REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Skorek: Naukowcy przeciw rolnikom (komentarz prezesa SPiR SWOJAK do listu otwartego naukowców przeciwko branży futerkowej)

347

Jednym z najgorszych pokoleń w dziejach Okcydentu było bez wątpienia pokolenie roku ’68. Niestety, ta generacja nadal funkcjonuje w głównym nurcie życia politycznego i społecznego, przez co cały czas posiada możliwości organizacyjne pozwalające na niszczenie Europy. Ostatnim dokonaniem tego postępowego pokolenia, na naszym rodzimym gruncie, jest list otwarty 130 naukowców, którzy postulują zlikwidowanie branży futrzarskiej. Po przeczytaniu tej korespondencji od razu rzucają się w oczy dwie kwestie. To pismo jest, po pierwsze, pełne banalnych argumentów oraz, po drugie, jest przepełnione komunistyczną zawiścią względem przedsiębiorców, względem ciężko pracujących rolników. Inaczej tego nazwać nie sposób. Biorąc do ręki takie zapiski, można odnieść wrażenie, że są one dziełem dzieci, a nie dorosłych oraz poważnych ludzi. Przyjrzyjmy się jednak dokładnie poszczególnym oskarżeniom, które zostały zawarte przez „przedstawicieli nauki”:

1. W fermach przetrzymywane są drapieżniki posiadające instynkt terytorialny

REKLAMA

REKLAMA / Advertisement

A czy domowe koty przetrzymywane w małych betonowych mieszkaniach nie są drapieżnikami? A czy chomik w klatce nie odczuwa zewu natury? A czy rybka w akwarium nie posiada w serduszku tęsknoty do morza? A czy tygrys w zoo nie ma ochoty na polowanie w dżungli? A czy kury nie wolą hasać sobie po łące skubając dżdżownice zamiast być stłoczone na jakieś hali produkcyjnej? A czy kanarek nie chce rozerwać stalowych drutów klatki, by wreszcie wzbić się w przestworza? Wszystkie zwierzęta posiadają jakąś formę instynktu terytorialnego, więc ten argument nie posiada żadnej, ale to żadnej zasadności. Po to prowadzimy prace hodowlane, jako ludzkość, od setek lat, aby udomowić zwierzęta, aby ten instynkt ograniczyć bądź zabić. Te same prace hodowlane stosujemy również względem zwierząt futerkowych, więc nie mogą być one zakazane bez popadania w absurd. Równie dobrze moglibyśmy czynić zarzuty naszym odległym przodkom za to, że zamienili wilka w psa bądź dzika w świnię poprzez odpowiednio prowadzony chów.

2. Fermy zwierząt futerkowych oznaczają cierpienie

REKLAMA / Advertisement

REKLAMA / Advertisement

Ckliwi zwolennicy humanitaryzmu mówią, że biedne liski cierpią w klatkach, a cierpienie jest czymś niedopuszczalnym. W tym rozumowaniu widać pewien utopizm. Konstrukcja całego świata zawsze opierała się na cierpieniu i będzie również w przyszłości opierać się na cierpieniu. Człowiek może rozdzierać szaty, może stanąć na głowie, lecz nigdy nie zmieni praw rządzących naukami ścisłymi. Weźmy pod uwagę kilka przykładów: Wyobraźmy sobie postępowego profesora filozofii, który na drodze swoich rozważań stwierdził: „Rzeczywistość obiektywna nie istnieje”. Może on z łatwością sfalsyfikować swoje poglądy. Wystarczy, że położy rękę na rozgrzanej do czerwoności patelni. Ból jest w stanie szybko nauczyć rozumu wszystkich: od dzieci po dorosłych. W społeczeństwie łatwo znajdziemy takie jednostki, które cierpią wtedy, gdy muszą myśleć. Wspomniane wcześniej przypadki są szczególnie trudne, są szczególnie niebezpieczne. Wiele osób, poza swoją ewidentną frustracją, posiada również dyplom uczelni wyższej, a to jest już połączenie iście zabójcze. Zresztą są również takie osoby na tej planecie, które cierpią wtedy, gdy muszą uczciwie pracować. Czy w związku z powyższym powinniśmy każdemu wypłacać dożywotnią rentę?

Oczywiście raz na jakiś czas powracają postulaty wprowadzenia dochodu gwarantowanego. Natomiast pieniądze nie rosną na drzewach. Rosnący dług publiczny ktoś będzie musiał spłacić, prędzej czy później. Ja również czuję cierpienie, gdy muszę czytać głupoty propagowane przez ludzi, którzy określają się mianem polskiej inteligencji. Muszę jednak ze swoim cierpieniem trwać i żyć dalej. Widać taki los, widać takie czasy – być może to zwyczajny weltschmerz. Z satysfakcją mogę jednak powiedzieć o sobie tyle, że przynajmniej moja działalność nie prowadzi do wysłania dziesiątek polskich rodzin na bruk Przyjmijmy, że aksjomatem świata ludzi jest dążenie do likwidacji cierpienia jako takiego. Czy w takim wypadku powinniśmy również zlikwidować cierpienie w świecie zwierząt? W jaki sposób powstrzymać lwa przed tym, by swoimi kłami nie rozerwał gardła jakiejś gazeli? Albo w jaki sposób powstrzymać pająka przed zjedzeniem muchy, która nieopatrznie wleciała w pajęczynę? Konsekwentne zlikwidowanie cierpienia w świecie zwierząt oznacza przerwanie łańcucha pokarmowego oraz zniszczenie bioróżnorodności całej planety. Innymi słowy, wiadomo, że nikt nie chce żyć w cierpieniu. Natomiast cierpienie jest nieodłączną częścią tego świata, więc nie da się go ostatecznie zlikwidować. Do tego świat bez bólu nosi znamiona nosi znamiona utopii, gdyż ból posiada również swoją funkcję dydaktyczną.

