REKLAMA

REKLAMA

Skorek: Lud i naród

82

Gdy Polska była rządzoną twardą ręką przez PZPR, wiele propagandowych sformułowań nie było traktowanych poważnie. Wykształceni robili sobie żarty z demokracji ludowej, ponieważ zdawali sobie sprawę, iż jest to pleonazm, czyli „masło maślane”. Słowo demos oznaczało w języku starożytnych greków lud, a więc niedorzecznością jest popieranie ludowej władzy ludu. Nikt natomiast nigdy nie podważał poglądów demokratów narodowych, którzy chcieli pracować na rzecz ludu po to, by ten przeistoczył się w naród. Skoro jednak endecy zdawali sobie sprawę z tego, że są to odrębne pojęcia, to czym się one różnią?

Lud możemy rozumieć jako zbiorowość przedstawicieli gatunku ludzkiego, którzy kierują się świadomością konsumpcyjną. Masy z reguły działają na podstawie najniższych pobudek, a ich cały świat kręci się wokół jedzenia, picia, zabawy i prokreacji. Nie należy nikomu z tego powodu czynić wyrzutów, gdyż we wszystkich społeczeństwach, od zarania dziejów, jedynie wąska grupa osób pasjonowała się poważnymi zagadnieniami z zakresu filozofii, ekonomii i polityki. Tłum od zawsze interesował się zaspokajaniem swoich popędów, a nie wyższymi wartościami, przez co przy odpowiednich okolicznościach stawał się zagrożeniem dla siebie i innych. Historia zanotowała zarówno wiele rewolucji, gdzie o wyroku decydowały nastroje zgromadzonych, jak i wiele wypadków śmiertelnych przy atakach paniki na imprezach masowych. Próba przemówienia do rozumu ciżbie kończyła się zazwyczaj prymitywnym rechotem oraz zagładą wszystkiego tego, co wzniosłe i szlachetne.

W niektórych wyjątkowych wypadkach członkowie ludu kierują się świadomością syntetyczną, tworząc elitę bądź margines społeczeństwa. Za elitę ludu możemy uznać wszelkie odłamy kosmopolitycznych socjalistów i libertarian. Elitaryzm tych kierunków politycznych wynika z tego, że kierują się one wyższymi wartościami, a nie wyłącznie tanim konsumpcjonizmem. Dajmy na to marksistę, dążącego do wprowadzenia dyktatury proletariatu, czy obiektywistę, ceniącego sobie kapitalizm i interes własny, rozumiany jako „cnotę egoizmu”. Obie te grupy łączy jednak materializm, czyli przeświadczenie, że zmiana stosunków gospodarczych wystarczy, by uzdrowić ludzkość.

REKLAMA

REKLAMA

Lud składa się również z elementu patologicznego. Gangster dba tylko i wyłącznie o siebie i swoich pobratymców. Sekty religijne niechętnie patrzą na obcych. Sodomici wspierają się nawzajem w środowiskach dziennikarskich i artystycznych. Platforma Obywatelska stara się wygodnie żyć dzięki pieniądzom z budżetu państwa. Wszystkie te przykłady obrazują lud posługujący się językiem polskim, lecz nie utożsamiający się ze swoimi krajanami bądź utożsamia się wyłącznie z niewielką grupą osób, celem realizacji określonego, partykularnego interesu. Czyniąc analogie do zwierząt; pasożyt w świecie przyrody stara się wysysać soki życiowe swojego gospodarza, natomiast w świecie ludzi pewne grupy starają się żyć na koszt reszty społeczeństwa. Kiedy gromada łotrów i zwyrodnialców zaczyna przewodzić życiu publicznemu, tak jak ma to miejsce obecnie, cywilizacja musi zmierzać ku upadkowi.

Proces narodotwórczy nie jest niczym innym jak przekształcaniem ludu w naród. Ten mechanizm można w pełni uzasadnić na bazie ewolucjonizmu i darwinizmu społecznego, traktując go jako pewnego rodzaju strategię przetrwania. Wszyscy ci, którzy nie czuli potrzeby łączenia się w większe grupy, byli podbijani przez swoich lepiej zorganizowanych sąsiadów. Dajmy na to starcia plemion afrykańskich z profesjonalnymi armiami Europejczyków w epoce kolonialnej – pewna część ludzkości nie potrafiła połączyć się w narody, więc została zwyczajnie i brutalnie wbita w ziemię. O ile kiedyś ludy łączyły się w plemiona, którymi rządziły rady starszych, o tyle później najbardziej cywilizowane ludy przekształcały się w narody, gdyż takie były wymogi konkurencji o zasoby. Winnetou musiał zginąć, by ustąpić miejsca silniejszym.

Konserwatyści zwykle uważają, że naród to również przeszłe i przyszłe pokolenia. Taka pojmowanie sprawy prowadzi do sprzeczności z organicyzmem, który traktuje społeczeństwo jako organizm narodowy, jako sumę żywych jednostek, gdzie naród jest mózgiem, a lud ciałem. Innymi słowy, możemy pojmować naród jako abstrakcyjną ciągłość wielu generacji lub opowiedzieć się za pozytywistycznym rozumieniem narodu. Nasze stronnictwo skłaniało się raczej ku biologizmowi, czyli stoi na stanowisku, że wszystkie organy społeczne żyją w zgodnej symbiozie, a wręcz nie są w stanie funkcjonować bez siebie. Ponadto nie zgadzamy się z konserwatystami w kwestii priorytetów. Służba wobec monarchy, państwa bądź religii nie jest ważniejsza od dobra narodowego.

