusić kluby poselskie do odłożenia na bok swych partyjnych niechęci, współzawodnictw, interesów i do wytworzenia potrzebnej dla uchwalenia zmiany konstytucji większości Sejmu.

Reklama

A gdyby chciano „naprawę konstytucji” oktrojować – naprawa taka byłaby jeszcze bardziej połowiczna od projektowanej przez B. B., byłaby naprawdę „konstytucją połataną”, wedle słów Staszica, i krótkotrwałą. Bo naród polski, choć się czasami boi – ale nie lubi się bać, i świszczący na ulicach bat wywoływał zawsze i wywołuje w Polsce w niedługim czasie odpór skuteczny. By skrystalizowała się w narodzie myśl nowego ustroju państwowego, trzeba by w opinii wszystkich warstw odbyła się nie spokojna, teoretyczna dyskusja na temat poprawy konstytucji, ale silna, zdecydowana walka a zasady naszej organizacji państwowej. A silną, zdecydowaną walkę wywołują tylko zasady, które trzeba przyjąć lub odrzucić w 100 % a nie takie, które można przyjmować w 20, 40 czy 60 %.

I by walka o nie objęła wszystkie warstwy narodu trzeba, by opowiedzenie się za nimi, lub przeciwko nim, stało się głównym hasłem agitacyjnym w ciągu paru być może nawet kampanii wyborczych. Póki zaś walka wyborcza toczyć się będzie o osoby, jak ostatnim razem, czy o numery partyjne, jak podczas drugich wyborów, – będzie się ciągle narzekać na zgromadzeniach politycznych na istniejącą konstytucję i zapowiadać jej naprawę, ale nie skupi się potrzebna dla zmiany ustroju państwowego większość sejmowa.

Nie jest zaś bezpieczne zbyt długie krytykowanie istniejącej konstytucji bez możności gruntownej jej zmiany. Wytwarzać ono będzie jeno nastroje rewolucyjne. A kto z nich skorzysta, czy nowy kandydat na dyktatora, czy moskiewski Komintern, będzie to zależeć od przypadku. Nie umacnia też naszej pozycji międzynarodowej nieustanne w tych warunkach przepowiadanie zamachów stanu, wojen domowych, „rozgrywek” siła zbrojną. A tymczasem rośnie pozycja międzynarodowa Niemiec, nie ukrywających swego dążenia do „rewizji” naszych granic.

Idziemy ku zmianie naszego ustroju państwowego. Ale dotychczas idziemy drogą mocno zygzakowatą i pełną przepaści bezprawia lub rewolucyjnych odmętów. Łudzi się część stronnictw naszych, że rosnące z miesiąca na miesiąc rozczarowanie rządami sanacyjnymi, rozwiewające legendę o zbawczej dyktaturze, przywróci zaufanie mas ludowych do obecnej konstytucji. Rozczarowanie rządami dyktatorskimi istotnie szybko się wzmaga. Nie budzi ono jednak bynajmniej tęsknoty do systemu rządów z poprzedzającego zamach majowy okresu. Bo system rządów, który tak łatwo został wywrócony przez spisek wojskowy, nie może odzyskać zaufania mas ludowych lekceważących zawsze władzę słabą.

Kryzys naszego ustroju państwowego, zapoczątkowany przez zamach ‚majowy, nie mija, pogłębia się jeszcze bardziej przez zawód, jaki dziś przeżywają te wszystkie kola i grupy społeczeństwa naszego, które uwierzyły były, że dyktatura wszystko naprawi: zmniejszy podatki, zwiększy pobory urzędników i płace robocze, małorolnym da za darmo ziemię , wielką własność ochroni od reformy rolnej, umocni katolicyzm, ułatwi rozwody, sektom da rozkwit, zniesie ograniczenia importu, a jednocześnie zwiększy obrót pieniężny w kraju- itd.

Nadzieje, że kryzys ten minie sam przez się są tym bardziej złudne, że nie my sami przeżywamy powszechną utratę wiary w dotychczasowy ustrój państwowy. Przeżywa ją znaczna część Europy. I co chwila dowiaduje się nasza opinia publiczna o nowych w tym czy innym państwie zamachach, dyktaturach, rewolucjach, zmianach konstytucji. A każda taka wiadomość budzi w pewnych grupach społeczeństwa naszego chęć naśladownictwa. Dyktatury Mussoliniego i Primo de Rivery zrodziły u nas entuzjastów „z zasady” zamachów zbrojnych i dyktatur, gotowych popierać każdego, kto, ,,ukróci sejmowładztwo”. Rozgoryczeni do jednego dyktatora —.wyczekiwać oni będą tylko drugiego, lepszego, Zawieszenie konstytucji jugosłowiańskiej przez króla Aleksandra oświeciło natychmiast część tych entuzjastów, że nie dość dyktatury faktycznej „wodza narodu”, lecz trzeba ją utrwalić i otoczyć nimbem dziedzicznej władzy królewskiej, proklamując „dynastię Piłsudskich”. Te wszystkie naśladownictwa są płytkie i powierzchowne. Rodzą one modę tylko frazesów bez istotnej treści, którymi niejednokrotnie maskuje się brak jasnej, wyraźnej myśli, albo co gorsze, poziome partyjne czy koteryjne interesy. I inaczej być nie może.

Stanisław Grabski

—————
Stanisław Grabski (1871 – 1949) był politykiem, ekonomistą, posłem na Sejm Ustawodawczy oraz I kadencji w II RP, w latach 1945–1947 wiceprzewodniczącym Krajowej Rady Narodowej. Od 1905 r. w Lidze Narodowej, od 1906 r. był członkiem jej władz. Od 1907r. piastował funkcję wiceprezesa Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego w Galicji. W 1923 r. (rząd Wincentego Witosa – tzw. Chjenopiast) i w latach 1925–1926 – minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego. Był autorem ustawy tzw. Lex Grabski regulującej kwestię szkolnictwa dla mniejszości narodowych. Po przewrocie majowym w 1926 r. Grabski wycofał się z życia politycznego i poświęcił się pracy naukowej i publicystycznej. Jego bratem był Władysław Grabski – ekonomista, dwukrotny premier RP (1920, 1923-25).