REKLAMA / Advertisement

Wreszcie nie możemy traktować ludzi tak samo jak zwierzęta z różnych względów. Przykładowo są one od nas mniej rozumne i same często widzą w człowieku wyłącznie chodzący posiłek.

3. Futra to kaprys dla nielicznych

Kaprysem są również wycieczki zagraniczne, dobre samochody, laptopy, telefony, komputery i wszelkie inne dobra codziennego użytku. Edukacja na poziomie wyższym również posiada pewien wymiar elitarności. Gdy solimy posiłek lub słodzimy herbatę często działamy na szkodę własnego organizmu. Stąd pytania: dlaczego wąska grupa lewicowych intelektualistów przypisuje sobie prawo do tego, by mówić nam co jest kaprysem, a co nie? Czy podnoszenie takiego argumentu nie jest przykładem buty, nie jest przykładem zarozumiałości nielicznych? Bez problemu znajdziemy w literaturze takie okres historyczne, w których wąska grupa chciała ograniczyć potrzeby ludzi do niezbędnego minimum. Co ciekawe, te pomysły miały niewesołe zakończenie. Historycy do dziś piszą o wielkim głodzie na Ukrainie, komunizmie wojennym czy reformach Mao Zedonga. Chyba nie chcemy iść właśnie w takim kierunku?

4. Branża futerkowa posiada minimalne znaczenie dla społeczeństwa XXI wieku

Z chęcią odbijam piłeczkę. A czy wy, uczeni profesorowie, posiadacie jakiekolwiek znaczenie dla polskiej gospodarki? Wszelkie wasze pensje są płacone z naszych podatków, to jest z podatków produktywnej części gospodarki. Gdyby większość z was znalazła się w realnej gospodarce, szybko zaczęlibyście przymierać głodem, gdyż każdy pracodawca uznałby waszą wiedzę za niepotrzebną. W tym momencie rynek pozytywnie wycenia wyłącznie pracę wąskiej kadry naukowców, głównie pracowników politechnik oraz akademii medycznych. Tajemnicą poliszynela jest to, że polskie uczelnie kształcą coraz to kolejne pokolenia bezrobotnych, a programy studiów są tworzone nie pod potrzeby rynku pracy, lecz pod zainteresowania intelektualne wąskiej kasty pracowników danej szkoły wyższej. Z roku na rok rzesze absolwentów socjologii, filozofii, politologii, europeistyki, stosunków międzynarodowych zostaje oszukanych przez polski system nauczania.

REKLAMA / Advertisement

Być może to praca kadry naukowej tych wszystkich humanistycznych uczelni w Koziej Wólce posiada minimalne znaczenie dla społeczeństwa XXI wieku? Skoro żyjecie z cudzych pieniędzy, jakim prawem postulujecie zniszczenie branży, która obywa się doskonale bez subwencji, która płaci sumiennie podatki? Być może warto, ze względu na kryzys demograficzny, podjąć dyskusję o prywatyzacji systemu oświaty w Polsce? Niektóre organizacje ekoterrorystyczne (inaczej ich nazwać nie można), zachęcone sukcesem, nawołują do likwidacji przemysłowej hodowli zwierząt jako takiej. Te postulaty są w dużym skrócie chęcią powrotu do sytuacji sprzed kilku wieków, gdzie ludzie na ulicach umierali z głodu, ponieważ nastąpiła w danym roku klęska nieurodzaju. Od naszych przodków możemy wiele się nauczyć, natomiast nie warto wracać do starych metod produkcji żywności. Aby zachować ten optymistyczny status quo, trzeba twardo bronić takich wartości, jak własność prywatna, wolność gospodarowania oraz wolny handel. Na samym końcu pragnę zaapelować do posłów o odwagę, o zachowanie zdrowego rozsądku. Bez problemu możemy obecnie znaleźć wypowiedzi wariatów, którzy twierdzą, że dojenie krów jest formą gwałtu, a jak wiadomo wszelki gwałt kapitalistyczny na uciskanych czynnikach produkcji musi zostać zakazany. I to wcale nie jest żart.

Karol Skorek – prezes Zarządu Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK, propagator patriotyzmu konsumenckiego i przedwojennej teorii ekonomii

REKLAMA / Advertisement