W ramach narodu istnieje wiele grup, które walczą ze sobą o dominacje. Podobnie w świecie przyrody samce walczą o to, kto zostanie samcem alfa. Czasami tym głównodowodzącym zostanie nieodpowiednia jednostka, czego przykładem są rządy marszałka Piłsudskiego. Mimo iż nasze stronnictwo nie przepada za sanacją, to jednak nie przeczymy, że PPS nie poczuwał się do polskości. Solidaryzm narodowy polega również na tym, by hamować antagonizmy, by łagodzić walkę polityczną. Kiedy jednak strony konfliktu nie są w stanie się dogadać, kiedy frakcje polityczne stają się agresywne, wtedy wybucha krwawa wojna domowa, tak jak miało to miejsce w Hiszpanii czy Chile.

REKLAMA

Środowiska narodowe nie mogą pozwolić sobie na potępianie niekatolików. Ze względu na procesy sekularyzacyjne, powinniśmy otworzyć się na ateistów, agnostyków czy pogan. Na gruncie politycznym trzeba podejmować współpracę zarówno z liberałami, jak i konserwatystami. W przeciwnym wypadku zamienimy się w sektę, która spotyka się na herbatce, a następnie wspomina dobre czasy i bez końca narzeka na obecną sytuację. Postawmy sprawę jasno. Obecnie jesteśmy wyłącznie cieniem dawnej potęgi, więc musimy negocjować z innymi kręgami antysystemowymi, chociażby dlatego, że dzięki współpracy zapoznajemy je z ideą narodową.

Wszyscy rodzimy się jako przedstawiciele ludu, lecz niektórzy z nas dzięki socjalizacji i podążaniu za instynktem przetrwania wchodzą na wyższy szczebel drabiny społecznej, by stać się narodem, czyli pewnego rodzaju arystokracją ducha. Zdrowy mężczyzna musi dojrzeć do poglądów narodowych, gdyż będzie go do tego prowadzić jego wojownicza natura. Lewica nienawidzi nas właśnie z tego powodu, gdyż walczy ze wszystkim tym, co zdrowe i naturalne. Stąd ich miłość do sodomitów i nienawiść do rodziny czy własności prywatnej.

Kilka wieków temu za Polaków uznawała się wyłącznie szlachta, stan rycerski. Ze względu jednak na brak rotacji kadr, nastąpił proces wyradzania się dawnej wierchuszki. Nowe kadry buzowały, lecz nie mogły obalić zastanego układu. Całe Oświecenie to było zresztą nic innego, jak bunt wykształconych burżua (encyklopedystów), którym Ancien régime blokował możliwość zrobienia kariery. Szlachta doprowadziła do upadku I Rzeczpospolitą, ponieważ ograniczała naród do swojej kasty. Chłopi i mieszczanie zostali wykluczeni z życia publicznego, zostali ograniczeni do bycia wyłącznie tutejszymi. Takie rozwiązanie sprawy przełożyło się później na słabość gospodarczą i militarną ustroju politycznego. Uciśnieni nie buntowali się, więc system powoli dogorywał, aż wreszcie nastał czas rozbiorów.

Ojcowie idei narodowej (Z. Balicki, J.L. Popławski i R. Dmowski) starali się dotrzeć do warstw wcześniej biernych i nieuświadomionych celem ukształtowania etosu nowoczesnego Polaka. Zdawano sobie wówczas sprawę z tego, że sprawy polskiej nie da się wygrać na bazie starych kadr. Włączenie nowych żywiołów do kierunku narodowego miało doprowadzić do powstania świeżej siły napędowej, dążącej do odrodzenia Ojczyzny. Dzisiaj ta walka o ukształtowanie świadomości mas jest tylko częściowo aktualna, gdyż nasz główny problem to niedobór patriotyzmu wśród wyższych sfer.

REKLAMA

Posiadamy elity unijne czy elity demokratyczne, lecz nie posiadamy elit polskich. Jeżeli nie uda nam się zwalczyć i skompromitować te zdegenerowane środowiska, wtedy nie ma co liczyć na poprawę naszej sytuacji. Trzeba głośno, odważnie wskazywać na brak patriotyzmu wśród przedstawicieli władzy. Trzeba mówić: to jest niegodne i tak nie może być! Kiedy nasze stronnictwo mówi o pseudointeligencji, nie chodzi nam o obrażenie konkretnych jednostek, jak się wydaje zwolennikom rządu, lecz o potępienie zjawiska społecznego, potępienie bezmyślności wśród wysoko postawionych grup społecznych. Problemem Polski są salony, które składają się z: bezkrytycznie wpatrzonych w zachód dziennikarzy, łapowników kolekcjonujących zegarki, wszechwładnych urzędników, rozrzutnych bogaczy, prokuratorów pozbawionych sumienia i sprawiedliwości, naukowców bez pokory wobec wiedzy. Wszystkie te środowiska nie posiadają klasy czy zasad. To właśnie przykłady najprawdziwszego polskiego ludu, przedkładającego prywatę nad interesy narodowe.

Karol Skorek

Karol Skorek – prezes Zarządu Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK, propagator patriotyzmu konsumenckiego i przedwojennej teorii ekonomii

Tekst pierwotnie ukazał się na łamach kwartalnika „Myśl” nr 30 (1)/2014